Kiedy w 2002 roku susza niszczy zbiory na polach Malawi i tysiące ludzi umiera z głodu, William Kamkwamba ma 13 lat i z ciężkim sercem musi porzucić szkołę. Nie czeka na cud, niewiele myśląc bierze sprawy w swoje ręce. Z odrobiną kukurydzianego kleiku w żołądku, z książką z wiejskiej biblioteki w ręku, uzbrojony w ciekawość i determinację, zabiera się do realizacji śmiałego planu: dać swojej rodzinie elektryczność.
Całymi miesiącami grzebie w śmietnikach i na złomowisku, wyprasza od ojca zepsuty rower, wykopuje spod ziemi stare rury PCW… Z tych niepotrzebnych już nikomu „skarbów”, zamiast walczyć z wiatrakami, wiatraki buduje i przeobraża swój kawałek świata.
Ilustracje z książki bibliotecznej podsunęły mi pomysł, głód i ciemności stały się źródłem inspiracji i tak wyruszyłem w tę niezwykłą, długą podróż. Jednego się nauczyłem i będę się tym kierował: Jeśli chcesz dojść do czegoś, wystarczy spróbować.
O chłopcu, który ujarzmił wiatr to niezwykła, krzepiąca opowieść o potędze ludzkiej pomysłowości i harcie ducha wobec przeciwności losu.
Monologi babci, mamy, ojca, córki, syna i dwóch płodów mamy okazję czytać w najnowszej propozycji Drzewa Babel. “Murzyni we Florencji” wywołują śmiech przez łzy. Jednak w tym rozbawieniu jest i ciekawe przesłanie do świata.
Dobrą zabawę zapewnia już sama autorka, która na okładce ma bardzo twarzową kominiarkę. Przykrywa ona zapewne oblicze błazna, który siedzi w głowie Vedrany Rudan. Trafnie opisuje losy Chorwatów w czasie pokoju. Już na pierwszy rzut oka widać, że są oni do Polaków bardzo podobni. Nawet w spokoju próbują znaleźć jakiś element zagrażający. Element, który może być uznany za kłopot. Element pozornie niebezpieczny. I zaczyna się zabawa.
Walczą płody, walczy matka, walczy babcia. Walczą z samymi sobą. Mają Chorwaci we krwi walkę, która niekoniecznie musi przynosić efekty. Nie musi przynosić też krwi – ot, byleby się wygadać. A gadają ciekawe rzeczy, które mogłyby wywołać wieczny pokój w ich regionie. Tylko czy oni tego chcą?
Język powieści, mimo starszej autorki, jest wulgarny i pieprzny. W ogóle ilość seksu, pieprzenia i głośnych przekleństw powinna zabić jakiekolwiek przesłanie. A jednak nie – niektóre sprawy trzeba “pierdolnąć z laczka”.
Rzadko posądzać można starsze kobiety o tak agresywne i kurewskie pisanie. Efekt jest wyśmienity, więc życzę smacznej lektury.
“Murzyni we Florencji”
Vedrana Rudan
Drzewo Babel
2010
Małgorzata Gutowska-Adamczyk w pierwszej części sagi o Gutowie rozbudza nadzieje na bardzo zaskakujący finał. Szkoda tylko, że każe czekać nas na część następną.
Gutowo to miasteczko, w którym wszyscy znają wszystkich. Dlatego, kiedy archeolodzy dokonują tam ciekawego odkrycia, zaczyna się historia tak barwna, że aż trudno w nią uwierzyć. Miłość – śmierć, radość – smutek przeplatają się na kilkuset stronach dając nam wiele czytelniczej satysfakcji.
Małgorzata Gutowska-Adamczyk ma dar do tworzenia tego typu historii. Współczesność idealnie łączy z przeszłością. Pokazuje nam losy paru pokoleń – losy zagmatwane i trudne, ale opisane w taki sposób, że chcemy wiedzieć więcej.
