Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Historia musi powstać w głowie

Posted: February 25th, 2010 | Author: | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: , , , , , , | No Comments »

W rozmowach kontrolowanych Marek Kędzierski.

Image and video hosting by TinyPic

Czym różni się Adam Gawlik z „Męskiej sprawy” od tego w „Ostatecznej rozgrywce”?
Różni się i to solidnie. W „Męskiej sprawie” Gawlik to bezwzględny zabójca, mściwy i niezwykle skuteczny, jednocześnie poszukujący spokoju, stabilizacji i zwykłego, nudnego życia. W „Ostatniej rozgrywce” takie życie jest mu już dane. Ma rodzinę i święty spokój. Z przeszłości ma też wiedzę i ogromne doświadczenie nie do przecenienia dla służb specjalnych. Teraz doskonale sobie zdaje sprawę, że problemy niekoniecznie rozwiązuje się przez odstrzelenie wroga. Czasem właściwe słowo wypowiedziane we właściwym czasie jest znacznie skuteczniejsze. Gawlik z „Ostatniej rozgrywki” jest groźniejszy, bo analizuje na chłodno, planuje i działa niezwykle precyzyjnie. Wiedzą o tym amerykańskie służby wywiadowcze i wie o tym ich przeciwnik. Gawlik będzie w końcu musiał się opowiedzieć po którejś stronie.

Czy wzorował się pan na jakimś popularnym bohaterze, czy to tylko literacka fikcja?
W tworzeniu postaci często miałem przed oczyma głównego bohatera filmu „Leon zawodowiec”. Jednak w komentarzach do książek spotykałem się często z porównaniem Adama Gawlika do Rambo i Jamesa Bonda. Moim zdaniem chyba niesłusznie. Ale cóż, czytelnicy wiedzą lepiej. Widać nie zawsze wychodzi tak jakby się chciało.

Jak pan ocenia polskie służby wywiadowcze? Mamy w nich takiego Adama Gawlika?
Szczerze mówiąc nie mnie oceniać służby wywiadowcze, chociaż wiem na pewno, że są całkiem niezłe, mimo działań prowadzonych na granicy sabotażu jakiś czas temu przez pewnego polityka z pierwszych stron gazet.
Czy jest w nich ktoś na kształt Gawlika? Kto wie? Może… Osobiście, raczej wątpię, ponieważ Gawlik to przede wszystkim żołnierz z krwi i kości. O ile mi wiadomo w służbach wywiadowczych najczęściej pracują ludzie troszeczkę innej konstrukcji. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Skąd u pana taka znajomość tematu militariów, sztuk walki oraz agencji wywiadowczych?
Pisząc powieści sensacyjne siłą rzeczy trzeba się orientować w militariach. Pewne rzeczy po prostu trzeba na bieżąco sprawdzać, więc konieczność przeglądania przeróżnych materiałów jest oczywista. Naprawdę dużo można się też dowiedzieć z filmów dokumentalnych o tej tematyce. Poza tym internet to skarbnica wiedzy. Wystarczy wiedzieć na początek, czego się szuka. Po drodze człowiek siłą rzeczy poznaje masę dodatkowych faktów. Można powiedzieć, że „grzebię się” w tym od rozpoczęcia pracy nad „Męską sprawą”, czyli już jakiś czas. Dużo się wiadomości po drodze uzbierało. Poza tym mam bardzo dobrą pamięć. W „Męskiej sprawie” opisałem szczegóły wydarzeń w Afganistanie, o których przeczytałem w pewnej ogólnopolskiej gazecie bodajże 10 lat wcześniej. Później to oczywiście zweryfikowałem. Wszystko się zgadzało.

Jeśli chodzi o sztuki walki to lata temu zajmowałem się tym zarówno praktycznie jak i teoretycznie. Swego czasu w mojej rodzinnej miejscowości byłem „nie do pobicia” we władaniu staro-chińską bronią Nunchaku. Słowem, wiem „co jest tutaj grane”. Dlatego do opisów walk w powieściach chyb trudno by było się przyczepić.
Co do agencji wywiadowczych, to może ujmę to w ten sposób: mam znajomych, którym sprawy wywiadu i operacji wywiadowczych na skalę międzynarodową, powiedzmy, nie są obce. Tyle, myślę, wolno mi powiedzieć bez niepotrzebnego narażania się na ewentualne komplikacje życiorysu.

