Posted: February 3rd, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: książka, mikołaj grynberg, świat książki | No Comments »
Autor “Ocalonych z XX wieku”, Mikołaj Grynberg, z wykształcenia psycholog, od dwudziestu lat zajmuje się fotografią, a od niedawna – autorskimi projektami, w których za pomocą fotografii i tekstu opisuje ludzkie losy wplecione w wielką historię.

Jest autorem książki “Auschwitz. Co ja tu robię?”, która ukazała się w 2010 roku nakładem wydawnictwa Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jego najnowsza książka – “Ocaleni z XX wieku” pokazuje nam świadectwa osób, które zagładę przeżyły. Świadectwa, których już nic (?) nie zniszczy.
Zbiór rozmów, jakie przeprowadził autor w 2010 roku w Izraelu zaczyna się od państwa Maimon. Opowieści zaczynającej się smutno, jednak ze szczęśliwym zakończeniem. Opowieści, która zawiera wątki osobiste jak i te bardziej powszechne – o stosunkach pomiędzy Żydami a Polakami oraz Niemcami, o polityce, zdrowiu i pamięci.
Każda z rozmów jest inna – bo przecież nikt nie jest taki sam. Grynberg potrafi w rozmówcy zasiać klimat do zwierzeń/opowieści/odpowiedzi. Nie oszukujmy się – nie jest łatwo po latach wrócić do tak trudnych opowieści.
Pięknie są te rozmowy, bo “przesłuchujący” nie przeszkadza w narracji bohaterów. Plus jeszcze zdjęcie dokumentujące świadków historii – najtragiczniejszej, jaką przyszło oglądać ludziom.
Świetna rzecz.
Mikołaj Grynberg, “Ocaleni z XX wieku”, Świat Książki, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 3rd, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: książka, świat książki, tańczący z lwami, tony fitzjohn | No Comments »
Wszyscy fascynowali się Costnerem i jego “tańcem” z wilkami. Tony Fitzjohn to jednak inny poziom – on tańczył z … lwami.

„Zabawne, że kiedy lew dopada człowieka, nie rozrywa go na strzępy” – pisze na początku książki. Trudno o lepsze zdanie inicjujące wspaniałą opowieść o miłości i niepewności. O dzikiej naturze i “cywilizowanym” człowieku. Tony do Afryki przypłynął z Anglii jako buntownik, który nie miał tam szans na normalne życie. Dopiero poznanie Georga pozwoliło mu rozwinąć skrzydła i poznać swoją prawdziwą pasję – przyrodę.
Uczy się więc nasz bohater postępowania z jednymi z najbardziej niebezpiecznych zwierząt na świecie. Wszak lew to duży, mięsożerny ssak lądowy z rodziny kotowatych, drugi po tygrysie – co do wielkości – wśród czterech ryczących wielkich kotów. A i Tony miał z nimi wiele przygód.
Książka to niesamowita opowieść o Afryce, jakiej nie znamy. Ten klimat, roślinność i ludzie są nie do skopiowania z żadnej innej części świata. Styl życia i problemy fascynują a jednocześnie przerażają. Wszak to przez biurokrację Tony musiał porzucić lwy i chronić mniej groźnych przedstawicieli fauny Afryki.
Autor pisze ciekawie, choć czasem na tendencje do przynudzania nas szczegółami ze swojego bardzo osobistego życia. To jednak zrekompensowane jest przez zdjęcia, które na zawsze zatrzymają czytelnika w klimacie Czarnego Lądu.
Tony Fitzjohn, “Tańczący z lwami. Moja afrykańska przygoda”, Świat Książki, Warszawa 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 3rd, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: jerzy nowosielski, książka, książki, sztuka po koncu swiata | No Comments »
Wywiady, jakich udzielił Jerzy Nowosielski mówią o nim więcej niż jakakolwiek uczona biografia zawierająca nawet najmniejszy szczegół z życia tego wybitnego artysty.

