O bibliotece
Posted: December 7th, 2011 | Author: admin | Filed under: Felietony | Tags: biblioteka, o blbiotece | 1 Comment »Przymuszony pisaniem prac przeróżnych korzystać muszę z bibliotek. Niestety, to, co w okresie studenckim było czystą przyjemnością stało się obecnie brudną robotą wykonywaną z konieczności – bo wielu książek naukowych na chomiku nie ma w całości.
Czekam więc na mrozie przed BG Uniwersytetu Gdańskiego. Czekam, a z głębi zerka na mnie ochrona, która już widzi w mojej skromnej osobie potencjalnego złodzieja książek. Grupa stojących powiększa się i nagle … ochroniarz otwiera drzwi. Jest 8:56 czasu warszawskiego.
Wchodzimy i płaszcze nasze zostawiamy w szafkach płatnych 2 złote zwrotne przy wyjściu. Kusi by zgubić klucz, zniszczyć szafkę czy też zostawić w niej dobytek życia – kar, nagan i ostrzeżeń w takiej ilości nie ma nawet toaleta w KFC. A pewnie jest tam bezpiecznie jak w statku kosmicznym – wiadomo Amerykanie…
Jest 8:59 a ochroniarz, który pozostanie nim do końca życia – czyli do słynnej wysokiej emerytury w wieku 67 lat donośnym głosem zabrania wchodzenia do biblioteki. – Tak, do was mówię studenty! – grzmi z zadowoleniem. Nie dziwię się chłopinie – wszak jego wykształcenie, morda i sposoby pacyfikacji bibliotecznych moli są jak najbardziej na miejscu. Dodatkowo stoją przed nim głupie studenty – pewnie bez pracy i tylko z umiejętnością czytania. Paszoł won!
Kiedyś chciałem nawet napisać w tej sprawie do dyrektor szacownej placówki ale potem pomyślałem, że może ten ochroniarz to brat siostry, która wypożycza książki. Cioci tej doktorantki, która rozkłada je na półeczki. I jej znajomego – również doktoranta – którego tatuś chędoży z wyżej wymienioną ciocią. Myślę sobie – nie warto.
Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki – mawiała pisarka, która ponoć napisała Harrego P. Jednak – podobnie jak w przypadku swojej pisaniny – odpowiadam jej – nie warto! Sygnatury, numeracje i wyjątki; śmieszne półki i półeczki, które układają się z trójkąt, by zaraz skręcić to w lewo, a potem znów w prawo; góra, dół, góra i specjalna czytelnia; plus masa książek nie do wypożyczenia – to główne argumenty zniechęcające do czytania.
Dodajmy do tego jeszcze masę zakazo-nakazów, które obowiązywać w bibliotece muszą, bo przecież inaczej czytelnicy zachowywaliby się jak małpy skacząc, jedząc i nieustannie się śmiejąc. Nawet i mnie kopnął zaszczyt dostania bury za to, że za głośno … usuwałem wydzielinę katarową z nosa. Niechybnie musiałem opuścić Bibliotekę w Gdańsku, bo trzeba zachować ciszę. A chory jest zawsze głośny i – jak się okazało – denerwujący dla tych biednych misiów bibliotecznych, które muszą przejrzeć facebooka, naszą klasę oraz allegro zanim ułożą książki, których być może ktoś pilnie potrzebuje.
Oczywiście są wytrwali, którzy w gąszczu znajdą tak oczekiwany album o muzeum dusz czyśćcowych czy też tabele 1000 pisarzy, których przeczytać warto. To jednak najwytrwalsi – ci mniej znów przeczytają ten nic nieznaczących fragment na chomikuj.pl A przecież książka jest taka piękna











Hehe, niezły tekst i bolesna prawda. Ja ostatnio miałam starcie z biblioteką narodową, to jest dopiero płacz! Siedziałam tam 5 godzin i prawie nic nie załatwiłam. Ehhh.