Szymon Niemiec twórca polskiej Parady Równości, wieloletni aktywista środowisk homoseksualnych, a od 2005 roku duchowny Wolnego Kościoła Reformowanego w Polsce wydał właśnie swoją drugą książkę.
Ponieważ samotny mężczyzna w kuchni może być geniuszem lub horrorem Szymon Niemiec – prowadząc własny program kulinarny w telewizji Gay-TV.pl uczy jak gotować smacznie i zdrowo.
Jednak 27 stycznia, a nie jak zapowiadano wcześniej pod koniec tego roku, odbędzie się polska premiera najnowszej powieści Dana Browna „Zaginiony symbol”. Książka ukaże się nakładem wydawnictw Sonia Draga i Albatros.
rynek-ksiazki.pl
Komentarz:
Ani nie żal, ani nie szkoda. Lepiej kupić oryginalną wersję książki niż czekać na polskiego wydawcę, który mógł liczyć na fakt, że wielu będzie chciało książkę kupować na święta. Teraz nie kupią – a taka opóźniona premiera książki, o której napisano już wiele recenzji (i jeszcze więcej streszczeń) nie jest na półce potrzebna. No chyba, że zadziała magia nazwiska i wszyscy raz jeszcze rzucą się na
Ewa Czaczkowska, dziennikarka “Rzeczpospolitej”, współautorka książki “Ksiądz Jerzy Popiełuszko” opowiada o pracy nad książką i dzieli się swoimi refleksjami o Księdzu Jerzym.
W najbliższy piątek 30 października, widzowie kin Cinema City będą mieli szansę uczestniczyć we wspaniałej zabawie z okazji Halloween. Wybrane kina Cinema City szykują na tą upiorną noc specjalne atrakcje! W ramach maratonu filmowego obejrzeć będzie można najlepsze horrory ostatnich lat, którym towarzyszyć będą wprowadzające w klimat Halloween dekoracje.
W nocy z 30 na 31 października, kina Cinema City oferować będą wyjątkową atrakcję miłośnikom scen grozy – w wybranych kinach zorganizowane zostaną maratony filmowe, podczas których obejrzeć będzie można aż trzy filmy z gatunku horror. Ponad to widzowie wszystkich kin Cinema City w najbliższy weekend podziwiać będą mogli wspaniałe dekoracje, które z pewnością sprawią, że klimat Halloween udzieli się wszystkim widzom.
Każde kino, w którym odbywać się będzie maraton halloweenowy, zaproponuje inny zestaw filmów.
Wszystkie maratony rozpoczną się o godzinie 21:00 i potrwają do późnych godzin nocnych, a cena biletów wynosić będzie 20 złotych.
Cinema City Bydgoszcz
Filmy: Shutter, Piła I, Nieodebrane połączenie
Cinema City Punkt 44
Egzorcysta Początek, Inni, Nieznajomi
Cinema City Zielona Góra
Grindhouse: Planet Terror, Death Proof, Rec
Cinema City Bielsko-Biała
Nocny pociąg z mięsem, Sierociniec, Frontieres
Cinema City Ruda Śląska
Sierociniec, Oko, Frontieres
Cinema City Częstochowa
Amityville, Sierociniec, Udręczeni
Cinema City Sosnowiec
Rec, Sierociniec, Wezwani
Cinema City Toruń
Nieznajomi, Udręczeni, Sweeney Todd
Cinema City Lublin
Antychryst, Frontieres, Wezwani
Jeśli właśnie zamówiłeś Kindle’a, to najlepiej natychmiast przestań czytać ten tekst – w przeciwnym razie będziesz bardzo wkurzony i rozczarowany. Firma Barnes and Noble zaprezentowała właśnie swój czytnik e-booków o nazwie “Nook”, który jest po prostu znakomity.
a pierwszy rzut oka Nook przypomina nieco urządzenie Amazona – ale jest od niego znacznie ciekawszy. Obudowa jest biała i plastikowa (jak w Kindle), ale na dole zamiast niewygodnej klawiatury znajduje się kolorowy, dotykowy wyświetlacz obsługujący technologię multitouch, na który może być wyświetlana klawiatura ekranowa lub okładki przechowywanych w urządzeniu książek. Nook pracuje pod kontrolą systemu Android Google’a i może komunikować się z siecią komórkową oraz WiFi. Cenę ustalono na 260 USD – tyle samo kosztuje Kindle 2. Urządzenie pojawi się na amerykańskim rynku pod koniec listopada.
