Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Psychologia pozytywna według Seligmana

Posted: January 27th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Autor “Optymizmu można się nauczyć” wkracza w rok 2012 książką “Pełnia życia”. To, podobnie jak inne jego książki, poradnik pokazujący proste i skuteczne sposoby, jak wydobyć się z pesymizmu, porzucić negatywne myślenie i udoskonalić własne życie. W oparciu o psychologię.

Według wydawcy autor wystąpił on do psychologów z apelem, aby swój tradycyjny cel walkę z cierpieniem uzupełnili o cel nowy: badanie tego, co nadaje życiu głębszy sens oraz tworzenie warunków, które pozwolą osiągać życiowy dobrostan. Ta książka też jest o tym i powinna sprawić, że życie tych, którzy zastosują się do jej zaleceń, stanie się lepsze.

Autor unika mówienia, że tylko pozytywne myślenie da nam wszystko, czego zapragniemy. Uprawiając naukę skupia się na rzeczach, które mogą pomóc nam w lepszych relacjach z otoczeniem. By jednak tak się stało, należy wykonać odpowiedni wysiłek.

Dlaczego niektórzy są szczęśliwi nie mając niczego, a inni posiadając dużo chodzą z nosem na kwintę? Czemu Stephen King sprzedaje miliony egzemplarzy swoich książek na świecie, a Bentley Little znany jest tylko w Stanach Zjednoczonych? Dlaczego Kowalczyk wygrywa, a Norweżki nie?

Na szczęście według Seligmana składa się wiele czynników – wiedza, siła, sprawność , etc. Najważniejsza jest jednak pozytywna energia rozumiana jako uśmiech od rana, brak kłótni i lekko optymistyczne spojrzenie na życie. Tak w skrócie można przedstawić jego psychologię pozytywną, która zaraża wiernych czytelników.

Przyznać trzeba, że pomimo potężnej dawki naukowej mowy da się z książki wyrwać coś dla siebie. Zachęcam i czekam na wznowienie innych pozycji autora.

Martin E.P. Seligmann, “Pełnia życia”, Media Rodzina, 2012.


Uczmy się ekonomii od Czechów

Posted: January 27th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Tomas Sedlacek w swojej książce “Ekonomia dobra i zła” pokazuje nam, że słowa kryzys/porażka/bankrut nie pojawiłyby się w naszym języku gdyby nie parę błędów, które od lat pokutują w społeczeństwie.

Tomáš jest jednocześnie głównym ekonomistą i strategiem makroekonomicznym jednego z najważniejszych prywatnych banków w Czechach i na Słowacji, Československá obchodní banka oraz członkiem Narodowej Rady Ekonomicznej przy Premierze Czech, Petrze Neczasie. Jest również aktywnym komentatorem rynków i światowej ekonomii dla czeskich i zagranicznych mediów, w tym blogerem czeskiego dziennika gospodarczego Hospodarske noviny.

Książka napisana jest z pasją. To nie nudnawy podręcznik o problemach, a autentyczny zapis pasji autora, który zna się na ekonomii. Bo przecież nie każdy wie, jak wiele wspólnego ma poezja z nauką, wydawać by się mogło, ścisłą. Powiedzmy więcej – ile rzeczy ekonomia zaczerpęła z literatury – nie sposób wymienić w jednej książce. Sedlacek podejmuje się tego zadania z sukcesem.

Każde jego rozważanie czerpie z mądrości przodków. Na pozór ten zabieg powinien kierować książkę Sedlacka do kosza – jednak po lekturze całości widać, jak ważny jest rozwój pamiętający o tym, co odkryły i pielęgnowały poprzednie pokolenia.

Autor, który nie bez kozery określany jest mianem mega mózgu, podejmuje również temat kryzysu. Odmieniany przez różne przypadki może nas przerażać – jednak gdy przeczytamy Sedlacka zrozumiemy, że problem nie jest tak skomplikowany. Wszystko wszak bierze się od niezdrowego nadmiaru. Mnogość pojęć, pieniędzy i innych rzeczy powoduje chaos, a ten zaczyna niszczyć nasz dorobek. Skutecznie.

Jak się przed tym bronić? Przeczytajcie “Ekonomię dobra i zła” Sedlacka. Warto!

Tomas Sedlacek, “Ekonomia dobra i zła”, Studio Emka, 2011.


Przygody Filonka Bezogonka

Posted: January 27th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | No Comments »

Nasza Księgarnia wydała właśnie płytę, na której znajdują się przygody Filonka Bezogonka. Czyta Wojciech Żołądkowicz. I to jak!

Filonek to kotek pokrzywdzony przez życie, bo co to za kot bez ogonka. To nawet nie pół kota – bardziej produkt kotopodobny. Jednak sam bohater nie przejmuje się tym za bardzo ambitnie pokazując młodszym czytelnikom świat – jego uroki ale i niebezpieczeństwa.

Przypomnijmy jednak, że początki nie były najłatwiejsze. Filonek urodził się w szwedzkiej wiosce. Szczur odgryzł mu ogonek. Koty wyśmiewały się z niego więc nasz bohater zaryzykował i wskoczył do przejeżdżającego okolicą samochodu. Na szczęście trafia na dobrych opiekunków, którzy umożliwiają mu normalne życie.

Więc możecie spodziewać się, że ciarki przejdą Wam po plecach, gdy usłyszycie o Filonku gaszącym pożar. Mało? Nasz dzielny kot bez ogonka rozprawia się z lisem oraz gubi się i musi odnaleźć drogę do domu. Wojciech Żołądkowicz idealnie stopniuje napięcie i interpretuje opowiadania tak, że nawet czytelnik znający je na pamięć będzie miał radość z ich słuchania.

Z punktu widzenia dorosłego wydaje mi się, że Filonek to takie alter ego autora. Jego lęki i obawy są schowane w Filonku. Podobnie rzecz ma się z marzeniami. A inne koty? One też po trochu przypominają ludzkie charaktery.

Kawał dobrej roboty. Audiobook na piątkę z plusem.

Gösta Knutsson, Przygody Filonka Bezogonka, Czyta Wojciech Żołądkowicz, format nagrania: MP3, czas nagrania: 2 godz. 20 min. Nasza Księgarnia, 2012.


Pinokio odświeżony i jeszcze bardziej fascynujący

Posted: January 27th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Pinokio to postać fikcyjna stworzona przez Carla Collodiego, autora powieści Pinokio (Le avventure di Pinocchio), która ukazywała się w odcinkach w latach 1881-1883.