600 stron dobrej literatury to niełatwa sprawa. Jak został pan pisarzem?
600 stron to faktycznie sporo. Właściwie w przypadku „Ostatniej rozgrywki”, to dużo ponad 600 stron. Dokładnie 640. W trakcie pisania nie myśli się o objętości. Tak naprawdę, to w moim przypadku wszystko rozbija się o pozbieranie pomysłów, których zawsze jest więcej niż ostatecznie trafia do książki, poskładanie ich, że się tak brzydko wyrażę „do kupy” i zrobienie z tego ciekawej całości. Dobrym słowem jest tu „ciekawej”. Różne rzeczy można moim książkom zarzucić, ale na pewno nie to, że są nudne. A pisarzem zostałem praktycznie przez przypadek. Do czasu „Męskiej sprawy” pisałem książki wspomagające naukę języka angielskiego. Powstało ich bodaj pięć, albo sześć. Nigdy nie pamiętam. I tak gdy kończyłem jedną z nich, na temat „phrasal verbs”, do gabinetu weszła moja żona. Krytycznie spojrzała na monitor i stwierdziła: „Napisałbyś coś, co by się dało poczytać.” Był początek wakacji 2007, więc dużo wolnego czasu. Kilka miesięcy później „słowo ciałem się stało” i w maju 2008 wydawnictwo Red Horse sprawiło, że powieść trafiła na półki księgarskie. Szybko się okazało, że „Męską sprawę” czyta się świetnie. Dość powiedzieć, że dzisiaj jest już praktycznie nie do kupienia.

Praca nad każdą książką to przyjemność czy prawdziwa mordęga?
Trzeba uczciwie stwierdzić, że i tak, i tak. Może nie aż „mordęga”. Powiedzmy „ciężka praca”. Jednak na pewno jest więcej przyjemności niż tego drugiego. Na szczęście. Inaczej bym się za to nie zabierał. Z tym, że pisanie sensacji to w pewnym sensie jak stąpanie po polu minowym. Jest cała masa szczegółów, które trzeba dokładnie sprawdzić. Choćby karabiny snajperskie. Jakie które mają wady, jakie zalety, lokalizacja amerykańskich baz wojskowych, i mnóstwo, mnóstwo innych szczegółów. Do „Męskiej sprawy” musiałem na przykład sprawdzić jak długo jedzie się z portu lotniczego w Nairobi do konkretnego hotelu i jeszcze historię samego hotelu. Naprawdę jest co robić.

Zaczął pan pracę nad kolejną książką? Długo przyszło nam czekać na „Ostateczną rozgrywkę”.
Rzeczywiście na kolejną powieść zwykle trzeba poczekać. Jest tak, ponieważ historia musi powstać w głowie. Tak przynajmniej jest u mnie. Potem jest tworzenie szkieletu i pisanie właściwe. Kolejny problem to znalezienie czasu. A czasu trzeba naprawdę dużo.

Kolejna książka już została rozpoczęta. Tym razem będzie to powieść sensacyjno – obyczajowa z większym naciskiem na to drugie. Tak mi się wydaje na teraz, ale wszystko jeszcze może się zmienić. W razie co, od razu chciałbym uspokoić: to że „obyczajowa” wcale nie znaczy nudna. Co do tego nie ma wątpliwości.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Sonia Bohosiewicz czyta książkę “Piąta strona świata”

Posted: February 24th, 2010 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: | No Comments »

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Włochy bez tajemnic

Posted: February 24th, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Klasyczne przewodniki odchodzą w przeszłość w chwili, gdy mamy do czynienia z taką perełką.

włochy

Książka świetnie łączy funkcje poznawcze z praktycznym kompendium wiedzy, przydatnym dla turystów podróżujących po Włoszech. Gdzie dobrze i tanio zjeść? Gdzie można przenocować? Co zwiedzać? Pokazuje i dokładnie opisuje ta pozycja. To ważne w momencie, gdy na własną rękę zdecydujemy się zwiedzać ten kraj.

Dzięki tej książce możemy po Italii podróżować zarówno latem jak i zimą. Wenecja, Neapol czy Toskania nie stanowią dla nas żadnej tajemnicy. Doskonałe mapy pozwalają dostać się do miejsc, w które nie zapuszczają się standardowe wycieczki. A dodać trzeba, że ich piękno czasem przewyższa wszystkie oficjalne (oklepane) zabytki).

