Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Refleksja nad paragrafem „Martwe, żywe … Spotkanie z sensem teologicznym” z II rozdziału pracy doktorskiej Mateusza Antoniuka Otwieranie głosu – Studium o wczesnej twórczości Zbigniewa Herberta.

Posted: January 17th, 2012 | Author: | Filed under: Artykuły naukowe | Tags: , , , | No Comments »

Przyznam szczerze, że temat paragrafu brzmi bardzo obiecująco albowiem poszukujemy sensu, czyli logicznej treści, właściwego znaczenia czy nawet rozsądku ( Por. Sens [w:] Słownik wyrazów obcych, PWN Warszawa 1980, s.676.) na płaszczyźnie teologicznej w twórczości Zbigniewa Herberta. To wielkie wyzwanie jakie postawił sobie pan Mateusz Antoniuk w tytule: „Martwe, żywe … Spotkanie z sensem teologicznym”, zostało aż nadto w następnych wiersza ograniczone. Skoro bowiem pytamy się o teologiczny rozsądek to dlaczego zawężamy go jedynie do chrześcijańskiego? Być może pod tym zabiegiem, kryje się świadomość autora niewystarczającej wiedzy teologicznej z zakresu kilku chociażby religii monoteistycznych. Natomiast jeśli takie było założenie u początku pisania tego paragrafu aby zawęzić sens do teologii katolickiej ( na co wskazuje krótkie wyjaśnienie w późniejszych zdaniach ) to narobiono przyszłemu czytelnikowi dużego apetytu bez możliwości „naukowej konsumpcji”. Kategoria spotkania pomiędzy sensem teologii chrześcijańskiej, a wypowiedzią poetycka Zbigniewa Herberta czyni głównym bohaterem rozważań samego poetę, gdyż on jest wykonawcą działań językowych. Jakkolwiek podchodząc do niniejszego zagadnienia, aby odkryć intencję poety który zostawił po sobie ślad w swojej twórczości, a następnie odkryć i zrozumieć „według klucza teologicznego” kondycję jego duchowości, czy nawet postawę religijną wydaje się dość odważnym zadaniem.

Autor rozdziału „Martwe, żywe …” swoje wnioski formułuje na bazie „czterech sytuacji spotkań” między konstruowaną wypowiedzią, a sensem teologicznym. Pierwsze spotkanie dotyczy szkicu Wrócimy do Ciebie Panie z archiwum Zbigniewa Herberta znalezioną wśród zapisków z jesieni 1949 roku.

Wrócimy do Ciebie Panie
Jak wraca krew do serca
Krew wraca do serca

Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że działania metaforyzacyjne aktualizują znaczenie wypracowane przez teologię chrześcijańską, co więcej jak najbardziej trafne wydaje się stwierdzenie, że poprzez język poetycki Herbert poszukuje możliwości zrozumienia i wyrażenia relacji pomiędzy Bogiem, a ludźmi. W przetoczonej inskrypcji Antoniuk odnajduje chrześcijańską wizję relacji Stwórca – stworzenie. Jest ona pewnie najbardziej widoczna dla czytelnika, jednakże znaczenie krwi i samego serca może mieć, a nawet ma szerokie znaczenie w teologii chrześcijańskiej.