Początkowa historia tego drewnianego pajacyka nie była obiecująca. Ot, w skromnym finale autor zabił swojego bohatera. Na całe szczęśćie młodzież, do której bajka była skierowana, nie dopuściła, by tak zacny bohater dokonał żywota. Collodi musiał pisać inne – bardziej optymistyczne zakończenie.

Opowieść zaczęła robić dużą karierę po śmierci twórcy. Wymieńmy filmy, spektakle, przeróbki tekstu czy komiks – a to tylko mała część pinokiomanii, która zapewne trwa do dnia dzisiejszego. Zachwyt ten uszczuplił nam jednak prawdziwy wygląd tekstu oraz – w wielu wypadkach – wizerunek samego Pinokia.

Wszak według najnowszego (i na razie najlepszego) wydania wydawnictwa Media Rodzina drewniana kukiełka odżywa. Nowy przekład książki Carla Collodiego “Pinokio. Historia pajacyka” pióra Jarosława Mikołajewskiego z ilustracjami Roberta Innocentiego każe klęknąć na oba kolana jeśli idzie o szczegóły edytorskie i tłumaczenie

Ta malarska interpretacja opowieści o Pinokio uznana została przez “New Yorkera” za z pewnością najpiękniejszą edycję świata pokazuje, że drewniana kukiełka na początku to kawał podłej szczapy, którą Gepetto powinien wrzucić w ogień najbliższego ogniska. Zły, opryskliwy i niesamowicie bezczelny Pinokio może być dla czytelników, którzy nie mieli wersji pełnej w rękach szokiem. Tak jednak było naprawdę. Pinokio chciał zabić, Pinokio próbował się powieścić, Pinokio siał strach i zniszczenie…

Widać w wydaniu Media Rodzina powolne dochodzenie Pinokia do bycia człowiekiem. Od zła absolutnego, poprzez wątpiącego naiwniaka po normalnego chłopca. Cały proces odbywa się oczywiście pod nadzorem dobrej wróżki, która słusznie gra jedną z głównych ról w bajce. Podobnie jak świerszcz, który jest głosem kształtującego się u Pinokia sumienia.

Czytając nowe tłumaczenie chłoniemy włoskość opowieści. To zapewne to, o czym mówił Maciejewski w rozmowie z Gazetą Wyborczą: Tłumaczenie “Pinokia” to przecież jedna z tych prac, które można bardzo zepsuć, a poprawić nią niczego się nie da. Zresztą nie ma potrzeby. Dotychczasowe przekłady są bardzo dobre. W przypadku takim jak ten tłumaczenie jest więc celem samym w sobie – to poprowadzenie ulubionej opowieści własnym głosem. Choć poczuciu bliskości z tekstem, czyli radości, towarzyszy też pewna ambicja – znalezienie tonacji, która byłaby polskim ekwiwalentem toskańskiej zaczepności ze skłonnością do wzruszonej emfazy i elegancji. Znalezienie formy dla takiego dziecięcego gadania, w którym jest pogłos Dantego, Petrarki, Boccaccia…

Klimat całości utrzymany jest przez ilustracje Roberto Innocentiego. Zresztą, kto inny mógł stworzyć tak dokładne malarskie przedstawienie opowieści jak nie Włoch? Przecież to on czuje klimat drzemiący gdzieś pomiędzy wierszami tekstu. Tę włoskość polskiemu czytelnikowi nieznaną.

Mistrzowska rzecz. Prawdziwa ozdoba bibliotecznej półki.


Uwaga, budowa!

Posted: January 26th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , | No Comments »

Tato, a jak buduje się domy? – pewnie zapyta za lat parę mój syn. Jak filolog muszę więc już teraz chłonąć podstawy wiedzy architektonicznej zaczynając od czegoś lekkiego acz wartościowego. Na pierwszy ogień “Uwaga, budowa!”.

Jak informuje wydawca (Media Rodzina) ta książka to polskie tłumaczenie niemieckiego hitu z 2009 Wydawnictwa Brockhaus. W 2010 roku książka została nominowana do prestiżowej nagrody Deutscher Jugendliteratur Preis oraz zdobyła liczne wyróżnienia wydawnicze.

Czytając tę opowieść Marka, który krok po kroku wyjaśnia nam niuanse związane z budową domu czuję się lepiej. Tajna wiedza architektoniczna i murarska stoi teraz otworem przed małym i dużym poszukiwaczem wiedzy praktycznej.

Chcesz wiedzieć jak powstaje piwnica? Dlaczego trzeba dobrze przygotować plac budowy? Które podłogi będą najlepsze do twojego pokoju? Te i inne pytania znajdują odpowiedź w książce. Całość uzupełniają rysunki pokazujące każdy szczegół nowego domu narratora.

Podróż poprzez etapy budowy z Markiem i grupą fachowców jest przyjemna choć czasem głupio, że taki mały chłopiec tłumaczy dorosłym czytelnikom rzeczy, wydawać by się mogło, podstawowe jeśli chodzi o budowę domu. Nie na wszystkim jednak można się znać. Warto jednak pamiętać, że płaski dach jest dobry, bo można go wykorzystać na ogródek w centrum miasta.

Czasem myślę, że “Uwaga, budowa!” mogłaby być pierwszym podręcznikiem dla budowlańca. Książka z dużą dawką wiedzy. Warto!

Rolf Toyka, Ferenc B. Regos, Heike Ossenkop, “Uwaga, budowa!”, Media Rodzina, 2012.


Dwa serca anioła

Posted: January 26th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , | No Comments »

Dracula wołają na Romka jego znajomi z podwórka. Syn pyta: dlaczego? Przecież główny bohater książki “Dwa serca anioła” krwi nie pije ani nie kocha spać w dzień.

Romek jest chory. Gdy miał sześć lat, znalazł się w szpitalu i usłyszał, że ma ubytek w przegrodzie międzykomorowej. Bardzo poważna wada musi być operowana. Niestety – opowieść nie przynosi wielkich nadziei – operacja jest droga i nie do końca wiadomo, czy ktokolwiek się jej podejmie.

Pewnego dnia spotyka tajemniczego pana Felicjana, z którym, pomimo różnicy wieku znajduje wspólny język. Bliska znajomość pozwala obydwojgu inaczej spojrzeć na pewne sprawy i ułożyć sobie życie w odpowiedniej kolejności.