Fotografia w tym przewodnikowym albumie odgrywa olbrzymią rolę. Każda jest doskonale dopasowana zarówno jakością jak i zawartością. Cieszyć będzie oko osoby, która do Włoch pojedzie i będzie wspominać pobyt, jak i tej, która z domowych pieleszy będzie zachwycać się włoskim pięknem. Opisy nie nudzą i mają w sobie trochę uczucia, które pozwala zagłębiać się w nich, jak w dobrej literaturze.

Album stworzony na potrzeby zwiedzających z domowego fotela i wycieczkowiczów. Chociaż z takim cacuszkiem lepiej posiedzieć w domu i delektować się kawałkiem dobrej roboty.

“Włochy”
Świat Książki
2010

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Wielka księga horroru – part 2

Posted: February 24th, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , | No Comments »

Fabryka Słów w drugim tomie księgi horroru umieściła opowiadania, które nie powalają. Wieje nudą, więc ponad 30 złotych wydane na książkę uznaję za pieniądze stracone.

wielka ks

Być może, nienazwane nie może mieć imienia. Nigdy. Być może, my, ludzie, dumni władcy własnych krain, jesteśmy tylko kruchymi lalkami. Marionetkami, które wciąż i wciąż grają w jakimś opętanym teatrze, budząc ledwie śmiech diabła? A gdy wreszcie oswoimy swój świat, nazwawszy go poznanym i bezpiecznym, w jednej przenikającej chłodem sekundzie coś lub ktoś roznieca nowy spektakl przerażenia. Jak nieskończenie wiele ludzkich światów, tak nieskończoną jest liczba lęków?

Tyle wydawca, który na facebooku piał z zachwytu nad ilustracjami do tej książki. Zachwyt niczym nieuzasadniony, bo przeglądając “Wielką księgę horroru” nawet parokrotnie nie wpadniemy w euforię. Okładka, która “straszy” białymi kosteczkami nijak ma się do treści, więc z dużej chmury mały deszcz.

Dostajemy opowiadania, które związane są przede wszystkim z morzem. Morze niszczy, morze zabija, morze zabiera. Marynistyka opowiadań jest męcząca i w pewnym momencie przesyt morskiej treści daje o sobie znać. Zamykamy książkę, która zapowiadała się ciekawie, a wyszło wielkie nieporozumienie.

Oczywiście nie samym morzem “Wielka księga horroru” jest wypełniona. Jest i parę opowiadań, które mają małą minimalną dawkę horroru. To jednak za mało, by mówić o zbiorze “wielki”.

Nic strasznego. Szkoda, bo pierwszy tom zrobił wszystkim wielkie nadzieje.

“Wielka księga horroru” tom 2
Autor zbiorowy
Fabryka Słów
2010

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Literacka podróż do źródeł

Posted: February 24th, 2010 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , | No Comments »

“Był mianowicie w mieście Gnieźnie, które po słowiańsku znaczy tyle co “gniazdo”, książę imieniem Popiel, mający dwóch synów” – tak zaczyna się jeden z rozdziałów “Kroniki polskiej” Galla Anonima, którą od dziś będzie można kupić w kioskach.

siazki

Książka otwiera cykl dzieł opisujących losy państwa polskiego i wpływających na formowanie się naszej tożsamości. W kolejnych tygodniach ukażą się relacje Piotra Skargi, Stanisława Staszica czy Józefa Wybickiego, którzy talent narracyjny i niezaprzeczalne walory stylistyczne łączyli z wnikliwą znajomością opisywanych zdarzeń.

– Czytelnicy tracą zaufanie do współczesnych historyków – powiedział “Rz” prof. dr hab. Stanisław Sierpowski, który redaguje serię. – Wychodzą z założenia, że niektórzy z nich, zaangażowani politycznie, piszą na zamówienie będących u władzy, nieraz pod ich dyktando. Zjawisko to nie jest czymś nowym, ale dziś zaskakuje jego skala. Skutkiem tego w powszechnym przekonaniu tylko powrót do tekstów źródłowych pozwala poznać prawdę o wydarzeniach z przeszłości.