Umie autorka pisać o przeszłości. Dworki, zwyczaje i obyczaje wywołują chęć powrotu do korzeni. Ech co to za piękne czasy, gdzie głównym zajęciem były miłostki i polityka a czasem wojna. Rozrywek wbrew pozorom było więcej, podobnie jak czasu. Znów na te opisy zakręci się nam zła.
No i ten zapach. Drożdżówki, jagodzianki czy chałka łechcą nasze zmysły. Może i nie tylko Gutów ma taką cukiernię. Trzeba umieć ją dobrze szukać. A wtedy trafimy na ucztę, po której będzie można spokojnie umierać.
Doskonały scenariusz na serial telewizyjny, który będziemy z przyjemnością oglądać. Bo na pewno już są chętni na tak obiecującą opowieść.
“Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy”
Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Nasza Księgarnia
2010
Gdzieś daleko w Kochanowie amatorski deathmetalowy zespół Exterminator dostaje propozycję zagrania na dożynkach powiatowych w roli supportu zespołu Kombii. Stawką jest stypendium dla utalentowanych mieszkańców gminy.
Główny bohater – Marcyś – fan starego Kombi, początkowo niechętny chałturze, za namową żony decyduje się stawić czoła wyzwaniu, co wywołuje lawinę kompromitujących sytuacji. Hojny mecenas, wójt, prowadzący przedwyborczą kampanię, wystawia zespół do występów na wiejskich festynach, sugerując zmianę repertuaru. Muzycy stają się lokalnymi gwiazdami, doczekują się naśladowców i fan clubu. Trzymani w szachu przez wójta i własne, niespodziewanie odrodzone ambicje, za wszelką cenę starają się zachować twarz.
Czy uda im się ocalić resztki godności i wrócić na drogę mocnego brzmienia?
Przemek Jurek , znany czytelnikom „Przekroju” jako twórca „Kinoteatrzyku Przemka Jurka”, otrzymał nagrodę w drugiej edycji konkursu „Komediopisanie”, przeprowadzonego przez Teatr Powszechny w Łodzi, za autorską adaptację sceniczną książki pt. Kochanowo i okolice – swojego debiutu literackiego. Kochanowo i okolice ukaże się jeszcze w tym roku w formie powieściowej, nakładem wydawnictwa Grasshopper.
Przeczytaj fragment:
Impreza odbywała się na boisku „Orkana” Kołczów, tuż obok kościoła i krok od miejscowej podstawówki. Grałem tu ze dwa razy jako pomocnik kochanowskich „Orląt”. Nic się nie zmieniło. Boisko było tak samo nierówne jak wtedy. Ale mieli przynajmniej plastikowe krzesełka na trybunach i elegancko odmalowaną szatnię w niewielkim, ceglanym baraku, która podczas przeglądu miała pełnić funkcję garderoby i zaplecza dla muzyków.
Rozklekotanym dostawczakiem ojca Jaromira wtarabaniliśmy się na teren stadionu grubo po planowanym czasie rozpoczęcia koncertu, bo zapakowanie wszystkich naszych maneli, zwłaszcza zestawu Jaromira, zajęło nam prawie pół dnia. Nasze rodziny miały dojechać wieczorem.
Mieliśmy nadzieję, że jak zwykle w takich przypadkach, wszystko i tak się opóźni. Niestety – przeliczyliśmy się. Wyglądało na to, że przegląd zaczął się punktualnie o 17.00. Pod niedużą, niezadaszoną sceną tłoczyła się już młodzież, a starsi stali z tyłu i na całe to zamieszanie patrzyli z zaciekawieniem i wyraźną nieśmiałością. Lipcowe słoneczne sobotnie popołudnie zachęciło jednak autochtonów do masowego uczestnictwa w nietypowej dla nich imprezie. Przyszły tu całe rodziny z dziećmi. Pod jedną z bramek stało kilka namiotów z dystrybutorami piwa. Była też cukrowa wata i kiełbaski z grilla. Funkcję ochroniarzy pełnili umundurowani strażacy z OSP Kołczów, którzy leniwie przechadzali się wśród zebranych.