Pomimo ciężkiego tematu jest to książka pogodna i optymistyczna. Pierwszoosobowa narracja Romka przesycona jest humorem i brakiem myśli o najgorszym. Nie nakręca się też nasz bohater pozytywnie – żyje normalnie i cieszy się z każdej chwili – i tej gorszej i tej lepszej.

Wojciech Widłak umiejętnie nakreśla postawy poszczególnych bohaterów książki. Jak podchodzą do choroby niewinnego chłopca? Mama jest zła na cały świat, koledzy nie rozumieją, a pan Felicjan… on jeden wie, o co w tym wszystkim chodzi. Zresztą jako pisarz mówi, że dopiero teraz zrozumiał, o czym ważnym można pisać.

Opowieść pozwalają nam również zrozumieć ciekawe ilustracje Pawła Pawlaka, który wczuł się w klimat opowieści. Można jej w ogóle nie czytać – każdy jego obraz powie nam ciut więcej niż słowa.

Czy anioły istnieją? Okazuje się, że można głęboko w to wierzyć.

“Dwa serca anioła”, Wojciech Widłak, Media Rodzina, 2012.


Pamiętnik Blumki

Posted: January 26th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Mija 70 lat od tragicznej śmierci Janusza Korczaka, ale też sto od utworzenia przez niego Domu Sierot. Będzie więc okazja rozmawiać nie tylko o tym, jak zginął, ale też jak przeżył życie najsłynniejszy polski pedagog.

Wiele tekstów pojawiających się w mediach pisze, że wyidealizowaony obraz doktora mija się zupełnie z prawdą, która jest bardzo bolesna. Bo czy wiemy, że zginął z dziećmi w komorze gazowej? Czy rzeczywiście był taki dobry? Nie miał żadnych chwil załamania? A jaki naprawdę był dla dzieci?

Ilona Chmielewska – autorka książki “Pamiętnik Blumki” zbudowała opowieść ze strzępków myśli korczakowskiej. Myśli, która do dzisiaj wydaje się być bardzo aktualna i przekonująca. Bo przecież sąd dziecięcy nad dorosłymi może się odbywać. A dzieci między sobą dogadują się lepiej niż za pośrednictwem rodziców ogarniętych gniewem i flustracją dnia codziennego. Kieszonkowe może być małe ale regularne. A dorosły musi przeprosić dziecko, gdy zrobi mu krzywdę.

Książka ta to myśl słowna i obrazkowa. Piękne ilustracje doskonale oddają to, co pisze autorka dając nam jednocześnie pole do szerszego rozumienia Janusza Korczaka i jego pomysłu na wychowywanie dzieci. Na pierwszy rzut oka pomysłu wyidealizowanego, nieprzeznaczonego dla tego świata. Jednak po chwili zastanowienia kupuję go w całości dla dobra swojego syna i rodziny.

Autorka książki jest laureatką wielu nagród. Najważniejsze z nich to Złote Jabłko na Biennale Ilustracji w Bratysławie i ilustratorski „Oskar”, Bologna Ragazzi Award, w kategorii „Non fiction”. Za “Pamiętnik Blumki” należą jej się kolejne.

Mądra książka. Dla dziecka i rodzica.

Iwona Chmielewska. “Pamiętnik Blumki”, Media Rodzina, 2012.


Potęga checklisty

Posted: January 25th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , | No Comments »

Specjaliści twierdzą, że trzeba dobrze planować czas, by życie nie uciekło nam przez palce. Inni zaś twierdzą, że należy tylko pozytywnie dumać nad swym żywotem, by osiągnąć wieczne szczęście. Atul Gawande sukces upatruje w checkliście.

Autor, w przeciwieństwie do innych naukowców, podaje przykłady na zbawienne funkcje checklisty. Dziewczynka, która została wskrzeszona z martwych po ponad 40-minutowym pobycie na dnie w lodowatym stawie. Katastrofy lotnicze, w których jest zero ofiar śmiertelnych. Działania kucharzy w znanej restauracji i ich wyśmienite posiłki.

Dlaczego te sytuacje kończą się pozytywnie? Wszystkich łączy umiłowanie jasnych zasad spisanych w punktach. Nie muszą być one wywieszone w miejscu pracy – są jakby wypalone w tej części mózgu, która opowiada za ważne zadania. Lekarz więc wie, jak postępować w wypadku zawału, wymiany cewnika czy szycia rany. Kucharz nie pomyli się gdy idzie o kolejność dodawania składników czy regulowania temperatury. Pilot zaś sprawdzi najważniejsze mechanizmy samolotu, zanim wzniesie się w powietrze.

Nie zawsze jednak jest różowo. Atul Gawande podaje przykłady, które świadczą o tym, że rutyna może zabić ideę checklisty. Przyzwyczajenie u kucharza spowoduje, że potrawa nie będzie taka dobra, a i zdarzy się, że mistrz będzie chciał iść na skróty. Czasem więc checklista musi wisieć na widocznym miejscu.

Ważne jest również pojęcie zespołu i współpracy. Choć autor jest mistrzem od spraw medycznych pokazuje w swoich przednich anegdotach, że najskuteczniejszy jest team postępujący zgodnie z zasadami checklisty. Wszystko idzie jak po maśle, gdy każdy zna swoje miejsce w szeregu. Jeśli nie – Houston mamy problem!

Jak my możemy wykorzystać ten “wynalazek”? Gdy chcemy złapać formę, nauczyć się języka czy dostać lepszą pracę. Dobrze rozplanowany dzień z ukierunkowaniem na dany cel powinno nam – według Atula Gawande – przynieść plon obfity.

Atul Gawande pisze o rzeczach ważnych ciekawie rzucając raz po raz przykładami, które lepiej niż teoretyczne rozwiązania ilustrują nam tą sprawę. Checklista rządzi – naucz się sporządzać ją i TY!

Atul Gawande, “Potęga checklisty”, Znak, 2012.