Zdaniem prof. Sierpowskiego spotkanie z Wincentym Kadłubkiem czy Piotrem Skargą może być fascynujące, pod warunkiem że czytelnik zarezerwuje na lekturę nieco czasu.

– Polszczyzna, jaką posługują się autorzy tekstów źródłowych, odzwierciedla czas, w którym dzieła powstawały – wyjaśnia Stanisław Sierpowski. – Jest archaiczna, ale przy tym piękna, barwna. Krótkie wstępy do każdego z prezentowanych tomów napisane przez młodszych pracowników Instytutu Historii Uniwersytetu Poznańskiego mają ułatwić lekturę, przybliżyć autora i jego epokę.

Na początek proponujemy pochodzącą z XII wieku kronikę Galla Anonima. Choć niektórzy znawcy tematu nazywali ją powieścią historyczną, nie ulega wątpliwości, że to unikalny zabytek polskiej historiografii. We wstępie dr Marzena Matla-Kozłowska zwraca uwagę, jak mało mamy informacji o autorze pracy tak dla nas ważnej. Z całą pewnością stwierdzić można, że był mnichem i cudzoziemcem. Że długo przebywał na ziemiach leżących na południe od Polski i orientował się w wydarzeniach na węgierskim dworze. Niektórzy badacze uważają, że pochodził z Francji, inni wskazywali na Węgry lub Włochy.

To właśnie ta ostatnia wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna. Dzięki badaniom prof. Tomasza Jasińskiego postać Galla Anonima utożsamia się z Mnichem z Lido (jednej z wysp weneckich), twórcą “Translacji św. Mikołaja”. Przybywszy na ziemie polskie, Gall przystąpił do spisywania – po łacinie – faktów i legend. Nie unikał tematów trudnych – jak choćby napiętych stosunków wewnętrznych na dworze władców Polski. Dał świadectwo początkom naszego państwa.

więcej informacji na stronach Rzeczpospolitej

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Bareja w krzywym zwierciadle

Posted: February 24th, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , | No Comments »

Życie Stanisława Barei nie było łatwe. Zadbali o to cenzorzy, dyspozycyjni dziennikarze i “życzliwi” koledzy po fachu, których drażniło przenikliwe spojrzenie, ostra ironia oraz status komedii, uznanej za gatunek upośledzony, plebejski.

areja

Zanim jednak gromy zaczęły spadać na Bareję cofnijmy się dzięki Replewiczowi do czasów najmłodszych. Ojciec – mecker więc nie dziwi fakt, że humor mięsny tak często pojawia się w filmach autora “Misia”. Młody Stanisław poszedł do łódzkiej filmówki, gdzie zawiązał pierwsze przyjaźnie. Pierwsze filmy (o dziwo nie komedie) są przyjmowane w miarę. Potem zaczyna się rozdział komediowy, który dzięki wielu powtórkom zna większość Polaków.

“Miś”, “Poszukiwany/Poszukiwana” czy “Alternatywy 4″ znane są chyba każdemu. Humor, jaki kryje się w tych produkcjach jest uniwersalny – śmieszy kolejne pokolenia Polaków. Dlatego cieszy fakt, iż Maciej Replewicz zdecydował się na dokładne opisanie życia Stanisława Barei.

Książka jest niesamowitym kompendium wiedzy o reżyserze i jego życiu – i tym prywatnym i zawodowym. Autor “W krzywym zwierciadle” dochodzi do faktów nikomu nieznanych, przedstawia opinie, które pewnie teraz ucieszyłyby reżysera. Materiał fotograficzny również robi wrażenie. Aż dziw, że nikt wcześniej o takiej książce nie pomyślał.

Znany nam z “Misia” Bareja jest postacią nie do końca spełnioną. Zostało, według jednych kilkanaście, według innych, kilkadziesiąt scenariuszy, które nie ujrzały światła dziennego. Szkoda, że mistrz uznanie zdobył dopiero po śmierci. Jednak ten filmowy pomnik pozostanie na lata. A książka Replewiczaten mit doskonale udokumentowała.