Najważniejszym elementem urządzenia są dwa wyświetlacze – klasyczny, czarno-biały e-ink oraz 3,5-calowy kolorowy. Nook ma również moduł WiFi, wbudowane 2 GB pamięci flash, potrafi odtwarzać pliki MP3 oraz obsługuje otwarte formaty plików (np. EPUB). Użytkownicy mogą tworzyć zakładki oraz pożyczać książki znajomym (posiadającym kompatybilne urządzenie).
dstawiciele Barnes and Noble zapowiedzieli, że posiadacze Nooka będą mieli dostęp do wszystkich zasobów serwisu internetowego firmy (oferującego m.in. e-książki oraz prasę). W pamięci czytnika można zapisać do 2,5 tys. e-książek.
Dodajmy, że jako pierwszy o Nooku pisał w ubiegłym tygodniu serwis Gizmodo – już wtedy pojawiły się doniesienia, że elektroniczne wersje książek sprzedawane przez B&N będą znacznie tańsze niż ich papierowe odpowiedniki (i tak powinno być – bo nie trzeba płacić za papier, druk czy dostawę).
Przed premierą Nooka pisał o nim również Wall Street Journal – gazeta dotarła do reklam przeznaczonych do The New York Times. To z nich pochodziły nieoficjalne informacje o tym, że będzie można pożyczać książki znajomym oraz sugestia, że Nook ma potencjał by zniszczyć Kindle’a. Urządzenie faktycznie zapowiada się niezwykle ciekawie – do tej pory za jedną z podstawowych wad czytników e-booków uznawano było to, że właściciel e-książki nie może pożyczać jej swoim znajomym. Moim zdaniem możliwość pożyczania będzie gwoździem do trumny Kindle’a – po co kupować urządzenie o ograniczonych możliwościach, którym możesz cieszyć się wyłącznie ty sam, skoro na rynku jest czytnik w podobnej cenie i z tańszymi książkami, które na dodatek można pożyczać znajomym?
Czyli książka znana głównie z reklamy “Chrześcijanin to nie kretyn”. Warto przeczytać? Odpowiedź jest prosta – WARTO, niemniej samo przejście przez książkę łatwe nie będzie.
Wydawnictwo św. Stanisława serwuje nam potężną książkę, która zawiera wywiad – rzekę z znanym na świecie (mniej w Polsce) Vittorio Messorim (1941), świadomym tego, że życie “albo się przeżywa, albo się je pisze”. DO wywiadu trudno go było namówić (bo w ogóle rzadko udziela się publicznie jako “ekspert”) woląc przekazywać swoje poglądy i wiedzę we własnych dziełach.
Co takiego zawiera książka, że trzeba ją mieć na półce (katolickiej lub nie)? Przede wszystkim ogromne świadectwo wiary, które nie jest tam wiarą byle jaką – w stylu wierzę bo wierzę; wierzę bo się w wierze wychowałem etc. Messori świadom obecności wielu (agnostycy, ateiści i reszta nastawionych do wierzących anty) , którzy takie argumenty zbijają szybko postawił na wiedzę i pokazanie tego, co zawiera się w słowach reklamy “chrześcijanin to nie kretyn”.
Książka ta – która jest historią życia, ale także refleksją o ogromnej wartości kulturalnej – jest między innymi odpowiedzią na dzisiejsze pamflety, w których oskarża się o ciemnotę i brak inteligencji ludzi mających jeszcze odwagę mówienia, że są osobami wierzącymi.
Dodajmy – historią, w której przykłady świadczą o tym, że chrześcijaństwo to nie wariactwo, ale religia z dobrymi podstawami, a chrześcijanin to nie bezmyślna owieczka, która jedyne co potrafi, to trzepać paciorki i czekać na zbawienie.