Rock and roll na całego.
Z miejsca straciłem nadzieję na życzliwe przyjęcie naszego występu. Zwłaszcza że na scenie występowała jakaś małolata, nieudolnie wykonująca przeboje Sistars pod akompaniament pojedynczego syntezatora, na którym grał jakiś starszy facet w okularach. Młodzi kołczowianie byli jednak zachwyceni. Kiedy skończyła wymęczoną „Sutrę”, rozległy się ekstatyczne oklaski.
– O Jezu – jęknął Makar. – Przecież to miały być rockowe kapele…
– Powiedz to swojemu kumplowi Wirskiemu – wycedziłem.
– To wszystko zależy od tego, jak zdefiniować rocka – powiedział ubawiony Jaromir.
Podeszliśmy do akustyka, który kręcił gałkami miksera jakieś dwadzieścia metrów od sceny.
– Cześć, jesteśmy z Kochanowa. Exterminator – przedstawiłem kapelę.
– O, super! – powiedział akustyk. – Możecie ustawić instrumenty za sceną. Wchodzicie około 20.00. Na razie sobie popatrzcie. Piwo macie za darmo. Po puszce na głowę.
– Dzięki. A kto to jest? – spytałem, wskazując na estradę.
– E, taki tam występ na rozgrzewkę. Ta mała to Marysia Witkowska z Kobylewa.
– Ta, co w zeszłym roku miała stypendium?
– Dokładnie.
No, to się dziewczyna rozwinęła. Wirski wspominał, że zaczynała od występów w przykościelnym chórze – a teraz… No, no… Takie stypendium to jednak dobra rzecz.
– A co będzie potem? – zapytałem z niepokojem.
Akustyk zerknął na rozpiskę.
– Rytm z Barda, Atut z Bystrzycy, Pięć Nutek z Kłodzka i Alfabet Morse’a z Ząbkowic.
O, w twarz. Te nazwy nie wróżyły niczego dobrego.
Niesamowity trailer do książki Tomka Michniewicza “Samsara. Na drogach, których nie ma”. Książka podróżnicza, jakiej jeszcze nie było. Premiera 5 maja 2010.
Horror nie musi posiadać wylanych hektolitrów krwi. Czasem inne czynniki maja wpływ na to, że nerwowo spoglądamy za siebie biorąc prysznic.
Robert Bloch pokazuje, jak można wystraszyć Kowalskiego nie siląc się na wymyślanie kolejnego Krugera czy Jasona. Mamy recepcjonistę w motelu opuszczonym przez wybudowanie autostrady. Mamy człowieka, który przez schizofrenię raz jest matką, raz synem a raz… . Problemy psychiczne doprowadzają do krwawych zbrodni, których finał powala. Czy taką opowieść wymyślił umysł zdrowy?
Doczekaliśmy się filmów na podstawie “Psychozy” Blocha. One jednak w małym stopniu odpowiadają temu, co znajdziemy w książce. Jest powolne doprowadzanie nas do stanu totalnego rozbicia. Widzimy, jak bezradne są władze wobec tego, co dzieje się w motelu. Ludzie znikają, morderca pozornie jest znany, jednak seria nie zostaje zatrzymana.
W tym szaleństwie jest metoda, która pozwala nam nie pogubić się w dużej dawce psychozy.
Wszystko to na 150 stronach zapisanych drobnym maczkiem. Dla Kinga to drobne opowiadanie, dla innych kawał dobrej literatury. Niezależnie od wszystkiego – przeczytać warto!
Stary bibliotekarz w meksykańskiej mieścinie stara się pokazać, że czytanie książek daje odpowiedź na wiele pytań.
W pewnym meksykańskim miasteczku nikt już z biblioteki nie korzysta. Jest jednak stary bibliotekarz, który stara się, by pamięć o książkach, by ich życie nie polegało tylko na leżeniu na półce. W studni znajduje zwłoki dziewczyny, której nie zna. Jak zginęła? Kto jest mordercą? A może mordercy nie ma? Na te pytania nasz bohater szuka odpowiedzi właśnie w książkach.