Niepowtarzalny styl Jerzego Nowosielskiego charakteryzuje się stosowaniem płaskiego układu barwnych plam obwiedzionych czystą linią konturu i syntetyzującym widzeniem codzienności. Nowosielski jest autorem licznych polichromii w kościołach i nie tylko. Prace artysty znajdują się w licznych zbiorach muzealnych w Polsce i w kolekcjach prywatnych (USA, Kanada, Francja, Niemcy). W
Potężne dzieło każe nam zastanowić się już na wstępie, czy Nowosielski był bardziej malarzem czy pisarzem? A może jednym i drugim? Wszak widać, że jego erudycja pozwala mu opisywać namalowane lepiej niż rzeszom krytyków sztuki, jakich przyszło mi w moim miarę młodym życiu czytać.
Nowosielski opowiada o sobie, ale także o innych. Czytamy więc o jego sakralizacji sztuki (a właściwie sacrum), o początkach bycia artystą i nieudanych pierwszych próbach tworzenia. Nowosielski stara się powiedzieć wiele na temat tworzenia swoich ikon – ich magii i prostoty.
Podzielona na 10 części książka pokazuje Nowosielskiego w pigułce. Ten, kto nigdy nie spotkał się z twórczością autora może w taki właśnie sposób zacząć jego odkrywanie. I wracać do niego – nie raz…
Jerzy Nowosielski, “Sztuka po końcu świata”, ZNAK, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 3rd, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: Kaui Hart Hemmings, książka, spadkobiercy, znak | No Comments »
Ekranizacja bestsellerowej powieści Kaui Hart Hemmings robi wrażenie – pewnie głównie ze względu na Georga Clooney’a. Sama jednak książka jest o niebo lepsza.

“Spadkobiercy” opowiadają o rodzinie Matta Kinga, spadkobiercy wielkiej fortuny na Hawajach. Kiedy po wypadku jego żona zapada w śpiączkę, musi nagle zająć się wychowaniem swoich córek. A nie jest to dla faceta sprawa łatwa – szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że dziewczyny są w dość trudnym wieku. Jedna z nich żąda więcej wolności. Młodsza chce ją naśladować. Wynikające z tego nieporozumienia i niejasności piętrzą się – by w końcu eksplodować wraz z kolejną nieciekawą wiadomością.
Matt dowiaduje się bowiem, że żona miała kochanka. Miłość swojego życia, z którą czuła, że byt ma smak. Facet znajdujący się w takiej sytuacji ma bardzo ciężko.
Razem więc z Mattem przeżywam jego problemy nie zazdroszcząc mu ani przez chwilę. Choć nie można się oprzeć wrażeniu, że te problemy bledną gdzieś w natłoku hawajskiego klimatu. Piękne to miejsce do rozgrywania perypetii śmiesznych jak i tych trochę mniej ciekawych.
Choć fikcja miesza się z faktami można się w Hawajach zakochać. Mocna rzecz. Przeczytać zamiast oglądać film – najlepszą decyzją na panujące w Polsce mrozy.
Kaui Hart Hemmings, “Spadkobiercy”, Znak, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 2nd, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | No Comments »
Walentynki już niebawem – warto więc zastanowić się, co znaczy miłość w XXI wieku. Czy to samo, co za czasów gorącego związu Jana i Marysieńki Sobieskich?