Polecam.
“Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła”
Maciej Replewicz
Zysk i S-ka
2010

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Gruba w sprzedaży

Posted: February 23rd, 2010 | Author: | Filed under: PRomocja Książki | Tags: , , | No Comments »

gruba

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Celebryta(n) języka na piórach i językach innych. Prof. Jerzy Bralczyk w anegdocie współpracowników, znajomych i najbliższych

Posted: February 23rd, 2010 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , | No Comments »

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Tim Burton: Alicja w krainie czarów

Posted: February 22nd, 2010 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , | No Comments »

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Invictus – zapowiedź filmu

Posted: February 22nd, 2010 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , | No Comments »

Książka wydawnictwa MUZA.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Bajkowy tramwaj – Media Rodzina

Posted: February 22nd, 2010 | Author: | Filed under: PRomocja Książki | Tags: , | No Comments »

Ciekawa akcja PR-omocyjna wdawnictwa Media Rodzina.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Nexto.pl rusza do społeczności

Posted: February 22nd, 2010 | Author: | Filed under: e-book | Tags: , , , , , , | No Comments »

Wiodący na rynku sprzedaży publikacji w wersji elektronicznej sklep Nexto.pl podpisał zaplanowaną na rok umowę o współpracy z serwisem społecznościowym nakanapie.pl, skupionym wokół aktywności związanych z czytaniem i kupowaniem książek.

W pierwszym zakrojonym na taką skalę projekcie współpracy firm związanych z rynkiem wydawniczym wybrane opinie i recenzje z serwisu nakanapie.pl – zawierającego liczącą blisko 350 tys. pozycji bazę książek i skupiającego jedną z największych społeczności miłośników książek – trafią do klientów sklepu Nexto.pl.

Bardzo cieszy nas ta współpraca – mówi Marek Kasperski, współwłaściciel nakapanie.pl. Oferta e-booków i audiobooków Nexto.pl to duża wartość dla użytkowników naszego serwisu.

Dodatkowo dla klientów Nexto.pl i użytkowników nakanapie.pl przewidziano szereg promocji oraz konkursów prowadzonych zarówno w ramach współpracujących serwisów jak i na portalach społecznościowych takich jak Facebook.

Chcemy, aby Nexto.pl było nie tylko sklepem, w którym klienci dokonują zakupów, ale także miejscem wymiany porad, informacji i otrzymania rzetelnych opinii o produktach. Współpraca z nakapanie.pl jest pierwszym etapem szerszej promocji Nexto.pl w serwisach społecznościowych – mówi Bartłomiej Roszkowski, prezes zarządu NetPress Digital, spółki prowadzącej serwis Nexto.pl.

Subiektywne opinie na temat produktów i usług oraz ich recenzje są jednymi z najczęściej poszukiwanych w Internecie informacji. Według raportu E-commerce w Polsce firmy Gemius S.A., 85 proc. badanych internautów kupujących w sieci odpowiedziało, że Internet jest dla nich głównym źródłem wiedzy o produktach i usługach.
Co więcej, prawie 3/4 badanych zadeklarowało wcześniejsze zapoznawanie się z opiniami o markach i produktach przed podjęciem ostatecznej decyzji, czy kupić dany produkt. Rekomendacjami innych kierują się szczególnie osoby zainteresowane kulturą – książkami, filmem, prasą czy teatrem.

O Nexto.pl

Nexto.pl to największy w Polsce sklep internetowy z audiobookami, e-bookami oraz prasą do pobrania on-line. Wszystkie książki i czasopisma są w formie download (do pobrania w formie pliku mp3 lub pdf). W ofercie znajduje się blisko 1000 tytułów audiobooków, ponad 2100 tytułów e-booków i ponad 100 tytułów czasopism. Na Nexto.pl obecnych jest ponad 120 wydawców. W 2009 roku serwisy Nexto odwiedziło ponad 3,8 mln internautów i sprzedanych zostało ponad 50 tys. książek.

O Nakanapie.pl

Nakanapie.pl to jedna z największych w Polsce społeczności miłośników książek, skupiona wokół aktywności związanych z ich czytaniem i zakupem. To także największa w Polsce baza książek (licząca blisko 350 tys. pozycji), umożliwiająca użytkownikom tworzenie swoich prywatnych kolekcji oraz ocenianie i komentowanie tytułów.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Decathexis encyklopedia Kirkegaardu – odcinek 1 “ANKOU”

Posted: February 22nd, 2010 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: | No Comments »

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Od papirusu do hipertekstu

Posted: February 22nd, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Książka Od papirusu do hipertekstu jest “mediocentrycznym” spojrzeniem na historię kultury. Autor analizuje zmiany społeczno-kulturowe na świecie -od starożytności, aż po czasy współczesne – zachodzące pod wpływem pojawienia się nowego rodzaju medium. Robi to w sposób mistrzowski.

od papirusu do hipertekstu

Vandendorpe już w 1999 roku wiedział, co się święci. Dlatego krótko podsumował czasy starożytne i okres po nich przechodząc od razu do naszej – hipertekstowej (?) kultury.