Człowiek Miron

Posted: January 25th, 2012 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , | No Comments »

Jak to było? Wbiegałem na trzecie piętro. Plac Dąbrowskiego 7, mieszkanie 13. Wbiegałem na trzecie piętro. Kartka z wiadomością, że otwarte, już czekała na klamce. Taki miał zwyczaj – wiele osób przechowuje do dziś te kartki. (…) Zapach dymu papierosowego miał stężenie kadzidła. Ściany były poczerniałe od świec. Leżał na kozetce, we wnęce, która kiedyś była sceną jego teatru. Był tak wtopiony w to wnętrze, że złodziej, który kiedyś tam się dostał, nie zauważył jego obecności. Nad kozetką wisiała cerkiewna kadzielnica z wprawioną niebieską żaróweczką, dająca nocne, kolejowe światło. Do czytania zapalał stojącą na szafce lampkę, którą nazywaliśmy „przesłuchaniówa”, bo siedzących przy nim na skraju kozetki raziła w oczy. Jedną ręką mógł sięgnąć do adaptera pod ścianą, drugą do butelki po mleku, napełnionej wodą, w której gasił niedopałki. Bruliony i długopisy leżały przy łóżku. I szła muzyka, Palestrina, Mozart, Bach.

Tak zaczyna się książka Tadeusza Sobolewskiego o jednym z najbardziej niezwykłych i oryginalnych pisarzy – Mironie Białoszewskim. To rodzaj eseju i zarazem bardzo osobistego wspomnienia nie tylko o samym poecie, ale i całym środowisku, które się wokół niego kształtowało. Miron autor, Miron człowiek, Miron przyjaciel, Miron kochanek, Miron artysta, Miron sąsiad – Sobolewski pisze o kilku wcieleniach Białoszewskiego, tworząc wielowymiarowy barwny portret mistrza.

Kiedy umiera zakonnik, mówi się, że „odszedł do Boga”. Miron odszedł do literatury, która jest żywa, jak niestarzejący się portret Doriana Graya. Poświęcił się literaturze w takim stopniu, że badanie jego „życia” niezależnie od „twórczości” wydaje się bezprzedmiotowe. Trzeba zajmować się tym Mironem, który jest, a nie tym, którego nie ma.

Premiera: 23 lutego 2012


Tajny dziennik Białoszewskiego wydarzeniem 2012?

Posted: January 25th, 2012 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , | No Comments »

Nikt nie mógł przeczytać Tajnego dziennika wcześniej. Cała twórczość Białoszewskiego to osobliwy pamiętnik.

To dzieło – ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia – mogło zostać wydane dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety. W swojej „domowej epopei” Białoszewski przygląda się ludziom, znanym i nieznanym. Przygląda się również sobie, odsłania bujne życie towarzyskie, artystyczne, prywatne, erotyczne. Grzesznik, który „grzech” swój wybrał i przełamał tabu. Optymista, któremu życie nie oszczędziło męczarni, choroby i samotności.

Miron opowiada o przygodzie swojego życia trochę jak przybysz, który został „wstawiony w ten świat”. Jawa, sen i wspomnienia – wszystko to, przywołane z niesamowitą wyrazistością, splątane w jeden węzeł tworzy rodzaj wielowątkowej powieści o sobie samym. Ten dziennik dzieje się przed nami.

Mając piętnaście, szesnaście lat po raz pierwszy zdał sobie sprawę ze swojego homoseksualizmu. Pisze w dzienniku o tym, jak rozpoznawał samego siebie. Gdyby mieszkał w Paryżu czy Nowym Jorku, nikt by nie pytał, z kim śpi, o której wstaje i jak się ubiera. On tymczasem żył w peerelowskiej Warszawie.
Tadeusz Sobolewski

Premiera: 23 lutego 2012


Schmitt i jego “Kobieta w lustrze”

Posted: January 25th, 2012 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , | No Comments »

Życie to coś więcej. Więcej niż rola do odegrania. Niż religia i konwenanse. Więcej niż mąż i dziecko. Pieniądze i sława.

Trzy kobiety. Gwiazda filmowa, mistyczka, arystokratka zafascynowana psychoanalizą. Na pozór dzieli je wszystko.

Łączy obsesyjna myśl, że muszą porzucić swoje dotychczasowe życie i odnaleźć to, co naprawdę ważne.
Eric-Emmanuel Schmitt, zdobywca nagrody literackiej Goncourtów 2010, zabiera czytelników w niezwykłą podróż przez czas i historię, by przedstawić losy fascynujących kobiet. W swej najnowszej powieści z wrażliwością filozofa i pasją wytrawnego detektywa zgłębia tajemnice kobiecej duszy.

W tym lustrze może się przejrzeć każda z nas.

To historia jednej kobiety na przestrzeni trzech różnych wieków. Nic więcej nie powiem! – EES o swojej książce /„Addiction Le Mag”/

Bohaterki powieści są emocjonalnymi kopiami autora i jego wielkich pasji: Anne jest mistyczką, Hanna – entuzjastką psychoanalizy Freuda, Anny – zanurzona w świecie kina. /„France Soir”/

W powieści drzemią filmowe możliwości. W roli bohaterek widziałbym na przykład Scarlett Johannson albo Natalie Portman. /„France Soir”/

Eric-Emmanuel Schmitt urodził się 28 marca 1960 roku w Sainte-Foy-les-Lyon w rodzinie sportowców; jego matka była mistrzynią Francji w sprincie, ojciec – uniwersyteckim mistrzem boksu. Wychowywał się w rodzinie ateistycznej. Kiedy rozpoczął studia filozoficzne, porzucił ateizm dla gnozy, którą zamykał w formule: nie wiem. Eric-Emmanuel Schmitt to nie tylko doktor filozofii, autor naukowej rozprawy o Diderocie, poczytnych powieści i oglądanych przez szeroką publiczność sztuk. To także – a może przede wszystkim – człowiek nieustający w rozwoju, baczny obserwator życia i świata. W 2010 roku został laureatem prestiżowej nagrody literackiej Goncourtów.


Pokonaj stres z samosedno.pl

Posted: January 24th, 2012 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , | No Comments »

Poradnik uczy, jak dzięki technikom relaksacji pokonać codzienny stres i osiągnąć wewnętrzny spokój, uznawany na Dalekim Wschodzie za naturalny stan naszego umysłu. Z książki dowiesz się, że to właśnie umysł jest narzędziem, które może nas zaprowadzić do pełni szczęścia, jeśli tylko będziemy się nim odpowiednio posługiwać.

Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich opisuje zjawisko stresu, jego przyczyny, skutki oraz skuteczne sposoby radzenia sobie ze nim. Nauczysz się, jak unikać sytuacji konfliktowych, reagować na własne i cudze emocje oraz jak je kontrolować. Zwiększysz wiedzę na temat wpływu myśli na rzeczywistość i przekonasz się, jaką siłę mają afirmacje.

