28 lipca nakładem wydawnictwa Super Nova ukaże się książka Pawła Ciećwierz Nekrofikcje
Mgława to miasto, które gnije od wewnątrz, a Brighella jest handlarzem narkotyków i wskrzesicielem trupów, który w tej zgniliźnie się pławi.
Mgława – miasto tysiąca koszmarów. Tutaj zakpić sobie można z każdego, nawet ze śmierci.
W Mgławie nie ma bohaterów, nie ma szans na godne życie, a jedyny cud, na jaki można liczyć, to zmartwychpowstanie. Oczywiście za pomocą czarnej magii. Ze wszystkimi skutkami wynikającymi z jej użycia. Po wielekroć więc się zastanów, zanim skorzystasz z usług Brighelli!
Ten nekromanta potrafi wyrwać się ze szponów Inkwizycji i oszukać śmierć.
Przedstawienie musi trwać.
W świecie NEKROFIKCJI magia istnieje, tak jak zombie, upiory i nieumarli, ale w sumie niewiele to zmienia. Większość ludzi potrafi znaleźć sobie miejsce w postindustrialnym porządku społeczeństwa rządzonego przez telewizję, Kościół oraz korporacje. Książka opowiada o tych, którzy dostosować się nie potrafią. Jej główny bohater, niejaki Brighella, jest średnio utalentowanym nekromantą do wynajęcia. Jego przyjaciel Skud to były żołnierz o psychopatycznych skłonnościach. Izis przybyła z Afryki uzbrojona w maczetę i specyficzny system wartości. Hania jest czarownicą oraz anarchistką. Vigil dobrze gra w karty. Stary Doktor za dużo wie i za dużo może. Losy bohaterów splatają się ze sobą w różnych, czasem egzotycznych, a czasem budzących zrozumiałe przerażenie miejscach. Prędzej czy później wszystkie drogi i tak zaprowadzą ich do Mgławy, w której przemoc i narkotyki są tanie, miłość zawsze kończy się o świcie, a dobro i zło traktować trzeba z należytym przymrużeniem oka.
Paweł Ciećwierz – urodzony trzydzieści lat temu na Śląsku. Doktor literaturoznawstwa, autor wielu opowiadań z pogranicza fantastyki i horroru oraz artykułów kulturoznawczych. Na wydanie oczekuje jego książka Synowie Kaina, córy Lilith – analiza mitu wampira w kulturze popularnej.
W przeszłości trudnił się dziennikarstwem, handlem, konferansjerką, organizacją widowisk, malowaniem domów, wypożyczaniem płyt, sprzątaniem oraz przez krótką chwilę marketingiem politycznym. Do tego ostatniego przyznaje się ze wstydem. Lubi nowe miejsca, niepowtarzalne sytuacje i tradycyjne sztuki walki. Zarabia na życie mówieniem, tylko na tym – jak twierdzi – się zna. Bezdzietny, bez prawa jazdy oraz planów na przyszłość.
Paweł Ciećwierz, Nekrofikcje, Warszawa 2009, superNOWA, s. 430 , ISBN 978-83-7578-020-8
“Na początku nie wiedziałam nawet, że jest wielkim pisarzem. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam “Ferdydurke” w Vence, poczułam wielką nieśmiałości, bo zrozumiałam, że Gombrowicz to geniusz” – Rita Gombrowicz mówi DZIENNIKOWI o czterech latach spędzonych z pisarzem i czterdziestu z jego dziełami.
Czterdzieści lat temu też było tak upalne lato?
Rita Gombrowicz*: Był dziki upał, mieliśmy więc włączony w mieszkaniu wiatrak i kiedy zapytałam Witolda, czy nie za bardzo mu dmucha, odpowiedział: “Nie, zostaw, to mi przypomina Argentynę”. Pięć dni przed jego śmiercią oglądaliśmy w telewizji relację z lądowania Neila Armstronga na Księżycu.
Gombrowicz próbował przygotować panią do swojej śmierci?
