search
top

Nikt nie jest zwolniony z myślenia o sprawach ostatecznych

Rozmowa z Danielem Koziarskim, autorem “Mojego prywatnego Sądu Ostatecznego”.

daniel koziarski

Skąd u Pana myśli o sądzie ostatecznym? Wiek wszak jeszcze młody, zdrowie pewnie nie dokucza …?
Nikt nie jest zwolniony z myślenia o sprawach ostatecznych. Oczywiście pewna paraliżująca obsesja jest równie niewskazana co lekceważenie tej tematyki, niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że obecnie dominuje to drugie podejście. W związku z tym, że literatura jest od tego, żeby przypominać o istotnych sprawach, napisałem „Mój prywatny Sąd Ostateczny”. Ktoś mógłby stwierdzić, że ostatnio moja proza krąży mocno wokół tematu i różnych aspektów śmierci, ale na dobrą sprawę, gdyby przyjrzeć się najczęściej spotykanym literackim motywom, to pewnie „miłość” i „śmierć” nie miałyby wielkiej konkurencji.

W „Moim prywatnym Sądzie Ostatecznym” mamy do czynienia z trzema apokalipsami. Czy nie można było im jakoś zapobiec? Wszak lepiej sprzedają się piękne zakończenia.
Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich działań i zaniechań – w tym sensie zadręczanie się post factum bywa bardzo jałowym i bezsensownym zajęciem. Chyba, że wyniknie z tego coś dobrego dla świata czy dla nas samych. Bohaterowie „Sądu” szukają odkupienia, spełnienia i skrawków szczęścia – znajdują prawdę o sobie i o świecie. To w pewnym sensie jest pokrzepiające. Poza tym, skoro w „Sprawach niedokończonych” dokonał się cud przemiany człowieka, dlaczegóż nie miałby się dokonać również cud boski?

W jaki sposób nie pogubił się Pan w tej wielowątkowości, która w finale zaskakująco łączy się ze sobą?
Musiałem mieć całą strukturę w głowie a częściowo na papierze – złym pomysłem byłaby realizacja niespójnej jeszcze wizji w toku pisania książki. Pisarz powinien wczuć się w role, które wyznaczył swoim bohaterom – wtedy łatwiej będzie mu ogarnąć całość opowieści i prowadzić fabułę. Nawet, jeśli każda z tych ról w jakimś sensie uwiera.

Jakich literackich wpływów należy szukać w „Moim prywatnym Sądzie Ostatecznym”?
Wpływy to za dużo powiedziane, ale przyznam, że lubię mocne opowieści o schodzeniu w stylu „Ciała obcego” Ziemkiewicza czy „To wszystko” Andermana. W tę estetykę na swój sposób wpisuje się pierwsza część „MPSO”. Druga i trzecia są bardziej filmowe, więc i wpływy są raczej pozaliterackie.

Standardowo na koniec. Kiedy możemy spodziewać się następnej książki po świeżym jeszcze „Sądzie Ostatecznym”?
W bliskiej perspektywie trzecia, finalna część „Socjopaty”, napisana jeszcze przed „Moim prywatnym Sądem Ostatecznym” oraz antologia z moim udziałem. A co będzie dalej, trudno powiedzieć – jedno jest pewne – zamknięcie trylogii o „Socjopacie” będzie stanowić dobry punkt wyjścia do pewnych podsumowań a kto wie, może nawet rewolucji.

Podziel się:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Wykop
  • FriendFeed

Warto także przeczytać:

banner ad

Leave a Reply

top