Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Pinokio odświeżony i jeszcze bardziej fascynujący

Posted: January 27th, 2012 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Pinokio to postać fikcyjna stworzona przez Carla Collodiego, autora powieści Pinokio (Le avventure di Pinocchio), która ukazywała się w odcinkach w latach 1881-1883.

Początkowa historia tego drewnianego pajacyka nie była obiecująca. Ot, w skromnym finale autor zabił swojego bohatera. Na całe szczęśćie młodzież, do której bajka była skierowana, nie dopuściła, by tak zacny bohater dokonał żywota. Collodi musiał pisać inne – bardziej optymistyczne zakończenie.

Opowieść zaczęła robić dużą karierę po śmierci twórcy. Wymieńmy filmy, spektakle, przeróbki tekstu czy komiks – a to tylko mała część pinokiomanii, która zapewne trwa do dnia dzisiejszego. Zachwyt ten uszczuplił nam jednak prawdziwy wygląd tekstu oraz – w wielu wypadkach – wizerunek samego Pinokia.

Wszak według najnowszego (i na razie najlepszego) wydania wydawnictwa Media Rodzina drewniana kukiełka odżywa. Nowy przekład książki Carla Collodiego “Pinokio. Historia pajacyka” pióra Jarosława Mikołajewskiego z ilustracjami Roberta Innocentiego każe klęknąć na oba kolana jeśli idzie o szczegóły edytorskie i tłumaczenie

Ta malarska interpretacja opowieści o Pinokio uznana została przez “New Yorkera” za z pewnością najpiękniejszą edycję świata pokazuje, że drewniana kukiełka na początku to kawał podłej szczapy, którą Gepetto powinien wrzucić w ogień najbliższego ogniska. Zły, opryskliwy i niesamowicie bezczelny Pinokio może być dla czytelników, którzy nie mieli wersji pełnej w rękach szokiem. Tak jednak było naprawdę. Pinokio chciał zabić, Pinokio próbował się powieścić, Pinokio siał strach i zniszczenie…

Widać w wydaniu Media Rodzina powolne dochodzenie Pinokia do bycia człowiekiem. Od zła absolutnego, poprzez wątpiącego naiwniaka po normalnego chłopca. Cały proces odbywa się oczywiście pod nadzorem dobrej wróżki, która słusznie gra jedną z głównych ról w bajce. Podobnie jak świerszcz, który jest głosem kształtującego się u Pinokia sumienia.

Czytając nowe tłumaczenie chłoniemy włoskość opowieści. To zapewne to, o czym mówił Maciejewski w rozmowie z Gazetą Wyborczą: Tłumaczenie “Pinokia” to przecież jedna z tych prac, które można bardzo zepsuć, a poprawić nią niczego się nie da. Zresztą nie ma potrzeby. Dotychczasowe przekłady są bardzo dobre. W przypadku takim jak ten tłumaczenie jest więc celem samym w sobie – to poprowadzenie ulubionej opowieści własnym głosem. Choć poczuciu bliskości z tekstem, czyli radości, towarzyszy też pewna ambicja – znalezienie tonacji, która byłaby polskim ekwiwalentem toskańskiej zaczepności ze skłonnością do wzruszonej emfazy i elegancji. Znalezienie formy dla takiego dziecięcego gadania, w którym jest pogłos Dantego, Petrarki, Boccaccia…

Klimat całości utrzymany jest przez ilustracje Roberto Innocentiego. Zresztą, kto inny mógł stworzyć tak dokładne malarskie przedstawienie opowieści jak nie Włoch? Przecież to on czuje klimat drzemiący gdzieś pomiędzy wierszami tekstu. Tę włoskość polskiemu czytelnikowi nieznaną.

Mistrzowska rzecz. Prawdziwa ozdoba bibliotecznej półki.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

Warto także przeczytać:



Leave a Reply