Ostrzegał, że czeka mnie trudny okres, bo on pożyje już tylko dwa lata. Pożył 3 dni. Kilka godzin przed śmiercią poprosił o maliny z kieliszkiem wina, po czym powiedział: “Jak mi dobrze, upiłem się”. Paroma kroplami. Lekarz oczywiście zabronił mu alkoholu, ale pani Charlotte, która przyjeżdżała z Nicei, żeby mi pomagać w opiece, powiedziała, że trzeba dać mu wszystko, co chce. Wyczuła, że odchodzi, ja myślałam, że jeszcze mamy parę wspólnych lat przed sobą. To była starsza pani, bardzo dyskretna, która służyła we wspaniałych rodzinach i wyglądała jak prawdziwa pani Gombrowicz, podczas gdy ja sprawiałam raczej wrażenie ich córki. Była bardzo oddana Witoldowi, przygotowywała mu małe smakołyki i myślę, że przypominała mu służące jego rodziny w Polsce. Przyjeżdżała do nas codziennie przez ostatnie trzy miesiące jego życia i dzięki jej obecności ten czas był dla niego piękniejszy. Witold w ogóle był bardzo lubiany przez osoby w rodzaju pani Charlotte. Pewnego dnia przyjechała do nas i powiedziała, że zgubiła portfel. On zapytał, ile miała tam pieniędzy, po czym oddał jej całą sumę.
Czy w tych ostatnich dniach odwiedzało go wiele osób?
Przyjechała nasza przyjaciółka Maria Paczowska, a Iza Neyman spała u nas przez ostatnie dwie noce. Z Izą znali się jeszcze sprzed wojny, spotykali się w warszawskich kawiarniach. Była dla niego bardzo dobra, gotowała mu polskie posiłki, a potem towarzyszyła mi przy jego śmierci. Ja nigdy przedtem nie widziałam umierającego. Iza była w wieku Witolda i spędziła wojnę w Polsce, więc śmierć nie była dla niej nowością.
W ogóle podczas pobytu w Vence prowadzili państwo bujne życie towarzyskie?
Witold uwielbiał wizyty Polaków. Przyjaźniliśmy się z mieszkającym w okolicy doskonałym malarzem Józefem Jaremą i Marią Sperling, jego towarzyszką życia. Z Paryża przyjeżdżał Konstanty Jeleński, a z Genui Maria i Bohdan Paczowscy. Byli u nas bardzo często i traktowaliśmy ich jak rodzinę. Ja przyjaźniłam się z kilkoma osobami w moim wieku. Mieliśmy też piękne mieszkanie w centrum, a salon wychodził na główny plac w Vence. Witold często obserwował przez lornetkę ludzi siedzących tam w kawiarniach. Sam wychodził tylko raz dziennie, bo były tam długie schody i z powodu astmy pokonanie ich zajmowało mu pół godziny. Dlatego dwa miesiące przed jego śmiercią wyprowadziliśmy się do innego mieszkania z windą, ale skorzystał z niej i tak tylko dwa czy trzy razy.
Czesław Miłosz też go odwiedzał?
Przyjechał tylko raz, ale na pięć tygodni. Wynajął dom niedaleko Vence i odwiedzał nas codziennie. Uwielbiali się, dyskutowali godzinami, przekomarzali jak dzieci. Witold chciał mu obciąć brwi, bo mówił, że to z brwi i włosów Miłosz bierze swoją siłę w dyskusji. Najczęściej nie uczestniczyłam w tych rozmowach, bo chciałam, żeby mówili po polsku. To Miłosz przyniósł mu ze skrzynki kopertę z informacją, że Witold dostał nagrodę wydawców Formentor. Pojawiał się też Sławomir Mrożek. To nie jest człowiek zbyt rozmowny, ale bardzo się starał zamienić parę zdań z Gombrowiczem.
Dobry konkurs organizowany przez parę blogów i wydawnictw – czas zakończenia – 31 lipca tego roku.
Serdecznie zapraszamy do udziału w plebiscycie i konkursie współorganizowanym przez przykominku.com oraz zaprzyjaźnione blogi.
Celem tego plebiscytu jest poznanie odpowiedzi na pytanie – którą książkę warto polecić na lato 2009?
Z takim właśnie pytaniem zwracamy się do internautów i czytelników blogów z recenzjami literackimi. Plebiscyt będzie trwał do połowy wakacji i wtedy ogłosimy wyniki – w sam raz, by na drugą połowę wakacji zostawić sobie te najciekawsze i najprzyjemniejsze książki.
Dla osób, które zdecydują się wziąć udział w plebiscycie przygotowaliśmy również część konkursową, w której nagrodami są niemal kilogramy książek. Po szczegółowe zasady głosowania i konkursu zapraszamy na stronę regulaminu.
