Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Trzymaj szeroko otwarte oczy, ucz się od innych i ich szanuj…

Posted: May 24th, 2010 | Author: | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: , , , , , , | No Comments »

Tomek Michniewicz opowiada o pasji podróżowania, ciekawych przygodach i … nowej książce, która będzie absolutnym nowum na naszym rynku.

Image and video hosting by TinyPic

Z pasją podróżowania człowiek się rodzi czy z czasem dorasta do częstego opuszczania domu rodzinnego?

W moim domu, od kiedy pamiętam, obecne były wszystkie kultury świata. Wychowałem się wśród chicagowskiego bluesa, jogi, buddyjskich mantr, arabskiej muzyki i szacunku dla odmienności. Rodzice zaszczepili we mnie podejście „trzymaj szeroko otwarte oczy, ucz się od innych i ich szanuj”, i z takim też podróżuję. Więc urodziłem się na pewno w sprzyjających do podróżowania warunkach, a backpackingowy styl, cele i organiczną już potrzebę okresowej zmiany miejsca pobytu wykształciłem w sobie sam.

Który kraj Azji podoba się Tobie najbardziej? Z którym najbardziej się zżyłeś podróżując po tych krajach?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Kocham Nepal, choć to trudny do podróżowania kraj. Pomaga za to zrozumieć siebie, zwłaszcza gdy zboczy się z klasycznego szlaku Katmandu-Pokhara-Chitwan i pojedzie w góry lub na nizinę Terai, z dala od turystów. Widok wschodu słońca nad Himalajami po prostu coś we mnie zmienia, to jak dotknięcie czegoś tak ogromnego, że człowiek czuje się nic nieznaczącym drobiazgiem.

Ale kocham też Tajlandię, i to mimo milionów turystów rocznie, za pogodę ducha, egzotyczną obrzędowość i sposób myślenia, który sprawia, że problemy niewiele znaczą. W Malezji kocham jedzenie, w Indiach kino, w Wietnamie kulturę… Mogę tak długo. Azja jest tak różnorodnym kontynentem, że nie da się go łatwo sklasyfikować.

„Samsara” jest książka niezwykle optymistyczną i mimo paru groźnych przygód nie zawiera opisów ciągłego ocierania się o śmierć. Czy można bezpiecznie podróżować po tak egzotycznych krajach białemu człowiekowi?

A dlaczego nie? Turyści pakują się w kłopoty nie dlatego, że gdzieś jest niebezpiecznie, tylko dlatego, że nie potrafią się poruszać po obcym terenie. Nie wiedzą, co jest dobre a co złe, co jest dobrze widziane a co nie, jakie zachowania miejscowi mieszkańcy uznają za prowokacyjne. Przyjeżdżają do egzotycznego kraju jak do muzeum i przywożą ze sobą swój styl bycia, który często jest tam bardzo nie na miejscu. Wystarczy trochę poczytać i porozmawiać z kilkoma globtroterami – zapewniam, że przy odpowiedniej dawce wiedzy można spokojnie się poruszać nawet po terenie, który cieszy się złą sławą.

Inną sprawą jest to, co zdecydowałem się opisać w „Samsarze”. Mogłem opisać scenę, gdy obudził mnie strzał z pistoletu, albo gdy moja koleżanka spadła nocą w przepaść, albo gdy utknąłem bez wody w pustynnych górach. Ale po co? Czy książkę się pisze, żeby się popisać, czy żeby coś opisać?

Pytam, bo często zbaczasz z utartych i bezpiecznych szlaków. Wygodniej jest na drogach, których nie ma?

Wygodniej na pewno nie, bo nie ma na nich asfaltu, sklepów, lekarza i hotelu z klimatyzacją. Ale podróż poza wydeptanymi ścieżkami na pewno bardziej wynagradza, można z niej więcej wyciągnąć dla siebie. Poznaje się fantastycznych ludzi nieskażonych ciągłą obecnością turystów, ogląda się miejsca, do których rzadko kto dociera, wpada się w kłopoty, których normalnie bym uniknął… To jest to, po co podróżuję.

Poszukujesz rzeczy, które nie śniły się filozofom. Czy oprócz opowieści tubylców o skaczącym po domach szamanie i królu skorpionów byłeś świadkiem zjawisk nie z tej ziemi?

Jak najbardziej tak. Problem polega na tym, że gdy opowiadam o nich w Polsce, wszyscy na mnie patrzą jak na oszołoma New Age. Tymczasem jako dziennikarz mam bardzo krytyczne podejście do świata i niełatwo wcisnąć mi jakąś hucpę, nie kupuję „egzotycznych błyskotek” w postaci niby-czarów. Dość dobrze się orientuję w azjatyckich sztuczkach i nie daję się na nie nabierać. Ale czasem mam do czynienia z czymś, co po prostu wykracza poza ludzkie możliwości, albo jest niewytłumaczalne, w żaden sposób. I wtedy czuję, że nasz racjonalizm zabił w nas jakiś duchowy pierwiastek, który Azjaci wciąż w sobie pielęgnują.

Z innej beczki. Oferujesz wyjazdy z Tobą? Co dostajemy w pakiecie?

Organizuję wyjazdy skrojone w stu procentach pod wyobrażenia osób, które się do mnie zgłaszają. Jedni chcą pojechać na Saharę, inni w Himalaje, ktoś jeszcze pomedytować w buddyjskim klasztorze, a kto inny chce podróży szlakiem azjatyckiej kuchni. Nie ma więc pakietów, wszystko ustalamy razem a każda podróż jest zupełnie inna, nie ma dwóch takich samych. To jest dość nietypowa jak na polskie warunki formuła – droga, ale zostawia wrażenia na całe życie.

Mogę zagwarantować, że każdy przeżyje to, o czym marzy, ale nie obiecam że nie wpakujemy się w kłopoty albo nie utkniemy w dżungli na kilka dni. Organizuję podróże, a nie wycieczki.

Kiedy szykuje się następna książka na temat Twoich podróży i fascynujących przygód?

Właśnie zaczynamy z wydawnictwem projektować kolejną książkę. Będzie zupełnie inna niż debiut i już nie o Azji. Nie mogę zdradzić na razie żadnych szczegółów. Obiecuję, że tematem będzie coś, o czym nikt jeszcze w Polsce nie pisał, i że będzie tyle samo śmiechu i akcji co w „Samsarze”. Tylko tyle lub aż tyle.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts

Warto także przeczytać:



Leave a Reply