Tdaeusz Żeleński – Boy wykonał kawał pracy jeśli chodzi o polską historię i literaturę. Jego “Znaszli ten kraj” czy inne książki na zawsze już będą podstawą badań literackich Krakowa tamtych czasów. Jak piszą znawcy: W życiu prywatnym był człowiekiem nieśmiałym, o niesłychanej wręcz skromności. Źle znosił komplementy i wyróżnienia. W swoich felietonach, chronił się pod osłoną żartobliwej autoironii i błazenady. Dla dobrej puenty nie wahał się niekiedy nagiąć prawdy. Opowiadając o swojej karierze, podczas odczytu w Sorbonie w 1927 r., powiedział: „Czułem, że tajemnicą mojego powodzenia jest ufność, jaką czytelnicy pokładają we mnie, wiara, że nigdy ich nie znudzę”.
Ogromny wkład w przechowanie naszej historii to także opowieść o Marysieńce Sobieskiej. Marysieńka – Maria Kazimiera d’Arquien – niezwykła osoba, niezwykły życiorys, niezwykła historia miłosna. Mała dziewczynka, która przybyła do obcego kraju wraz z jego nową królową i stała się jego niezapomnianą częścią historii. Kobieta, która stała się miłością wielkich panów tego królestwa, a u boku jednego z nich ogłoszona królową tego kraju.
Żeleński poznając listy, zapiski i inne dokumenty pokazuje nam ten związek bardzo dokładnie. Czułe słowa, gesty i dwie osobowości,w które można się zapatrzeć bez końca. Boy pisze ze znanym sobie poczuciem humoru i wyczuciem sytuacji. Oprócz tego związku mamy wszak opisy całej ówczesnej historii, która zaczyna fasynować równie mocno co gorące uczucie króla i królowej.
Pięknie wydane edytorsko dziełko, które powinno znaleźć się na każdej książkowej półce. Cieszy, że wydawnictwo MG przejęło pałeczkę od Ossolineum wznawiając literaturę, która niestety odchodzi w zapomnienie.
Tadeusz Żeleński – Boy, “Marysieńka Sobieska”, wydawnictwo MG, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 2nd, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: books, czytelnia, farsa pani heni, książka, książki, wydawnictwo mg | No Comments »
Maria Rodziewiczówna już za swojego życia biła pisarzy i pisarki na głowę – jeśli idzie o ilość sprzedanych egzemplarzy swoich utwórów. Dzisiaj również cieszy się niemałym zainteresowaniem – tak więc z radością przyjąłem do wiadomości, że wydawnictwo MG wznowiło jej”Farsę pani Heni”.

Urodzona na Żmudzi większość swojego życia spędziła w majątku Gruszowa na Polesiu. Patriotką była z prawdziwego zdarzenia – do końca broniła swego kawałka ziemi, swojej ojcowizny. To też pewnie było przyczyną mocy jej prozy, która wlewała w czytelnika siłę pozytywistycznego programu. Zresztą wielokrotnie wspominała o chęci wybudzenia Polaków z marazmu.
Rodziewiczówna w swojej twórczości pielęgnowała także mocny motyw powieści emancypacyjnej. Kobiety wyzwolone, które robią karierę to jej konik. Żadna autorka (i autor) do dzisiaj nie pokazał tak mocnych chrakterów jak właśnie ona.
Weźmy na przykład “Farsę pani Heni”. Zbudowana jest według klasycznego schematu, w którym kobieta chcąca zyskać sławę kieruje się w swym działaniu szlachetną ideą pokonuje wszelkie przeszkody, by w końcu uzyskać zasłużoną nagrodę.
Młoda śpiewaczka – Henia, by rozpocząć wymarzoną karierę, wyrwać się spod kurateli stryja . Wolność Heni Dobrzyńskiej może zapewnić tylko mąż, ale taki, który małżeństwo potraktuje równie fikcyjnie, jak i ona. Fortel się udaje i dziewczyna rusza w pogoni za sławą. Problem pojawia się w chwili, gdy formalny mąż, Tytus Chojecki, który stał się w międzyczasie poważnym magnatem, dochodzi do wniosku, że przyszedł czas, by założyć rodzinę.
Co urzeka w tej prostej opowieści? Przede wszystkim to, że osadzona jest ona w realiach ówczesnej Rzeczypospolitej. Każdy szczegół pokazuje nam piękno tamtego czasu, który przez wielu badaczy nie jest przedstawiany tak różowo. Rodziewiczówna umie w tej prostej opowieści wskrzesić bajkę, coś na pozór opowieści o biednej dziewczynce, która zostaję księżniczką. Zresztą jej bohaterowie to duże dzieci – nie do końca związane z otaczającą ich rzeczywistością.
Poczucie humoru, urok pejzaży pokazywanych przez autorkę oraz zapach tamtej Polski to idealna mieszanka na tak duże mrozy. Niech żyją Kresy – niech żyje Rodziewiczówna!
Maria Rodziewiczówna, “Farsa pani Heni”, wydawnictwo MG, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 1st, 2012 | Author: admin | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: poezja, przecinek, śmierć, wiersze, wisława szymborska | No Comments »
Wisława Szymborska nie żyje – podało RMF FM. Poetka zmarła dzisiaj w swoim domu w wieku 89 lat. Informację potwierdził sekretarz noblistki Michał Rusinek.
Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 31st, 2012 | Author: admin | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: cenckiewicz, japonski | No Comments »
W ciągu najbliższych dni wydawnictwo Doujidaisya opublikuje w Japonii książkę Sławomira Cenckiewicza Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929-2010) (Zysk i S-ka, Poznań 2010). Prace nad wydaniem japońskim tej obszernej książki trwały od jesieni 2010 r.
Tłumaczeniem Anny Solidarność zajęły się Yoshiko Yoshino i Yumiko Matsuzaki. Japończycy zrezygnowali jedynie z edycji dokumentów SB, które dołączono do wydania polskiego. Książka nosi tytuł Anna Solidarność. Prawda i fałsz. Autor książki przygotował wprowadzenie adresowane do czytelników kraju Kwitnącej Wiśni.
Dzięki inicjatywie wydawnictwa Doujidaisya postać Anny Walentynowicz, tak często przecież wymazywanej z kart polskiej historii i pamięci historycznej Polaków, poznają zafascynowani „Solidarnością” Japończycy.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 29th, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: agnieszka wróbel, asertywność na co dzień, edgar, książka, książki, samo sedno | No Comments »
Wydawnictwo Edgar – znane do tej pory z porządnych opracowań językowych – wypuściło na rynek serię książek o charakterze poradnikowym. Jedną z nich jest “Asertywność na co dzień” Agnieszki Wróbel – pedagoga, psychoterapeuty i trenera asertywności.