Chciałbym w tym miejscu nadmienić, że o ile w dzisiejszych czasach chętnie tworzy się wielorakie projekty wokół „sacrum w literaturze” jako locis theologici, o tyle bez odpowiedniej znajomości teologii jesteśmy niestety zdani na subiektywny wyrywkowy dobór prawd, które będą odpowiednie do udowodnienia swoich rozważań. Te zabiegi niejednokrotnie stosowane są bez podziału na gatunek literacki, formę czy doniosłość teologiczną jako stosowano i stosuje się do dziś przy omówieniu prawd wiary podkreślając ich znaczenie jako dogmatów, twierdzeń teologicznie pewnych czy tylko wniosków teologicznych. Prawie wszechobecna pokusa „doprawiania pobożności” może być, a nawet staje się zaraźliwa, w zależności od tego jak będziemy rozumieli teologię, której nie tak dawno w świetle nauk empirycznych nie dawano praw nauki. Nie wystarczy bowiem aby w wierszu pojawiło się panie z dużej litery, aby od razu był to sygnał o odniesieniu do Boga, bowiem może być to chociażby początek zdania. W tym momencie przychodzi mi na myśl stare powiedzenie, które tutaj najbardziej będzie wyrażało istotę rzeczy: „Intencję czynu zna tylko Bóg i osoba”. Parafrazując do naszego podwórka literackiego – Intencję i głęboki sens dzieła zna Bóg, pisarz i ci wszyscy, którym zechciał to objawić. O ile w przypadku powieści sytuacja wydaje się być łatwiejsza niż w przypadku wiersza, to nie jest rzeczą oczywistą, że odbiorca z łatwością odnajdzie sens lub cel utworu. Na przestrzeni pracy edukacyjnej w szkole mogę śmiało powiedzieć, że na pytanie: Co autor miał na myśli?, uczeń nie będzie miał lekkiej przeprawy z tekstem. Łatwiej odpowiedzieć mu będzie co rozumiem przez ten tekst i co on komunikuje. To wydaje się być pierwszym stopniem ku zrozumieniu tekstu, jednakże pokusą interpretatora być może pozostanie na tym etapie i przypisywanie swoich wyobrażeń autorowi. Jak się przed tym ustrzec? Zapytać autora – to najprostszy sposób. Jeśli to jest niemożliwe to mamy zagadkę, którą będziemy pragnęli rozwikłać z proporcjonalnym sukcesem co do znajomości twórczości autora. A więc im większa znajomość twórczości autora tym większe prawdopodobieństwo odkrycia jego intencji, spuścizny czy sensu. Jednakże co do intencji dzieła literackiego to sprawa wydaje się nie być taka prosta. Bywa bowiem tak, że człowiek rozpoczyna pracę z niskich pobudek, a okazuje się że efekt przewyższa jego oczekiwania i co więcej jest wybitnie doceniony przez odbiorców. Bywa też tak, że pobudki są jak najbardziej cenne np. Ad maiorem Dei gloriam, a efekt tragiczny bądź niezrozumiały przez odbiorców. Zatem pytanie: Co autor miał na myśli? Może być nigdy nieodgadnięte bez jego pomocy, a jedynie ciągłym przypuszczeniem z naszej strony.

Co z tego wynika dla nas, gdy poszukujemy sensu teologicznego w spotkaniu z twórczością poety. O ile Pan Bóg nie mógł pozostawić depozytu wiary niezrozumiałego dla poszczególnego człowieka, aby nie doszło do błędnej interpretacji, w Kościele katolickim mamy do czynienia z Urzędem Nauczycielskim, który w oparciu o Pismo Święte i Tradycję orzeka o poprawnym rozumieniu danej kwestii. Takiego urzędu nie mamy w przypadku literatury, aczkolwiek może, dlatego musimy być otwarci na ciągłe poszukiwania przy odnajdywaniu jak najbardziej pasującej teorii znaczenia utworu.

