Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Z tym poczuciem humoru (nie tak doskonałym!) chyba się urodziłem

Posted: June 10th, 2010 | Author: | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: , , , , , , , | No Comments »

Przemek Jurek opowiada o “Kochanowie i okolicach”, a także o paru innych sprawach.

Kochanowo

Czy wójt rzeczywiście potęgą jest i basta?
Nie, chyba nie… Potęgą jest w książce, ale w książce – żeby było bardziej dramatycznie – znacznie przesadziłem i sporo nazmyślałem. Wójt zapewne faktycznie sporo może, ale wiem z autopsji, że wielu mieszkańców wsi żyje sobie spokojnie i w ogóle się swoimi wójtami nie przejmuje.

Wieś, którą widzimy w „Kochanowie” przeraża. Czy polska wieś nie ewoluuje i nadal rządzą „Chłopi”?
Trzeba dużej wrażliwości, żeby przerazić się wsią z „Kochanowa”… Nie zazdroszczę. A tak poważnie – trudno mi odpowiedzieć na takie pytanie. Moim zdaniem wieś ewoluuje, zmienia się, jak wszystko dookoła zresztą, ale najlepiej to sprawdzić samemu. Może tylko dobrze byłoby przy tym nie eksponować postawy antropologa czy wysłannika bardziej złożonej, miejskiej cywilizacji… Pojechać na wieś warto i warto na wsi trochę pomieszkać, choćby dla zdrowia.

Spotkał się Pan z takim zespołem muzycznym, jak ten opisany w „Kochanowie”?
Tak. Mam przyjaciół i znajomych grających w takich zespołach. Mają grubo po trzydziestce, mają rodziny i dzieci, ale wciąż czują się rockandrollowcami. Wyleczyli się z ambicji, ale z miłości do muzyki, jak wiadomo, wyleczyć się nie można. Grają, urządzają próby, traktują to jak hobby i jestem przekonany, że zestarzeją się dużo później niż inni.

Dba pan o muzycznego bohatera. Ciekawie ogląda się jego muzyczne dojrzewanie. Jakieś wzorce ze znanej rzeczywistości natchnęły do jego stworzenia?
Ten bohater to takie moje alter ego, niestety. Zaczynałem od Kombi. Taka jest prawda. Należałem do dwóch fan clubów, zbierałem plakaty, płyty… To była prawdziwa miłość. Potem szło już mniej więcej tak jak ewolucja Marcysia w książce – od kapel z tzw. Krajowej Sceny Młodzieżowej, przez heavy metal aż po całkiem ekstremalne zespoły typu Morbid Angel czy Deicide. Moi przyjaciele mieli podobnie. W każdym razie nie znam nikogo z mojego pokolenia, kto by nie przeszedł u zarania fascynacji Modern Talking czy A-ha. Jeśli twierdzą inaczej, kłamią.

Wątek wyborczy jest bardzo aktualny. Z punku widzenia pisarza – czy taka kampania jak w „Kochanowie” odbywa się właśnie teraz?
Akcja powieści dzieje się w 2006 roku. Kampania do tegorocznych wyborów samorządowych jeszcze się chyba nie zaczęła, ale nie sądzę, żeby ktoś próbował w niej wykorzystać metalowców. Na dłuższą metę to nie pomoże. Już prędzej zaszkodzi. Niech moje „Kochanowo” będzie tu przestrogą!

Znany jest pan bardziej jako twórca pracujący w „Przekroju”? Z tak doskonałym poczuciem humoru człowiek rodzi się czy uczy go na polonistyce?
Dziękuję za komplement. Z tym poczuciem humoru (nie tak doskonałym!) chyba się urodziłem, polonistyka lekko je tylko podkręciła, przez lektury i przyjaźnie z ciekawymi ludźmi. Myślę, że oczekiwanie czegokolwiek po studiach polonistycznych to nadmiar optymizmu.

Co teraz? Jaka książka po „Kochanowie?
Nie wiem. Mam pomysł na dwie kontynuacje, ale wszystko zależy od tego, czy będzie je dla kogo pisać…

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

Warto także przeczytać:



Leave a Reply