Inne – bardziej inteligenckie spojrzenie na religię może się podobać,a co najważniejsze może się przydać. Jasne argumenty mogą pomóc wielu, którzy w towarzystwie boją się przyznać (gdy padnie takie pytanie) do swojej wiary. Szkoda, ze tak mało mamy takich książek.
Ale lepsze to – niż nic. Polecam
Vittorio Messori
Dlaczego wierzę
wyd. św. Stanisława BM
2009
Szukasz pełnej humoru prozy fantasy? Lepiej nie mogłeś trafić – “Przenośne drzwi” Toma Holta zadowolą każdego konesera literatury.
Start w nowej pracy jest zawsze stresujący (zwłaszcza kiedy tak naprawdę jej nie chcesz). Gdy Paul Carpenter przychodzi do biura J.W. Wells & Co i od razu czuje się znudzony (jedynie nowa atrakcyjna koleżanka przyciąga jego uwagę), nawet nie ma pojęcia, w jakie wpadł tarapaty. Wkrótce odkrywa, że zarząd, który wypłacać mu będzie pensję, jest w rzeczywistości przykrywką dla niezwykle osobliwej “lewej” organizacji. Paul widzi, że dookoła dziwnie się dzieje, a w sobie (o zgrozo!) odkrywa niepokojące pokłady czarodziejskich talentów.
Gdyby był mądry i rozważny jak nakazują księgi przepowiadające wybranych otoczyłby się laskami i spijał drinki na ciepłej wyspie. Niestety, jak na nierozgarniętego Angola przystało dzięki magii pakuje się w nie lada kłopoty, z których trudno jest się wykaraskać.
O dziwo wydawnictwo Prószyński, które dawno nie gościło w moich rękach i nie zostało wsparte przeze mnie kupnem ich książki może się cieszyć faktem wydania takiej powieści (której już powinni zazdrościć inni wydawcy literatury fantasy).
Tom Holt ma dar do tworzenia opowieści trzymających w napięciu (jak w dobrej jakości thrillerze) a na dodatek okrasza to sporą dawką uniwersalnego (na szczęście nie angielskiego) humoru, który podoba się lecz nie powoduje totalnej chichawki. Dla jaj nazywa go ktoś następcą Pratchetta. Daleko mu do niego – na całe szczęście z takim stylem pisania może orać swoje poletko dalej bez obaw, że pozostanie bez środków do życia.
Mieszające się z popkulturą motywy literackie (gnomy, smoki, wróżki czy trolle) oraz polskie akcenty (Kazimierz Susłowicz – ponoć olbrzym) dodają całej opowieści pikanterii i zdecydowanie przemawiają za tym, by wspierać finansowo wydawcę oraz autora. Magiczne mikstury oraz niespodziewane wydarzenia rodem z horroru – to tylko epizodyczne – lecz ważne w całej narracji akcenty, które proszą o
Przednia zabawa gwarantowana – ja czekam na kolejne jego opowieści.
Spory ten tom nazywa się skromnie „Wiersze wybrane”, ale na dobry ład mógłby się nazywać „Wiersze prawie wszystkie”. Bo od debiutu w 1969 po garść wierszy najnowszych jest tam w zasadzie cała poezja pisana przez Krynickiego w ciągu czterdziestu lat.
Co dziś przede wszystkim zadziwia podczas lektury tej poetyckiej panoramy, to niebywała wprost językowa wirtuozeria językowa. Niby zawsze było wiadomo, że Krynicki to filar „poezji lingwistycznej” i tak dalej, ale przecież tak rozumiana „lingwistyka” – jako Nowofalowa walka z komunistyczną nowomową, to był tylko etap w tej twórczości. Chodzi o coś znacznie więcej. Otóż Krynicki uczynił z mowy polskiej instrument o niebywałej giętkości nawet jak na znakomite przecież osiągnięcia wielu polskich poetów. Chyba nie było po wojnie drugiego liryka, który by tak uruchomił język i gramatykę. Jego wiersze, zwłaszcza te z lat 70., to niemal antologie możliwości polszczyzny jeśli idzie o składnię, słowne wieloznaczności i wszelkie zdaniowe konstrukcje pracowicie posystematyzowane przez profesora Klemensiewicza w jego słynnej „Gramatyce języka polskiego”. Może jeden Białoszewski, może Barańczak mogliby się z nim równać.