Druga, praktyczna część poradnika, to podróż w głąb ciała i umysłu: ćwiczenia oddechowe, relaksacje i medytacje. Dowiesz się, jak korzystać z technik wizualizacji w życiu codziennym i poznasz sposoby harmonizowania siedmiu czakr w swoim ciele.
Odkryjesz techniki wykorzystujące moc muzyki i uzdrawiające właściwości dźwięków takich instrumentów jak: bębny, gongi i misy tybetańskie. Doskonałym uzupełnieniem książki jest płyta z prowadzoną przez autorkę relaksacją, podróżą przez czakry oraz muzyką wprowadzającą w stan głębokiego relaksu (alfa).

Dlaczego poradnik trafia w Samo Sedno?

- przybliża zjawisko stresu i dostarcza wskazówek, jak sobie z nim radzić- uczy pozytywnego myślenia i kontroli emocji
- objaśnia psychologiczne przyczyny powstawania chorób fizycznych
- prezentuje praktyczne techniki pracy z ciałem i umysłem
- dołączona do książki płyta zawiera prowadzoną przez autorkę relaksację oraz wizualizację: podróż przez czakry

O autorce:

Dagmara Gmitrzak – trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka reiki, dziennikarka. Ukończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych oraz podyplomowe studia na Wydziale Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, kurs medytacji mindfullness, szkolenie z muzykoterapii oraz liczne warsztaty w Polsce, Chorwacji i Hiszpanii. Od dziesięciu lat prowadzi z sukcesem warsztaty rozwoju osobistego. Autorka trzech książek z tej dziedziny.

ISBN: 978-83-7788-015-9
cena: 34,90 zł
ilość stron: 208
Więcej informacji: www.SamoSedno.com.pl

Samo Sedno to seria nowoczesnych, praktycznych i podręcznych poradników, które trafiają w samo sedno. W serii znajdują się tytuły o tematyce m.in. biznesowej, parentingowej, psychologicznej czy dotyczącej zdrowego stylu życia i rozwoju osobistego.


Polko i spółka pomagają rozGROMić konkurencję?

Posted: January 19th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | No Comments »

Sun Tzu to jeden z największych starożytnych myślicieli Dalekiego Wschodu, autor Sztuki wojennej Sun Zi (孙子兵法), najstarszego na świecie podręcznika sztuki wojennej.

Uważa się go również za jednego z pierwszych realistów w teorii stosunków międzynarodowych, a jego książka jest współcześnie traktowana jak podręcznik prakseologii i reinterpretowana w odniesieniu do innych dziedzin, które wymagają stosowania strategii, jak m.in. zarządzanie przedsiębiorstwem.

Podstawową tezą “Sztuki Wojny” Sun Tzu jest to by pokonać przeciwnika mądrością a nie samą siłą. Mówił, że działania wojenne obejmują jednocześnie obszary polityki, ekonomii, działań militarnych oraz dyplomacji. Podstawowa koncepcja Sun Tzu zawarta została w maksymie: “zwyciężać bez konieczności podejmowania walki”.

To samo udowadnia generał Roman Polko wraz z małżonką. Wykorzystując lata doświadczenia wojennego i zarządzania strukturami wojskowymi pokazuje nam, jak można efektywnie zarządzać i walczyć ze wszelkimi przeciwnościami losu.

Kryzys nie będzie nam straszny – dzięki doskonałym grafikom, tabelkom i hasłom mamy w sobie moc do pobudzenia zespołu w taki sposób, by odpowiednio pokierować jego działaniami. Książka umożliwia również skuteczne doradzanie kadrze kierowniczej, która takiej rady potrzebuje.

Ale przecież walczyć nie trzeba tylko w kryzysie. Mamy przecież walki mniejsze, które codziennie toczyć musimy. Zawsze może być to nasz bój ostatni, a tego nie chcą zarówno właściciele jak i pracownicy firm. Dlatego dobrze jest mieć pod ręką książkę generała.

Do broni!

Paulina Polko , Roman Polko, “RozGROMić konkurencję. Sprawdzone w boju strategie dowodzenia, motywowania i zwyciężania”, Helion, 2012.


Nie jestem seryjnym mordercą

Posted: January 18th, 2012 | Author: | Filed under: Różności | No Comments »

Miasteczkiem Clayton wstrząsa seria tajemniczych morderstw. To moja obsesja. Muszę się dowiedzieć, kto zabija. Mój terapeuta twierdzi, że sam mam cechy seryjnego mordercy. 95% procent seryjnych morderców w dzieciństwie unikało ludzi, podpalało i dręczyło zwierzęta, ale to przecież nie oznacza, że każde pokręcone dziecko wyrasta na zabójcę, prawda?

John Cleaver, lat 15, diagnoza: antyspołeczne zaburzenia osobowości/ obsesyjnie zainteresowany seryjnymi mordercami/ może być niebezpieczny.
Nie jestem seryjnym mordercą. Ale mógłbym nim być.

Już 26 stycznia druga część trylogii – Pan Potwór.

Więcej informacji tutaj.


Refleksja nad paragrafem „Martwe, żywe … Spotkanie z sensem teologicznym” z II rozdziału pracy doktorskiej Mateusza Antoniuka Otwieranie głosu – Studium o wczesnej twórczości Zbigniewa Herberta.

Posted: January 17th, 2012 | Author: | Filed under: Artykuły naukowe | Tags: , , , | No Comments »

Przyznam szczerze, że temat paragrafu brzmi bardzo obiecująco albowiem poszukujemy sensu, czyli logicznej treści, właściwego znaczenia czy nawet rozsądku ( Por. Sens [w:] Słownik wyrazów obcych, PWN Warszawa 1980, s.676.) na płaszczyźnie teologicznej w twórczości Zbigniewa Herberta. To wielkie wyzwanie jakie postawił sobie pan Mateusz Antoniuk w tytule: „Martwe, żywe … Spotkanie z sensem teologicznym”, zostało aż nadto w następnych wiersza ograniczone. Skoro bowiem pytamy się o teologiczny rozsądek to dlaczego zawężamy go jedynie do chrześcijańskiego? Być może pod tym zabiegiem, kryje się świadomość autora niewystarczającej wiedzy teologicznej z zakresu kilku chociażby religii monoteistycznych. Natomiast jeśli takie było założenie u początku pisania tego paragrafu aby zawęzić sens do teologii katolickiej ( na co wskazuje krótkie wyjaśnienie w późniejszych zdaniach ) to narobiono przyszłemu czytelnikowi dużego apetytu bez możliwości „naukowej konsumpcji”. Kategoria spotkania pomiędzy sensem teologii chrześcijańskiej, a wypowiedzią poetycka Zbigniewa Herberta czyni głównym bohaterem rozważań samego poetę, gdyż on jest wykonawcą działań językowych. Jakkolwiek podchodząc do niniejszego zagadnienia, aby odkryć intencję poety który zostawił po sobie ślad w swojej twórczości, a następnie odkryć i zrozumieć „według klucza teologicznego” kondycję jego duchowości, czy nawet postawę religijną wydaje się dość odważnym zadaniem.