Poniżej przedstawiamy książki zgłoszone przez wydawców do plebiscytu.
więcej informacji na przykominku.com. Warto jednak przeczytać regulamin i dowiedzieć się, kto wygrywa . Że też komuś chce się odliczać te osoby
Profesjonalnie skonstruowana witryna komiksomania.pl, traktuje komiks serio, próbując zadowolić użytkowników na wielu polach. To pierwszy tego typu serwis w Polsce.
Przewaga serwisu komiksomania.pl nad innymi witrynami tego typu polega na tym, że w jednym miejscu skupiono nie tylko same komiksy ale i wiadomości o nich i ich autorach. Oznacza to, że użytkownik będzie mógł zapoznać się z artystyczną biografią twórcy, obejrzeć jego prace i skomentować je. Ambicją autorów serwisu jest pokazanie, że obrazkowe seriale mogą być rozrywką nie tylko dla wąskiego grona fanów. Dlatego witryna skierowana jest także do tych, którzy swoją przygodę z komiksami zakończyli w młodości lub jeszcze jej nie rozpoczęli. Serwis ma stać się także miejscem, które internauci odwiedzają w poszukiwaniu dowcipu na początek dnia czy rysunkowej tapety. Dużą wartością dla fanów tego gatunku literatury będzie z pewnością alfabetyczna, komiksowa baza danych.
„Mamy dwa cele – promowanie młodych artystów i pomoc w rozwijaniu rynku komiksowego w Polsce. – mówi Wojciech Sosnowski z Wirtualnej Polski, Koordynator Serwisu Książki – Komiksy odkładamy, gdy w pewnym wieku dochodzimy do wniosku, że nie wypada ich już czytać. Internet daje możliwość powrotu do dawnej pasji.” – dodaje Wojciech Sosnowski.
Nowy serwis ma zapewnić fanom komiksu szczegółową i profesjonalną informację na temat ich hobby. Znajdują się w nim newsy, recenzje, publicystyka, ekskluzywne wywiady z gwiazdami światowych scen komiksu ale także z obiecującymi debiutantami, relacje ze spotkań… Wszystko pisane w lekkim, dowcipnym stylu, doskonale pasującym do formy literatury jaką jest komiks.
Drugi cel serwisu – wspieranie młodych artystów – realizowany jest za pośrednictwem platformy komunikacyjnej. Korzystając z niej, twórcy komiksu mogą publikować swoje prace, wymieniać się doświadczeniami, pomysłami i rysunkami. Swoje miejsce na platformie mają zarówno profesjonalni twórcy jak i amatorzy. Publikacja komiksu może mieć formę pliku (liczącego nawet kilkadziesiąt stron), pojedynczego free-artu i stripa, a także popularnej kilkukadrowej formy komiksowej. Dzięki jego funkcjom twórcy mogą promować swoje prace, odbiorcy zaś, bez wydawania pieniędzy, obcują z ich twórczością.
Komiks jest prosty w odbiorze, jego lektura nie wymaga wiele czasu. Fakt, że obecnie komiksowa twórczość staje się coraz poważniejsza, skłania ku niemu dojrzalszych czytelników. Mamy nadzieję, że skłoni także internautów.
Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wszyscy wiadomość o śmierci jednego z najwybitniejszych polskich aktorów – Zbigniewa Zapasiewicza. Dzięki stworzonym przez niego wybitnym kreacjom teatralnym, filmowym i radiowym mogliśmy obcować przez wiele lat z mistrzowską interpretacją utworów literackich i z wielką kulturą słowa.
Biblioteka Narodowa miała zaszczyt kilkakrotnie współpracować ze Zbigniewem Zapasiewiczem. Był członkiem Komitetu Organizacyjnego Roku Zbigniewa Herberta koordynowanego przez Narodową Książnicę. Jako najlepszy interpretator utworów autora „Pana Cogito” uświetnił swym występem uroczystą inaugurację obchodów Roku. Na długo pozostaną w pamięci czytane przez niego eseje i wiersze Herberta towarzyszące wystawie prezentującej w kwietniu i maju ub.r. w Pałacu Rzeczypospolitej rysunki Herberta i Norwida inspirowane antykiem.