Od swoich „Dziadów” i swojego „Konrada Wallenroda”, czyli wojującej poezji z tomów „Organizm zbiorowy” i „Nasze życie rośnie” z lat 70., przeszedł Krynicki mickiewiczowską drogę do swoich liryków lozańskich i czegoś w rodzaju „Zdań i uwag”, co często bywa naturalnym kierunkiem rozwoju dla poetów o szczególnym poczuciu duchowej misji, zachowując rzecz jasna wszelkie proporcje. Ale ręka mi nie drży, gdy to piszę, bo zwłaszcza niektóre epigramaty Krynickiego z „Niewiele więcej” czy „Wierszy, głosów” mam właśnie za liryki lozańskie XX wieku.
„Wiersze wybrane” stawiam spokojnie obok podobnych zbiorów Herberta, Miłosza, Szymborskiej, Barańczaka czy Białoszewskiego, w absolutnym przekonaniu, że tam właśnie jest ich miejsce.
Tadeusz Nyczek
RYSZARD KRYNICKI – ur. 28 czerwca 1943 r. w Sankt Valentin (Lager Windberg) w Austrii. Poeta pokolenia 1968, zwanego przez krytykę literacka Nową Falą. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych związany był z ruchem opozycji demokratycznej w Polsce. 1976-1980 objęty zakazem druku: od tego czasu publikował głównie w drugim obiegu oraz w wydawnictwach emigracyjnych. Brał udział w pracach redakcyjnych pierwszego niezależnego kwartalnika literackiego ”Zapis” (1978-1981), a w latach 1982-1988 współredagował w Poznaniu podziemne pismo członków i sympatyków Solidarności „Obserwator Wielkopolski”. Od 1991 r. redaguje jedyną w Polsce serię poetycką „Biblioteka Poetycka Wydawnictwa a5”.
W kwietniu 1998 r. przeprowadził się z Poznania do Krakowa. Debiutował w 1968 r. arkuszem poetyckim Pęd pogoni, pęd ucieczki, aczkolwiek za właściwy debiut uważa wydany rok później Akt urodzenia.
Tłumaczy poetów języka niemieckiego, głównie Nelly Sachs, (Rozżarzone zagadki, 2006) i Paula Celana, także Bertolta Brechta i Reinera Kunze. Przygotowuje do druku osobistą antologię współczesnej poezji niemieckiego obszaru językowego. Wybory jego wierszy ukazały się w Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Szwecji
Laureat m.in. Nagrody im. Kościelskich (1976), Nagrody Fundacji Jurzykowskiego (1989) i nagrody Friedricha Gundolfa (2000). Stypendysta DAAD (Berliner Künstlerprogramm) w Berlinie (1993).
W czasach parytetu, gdy kobiety wypierają mężczyzn ze sfer życia zawodowego zarezerwowanego do tej pory wyłącznie dla panów, są jeszcze bastiony broniące przywilejów rodzaju męskiego. Choćby działy sportowe redakcji prasowych. Bo czy kobieta może być specem od piłki nożnej, hokeja, żużla bądź boksu? Niby może, ale to jest jakieś zaprzeczenie odwiecznych praw natury. Natomiast przypadek – kobieta szef redakcji sportowej, to już kuriozum na miarę światową.
Taka sytuacja się jednak zdarzyła. Miłość czy sport opowiada historię, w której męska ekipa dziennikarzy sportowych musi stawić czoła nowej szefowej Malwinie Stern. Pasjonujące potyczki mają miejsce w redakcji warszawskiego pisma, w pubie „Pod kogutem”, w Sopocie lub w mieszkaniu narratora – Ryszarda. Można uznać, że rozgrywka kończy się remisem (słowo miłość w tytule nie jest użyte przypadkowo), ale zanim do tego dojdzie, zdarzy się wiele zabawnych perypetii, które lekkim piórem opisał Ryszard Makowski.