Autor rozdziału „Martwe, żywe …” swoje wnioski formułuje na bazie „czterech sytuacji spotkań” między konstruowaną wypowiedzią, a sensem teologicznym. Pierwsze spotkanie dotyczy szkicu Wrócimy do Ciebie Panie z archiwum Zbigniewa Herberta znalezioną wśród zapisków z jesieni 1949 roku.

Wrócimy do Ciebie Panie
Jak wraca krew do serca
Krew wraca do serca

Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że działania metaforyzacyjne aktualizują znaczenie wypracowane przez teologię chrześcijańską, co więcej jak najbardziej trafne wydaje się stwierdzenie, że poprzez język poetycki Herbert poszukuje możliwości zrozumienia i wyrażenia relacji pomiędzy Bogiem, a ludźmi. W przetoczonej inskrypcji Antoniuk odnajduje chrześcijańską wizję relacji Stwórca – stworzenie. Jest ona pewnie najbardziej widoczna dla czytelnika, jednakże znaczenie krwi i samego serca może mieć, a nawet ma szerokie znaczenie w teologii chrześcijańskiej.

Chciałbym w tym miejscu nadmienić, że o ile w dzisiejszych czasach chętnie tworzy się wielorakie projekty wokół „sacrum w literaturze” jako locis theologici, o tyle bez odpowiedniej znajomości teologii jesteśmy niestety zdani na subiektywny wyrywkowy dobór prawd, które będą odpowiednie do udowodnienia swoich rozważań. Te zabiegi niejednokrotnie stosowane są bez podziału na gatunek literacki, formę czy doniosłość teologiczną jako stosowano i stosuje się do dziś przy omówieniu prawd wiary podkreślając ich znaczenie jako dogmatów, twierdzeń teologicznie pewnych czy tylko wniosków teologicznych. Prawie wszechobecna pokusa „doprawiania pobożności” może być, a nawet staje się zaraźliwa, w zależności od tego jak będziemy rozumieli teologię, której nie tak dawno w świetle nauk empirycznych nie dawano praw nauki. Nie wystarczy bowiem aby w wierszu pojawiło się panie z dużej litery, aby od razu był to sygnał o odniesieniu do Boga, bowiem może być to chociażby początek zdania. W tym momencie przychodzi mi na myśl stare powiedzenie, które tutaj najbardziej będzie wyrażało istotę rzeczy: „Intencję czynu zna tylko Bóg i osoba”. Parafrazując do naszego podwórka literackiego – Intencję i głęboki sens dzieła zna Bóg, pisarz i ci wszyscy, którym zechciał to objawić. O ile w przypadku powieści sytuacja wydaje się być łatwiejsza niż w przypadku wiersza, to nie jest rzeczą oczywistą, że odbiorca z łatwością odnajdzie sens lub cel utworu. Na przestrzeni pracy edukacyjnej w szkole mogę śmiało powiedzieć, że na pytanie: Co autor miał na myśli?, uczeń nie będzie miał lekkiej przeprawy z tekstem. Łatwiej odpowiedzieć mu będzie co rozumiem przez ten tekst i co on komunikuje. To wydaje się być pierwszym stopniem ku zrozumieniu tekstu, jednakże pokusą interpretatora być może pozostanie na tym etapie i przypisywanie swoich wyobrażeń autorowi. Jak się przed tym ustrzec? Zapytać autora – to najprostszy sposób. Jeśli to jest niemożliwe to mamy zagadkę, którą będziemy pragnęli rozwikłać z proporcjonalnym sukcesem co do znajomości twórczości autora. A więc im większa znajomość twórczości autora tym większe prawdopodobieństwo odkrycia jego intencji, spuścizny czy sensu. Jednakże co do intencji dzieła literackiego to sprawa wydaje się nie być taka prosta. Bywa bowiem tak, że człowiek rozpoczyna pracę z niskich pobudek, a okazuje się że efekt przewyższa jego oczekiwania i co więcej jest wybitnie doceniony przez odbiorców. Bywa też tak, że pobudki są jak najbardziej cenne np. Ad maiorem Dei gloriam, a efekt tragiczny bądź niezrozumiały przez odbiorców. Zatem pytanie: Co autor miał na myśli? Może być nigdy nieodgadnięte bez jego pomocy, a jedynie ciągłym przypuszczeniem z naszej strony.

Co z tego wynika dla nas, gdy poszukujemy sensu teologicznego w spotkaniu z twórczością poety. O ile Pan Bóg nie mógł pozostawić depozytu wiary niezrozumiałego dla poszczególnego człowieka, aby nie doszło do błędnej interpretacji, w Kościele katolickim mamy do czynienia z Urzędem Nauczycielskim, który w oparciu o Pismo Święte i Tradycję orzeka o poprawnym rozumieniu danej kwestii. Takiego urzędu nie mamy w przypadku literatury, aczkolwiek może, dlatego musimy być otwarci na ciągłe poszukiwania przy odnajdywaniu jak najbardziej pasującej teorii znaczenia utworu.