Przed miesiącem Zbigniew Zapasiewicz gościł w Bibliotece Narodowej po raz ostatni. Zgodził się zaszczycić swą obecnością promocję „Kazań Świętokrzyskich”, wydanych przez BN. Przeczytane przez niego „Kazanie V. Na Objawienie Pańskie” było prawdziwą ucztą duchową. Nikt lepiej nie mógł przypomnieć najstarszego zabytku prozy polskiej.
Żegnając Zbigniewa Zapasiewicza, zapraszamy Państwa do wysłuchania „Kazania V. Na Objawienie Pańskie” zarejestrowanego 16 czerwca 2009 w Pałacu Rzeczypospolitej. Nagranie zamieszczone zostanie w dniu pogrzebu Zbigniewa Zapasiewicza 22 lipca br. na stronie internetowej www.bn.org.pl .
Rodzicom czteroletniej Mai do głowy nie przyszło, że wśród półek z książkami może dojść do tragedii. Stukilogramowy regał z impetem przewrócił się na ich córeczkę. Ledwo przytomna dziewczynka ze zmiażdżoną nogą trafiła do szpitala. Bogu dzięki, że żyje…
Biblioteka w Dukli (woj. podkarpackie) mieści się w starej kamienicy. Niczym szczególnym się nie różni od innych bibliotek. Półki z książkami zajmują całą niewielką salkę, a poustawiane blisko siebie tomiska ledwie się mieszczą w tym niewielkim pomieszczeniu.
Anna Rogalewska (44 l.) jest jedną z najwierniejszych czytelniczek w tej bibliotece. – Uwielbiam czytać książki. Kiedy córeczka podrosła, prawie co drugi dzień wpadałyśmy tu po bajki – opowiada mama małej Mai.
Gdy w czasie ostatniej wizyty oddawała książki, jej córeczka cierpliwie czekała obok przy wielkim regale z szufladkami, w których są biblioteczne katalogi. Nagle rozległ się przeraźliwy huk i pisk małego dziecka. Drewniany kolos z wielkim impetem runął wprost na dziewczynkę, miażdżąc jej drobne ciałko.
– Byłam cała roztrzęsiona, nie mogłam sama podnieść regału. Krzyczałam tylko „Ratujcie moje dziecko!” – opowiada pani Anna. Kiedy do sali wbiegł ojciec, odsunął ciężki mebel i wydobył swoją córeczkę. – Maja była zalana łzami, z minuty na minutę słabła, bałem się, że ją stracimy. Jej nóżka błyskawicznie zrobiła się czerwona i spuchła jak bańka – dodaje Ryszard Rogalewski (45 l.).
Ranna dziewczynka została przewieziona do krośnieńskiego szpitala. Okazało się, że ma pogruchotaną kość udową. Ponieważ dziecko cierpi na cukrzycę i jej leczenie wymaga specjalistycznej opieki diabetologicznej, małą pacjentkę zabrano do kliniki w Krakowie. Tam przeszła skomplikowany operację.
Przez kilka tygodni była przykuta do łóżka. Na uda i nóżki założono jej gips. – Trzeba było ją pielęgnować jak niemowlaka – tłumaczy pan Ryszard, który cały czas z żoną czuwa przy swojej córeczce (przez wypadek zerwał kontrakt i stracił dobrze płatną pracę we Francji).
Dlaczego doszło do tej tragedii? Regał, który przygniótł dziewczynkę, nie był przymocowany do ściany. Runął, bo przechylił się na nierównej podłodze. – Pracuję w tej bibliotece od szesnastu lat i nigdy wcześniej nic złego się tu nie wydarzyło – przyznaje zdenerwowana bibliotekarka Halina Strojecka. Nie mam pojęcia, dlaczego doszło do wypadku. To był po prostu straszliwy pech – dodaje.
Biblioteka podlega Urzędowi Gminy w Dukli. Rodzice dziewczynki zwrócili się o wypłacenie 60 tys. zł odszkodowania, ale gmina nie zamierza płacić. – Skierowaliśmy sprawę do sądu. Nasza córeczka nadal odczuwa skutki wypadku. Bardzo podupadła na zdrowiu. Budzi się teraz w nocy zapłakana, zlana potem i krzyczy „Mamusiu! Ratunku!” – opowiada ze łzami Anna Rogalewska.
[Wojciech Łaskarzewski]
Dziecko u Kinga zawsze zapowiada historię ciekawą, więc jeśli na pierwszych stronach gubi się 9-letnia dziewczynka dalej musi się dziać coś ciekawego.