Kiedy masz jakieś wątpliwości – idź do biblioteki – mówi jeden z bohaterów Harrego Pottera. Podobnie stara się postępować autor “Ostatniego czytelnika”, który pokazuje, że książka posiada jeszcze jakąś wartość w coraz trudniejszym świecie. Pieczątka z napisem cenzura jest w coraz częstszym użyciu, czytelnik rasowy zaś zaczyna powoli wymierać.
Temperatura powieści jest bardzo wysoka. Przebywamy wszak w Meksyku, a i wydarzenia, które oglądamy nie należą do najlżejszych. David Toscana ma coś z Borgesa oraz Eco, którzy na bibliotekach zęby zjedli. Dobrze, że autor “Ostatniego czytelnika” motyw ten podchwycił w świecie, gdzie coraz częściej mówi się o e-bibliotece.
Chociaż stara ta biblioteka, a książki już butwieją łza się w oku kręci. Taka książka – stary druk i drukarska farba dają najwięcej satysfakcji. Dobrze, że autor swoim pisaniem to udowadnia. Wątek kryminalny dodaje tylko pikanterii całemu pisaniu.
Najlepsza (jak na razie) książka o książce i bibliotece roku 2010.
Polecam.
David Toscana
“Ostatni czytelnik”
Świat Książki
2010
Anne Fortier pokazuje, że “Romeo i Julia” mimo upływających lat jest nadal aktualne.
Przebojowa Amerykanka (nomen omen Julia) niespodziewanie dowiaduje się, że jest krewną tej samej Julii, o której Szekspir napisał jedną z lepiej sprzedających się książek na świecie. Dowiaduje się o tym, kiedy otrzymuje spadek zostawiony jej przez matkę. Tajemnicze zapiski doprowadzają nas do wyjaśnienia tajemnicy, która spędza sen z powiek miłośnikom literatury. Na dodatek na Amerykankę czeka zasadzka, która może pozbawić ją życia.
To dopiero druga książka Anny Fortier. Jednak już zdobywa ona serca rzeszy czytelników na świecie. I ten fakt mnie nie dziwi. Autorka doskonale bawi się opowieścią, który zna prawie każdy czytelnik na świecie. Dopisując do niej nowe, nieznane do tej pory fakty, czyni ją jeszcze ciekawszą.
Ma coś Fortier z Dana Browna. Intryga, którą nam przedstawia jest porównywalna z tym, co pokazał autor “Kodu da Vinci”. Dodatkowo dostajemy opowieść nacechowaną uczuciem, które tylko podwyższa wartość całej książki.
Umiejętne operowanie słowem jest kolejnym atutem książki. Nic nie daje takiej satysfakcji, jak dbałość o każde słowo. Widoczne jest to właśnie “Julii”.
Strzał w dziesiątkę Świata Książki, który wydał tak intrygującą książkę. Lektura obowiązkowa.
Myślisz, że w działalności public relations na rynku książki obowiązują Cię jakiekolwiek ograniczenia? Że pozornie szalone pomysły nie przyniosą spodziewanego efektu? Że po prezentacji swoich pomysłów na kolegium koledzy z firmy przestaną wsiadać z Tobą do windy? Nic z tych rzeczy! Bo kreatywne pomysły na public relations to potęga! Nie wierzysz? Spotkaj się z nami.
Biuro Promocji Biblioteki Analiz zaprasza na prezentację „Kreatywnie znaczy taniej. Efektywne działania public relations na rynku książki”. Prezentacja odbędzie się 14 maja w godz. 13-14 w Sali Mikołajskiej w PKiN, podczas I Warszawskich Targów Książki.
Serdecznie zapraszamy!
Czy w niedalekiej przyszłości komputery nas zjedzą? Czy człowiek zostanie ubezwłasnowolniony przez maszynę? Charles Jonscher udowadnia, że nie.
