Polscy aktywiści gejowscy szykują nową akcję. Jesienią do księgarń trafi książka o homoseksualnych pingwinach, które wychowują małe pingwiniątko.
Przekład amerykańskiej bajki “Z Tangiem jest nas troje” wyda wydawnictwo Roberta Biedronia. – Już przedszkolaki powinny się uczyć tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka, powiedział “Dziennikowi” działacz Kampanii Przeciw Homofobii.
“And Tango Makes Three” – to oparta na faktach historia związku dwóch pingwinów z nowojorskiego zoo, które wspólnie wychowały młode o imieniu Tango.
- Na polskim rynku bajek nie istnieje temat tolerancji, nie wspominając nawet o homoseksualizmie. Bardzo mało jest książek inspirujących i edukacyjnych. Te, które są, wręcz ogłupiają, tak Biedroń tłumaczy fakt wydania tej pozycji, wokół której – jak przewiduje prof. Ireneusz Krzemiński – z pewnością wybuchnie polityczna awantura.
W piątek, 31 lipca znana krytyczka literacka, pisarka i działaczka feministyczna Kazimiera Szczuka zadebiutuje na antenie Radia Roxy jako prowadząca autorskiego programu „Kazimierz nad Wisłą”. W trwającym trzy godziny programie Szczuka ma opowiadać o kulturze, ze szczególnym naciskiem na literaturę.
Mankell ma talent do tworzenia historii, których intryga stanowi ucztę, jakich mało można doświadczać w wakacyjny zastój wydawniczy.
Akcja jest niezwykle zagmatwana. W kwietniu 1992 roku w Republice Południowej Afryki grupa prawicowych fanatyków planuje zamach na Nelsona Mandelę i mozolnie budowaną demokrację. W tym samym czasie policja w Ystad przyjmuje zgłoszenie o zaginięciu agentki nieruchomości, Louse Akerblom.
Komisarz Wallander szybko dochodzi do wniosku, że kierowane przez niego śledztwo w tej sprawie nie będzie łatwe ani rutynowe (jak zwykle zresztą). Elementy układanki nie chcą się ze sobą połączyć. Trudności potęguje także znaleziony palec oraz problemy Wallandera.
Czy i tym razem komisarz da radę? Przecież wiadomo, że on Zawsze wychodził z każdej opresji zwycięsko. Tym razem jednak przeciwnik jest bardzo mocny i na dodatek upatrzył sobie Wallandera jako cel.
Mankell jest mistrzem w umiejętnym operowaniu kilkoma wątkami na raz (co udaje się nielicznym). Najpierw jesteśmy w Afryce, by płynnie przemieszczać się do Danii i Szwecji. Pomimo, że początkowo nic nie klei się kupy w miarę pojawiania się nowych faktów zauważymy misternie utkaną opowieść, która zapiera dech w piersiach.
Mankell, jak zwykle zresztą, stawia na całkowity realizm. Nie dziw, że dość szybko (i bez większych problemów) nakręcono serial na podstawie jego powieści. Plastyczne opisy sytuacji, osób i szwedzkiej prowincji z pewnością ułatwiły twórcą zadanie. W “Białej lwicy” czy to Afryka czy Szwecja – wszystko jest prawdziwe do szpiku kości.
Mimo, że problemy Czarnego Lądu, o których pisze Mankell polskiemu czytelnikowi nie będą pewnie znane tak dokładnie – warto poznać tę historię i odpowiedź na pytanie – Dokąd ten świat zmierza? A nie jest ona zbyt optymistyczna.
Jedna z ciekawszych lektur na lato wydana niedawno dzięki “Polityce” i jej kryminalnej serii w cenie 15 zł.
“Biała lwica”
Henning Mankell
wydawnictwo W.A.B
2008
Czy będzie hit? Z pewnością dla tych, którzy się tym interesują dla innych pewnie nie.
Niemiecki mit, by we wrześniu 1939 r. Wehrmacht nie popełniał zbrodni wojennych, obalił w książce wydanej w 2006 r. w Niemczech historyk Jochen Boehler. Polskie tłumaczenie jego pracy “Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce” ukaże się w sierpniu.