Antoniuk w swojej pracy odżegnuje się od „ex cathedra” stwierdzeń na temat twórczości Herberta w stylu: Mamy do czynienia z pisarzem ukazującym wizję chrześcijańską. Rzetelnie wyraża stonowany pogląd, że w twórczości Herberta mamy do czynienia z utworami, w których o człowieku, świecie i Bogu myśli się w kategoriach właściwych dla chrześcijaństwa i jednocześnie jest możliwa refleksja na te same tematy odległa od tej wizji. Zatem wczesna twórczość Herberta ma znamiona typowo ludzkie, jakie przeżywa każda osoba wierząca poszukując odpowiedzi na sprawy ostateczne w świetle wiary.( Można przetoczyć niezliczone figury wiary w postaci osób świętych jak i niewierzących zmagających się z kwestiami wiary w swoim życiu. Dla przykładu życie Św. Pawła z Tarsu, Mojżesza nie było nieskazitelne lecz zabarwione nawet zbrodnią popełnioną na drodze poszukiwania Boga. ) Wracając do inskrypcji z 1949 roku Wrócimy do Ciebie Panie. Jak wspomniałem trudno odmówić słuszności rozumienia niniejszego fragmentu w wymiarze Stwórca – stworzenie. Wątek ten jednakże nie jest jedynym jaki nasuwa się czy powinien nasuwać się czytelnikowi o wyczuciu teologicznym. Notabene w pierwszych wiekach teologią zajmowały się przekupki na targach rozważając kwestie wiary jako ciekawość w dociekaniu prawdy czy zrozumieniu prawd objawionych. A zatem dyscyplina naukowa zwana teologią może być uprawiana przez zwykłego człowieka. Krew patrząc na symbol chrześcijaństwa, jakim jest krzyż ma znaczenie również ofiary. Zrozumienie znaczenia krwi i jej przelania za nasze grzechy pomaga również zrozumieć ikonę pelikana z pisklętami, która często haftowana na ornatach czy umiejscowiona w ikonografii kościelnej ukazuje troskę o życie za cenę pokarmu, jaki jest własna krew. Mając na uwadze medyczne konkluzje powrotu krwi do serca to przecież krew powracająca jest pozbawiona tlenu jaki potrzebny jest organizmowi do życia. Krew stając się transportem spełnia podwójną rolę. Podobnie jest zatem z eucharystią. Umacnia, jednoczy na drodze do osiągnięcia zbawienia i ma znaczenie kosmiczne już tu na ziemi. Stąd słowa: Bierzcie i pijcie, to jest krew moja która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na moją pamiątkę3. Bez umocnienia krwi w sercu, tzn. dotlenienia i wzbogacenia jej krwiobieg staje się niepotrzebny. Idąc dalej powrót nasz do Boga jest zmierzony zatem od samego początku w akcie stworzenia i śmierci ale i możliwy – co warto było podkreślić w wymiarze teologicznym podczas eucharystii jako duchowa transfuzja karmiąc się krwią Chrystusa. Tego wątku eucharystycznego, czy nawet wątku serca Pana Jezusa w świetle tajemnicy kultu miłosierdzia Bożego brakowało mi w spotkaniu z przedstawionym fragmentem Wrócimy do Ciebie Panie. Pan Antoniuk wykazując się ogromną biegłością w zagadnieniach teologicznych wykazuje wiele ciekawych zależności i wątków w spotkaniu z poezją Herberta. Co ciekawe w przypisie dokonuje nawet intuicyjnego stwierdzenie, że Herbert nie interesował się pełną skalą konsekwencji wybranej metafory.( Zob. Przypis 5, s337.) Zatem intuicja naukowca jak widać może dać dość mocne światło do rozumienia twórczości poety. Przywołując cztery teksty Herberta posługujące się wyobrażeniem krwiobiegu z lat 1949-1955 ( Struny światła, Białe oczy, Słońce nocy, Wrócimy do Ciebie Panie ) stwierdza, że metafora krwiobiegu w tamtych lat była jeszcze nieustabilizowana i umożliwiała ciekawe spotkanie z sensem teologicznym. Pełne ustabilizowanie jak mi się wydaje zabija głębie wiersza, odbiera powieści wielowątkowość, a czytelnikowi po prostu radość. To chyba wielkość poety aby w kilku słowach wyrazić sedno uczuć, sprawy znaczenia jakie nosi w sobie napotkany czytelnik. Nie chodzi, bowiem o poszukiwanie intencji, ale jak wcześniej zaznaczone zostało przez autora spotkanie, które wyrażać się będzie zrozumieniem dwóch stron w osobliwym dla każdego formie i języku.

W wierszu O ufności sens teologiczny ewokowany za pomocą aluzji wersyfikacyjnej i leksykalnej ukazała naukę o Duchu Św. – Pocieszycielu jako jedną ze znaczeniowych potencji tekstu. Nie chciałbym się odnosić do szeroko opisywanych działań wersyfikacyjnych i leksykalnych, jakie zostały podjęte w celu omówienia wiersza a tylko do niektórych zabiegów porównawczych.