“Świat to potwór zębaty, gotów gryźć, gdy tylko zechce” – napisał Stephen King. Dziewięcioletnia Trisha McFarland odkrywa tę fundamentalną prawdę, kiedy gubi się w lesie, zboczywszy na chwilę ze szlaku, którym szła wraz z matką i bratem. Szła, bo trzeba było jechać na kolejną z serii sobotnich wycieczek edukacyjnych, które mają pomóc matce przekonać do siebie dzieci (i odciągnąć je od ojca – wiadomo rozwód).
Trisha oddala się “tylko” na chwilę i już nie znajduje drogi powrotnej. Musi sama poradzić sobie w mrocznym lesie i czekać na pomoc. Czy jednak ta nadejdzie?
Wbrew pozorom niewiele jest tu realnych upiorów, strachów czających się w zakamarkach ludzkiej wyobraźni. Cała opowieść sterowana jest umysłem 9-latki, który kreuje wizje (majaki?) powodujące ciarki na plecach u dorosłych. Drzewa jako upiory, gniazdo os bogiem zagubionych w lesie etc. etc. Do końca nie wiadomo, jak potoczą się losy małego dziecka.
No właśnie – czy 9-latka skazana jest na zagładę w niebezpiecznym lesie potęgującym straszne wizje? Okazuje się, że nie. Przy pomocy Toma Gordona (gracza baseballa) Trisha rozgrywa mecz życia, który wygrywa w cuglach. Dzięki radom bohatera ostatnich sekund meczu w drużynie Red Sox (obecnie New York) finał zapiera dech w piersiach i mała dziewczynka wykazuje więcej odwagi niż szwadron wojska.
Doskonale napisana, mała i niezwykle wciągająca powieść Kinga powinna obowiązkowo znaleźć się na półce każdego miłośnika dobrej powieści grozy.
Pokochała Toma Gordona
Stephen King
wyd. Prószyński i s-ka
2008
Piekielny gorąc. Upiory przeszłości. Słodki zapach więdnących kwiatów i ludzkiej śmierci. A wszystko to w nowej mikropowieści Mai Lidii Kossakowskiej “Upiór Południa. Czerń”. Premiera już 29 lipca 2009!
“Upiór Południa. Czerń” to pierwszy z czterech tomów najnowszego cyklu Mai Lidii Kossakowskiej. Zaprawdę, upiornej kolekcji czterech mikropowieści, których motywem przewodnim jest upał. Jej bohaterowie zmierzą się z demonami wojny i afrykańskiej religii Ifa. Odwiedzą Faulknerowski Dziki Zachód, gdzie honor i śmierć znaczy czasem to samo. Z irackiej pustyni przeniosą się do świata chronionego przez Burzowe Kocię, by dowiedzieć się, że Piekło to miejsce w sercu.
Kolejne części to: “Upiór Południa. Pamięć Umarłych”, “Upiór Południa. Burzowe Kocię” i “Upiór Południa. Czas mgieł”.
Groteskowo, niestandardowo i niesamowicie niepoważnie – lecz w ogólnym rozrachunku celnie i przekonująco pisze Hołownia o religii w swoich “Tabletkach z krzyżykiem”.
Jeśli Bóg jest Ojcem, kto jest Matką? Czy ryby też utonęły w potopie? A gdyby Piłat nie skazał Jezusa? Kiedy będzie koniec świata? A jeśli Obcy to nie katolicy? Czym różni się dusza od karty SIM? Ile waży dusza i czy w ogóle taki zwierz istnieje? To tylko niektóre z pytań, na które odpowiedź znajdziemy w książce Hołowni.
Pytania na pierwszy rzut oka wydają się niepoważne (i kojarząc Hołownię ze słabym “Mam talent” każą przypuszczać, że odpowiedzi będą jeszcze gorsze) jednak łykając tabletkę po tabletce można przekonać się, że religia to nie nudnawe encykliki czy nieciekawe kazania, a kawał doskonałej literatury, który mógłby (gdyby zastosować zabiegi Hołowni) przekonać wielu do zwierza nazywanego chrześcijaństwem.