Inżynier krytykuje technologię jak nikt inny dotąd. Mam tu oczywiście na myśli umysły ścisłe. Autor jest wszak inżynierem, który … tworzy oprogramowanie komputerowe i wie, o co w okablowanym życiu biega. Mówi nam więc o robotach, mówi o szeroko pojętej cybernetyce i sztucznej inteligencji, która przez wielu została namaszczona na jedyną i słuszną przyszłość człowieka.
Jednak wbrew takim prorokom, Charles Jonscher twierdzi, że mózg ludzki zawsze będzie przed procesorami. Jego struktura, poszczególne zwoje mózgowe to niezbadana do końca tajemnica. Nie da się wykonać procesora, który byłby kropka w kropkę odpowiadałby ludzkiej inteligencji. Co innego siła mięśni – ta może być spokojnie zastępowana przez maszynę. Może też powodować wzrost siły i możliwości ludzkiego ciała. Intelekt i myślenie to jednak nasza domena.
Krok po kroku, powoli przekonuje nas autor do swojego zdania. Argumenty, które podaje przekonują i nie utrudniają myślenia w tej sprawie.
Ciekawe jest to spojrzenie Joschnera. Po raz pierwszy nie czytamy o konsumpcji człowieka przez maszynę. Po raz pierwszy nie czytamy o zagładzie świata przez cyberświat. Miło się czyta coś takiego. Nawet jeśli datowane jest to dziełko na rok 2001.
Firma NetPress, lider sprzedaży i dystrybucji publikacji w wersji elektronicznej stworzyła i uruchomiła sklep z ebookami, audiobookami i prasą dla operatora telefonii komórkowej Plus. Sklep znajduję się pod adresem www.plusoczytelnia.pl.
Sieć Plus to pierwszy operator, który otworzył dla swoich klientów elektroniczną księgarnię z audiobookami, e-bookami i e-prasą. Klienci Plusa mogą wybierać spośród ponad półtora tysiąca tytułów w wielu kategoriach, między innymi literatura piękna (od klasyki do najnowszych bestsellerów polskich i światowych autorów), książki dla dzieci, poradniki, podręczniki – zarówno w języku polskim i angielskim.
Korzystanie z usługi jest niezwykle proste. Większość produktów dostępnych w serwisie można zamówić z wykorzystaniem SMS Premium. Po wybraniu na stronie www.plusoczytelnia.pl interesującej nas książki wysyłamy SMS o treści „ZAMÓW” pod numer wskazany przy danej pozycji. Po wysłaniu SMS-a otrzymujemy na numer telefonu, z którego wysłany został SMS, kod zwrotny. Kod zwrotny należy wpisać na stronie internetowej Plusoczytelni oraz podać adres email, na który dostarczony zostanie link do ściągnięcia zamówionej pozycji.
NetPress jest odpowiedzialny za aktualizację bazy tytułów, obsługę techniczną serwisu oraz support Klientów Plusoczytelni.
Plusoczytelnia w obecnej formule jest preludium tego, co będzie działo się na rynku ebooków w kolejnych miesiącach i latach. Jak widać temat publikacji elektronicznych jest coraz bardziej interesujący dla największych na rynku graczy. W naszej firmie postawiliśmy sobie, jako cel budowę kompletnego i wygodnego ekosystemu do czytania i słuchania książek na dowolnym dostępnym na rynku urządzeniu – komentuje wydarzenie Bartłomiej Roszkowski – założyciel i prezes NetPress Digital.