Czym w ogóle jest tytułowa asertywność? Czy definicja wyjaśni choć część tego pojęcia? Asertywność – według wszelkich podręczników – to umiejętność wyrażania własnego zdania, elastyczności zachowania, przyjmowania krytyki, ocen i pochwał. Niewątpliwie w parze z asertywnością idzie empatia. Człowiek asertywny potrafi spojrzeć z perspektywy innych na rzeczywistość. Potrafi też nauczyć ich swojego spojrzenia na świat – tak, by nikt nie był pokrzywdzony.
Łatwo być asertywnym? Zdania są podzielone. Autorka książki nie obiecuje nam, że już po paru stronach będziemy narzucać swoje zdanie innym bez kłótni i gniewu. Asertowności uczymy się krok po kroku – w dobrze skonstruowanym kursie Agnieszki Wróbel.
Najpierw więc uczymy się wyznaczać granice i szanować terytorium innych. Potem autorka pokazuje nam, że odmawiać można bez poczucia winy, by w końcu pokazać nam jak wyrażać swoje emocje, myśli i oczekiwania.
Wszystko to podane jest w ciekawej formie edytorskiej, która wyróżniła rzeczy warte zapamiętania.
Ciekawa rzecz. Polecam.
Agnieszka Wróbel, “Asertywność na co dzień”, wydawnictwo Edgar, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 28th, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | No Comments »
Janek to facet po przejściach. Nie do końca wiadomo skąd pochodzi, co w końcu robi, ani dokąd zmierza. Ma jednak coś do powiedzienia.