„Na płaską głowę smutku nastąp” zostało silnie skojarzone z biblijnym obrazem potomstwa Niewiasty, która zmiażdży głowę węża ( Rdz 3,15 ) Przyznam, że ani nie mam silnego skojarzenia ani nie widzę możliwości porównania tych dwóch fragmentów. Wspólnym wydaje mi się jedynie wyraz „głowa”. Zapowiedz wyzwolenia pomimo nałożenia kary za grzech pierworodny miało wyrwać Adama i Ewę z beznadziejności po popełnionym grzechu. Stąd już tłumacze septuaginty powyższe proroctwo nazwali protoewangelią, czyli radosną nowiną ogłoszoną upadłej ludzkości. Z brzmienia w. 15 wynika, że walkę z szatanem prowadzić będzie ludzkość na rozkaz Boży ( E. Zawiszewski, Pięcioksiąg i księgi historyczne, Pelplin 1998, s. 86-94. Pełny wierz Rdz 3, 15 zawiera kontynuacje: ono zdepce ci głowę, a ty zranisz mu piętę. ). Nie zaś jak chciał to widzieć interpretator aktywność Maryi w dziele zbawienia. Bowiem to „ono” zmiażdży ci głowę odnosi się do potomstwa niewiasty a nie do niej samej, na co wskazuje sam użyty chociażby rodzaj nijaki. Myślę, że nastąpiła w tym miejscu lekka nieścisłość teologiczna w zakresie teologii biblijnej w celu podparcia swojej teorii. W dalszej pracy interpretacji wiersza i porównywania go z hymnem Veni Creator posłużono się formą rozważań R. Cantalamessy. O ile rozważania mogą być ciekawe w odbiorze czytelnika w rozumieniu problematyki pneumatologicznej o tyle bazowanie na nich w świetle pracy literaturoznawczej wydaje się małą niekompetencją co zostało również zauważone przez interpretatora. Porównanie fragmentu: „mową wzbogacasz język nasz” nie ma podobnego działania jak w cudownym wydarzeniu opisywanym w Dziejach apostolskich, a mianowicie zesłaniu Ducha Św. i daru języków. Dar języków polegał na odbiorze istoty przekazu zrozumiałej dla każdego z obecnych, a nie jedynie literalnej formy polegającej na zrozumieniu bazującym na zwykłym tłumaczeniu. Współczesne teorie teologii biblijnej interpretują to wydarzenie na sposób jedności wspólnoty tworzonej we wspólnym celu. Stąd też rozumie się wydarzenie daru języków podobnie jak przepowiadanie papieża wypowiadane w jednym języku, a rozumiane przez wiele wspólnot różnojęzycznych co do głębi istoty, a nie wielości zrozumianych słów. Antoniuk kontynuując swoją hipotezę podobieństwa wiersza do hymnu Veni Creator, nie ucieka od świadomości nadinterpretacji, co więcej daje nawet jej wyraz poprzez szacunek do wewnątrzkontekstowych przesłanek uprawniających, co prawda do odczytania pneumatologicznego, lecz nie definiującego jednoznacznie. Bowiem niemożliwe jest jednoznaczne klasyfikowanie wiersza przy istnieniu wielości stref odczytań pośrednich. W odniesieniu do krótkiej notatki lirycznej.

W notatce o płomieniu Antoniuk wyeksponował sens teologiczny poprzez konwencjonalny symbol pneumatologiczny jakim jest ogień, a następnie poddawany próbie żądań i wątpliwości podmiotu.

Ocal
Oczyść
Jeżeli jesteś płomieniem
Oczyść

Proste odczytanie tekstu o działaniu trzeciej osoby Trójcy Świętej możliwe jest dzięki bezpośrednim skojarzeniom jakie posiada pewnie każdy kandydat przygotowujący się do sakramentu bierzmowania i znajomości hymnu do Ducha Św. Na bazie symboliki oczyszczenia i płomienia jakie przypisuje się Duchowi Św. wysnuwana jest dalsza interpretacja tekstu. Nie mniej jednak na bazie notatki nie jesteśmy w stanie ustalić od czego podmiot ma zostać oczyszczony. Na bazie notatnika Herberta z 1951 roku wywnioskował twórca artykułu, że pisarz odczuwał potrzebę dialogu z symboliką pneumatologiczną ukazującą doświadczenia duchowej przemiany, uwalniającej od jakiegoś zła i zagrożenia, a dokonującej się pod wpływem zewnętrznej mocy. Dzięki analizie prasy katolickiej w 1945 roku, można było stwierdzić, że tematyka pneumatologiczna była podejmowana często. Nie stanowi to jak słusznie rozumuje interpretator twórczości Herberta dowodu na zainteresowanie pisarza, ale stanowi jedynie przesłankę mającą swoje korzenie w historii. Warte podkreślenia jest ponowienie prośby o oczyszczeniu, które ma sprawić realizację pierwotnej prośby jakim jest ocalenie. Można, zatem dokonać projekcji sensu teologicznego, jakim będzie oczyszczenie z grzechu w celu ocalenia grzesznika. Ciekawie na tym tle brzmi modlitwa, jaką wypowiada kapłan podczas sprawowania Mszy świętej, a dokładnie przy obmywaniu dłoni: „Obmyj mnie Panie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego” ( Mszał Rzymski dla diecezji w Polsce.).