O NetPress Digital
NetPress Digital jest firmą specjalizującą się w agregacji cyfrowych publikacji (Ebooki, audiobooki) oraz dostarczaniu kompleksowych rozwiązań do dystrybucji treści na dowolne urządzenia (od PC po urządzenia przenośne). NetPress prowadzi także sklep Nexto.pl. Nexto.pl to największy w Polsce sklep internetowy z audiobookami, e-bookami oraz prasą do pobrania on-line. Wszystkie książki i czasopisma są w formie download (do pobrania w formie pliku mp3 lub pdf). W ofercie znajduje się blisko 1000 tytułów audiobooków, ponad 2200 tytułów e-booków i ponad 100 tytułów czasopism. NetPress współpracuje z ponad 120 wydawnictwami. W 2009 roku serwisy Nexto odwiedziło ponad 3,8 mln internautów i sprzedanych zostało ponad 50 tys. książek.
poszukujemy autorów powieści kryminalnych. Powieści wraz z krótką informacją o sobie oraz danymi kontaktowymi prosimy przesyłać na adres: kontakt@wydawnictwopi.pl Zastrzegamy sobie prawo do odpowiedzi tylko wybranym osobom. Przyjmujemy także gotowe debiuty.
Na początku maja ukaże się druga powieść Sławomira Górzyńskiego pt. “Babol”. Autor będzie gościł w Polsce między 10 a 15 maja, spotka się między innymi z czytelnikami na stoisku Warszawskich Targów Książki oraz w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mińsku Mazowieckim.
10 maja – godz. 15.00- 16.00 – rozmowa Joanny Sikorzanki z Autorem na antenie Radia Łódź
11 maja – godz. 18.30 – spotkanie z czytelnikami w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mińsku Mazowieckim; prowadzenie – Dariusz Mól
14 maja – godz. 11.00 – 13.00 oraz 15 maja – godz. 13.00 – 15.00 Warszawskie Targi Książki, Pałac Kultury i Nauki, stoisko A 46, spotkanie z czytelnikami
Sławomir Górzyński biogram - rocznik 1962, skrzypek i altowiolista; od ponad dwudziestu lat mieszka i pracuje w Finlandii (wciąż egzotycznej dla wielu Polaków), jednak sercem i duszą pozostał Polakiem, co szczególnie dobitnie widać w Babolu, powieści głęboko osadzonej w rodzimych realiach.
Skończył łódzką Akademię Muzyczną w klasie skrzypiec; razem z żoną skrzypaczką gra na altówce w orkiestrze w Joensuu w Finlandii. Ojciec trzech synów. Oprócz Kompozytora i Babola Sławomir Górzyński napisał kilkanaście opowiadań i trzy powieści; więcej o autorze: www.slawomirgorzynski.pl
What The Kids Are Eating of the Day: Ruled not good enough by America’s largest fast-food chains, the so-called “pink slime” — meat and meat by-products treated with ammonia — is still A-OK by U.S. Department of Agriculture standards.
McDonald’s, Burger King, and Taco Bell were all persuaded to stop using ammonia-treated meat after the practice of rinsing dog-grade meat with ammonia to wash away harmful bacteria was brought to the attention of consumers by celebrity chef Jamie Oliver.
“We’re taking a product that would be sold in its cheaper form for dogs,” said Oliver on his TV show Food Revolution. “After this process, we can give it to humans.”
But a USDA spokesman said there were no plans to stop using pink slime as part of the national school lunch program.
“The U.S. Food and Drug Administration as well as the Food Safety and Inspection Service considers ammonium hydroxide as ‘generally recognized as safe,’” said the spokesman, Aaron Lavallee. “FSIS reviewed the suitability of Beef Products Inc.’s use of ammonium hydroxide in order to assess its effectiveness in performing the intended technical purpose of use, at lowest level necessary, and to ensure that the product is not adulterated or misleading to consumers.”
However, since ammonia beef falls outside the jurisdiction of federal labeling requirements, parents have no way of knowing what exactly is being served to their kids.
ACTA jest bardzo dobre, popieram, i będę głosował za ACTA natychmiast, jak tylko pojawi się w parlamencie. Ci młodzi ludzie nic nie rozumieją. Demonstrują z symbolami Polski Podziemnej. Ludzie ginęli na gestapo, w Oświęcimiu ginęli pod tymi symbolami! Jeśli ktoś w takiej sprawie wynosi symbole Polski Podziemnej to jest idiotą i nie należy z nim w ogóle dyskutować