“Rozterki prostaczka” Jana Kłuszaka to tylko tytularnie opowieści niewesołe i roszczące sobie prawo do oskarżania świata o to, że jest zły, niedobry i powinien dawać każdemu tyle ile się da. Albo i więcej. Nawet bohater powieści wspomina, że Bóg posiada poczucie humoru i jest towarzyski. Ale żeby dawał dużo? Co to, to nie.
Główny bohater – Janek pokazuje, że choć życie daje mu (i innym) w kość, potrafi pokazać radosne strony życia. Podróże, poznawanie nowych znajomych czy wyznania starych miłości zmuszają Janka do wyrażenia życiowych mądrości, które czasem nadają się na śmietnik – innym zaś razem zmuszają do zastanowienia się nad człowieczym losem.
Autor przelał swoje myśli na papier, jednak nie są one do końca całkowicie uporządkowane. Treść książki potrzebuje jeszcze czasu i ponownej edycji by nabrać wartości.
Jan Kłuszak, “Rozterki prostaczka”, Poligraf, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 28th, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | No Comments »
Czy wypadek samochodowy jakich wiele może zmienić życie osoby, która ma z nim tylko trochę wspólnego? Tylko jedno malutkie zeznanie?

Krzysztof Kąkolewski w swojej najnowszej książce udowadnia, że owszem. Ziuta – główna bohaterka opowieści jak wiele kobiet w jej wieku sens życia widzi tylko przez okno swojego mieszkania. Zna wszystkich sąsiadów z widzenia i słyszenia. Kto drapie się po plecach a kto uwielbia majsterkować od rana? Zapytajcie, a Ziuta odpowie Wam od razu.
Prywatne lekcje angielskiego to jedyne zarobkowe zajęcie bohaterki. Gdy więc widzi ogłoszenie w gazecie: Poszukuję świadka wypadku na ulicy X nie zastanowia się – tylko od razu dzwoni. Nie wie, że ta decyzja zmieni jej życie drastycznie. O 360 stopni.
Krzysztof Kąkolewski w swojej najnowszej książce zaskakuje mnie – dość miło. Znałego go z wcześniejszego, bardzo dobrego zbioru rozmów ze zbrodniarzami wojennymi. Już wtedy widać było, że ma chłop talent i wyczucie w tworzeniu reportaży z prawdziwego zdarzenia. A to rzadkość w Polsce – kraju, w którym reportaż traktowany jest po macoszemu powoli odchodząc w niepamięć.
“Widzę śmierć” sprawia wrażenie opowieści fikcyjnej. Niektóre wątki i wydarzenia następujące po sobie zrodziły się prawdopodobnie w głowie Kąkolewskiego. Chociaż z drugiej strony cała opowieść może być dobrze przedstawioną historią wziętą z akt sprawy, która działa się w Polsce czasu bardzo niedoległego. Opowieścią o Polsce, w której trudno utrzymać się bez ciemnych interesów, dorabiania na boku i masy biurokratycznych problemów.
Kąkolewski pięknie oddaje klimat polskiego podwórka. Szkoda, że historia kończy się tak… szybko.
Warto.
Krzysztof Kąkolewski, “Widzę śmierć”, Zysk i s-ka, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 27th, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: book, książka, książki, martin e.p. seligman, media rodzina, myslenie, pozytywne | No Comments »
Autor “Optymizmu można się nauczyć” wkracza w rok 2012 książką “Pełnia życia”. To, podobnie jak inne jego książki, poradnik pokazujący proste i skuteczne sposoby, jak wydobyć się z pesymizmu, porzucić negatywne myślenie i udoskonalić własne życie. W oparciu o psychologię.