Ryszard Makowski – satyryk i kabareciarz, znany między innymi z Kabaretu OT.TO i kabaretu „Pod Egidą”, ostatnio zajmuje się także pisaniem. „Miłość czy sport” jest jego debiutem literackim.
Przeczytaj fragment powieści:
Nie pójdę więcej „Pod Koguta”. Speluna, a do tego kelner Czesiek kompletny idiota. Kompletny. Znalazł mi się koleżka. Obciach przed Malwiną zupełny. Co mnie podkusiło, żeby te jej spóźnione imieniny obchodzić właśnie tam?
Tak się złożyło, że szefowa i ja poszliśmy pierwsi. Miałem iść sam zaklepać stolik, ale ona zaoferowała swoją pomoc. Mina jej trochę zrzedła, gdy zobaczyła miejsce, gdzie będziemy świętować. Jednak ja brnąłem dalej. Usiedliśmy przy dużym stole w kącie sali. Pełno dymu i towarzystwo spod ciemnej gwiazdy. Do tej pory mi to jakoś nie przeszkadzało.
– Cześć Rysiek, fajny towar przywlokłeś – darł się przez pół lokalu znajomy obślun.
Udawałem, że to nie chodzi o mnie. Ten jednak nie dawał za wygraną. Przytelepał się do naszego stolika chwiejnym krokiem.
– No, siemasz, kumpli nie poznajesz? Może byś mnie przedstawił damie swojego serca – bełkotał.
Zanim zdążyłem jakoś zareagować, wziął rękę Malwiny i złożył na niej długi pocałunek. Coś okropnego.
– Jurek jestem, a dla przyjaciół Pingwin – koniecznie chciał się przysiąść. Musiałem wstać i go odprowadzić.
Gdy wróciłem, przy stoliku stał kelner Czesiek. Żeby było poważniej, rozmawiałem z nim na stojąco.
– Witam, witam pana redaktora, co podać? Po kufelku jasnego na początek, jak zawsze?
– Za chwilę, czekamy jeszcze na znajomych. Przyjdą koledzy z działu.
– A ta nowa szefowa, ta, o której pan mówił, że się ni w ząb nie zna na sporcie, też będzie? – szczerzył się przyjaciel kelner.
– Już jestem – chłodny głos Malwiny.
Chciałem się oczywiście zapaść po ziemię.
What The Kids Are Eating of the Day: Ruled not good enough by America’s largest fast-food chains, the so-called “pink slime” — meat and meat by-products treated with ammonia — is still A-OK by U.S. Department of Agriculture standards.
McDonald’s, Burger King, and Taco Bell were all persuaded to stop using ammonia-treated meat after the practice of rinsing dog-grade meat with ammonia to wash away harmful bacteria was brought to the attention of consumers by celebrity chef Jamie Oliver.
“We’re taking a product that would be sold in its cheaper form for dogs,” said Oliver on his TV show Food Revolution. “After this process, we can give it to humans.”
But a USDA spokesman said there were no plans to stop using pink slime as part of the national school lunch program.
“The U.S. Food and Drug Administration as well as the Food Safety and Inspection Service considers ammonium hydroxide as ‘generally recognized as safe,’” said the spokesman, Aaron Lavallee. “FSIS reviewed the suitability of Beef Products Inc.’s use of ammonium hydroxide in order to assess its effectiveness in performing the intended technical purpose of use, at lowest level necessary, and to ensure that the product is not adulterated or misleading to consumers.”
However, since ammonia beef falls outside the jurisdiction of federal labeling requirements, parents have no way of knowing what exactly is being served to their kids.
ACTA jest bardzo dobre, popieram, i będę głosował za ACTA natychmiast, jak tylko pojawi się w parlamencie. Ci młodzi ludzie nic nie rozumieją. Demonstrują z symbolami Polski Podziemnej. Ludzie ginęli na gestapo, w Oświęcimiu ginęli pod tymi symbolami! Jeśli ktoś w takiej sprawie wynosi symbole Polski Podziemnej to jest idiotą i nie należy z nim w ogóle dyskutować