“W dotychczasowej historiografii za cezurę między tradycyjnym sposobem prowadzenia wojny a wojną totalną błędnie uznawano niemiecki atak na Związek Radziecki. W rzeczywistości jednak wszelkie jej znamiona nosiła już pierwsza krótka kampania Wehrmachtu przeciwko Polsce” – pisze Boehler. Podkreśla, że “żołnierze rozstrzeliwali tam na dużą skalę cywilów i jeńców wojennych, a także współpracowali z grupami operacyjnymi policji bezpieczeństwa przy pacyfikacji zdobytych terenów oraz wypędzaniu i mordowaniu polskich Żydów”.
Autor szczegółowo dowodzi fałszu rozróżniania między “zbrodniczym SS” i “przyzwoitym Wehrmachtem”. Przekonuje, że mordy popełniane w 1939 r. przez Wehrmacht oraz przez jednostki SS i policji różniły się jedynie pod względem motywacji: w przypadku SS było to odpowiednie szkolenie i odgórne rozkazy, w przypadku regularnych sił zbrojnych III Rzeszy – negatywny obraz Słowian i Żydów oraz “partyzanckie urojenia”.
Tej przyczynie Boehler poświęca wiele miejsca. Podkreśla, że znaczna cześć rozstrzeliwań polskich cywilów przez Wehrmacht spowodowana była właśnie podejrzeniami wobec ludności o “skryty i podstępny” udział w działaniach wojennych. “W rzeczywistości jednak Wehrmacht walczył tu nie z realnym, lecz z urojonym wrogiem” – podkreśla autor. Zwraca uwagę, że we wrześniu 1939 r. nie istniała żadna polska partyzantka.
Historyk uważa, że urojenia te – niezależnie od twierdzeń Hitlera, jakoby polski rząd zachęcał ludność do strzelania z ukrycia do niemieckich żołnierzy – były spowodowane “nerwowością niedoświadczonych rekrutów”. Za niekontrolowane wymiany ognia między sobą obarczali oni odpowiedzialnością polskich cywilów, których na miejscu karali. Taka była np. przyczyna śmierci ponad 200 polskich jeńcow, ostrzelanych 4 września przez ogarniętych paniką konwojentów w zajętej przez Niemców Częstochowie. Boehler podkreśla, że sytuację zaostrzały rozkazy; np. 8 Armia za niezbędne uznała natychmiastowe rozstrzeliwanie wszystkich mieszkańców domów, z których strzelano by do żołnierzy.
Ponadto niemieckie wojsko nie uznawało polskich straży obywatelskich (dopuszczanych przez konwencję haską z 1907 r.) za pełnoprawnych uczestników walk, których rozstrzeliwano jako rzekomych “dywersantów”. Tak było np. w Bydgoszczy, gdy straż złożyła broń po zapewnieniu Niemców nadania jej praw kombatanckich. “Niemieccy żołnierze czuli się rozgoryczeni tym, że zajęcie Bydgoszczy utrudniała im formacja złożona z cywilów” – komentuje Boehler.
Autor podkreśla, że Wehrmacht bardzo wrogo odnosił się do polskich Żydów, którym obcinano brody, znieważano, zmuszano do upokarzających prac. Dochodziło też do mordów; najbardziej drastyczny wydarzył się w Końskich, gdzie żołnierze zastrzelili 22 Żydów. Oficer, który pierwszy otworzył tam ogień, stanął wprawdzie przed sądem polowym, ale nie za zabójstwa, lecz za “naruszenie dyscypliny”. Wobec wojskowych, sądzonych za zgwałcenie kilku Żydówek w Busku, sąd wojenny najwięcej uwagi poświęcał zaś wyjaśnianiu, czy “zhańbili oni rasę germańską” (w III Rzeszy karano za stosunki seksualne z “podludźmi”).
Niestawianie winnych zbrodni – poza takimi nielicznymi wyjątkami – przed sądami polowymi Wehrmachtu jest dla autora przejawem obojętności dowództwa na los obywateli Polski. Przypomina on, że i po wojnie nikogo z Wehrmachtu nie skazano za zbrodnie z września 1939 r. Według polskich historyków, SS wraz z Wehrmachtem zamordowały wtedy ok. 3 tys. polskich jeńców wojennych oraz 16 tys. cywilów. Zdaniem Boehlera, Wehrmacht “miał na swoim koncie niewiele mniej ofiar egzekucji niż grupy operacyjne policji czy formacje SS”, którym dorównywał pod względem brutalności. Historyk podkreśla, że choć grupy te podlegały Wehrmachtowi, to dowództwo – poza sporadycznymi interwencjami – nie czyniło nic, by przeciwdziałać zbrodniom SS i policji, a nawet zapewniało im wsparcie logistyczne.