Według wydawcy autor wystąpił on do psychologów z apelem, aby swój tradycyjny cel walkę z cierpieniem uzupełnili o cel nowy: badanie tego, co nadaje życiu głębszy sens oraz tworzenie warunków, które pozwolą osiągać życiowy dobrostan. Ta książka też jest o tym i powinna sprawić, że życie tych, którzy zastosują się do jej zaleceń, stanie się lepsze.
Autor unika mówienia, że tylko pozytywne myślenie da nam wszystko, czego zapragniemy. Uprawiając naukę skupia się na rzeczach, które mogą pomóc nam w lepszych relacjach z otoczeniem. By jednak tak się stało, należy wykonać odpowiedni wysiłek.
Dlaczego niektórzy są szczęśliwi nie mając niczego, a inni posiadając dużo chodzą z nosem na kwintę? Czemu Stephen King sprzedaje miliony egzemplarzy swoich książek na świecie, a Bentley Little znany jest tylko w Stanach Zjednoczonych? Dlaczego Kowalczyk wygrywa, a Norweżki nie?
Na szczęście według Seligmana składa się wiele czynników – wiedza, siła, sprawność , etc. Najważniejsza jest jednak pozytywna energia rozumiana jako uśmiech od rana, brak kłótni i lekko optymistyczne spojrzenie na życie. Tak w skrócie można przedstawić jego psychologię pozytywną, która zaraża wiernych czytelników.
Przyznać trzeba, że pomimo potężnej dawki naukowej mowy da się z książki wyrwać coś dla siebie. Zachęcam i czekam na wznowienie innych pozycji autora.
Martin E.P. Seligmann, “Pełnia życia”, Media Rodzina, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 27th, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: czechy, economic, ekonomia, tomas sedlacek, wydarzenie | No Comments »
Tomas Sedlacek w swojej książce “Ekonomia dobra i zła” pokazuje nam, że słowa kryzys/porażka/bankrut nie pojawiłyby się w naszym języku gdyby nie parę błędów, które od lat pokutują w społeczeństwie.

Tomáš jest jednocześnie głównym ekonomistą i strategiem makroekonomicznym jednego z najważniejszych prywatnych banków w Czechach i na Słowacji, Československá obchodní banka oraz członkiem Narodowej Rady Ekonomicznej przy Premierze Czech, Petrze Neczasie. Jest również aktywnym komentatorem rynków i światowej ekonomii dla czeskich i zagranicznych mediów, w tym blogerem czeskiego dziennika gospodarczego Hospodarske noviny.
Książka napisana jest z pasją. To nie nudnawy podręcznik o problemach, a autentyczny zapis pasji autora, który zna się na ekonomii. Bo przecież nie każdy wie, jak wiele wspólnego ma poezja z nauką, wydawać by się mogło, ścisłą. Powiedzmy więcej – ile rzeczy ekonomia zaczerpęła z literatury – nie sposób wymienić w jednej książce. Sedlacek podejmuje się tego zadania z sukcesem.
Każde jego rozważanie czerpie z mądrości przodków. Na pozór ten zabieg powinien kierować książkę Sedlacka do kosza – jednak po lekturze całości widać, jak ważny jest rozwój pamiętający o tym, co odkryły i pielęgnowały poprzednie pokolenia.
Autor, który nie bez kozery określany jest mianem mega mózgu, podejmuje również temat kryzysu. Odmieniany przez różne przypadki może nas przerażać – jednak gdy przeczytamy Sedlacka zrozumiemy, że problem nie jest tak skomplikowany. Wszystko wszak bierze się od niezdrowego nadmiaru. Mnogość pojęć, pieniędzy i innych rzeczy powoduje chaos, a ten zaczyna niszczyć nasz dorobek. Skutecznie.
Jak się przed tym bronić? Przeczytajcie “Ekonomię dobra i zła” Sedlacka. Warto!
Tomas Sedlacek, “Ekonomia dobra i zła”, Studio Emka, 2011.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 27th, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | No Comments »
Nasza Księgarnia wydała właśnie płytę, na której znajdują się przygody Filonka Bezogonka. Czyta Wojciech Żołądkowicz. I to jak!