Antoniuk w swojej pracy odżegnuje się od „ex cathedra” stwierdzeń na temat twórczości Herberta w stylu: Mamy do czynienia z pisarzem ukazującym wizję chrześcijańską. Rzetelnie wyraża stonowany pogląd, że w twórczości Herberta mamy do czynienia z utworami, w których o człowieku, świecie i Bogu myśli się w kategoriach właściwych dla chrześcijaństwa i jednocześnie jest możliwa refleksja na te same tematy odległa od tej wizji. Zatem wczesna twórczość Herberta ma znamiona typowo ludzkie, jakie przeżywa każda osoba wierząca poszukując odpowiedzi na sprawy ostateczne w świetle wiary.( Można przetoczyć niezliczone figury wiary w postaci osób świętych jak i niewierzących zmagających się z kwestiami wiary w swoim życiu. Dla przykładu życie Św. Pawła z Tarsu, Mojżesza nie było nieskazitelne lecz zabarwione nawet zbrodnią popełnioną na drodze poszukiwania Boga. ) Wracając do inskrypcji z 1949 roku Wrócimy do Ciebie Panie. Jak wspomniałem trudno odmówić słuszności rozumienia niniejszego fragmentu w wymiarze Stwórca – stworzenie. Wątek ten jednakże nie jest jedynym jaki nasuwa się czy powinien nasuwać się czytelnikowi o wyczuciu teologicznym. Notabene w pierwszych wiekach teologią zajmowały się przekupki na targach rozważając kwestie wiary jako ciekawość w dociekaniu prawdy czy zrozumieniu prawd objawionych. A zatem dyscyplina naukowa zwana teologią może być uprawiana przez zwykłego człowieka. Krew patrząc na symbol chrześcijaństwa, jakim jest krzyż ma znaczenie również ofiary. Zrozumienie znaczenia krwi i jej przelania za nasze grzechy pomaga również zrozumieć ikonę pelikana z pisklętami, która często haftowana na ornatach czy umiejscowiona w ikonografii kościelnej ukazuje troskę o życie za cenę pokarmu, jaki jest własna krew. Mając na uwadze medyczne konkluzje powrotu krwi do serca to przecież krew powracająca jest pozbawiona tlenu jaki potrzebny jest organizmowi do życia. Krew stając się transportem spełnia podwójną rolę. Podobnie jest zatem z eucharystią. Umacnia, jednoczy na drodze do osiągnięcia zbawienia i ma znaczenie kosmiczne już tu na ziemi. Stąd słowa: Bierzcie i pijcie, to jest krew moja która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na moją pamiątkę3. Bez umocnienia krwi w sercu, tzn. dotlenienia i wzbogacenia jej krwiobieg staje się niepotrzebny. Idąc dalej powrót nasz do Boga jest zmierzony zatem od samego początku w akcie stworzenia i śmierci ale i możliwy – co warto było podkreślić w wymiarze teologicznym podczas eucharystii jako duchowa transfuzja karmiąc się krwią Chrystusa. Tego wątku eucharystycznego, czy nawet wątku serca Pana Jezusa w świetle tajemnicy kultu miłosierdzia Bożego brakowało mi w spotkaniu z przedstawionym fragmentem Wrócimy do Ciebie Panie. Pan Antoniuk wykazując się ogromną biegłością w zagadnieniach teologicznych wykazuje wiele ciekawych zależności i wątków w spotkaniu z poezją Herberta. Co ciekawe w przypisie dokonuje nawet intuicyjnego stwierdzenie, że Herbert nie interesował się pełną skalą konsekwencji wybranej metafory.( Zob. Przypis 5, s337.) Zatem intuicja naukowca jak widać może dać dość mocne światło do rozumienia twórczości poety. Przywołując cztery teksty Herberta posługujące się wyobrażeniem krwiobiegu z lat 1949-1955 ( Struny światła, Białe oczy, Słońce nocy, Wrócimy do Ciebie Panie ) stwierdza, że metafora krwiobiegu w tamtych lat była jeszcze nieustabilizowana i umożliwiała ciekawe spotkanie z sensem teologicznym. Pełne ustabilizowanie jak mi się wydaje zabija głębie wiersza, odbiera powieści wielowątkowość, a czytelnikowi po prostu radość. To chyba wielkość poety aby w kilku słowach wyrazić sedno uczuć, sprawy znaczenia jakie nosi w sobie napotkany czytelnik. Nie chodzi, bowiem o poszukiwanie intencji, ale jak wcześniej zaznaczone zostało przez autora spotkanie, które wyrażać się będzie zrozumieniem dwóch stron w osobliwym dla każdego formie i języku.

W wierszu O ufności sens teologiczny ewokowany za pomocą aluzji wersyfikacyjnej i leksykalnej ukazała naukę o Duchu Św. – Pocieszycielu jako jedną ze znaczeniowych potencji tekstu. Nie chciałbym się odnosić do szeroko opisywanych działań wersyfikacyjnych i leksykalnych, jakie zostały podjęte w celu omówienia wiersza a tylko do niektórych zabiegów porównawczych.

„Na płaską głowę smutku nastąp” zostało silnie skojarzone z biblijnym obrazem potomstwa Niewiasty, która zmiażdży głowę węża ( Rdz 3,15 ) Przyznam, że ani nie mam silnego skojarzenia ani nie widzę możliwości porównania tych dwóch fragmentów. Wspólnym wydaje mi się jedynie wyraz „głowa”. Zapowiedz wyzwolenia pomimo nałożenia kary za grzech pierworodny miało wyrwać Adama i Ewę z beznadziejności po popełnionym grzechu. Stąd już tłumacze septuaginty powyższe proroctwo nazwali protoewangelią, czyli radosną nowiną ogłoszoną upadłej ludzkości. Z brzmienia w. 15 wynika, że walkę z szatanem prowadzić będzie ludzkość na rozkaz Boży ( E. Zawiszewski, Pięcioksiąg i księgi historyczne, Pelplin 1998, s. 86-94. Pełny wierz Rdz 3, 15 zawiera kontynuacje: ono zdepce ci głowę, a ty zranisz mu piętę. ). Nie zaś jak chciał to widzieć interpretator aktywność Maryi w dziele zbawienia. Bowiem to „ono” zmiażdży ci głowę odnosi się do potomstwa niewiasty a nie do niej samej, na co wskazuje sam użyty chociażby rodzaj nijaki. Myślę, że nastąpiła w tym miejscu lekka nieścisłość teologiczna w zakresie teologii biblijnej w celu podparcia swojej teorii. W dalszej pracy interpretacji wiersza i porównywania go z hymnem Veni Creator posłużono się formą rozważań R. Cantalamessy. O ile rozważania mogą być ciekawe w odbiorze czytelnika w rozumieniu problematyki pneumatologicznej o tyle bazowanie na nich w świetle pracy literaturoznawczej wydaje się małą niekompetencją co zostało również zauważone przez interpretatora. Porównanie fragmentu: „mową wzbogacasz język nasz” nie ma podobnego działania jak w cudownym wydarzeniu opisywanym w Dziejach apostolskich, a mianowicie zesłaniu Ducha Św. i daru języków. Dar języków polegał na odbiorze istoty przekazu zrozumiałej dla każdego z obecnych, a nie jedynie literalnej formy polegającej na zrozumieniu bazującym na zwykłym tłumaczeniu. Współczesne teorie teologii biblijnej interpretują to wydarzenie na sposób jedności wspólnoty tworzonej we wspólnym celu. Stąd też rozumie się wydarzenie daru języków podobnie jak przepowiadanie papieża wypowiadane w jednym języku, a rozumiane przez wiele wspólnot różnojęzycznych co do głębi istoty, a nie wielości zrozumianych słów. Antoniuk kontynuując swoją hipotezę podobieństwa wiersza do hymnu Veni Creator, nie ucieka od świadomości nadinterpretacji, co więcej daje nawet jej wyraz poprzez szacunek do wewnątrzkontekstowych przesłanek uprawniających, co prawda do odczytania pneumatologicznego, lecz nie definiującego jednoznacznie. Bowiem niemożliwe jest jednoznaczne klasyfikowanie wiersza przy istnieniu wielości stref odczytań pośrednich. W odniesieniu do krótkiej notatki lirycznej.