40-letni Boehler, który ożenił się z Polką, jest od 2000 r. pracownikiem Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Jego książka ukazuje się nakładem Wydawnictwa Znak.
Ernest Hemingway – znaki szczególne – biała broda i wełniany sweter żyje w Teksasie. Tak zadecydowało jury podczas 6-dniowego festiwalu ku czci laureata nagrody Nobla.
David Douglas – zwycięzca konkursu musiał trochę pocierpieć. Wełniany sweter w duże upały nie jest najlepszym pomysłem na ubiór. Opłacało się jednak poświęcić i pokonać 139 innych sobowtórów autora “Komu bije dzwon”.
- Bardzo prawdopodobne, że wygrałem dzięki … swetrowi – powiedział zwycięzca, którego wygląd oddawał ponoć idealnie wygląd pisarza z 1957 roku, który można zobaczyć na słynnym zdjęciu Yousufa Karsha.
Laureat zaznaczył, że nie ma literackiego talentu, a pisanie ogranicza do … wypisywania czeków oraz pisania wiadomości tekstowych (pojęcie dość szerokie).
Więcej informacji na stronie festiwalu – www.hemingwaydays.net
31 lipca doskonała okazja w MTK (a mało jest takich okazji) do posłuchania Wojciecha Cejrowskiego. Spotkanie odbędzie się w ramach cyklu Boso do Trójmiasta.
WOJCIECH CEJROWSKI HASŁOWO:
podróżnik, poszukiwacz ginących plemion Amazonii
osobowość telewizyjna
popularny dziennikarz radiowy
artysta kabaretowy (sam o sobie mówi: jestem komediant)
pisarz i publicysta
satyryk – gorący krytyk biurokracji i socjalizmu
krytyk muzyczny (wc: jestem po prostu osłuchany)
fotografik
…a z zawodu cieśla
Cokolwiek robi – zawsze z pasją.
Jest gorący, ostry, wyrazisty i do szpiku kości bezkompromisowy – dla jednych to zaleta, dla innych największa jego wada.
Szczodry w krytyce. Oszczędny w pochwałach.
Wolisz, żeby był twoim entuzjastą, niż przeciwnikiem. Ale warto go mieć nawet za przeciwnika, bo to godny przeciwnik – nieustępliwy, wymagający, walczy do końca, ale gdy ci się uda go pokonać, w pełni czujesz smak zwycięstwa.
Spotkanie odbędzie się 31 lipca w Rumi o godz. 19 w Hotelu Faltom (Grunwaldzka 7) Pozostałe terminy spotkań w trójmieście do obadania tutaj.
Klip promocyjny albumu “Gajcy” który został wydany przez Muzeum Powstania Warszawskiego.
Powyżej Piosenka “Miłość bez jutra” w wykonaniu Karoliny Cichej i jej zespołu… Na płycie pojawiają się też inspirowane poezją Tadeusza Gajcego piosenki zespołów ARMIA, Dezerter, Pogodno, 52UM, Pustki, Hetane, Agressiva 69, NOT, Fatbelly Familly, Lecha Janerki, Kazimierza Staszewskiego, Darka”Maleo”Malejonka i innych…
Czyli prawie happy end historii z “Rokiem 1984″ i kasowaniem Orwella z prywatnych czytników.
Jeff Bezos z Amazona wydał oświadczenie, w którym przeprasza wszystkich za to, co się stało. – Nasze rozwiązanie tego problemu było głupie i nierozważne. (…) Zasłużyliśmy sobie na krytykę, która nas spotkała – czytamy w oświadczeniu.
Czyli kolejna książka, która pewno stanie się bestsellerem ze względu na tematykę w sprzedaży od 29 lipca. Poczytać fragmenty można tutaj, a poniżej krótkie acz ciekawe wystąpienie samej autorki.
