Kiedy żona chwyta pióro…
Posted: December 19th, 2009 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: proszynski, recenzja, rewiev, thabita king, w cieniu płonących świec | No Comments »Magia nazwiska ułatwia sprawę, jednak talent trzeba mieć. Thabita King nigdy nie przebije męża jako pisarka, jednak jej rola pierwszej recenzentki jest nieoceniona.

Calliope “Calley” Dakin jest ukochaną córeczką tatusia, co wielce irytuje jej matkę Robertę. Drażni ją również to, że dziewczynka słyszy rzeczy, których dziecko słyszeć nie powinno, i wie rzeczy, których dziecko za nic w świecie nie powinno wiedzieć.
Calley ma zaledwie siedem lat, kiedy jej ojciec zostaje brutalnie zamordowany i poćwiartowany przez dwie kobiety, bez wyraźnego motywu. Calley z matką muszą uciekać do Pensacola Beach, gdzie w domu identycznym jak ten, w którym mieszkała jej prababcia, czeka na nie obca kobieta.
Mistycyzm, tajemnica i płonące świecie przewijają się przez całą powieść. Od początku nie wiemy, czego spodziewać się należy w finale. Czy trup będzie siać się gęsto? A może kosmici pomogą małej Calley z wyjścia z kłopotów? Może jednak jakiś szaman woo doo?
Książka pisana przez dwie osoby jest dosyć niejasna. McDowell chciał pewnie napisać horror, a zakończenie Thabity przypomina melodramat. Niejasne sytuacje, które pojawiają się co rusz zniechęcają czytelnika do zagłębiania się w arkana myśli pisarskiej.
Michael McDowell nie zdążył dokończyć tej książki, a że Kingowie i rodzina Mc Dowellów się przyjaźnią, Thabita podjęła się dokończenia opowieści. Jak dla mnie z marnym skutkiem.
Thabita King, Michael McDowell
“W cieniu płonących świec”
Prószyński
2006











Leave a Reply