Ostatnim analizowanym utworem jest wiersz Kościół. W pierwszorzędnym skojarzeniu czytelnika, utwór jakby odnosił się do idei Kościoła Apostolskiego umacnianego prze Jezusa, a w rzeczywistości autor utworu stworzył metaforyczną pułapkę ukazującą pustą strukturę znaczeń. Wielość znaczeń jakie możemy wyróżnić w utworze dzięki różnorodnym opisom cech świątynnemu wnętrzu pozwala na odkrycie trzech poziomów znaczeń. Kościół jako:
1. Typ budynku do celów sakralnych
2. Gotycka katedra jako symbol metafizycznego porządku stworzonego świata
3. Wspólnota wiernych
Antoniuk pragnie odczytać ten wiersz głębiej, jako wypowiedz o kryzysie dotykającym wyobraźni i duchowości XX wieku. Ciekawe rozważania na temat 2 i 3 znaczenia kościoła pozwalają dociekać różnorodnego znaczenia egzystencji człowieka w Kościele. Zabrakło według mnie rozumienia Kościoła jako przejścia od ST do NT. Wtenczas rozumienie wiersza: „zagasił ołtarz jak zachód”, może odnosić się do zakończenia w momencie ofiary Chrystusa ofiar całopalnych, a jednocześnie pozostawienie obecności poprzez: „znak stopy – kropla krwi”, a mianowicie eucharystii jako kropli krwi w każdym kościele gdzie sprawowana jest Msza Św. Pozostaje jeszcze wątpliwość: „w puszystej łące powietrza”, rozumianej jako powszechny dostęp do obecności śladu i spotkania ze śladem ludzi znajdujących się nie w Kościele ale poza nim, albo znaczenie powszechności ofiary. Skorzystam odnośnie swojego zamyślenia z frazy jaką stosuje Antoniuk, że jednoznacznie nie upieram się przy takiej interpretacji.

Podsumowanie, jakiego dokonał autor rozdziału Martwe, żywe … Spotkanie z sensem teologicznym” wydaje się odzwierciedlać nieufność wobec pochopnemu przypisywaniu sakralności twórczości Herberta, jak również docenić ogromny wpływ na ponowne odczytywanie znaczenia teologicznego. Na ile będziemy w stanie wykazać się dobrą znajomością twórczości danego poety i zarazem wartości teologicznych nie tylko chrześcijańskich, albowiem poeta jest piewcą wartości uniwersalnych, które obiera w dogodne dla niego słownictwo, na tyle wartości przez nas wyznawane mogą być martwe albo żywe. To co żyje może w nas obumrzeć, a to co obumarło może narodzić się na nowo z większą siła ku życiu. Myślę, że „Martwe czy żywe…” staje się wyzwaniem dla każdego z nas wyzwaniem, jakie stawia nam poezja Zbigniewa Herberta i cała myśl teologii chrześcijańskiej, aby odkryć wartości uniwersalne, jakie rodzą się podczas spotkania poezji w jej rozumieniu z wartościami Boskimi.

Może w tym kontekście słowa poety Janusza Pasierba oddadzą to przenikanie pomiędzy żywym, a martwym:

„Wiem, że jesteś życiem przecież umieram”

Autor: Bartłomiej Wróbel – Filologiczne Studium Doktoranckie

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts

Warto także przeczytać:

  • No Related Post


Leave a Reply