Nowa powieść Katarzyny Grocholi jest najchętniej kupowaną książką w Polsce! Czytelniczki polubiły Sarę Ziębę, bohaterkę nowej powieści Katarzyny Grocholi Kryształowy Anioł.
Według opublikowanego Topu Empiku Kryształowy Anioł cieszy się największą popularnością wśród czytelników. O sympatii czytelników może świadczyć także profil Sary Zięby, który niedawno powstał w portalu Nasza-Klasa.pl.
O książce:
Judyta, obwołana najbardziej wpływową bohaterką literacką wolnej Polski, ma godną następczynię. Na niemal sześciuset stronach nowej, znakomitej powieści „Kryształowy Anioł” Katarzyna Grochola powołuje do istnienia Sarę. Ta inteligentna i wrażliwa trzydziestolatka, podobnie jak wielu przedstawicieli jej pokolenia, wyjeżdża z rodzinnego miasta, aby szukać szczęścia w Warszawie. Niestety – to, co jest szczęściem dla męża Sary, jej przynosi osamotnienie i rozpacz. Ogromny sukces przychodzi w najmniej spodziewanym momencie i łączy się z goryczą porażki.
Takiej powieści jeszcze nie było. W „Kryształowym aniele” czytelnicy odnajdą niezwykłą syntezę tego, co znamy z „Nigdy w życiu!” i „Trzepotu skrzydeł”: błyskotliwe dialogi, zabawne qui pro quo, ale też duszną atmosferę dramatu psychologicznego.
Kim jest człowiek, czym jest III RP, dlaczego Benedykta XVI uważa za papieża lepszego niż Jan Paweł II oraz co różni erotomana gawędziarza od dżentelmena – zwięźle i z humorem objaśnia w swojej najnowszej książce znany publicysta, Rafał A. Ziemkiewicz.
“W skrócie” to zestaw haseł z każdej dziedziny życia, od polityki, przez seks i filozofię, aż po gospodarkę i religię. Rysunkami opatrzył je Andrzej Krauze. Portretu publicysty, znanego także jako RAZ (skrót od inicjałów), dopełniają 4 wywiady z autorem. Wszystko składa się na obraz Ziemkiewicza w pigułce, RAZa od A do Z, lekturę pół żartem, pół serio, w sam raz na urlop dla wymagających, idealną do plecaka i plażowego dołka.
Książka dla tych, którzy uwielbiają gospodarza telewizyjnego “Antysalonu”, jak i dla tych, których on diabelnie irytuje.
What The Kids Are Eating of the Day: Ruled not good enough by America’s largest fast-food chains, the so-called “pink slime” — meat and meat by-products treated with ammonia — is still A-OK by U.S. Department of Agriculture standards.
McDonald’s, Burger King, and Taco Bell were all persuaded to stop using ammonia-treated meat after the practice of rinsing dog-grade meat with ammonia to wash away harmful bacteria was brought to the attention of consumers by celebrity chef Jamie Oliver.
“We’re taking a product that would be sold in its cheaper form for dogs,” said Oliver on his TV show Food Revolution. “After this process, we can give it to humans.”
But a USDA spokesman said there were no plans to stop using pink slime as part of the national school lunch program.
“The U.S. Food and Drug Administration as well as the Food Safety and Inspection Service considers ammonium hydroxide as ‘generally recognized as safe,’” said the spokesman, Aaron Lavallee. “FSIS reviewed the suitability of Beef Products Inc.’s use of ammonium hydroxide in order to assess its effectiveness in performing the intended technical purpose of use, at lowest level necessary, and to ensure that the product is not adulterated or misleading to consumers.”
However, since ammonia beef falls outside the jurisdiction of federal labeling requirements, parents have no way of knowing what exactly is being served to their kids.
ACTA jest bardzo dobre, popieram, i będę głosował za ACTA natychmiast, jak tylko pojawi się w parlamencie. Ci młodzi ludzie nic nie rozumieją. Demonstrują z symbolami Polski Podziemnej. Ludzie ginęli na gestapo, w Oświęcimiu ginęli pod tymi symbolami! Jeśli ktoś w takiej sprawie wynosi symbole Polski Podziemnej to jest idiotą i nie należy z nim w ogóle dyskutować