Odpowiedzi poparte są masą literatury fachowej i okraszone dawką humoru, co sprawia, że chce się sięgać do źródeł ( UWAGA – jednak te tak wesołe już nie są). Niemniej luźne pisanie poparte mocną bibliografią jest bardziej zjadliwe niż teologiczny traktat o piekle, które widziano naocznie w jednej z mistycznych wizji.
- Nigdy nie przekroczę jednak granicy, za którą krytykowanie Kościoła będzie obrazoburcze, bo ja Kościół po prostu kocham – pisze Hołownia. Jednak wielu uznaje książkę za obrazoburczą, bo rozprawia się z Bozią i paciorkami oraz brzydkimi wyrazami w ustach 50-latki. Wiara musi w człowieku dojrzewać, pogłębiać się. Zatrzymanie się na etapie pierwszej komunii nie jest sposobem na idealnego chrześcijanina. Podobnie jak bycie przy ołtarzu nie jest dobrym sposobem na bycie księdzem (ten winien stać przed świątynią i wszystkich do niej zapraszać). Czy wszyscy osiągną taki poziom? Pewnie nie, jednak wielu zacznie się poważnie zastanawiać nad sensem i jakością swojej wiary.
Właśnie – zastanawianie się, refleksja a może i dyskusja – to wynik czytania Hołowni. Książki nie da pieprznąć się na półkę do zakurzenia. To trzeba obgadać. Szkoda, że mało jest takich, więc jeśli znajdziecie ją w księgarni warto w nią zainwestować.
Szymon Hołownia
Tabletki z krzyżykiem
wydawnictwo Znak
2007
Przed kilkoma dniami ogłoszono nazwiska 12 laureatów pierwszej Europejskiej Nagrody Literackiej. W tej grupie znalazł się Jacek Dukaj za powieść „Lód” (Wydawnictwo Literackie).
Poszczególnych laureatów wskazały jury z 12 krajów – Austrii, Chorwacji, Francji, Irlandii, Litwy, Norwegii, Polski, Portugalii, Słowacji, Szwecji, Węgier i Włoch. Nagrody otrzymali m.in. Emmanuelle Pagano (Francja) i Paulus Hochgatterer (Austria). Unia Europejska ma wspierać tłumaczenie powieści nagrodzonych autorów na inne języki. Ich dzieła zostaną zaprezentowane na tegorocznych targach książki we Frankfurcie.
Nagrody po 5000 euro wręczone zostaną 28 września w Brukseli. Uczestniczyć w niej będą – poza samymi laureatami – przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, unijny komisarz ds. kultury Jan Figel i popularny szwedzki pisarz, znany m.in. z kryminałów, Henning Mankell. Ten ostatni wybrany został na ambasadora Europejskiej Nagrody Literackiej na nadchodzący rok.
Nagrody są współfinansowane przez UE, Europejską Federację Księgarzy (ang. EBF), Radę Pisarzy Europejskich (EWC) oraz Federację Wydawców Europejskich (FEP). Celem wyróżnienia jest zwrócenie uwagi na kreatywność i różnorodność współczesnej literatury europejskiej, jej promowanie, a także zwiększanie zainteresowania dziełami z innych krajów
Laureaci z pozostałych krajów uczestniczących w europejskim programie Kultura (w sumie 34 kraje, poza unijnymi: Islandia, Liechtenstein, Norwegia, Chorwacja, Macedonia, Serbia i Turcja) zostaną ogłoszeni w dwóch etapach do 2011 roku.
Regulamin nagrody pozwala nominować do niej pisarzy, którzy w ciągu pięciu lat przed daną edycją opublikowali od dwóch do pięciu książek. Dzieła nominowanego autora powinny też być tłumaczone na co najmniej jeden, ale nie więcej niż cztery języki europejskie. „Nowa Europejska Nagroda Literacka jest więc wyróżnieniem dla pisarzy raczej »na dorobku« niż z dorobkiem” – twierdzi prof. Jerzy Jarzębski, przewodniczący polskiego jury.
Rozpoczęła się V edycja projektu stypendialnego Telewizji Polskiej S.A. Dolina Kreatywna. Termin nadsyłania prac z dziedziny Fotografia mija 15 sierpnia 2009 r., zaś z dziedziny Literatura 21 sierpnia 2009r. Do udziału w konkursie zaprasza się młodych fotografików i literatów w wieku 14-25 lat. Na zwycięzców czeka do podziału 15 000 złotych w każdej dziedzinie konkursowej.