Hipertekst jest dla tego autora niezwykle ważny. Od jednego kliknięcia myszką przesuwamy się dalej nie znajdując w pewnym momencie początku tego, co zaczęliśmy czytać. Hipertekst daje spore możliwości, ale jest także twórcą wielu problemów. Niemniej Vandendorpe zachwyca się bardziej radykalnym novum. Mówimy tu o interaktywności.

Czytelnik może tekst komentować. Czytelnik może w tekście nanosić swoje uwagi. Czytelnik może dać podobną do tekstu odpowiedź i polemizować na szerszym polu z autorem. Autor nie jest już kimś wyjątkowym. Nie kryje się za literkami, które przelał na papier. Chcąc istnieć musi odpowiadać, wchodzić w te polemiki, musi żyć w sieci tak mocno, jak w rzeczywistości. Inaczej umiera.

Pisał Vandendorpe, że książki nie tyle odejdą do lamusa, co staną się bardziej dostępne w sieci niż na bibliotecznej półce. Nie do końca się to sprawdza, jednak wizje takie są coraz bliższe dzięki wielu ciekawym projektom digitalizacyjnym jak i technologicznym. Ereadery są ważne, bo autor “Od papirusu” niestety myślał, że komputer do końca składać się będzie z ciężkiego monitora i dużej stacji dysków.

Doskonała pozycja, która obok książki Łukasza Gołębiewskiego ciekawie przedstawia przyszłość książki. Nie zapominając o jej historii.

Od papirusu do hipertekstu Esej o przemianach tekstu i lektury
Christian Vandendorpe
Wydawnictwo: Uniwersytet Warszawski
2006

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Ostatnia rozgrywka Adama Gawlika

Posted: February 22nd, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Marek Kędzierski na 600 stronach jest w doskonałej formie. Adam Gawlik również i w przeciwieństwie do swoich amerykańskich odpowiedników nawet w stanie spoczynku nie zardzewiał.

fot

Tym razem Gawlik musi stanąć przeciwko swoim przyjaciołom z dawnych lat spędzonych w Afganistanie. Tajna organizacja wpuszcza do Sieci wirusa z przekazem podprogowym, oddziałującym na ludzkie decyzje. Celem jest przejęcie rządów na Kremlu, a następnie zdobycie politycznej i gospodarczej władzy na świecie. Oczywiście takie działania nie są na rękę USA, które usilnie namawia Gawlika do zrobienia porządku z rosyjskim kolegą.

Decyzja, którą musi podjąć nasz polski James Bond nie jest łatwa. Wszak “Ostatnia rozgrywka” pokazuje nam, że od czasów “Męskiej sprawy” Adam Gawlik trochę się ustatkował. Ma rodzinę, o której marzył. Ma dobrze prosperującą firmę budowlaną. Rodzina i znajomi go uwielbiają. Najlepszy jest jednak ten święty spokój, który tak był potrzebny polskiemu najemnikowi.

Jednak specjalistów takich, jak on jest mało. Dlatego znów możemy zobaczyć Gawlika znanego z “Męskiej broni”. Tajne służby są dla niego żadnym problemem. Działa szybko i jeszcze znajduje czas na parę innych – nie mniej ciekawych wątków, które cieszą czytelnika.

Marek Kędzierski ma talent do powieści sensacyjnych. Każde słowo, jakie znajdziemy w tym objętościowo potężnym dziele jest potrzebne. Podobają się dokładne opisy walk, broni i ten soczysty męski język. Wszak nie jest to powieść dla dzieci, a takie zabiegi dodają jej tylko uroku.

Mocna dawka testoosteronu. Polecam – nie tylko facetom.

“Ostatnia rozgrywka”
Marek Kędzierski
Grasshopper
2010

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.