W notatce o płomieniu Antoniuk wyeksponował sens teologiczny poprzez konwencjonalny symbol pneumatologiczny jakim jest ogień, a następnie poddawany próbie żądań i wątpliwości podmiotu.

Ocal
Oczyść
Jeżeli jesteś płomieniem
Oczyść

Proste odczytanie tekstu o działaniu trzeciej osoby Trójcy Świętej możliwe jest dzięki bezpośrednim skojarzeniom jakie posiada pewnie każdy kandydat przygotowujący się do sakramentu bierzmowania i znajomości hymnu do Ducha Św. Na bazie symboliki oczyszczenia i płomienia jakie przypisuje się Duchowi Św. wysnuwana jest dalsza interpretacja tekstu. Nie mniej jednak na bazie notatki nie jesteśmy w stanie ustalić od czego podmiot ma zostać oczyszczony. Na bazie notatnika Herberta z 1951 roku wywnioskował twórca artykułu, że pisarz odczuwał potrzebę dialogu z symboliką pneumatologiczną ukazującą doświadczenia duchowej przemiany, uwalniającej od jakiegoś zła i zagrożenia, a dokonującej się pod wpływem zewnętrznej mocy. Dzięki analizie prasy katolickiej w 1945 roku, można było stwierdzić, że tematyka pneumatologiczna była podejmowana często. Nie stanowi to jak słusznie rozumuje interpretator twórczości Herberta dowodu na zainteresowanie pisarza, ale stanowi jedynie przesłankę mającą swoje korzenie w historii. Warte podkreślenia jest ponowienie prośby o oczyszczeniu, które ma sprawić realizację pierwotnej prośby jakim jest ocalenie. Można, zatem dokonać projekcji sensu teologicznego, jakim będzie oczyszczenie z grzechu w celu ocalenia grzesznika. Ciekawie na tym tle brzmi modlitwa, jaką wypowiada kapłan podczas sprawowania Mszy świętej, a dokładnie przy obmywaniu dłoni: „Obmyj mnie Panie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego” ( Mszał Rzymski dla diecezji w Polsce.).

Ostatnim analizowanym utworem jest wiersz Kościół. W pierwszorzędnym skojarzeniu czytelnika, utwór jakby odnosił się do idei Kościoła Apostolskiego umacnianego prze Jezusa, a w rzeczywistości autor utworu stworzył metaforyczną pułapkę ukazującą pustą strukturę znaczeń. Wielość znaczeń jakie możemy wyróżnić w utworze dzięki różnorodnym opisom cech świątynnemu wnętrzu pozwala na odkrycie trzech poziomów znaczeń. Kościół jako:
1. Typ budynku do celów sakralnych
2. Gotycka katedra jako symbol metafizycznego porządku stworzonego świata
3. Wspólnota wiernych
Antoniuk pragnie odczytać ten wiersz głębiej, jako wypowiedz o kryzysie dotykającym wyobraźni i duchowości XX wieku. Ciekawe rozważania na temat 2 i 3 znaczenia kościoła pozwalają dociekać różnorodnego znaczenia egzystencji człowieka w Kościele. Zabrakło według mnie rozumienia Kościoła jako przejścia od ST do NT. Wtenczas rozumienie wiersza: „zagasił ołtarz jak zachód”, może odnosić się do zakończenia w momencie ofiary Chrystusa ofiar całopalnych, a jednocześnie pozostawienie obecności poprzez: „znak stopy – kropla krwi”, a mianowicie eucharystii jako kropli krwi w każdym kościele gdzie sprawowana jest Msza Św. Pozostaje jeszcze wątpliwość: „w puszystej łące powietrza”, rozumianej jako powszechny dostęp do obecności śladu i spotkania ze śladem ludzi znajdujących się nie w Kościele ale poza nim, albo znaczenie powszechności ofiary. Skorzystam odnośnie swojego zamyślenia z frazy jaką stosuje Antoniuk, że jednoznacznie nie upieram się przy takiej interpretacji.

Podsumowanie, jakiego dokonał autor rozdziału Martwe, żywe … Spotkanie z sensem teologicznym” wydaje się odzwierciedlać nieufność wobec pochopnemu przypisywaniu sakralności twórczości Herberta, jak również docenić ogromny wpływ na ponowne odczytywanie znaczenia teologicznego. Na ile będziemy w stanie wykazać się dobrą znajomością twórczości danego poety i zarazem wartości teologicznych nie tylko chrześcijańskich, albowiem poeta jest piewcą wartości uniwersalnych, które obiera w dogodne dla niego słownictwo, na tyle wartości przez nas wyznawane mogą być martwe albo żywe. To co żyje może w nas obumrzeć, a to co obumarło może narodzić się na nowo z większą siła ku życiu. Myślę, że „Martwe czy żywe…” staje się wyzwaniem dla każdego z nas wyzwaniem, jakie stawia nam poezja Zbigniewa Herberta i cała myśl teologii chrześcijańskiej, aby odkryć wartości uniwersalne, jakie rodzą się podczas spotkania poezji w jej rozumieniu z wartościami Boskimi.

Może w tym kontekście słowa poety Janusza Pasierba oddadzą to przenikanie pomiędzy żywym, a martwym:

„Wiem, że jesteś życiem przecież umieram”

Autor: Bartłomiej Wróbel – Filologiczne Studium Doktoranckie