Filonek to kotek pokrzywdzony przez życie, bo co to za kot bez ogonka. To nawet nie pół kota – bardziej produkt kotopodobny. Jednak sam bohater nie przejmuje się tym za bardzo ambitnie pokazując młodszym czytelnikom świat – jego uroki ale i niebezpieczeństwa.
Przypomnijmy jednak, że początki nie były najłatwiejsze. Filonek urodził się w szwedzkiej wiosce. Szczur odgryzł mu ogonek. Koty wyśmiewały się z niego więc nasz bohater zaryzykował i wskoczył do przejeżdżającego okolicą samochodu. Na szczęście trafia na dobrych opiekunków, którzy umożliwiają mu normalne życie.
Więc możecie spodziewać się, że ciarki przejdą Wam po plecach, gdy usłyszycie o Filonku gaszącym pożar. Mało? Nasz dzielny kot bez ogonka rozprawia się z lisem oraz gubi się i musi odnaleźć drogę do domu. Wojciech Żołądkowicz idealnie stopniuje napięcie i interpretuje opowiadania tak, że nawet czytelnik znający je na pamięć będzie miał radość z ich słuchania.
Z punktu widzenia dorosłego wydaje mi się, że Filonek to takie alter ego autora. Jego lęki i obawy są schowane w Filonku. Podobnie rzecz ma się z marzeniami. A inne koty? One też po trochu przypominają ludzkie charaktery.
Kawał dobrej roboty. Audiobook na piątkę z plusem.
Gösta Knutsson, Przygody Filonka Bezogonka, Czyta Wojciech Żołądkowicz, format nagrania: MP3, czas nagrania: 2 godz. 20 min. Nasza Księgarnia, 2012.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: January 27th, 2012 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: bajka, carlo coloddi, jarosław mikołajewski, media rodzina, opowiesc, pinokio, recenzja | No Comments »
Pinokio to postać fikcyjna stworzona przez Carla Collodiego, autora powieści Pinokio (Le avventure di Pinocchio), która ukazywała się w odcinkach w latach 1881-1883.

Początkowa historia tego drewnianego pajacyka nie była obiecująca. Ot, w skromnym finale autor zabił swojego bohatera. Na całe szczęśćie młodzież, do której bajka była skierowana, nie dopuściła, by tak zacny bohater dokonał żywota. Collodi musiał pisać inne – bardziej optymistyczne zakończenie.
Opowieść zaczęła robić dużą karierę po śmierci twórcy. Wymieńmy filmy, spektakle, przeróbki tekstu czy komiks – a to tylko mała część pinokiomanii, która zapewne trwa do dnia dzisiejszego. Zachwyt ten uszczuplił nam jednak prawdziwy wygląd tekstu oraz – w wielu wypadkach – wizerunek samego Pinokia.
Wszak według najnowszego (i na razie najlepszego) wydania wydawnictwa Media Rodzina drewniana kukiełka odżywa. Nowy przekład książki Carla Collodiego “Pinokio. Historia pajacyka” pióra Jarosława Mikołajewskiego z ilustracjami Roberta Innocentiego każe klęknąć na oba kolana jeśli idzie o szczegóły edytorskie i tłumaczenie
Ta malarska interpretacja opowieści o Pinokio uznana została przez “New Yorkera” za z pewnością najpiękniejszą edycję świata pokazuje, że drewniana kukiełka na początku to kawał podłej szczapy, którą Gepetto powinien wrzucić w ogień najbliższego ogniska. Zły, opryskliwy i niesamowicie bezczelny Pinokio może być dla czytelników, którzy nie mieli wersji pełnej w rękach szokiem. Tak jednak było naprawdę. Pinokio chciał zabić, Pinokio próbował się powieścić, Pinokio siał strach i zniszczenie…
Widać w wydaniu Media Rodzina powolne dochodzenie Pinokia do bycia człowiekiem. Od zła absolutnego, poprzez wątpiącego naiwniaka po normalnego chłopca. Cały proces odbywa się oczywiście pod nadzorem dobrej wróżki, która słusznie gra jedną z głównych ról w bajce. Podobnie jak świerszcz, który jest głosem kształtującego się u Pinokia sumienia.
Czytając nowe tłumaczenie chłoniemy włoskość opowieści. To zapewne to, o czym mówił Maciejewski w rozmowie z Gazetą Wyborczą: Tłumaczenie “Pinokia” to przecież jedna z tych prac, które można bardzo zepsuć, a poprawić nią niczego się nie da. Zresztą nie ma potrzeby. Dotychczasowe przekłady są bardzo dobre. W przypadku takim jak ten tłumaczenie jest więc celem samym w sobie – to poprowadzenie ulubionej opowieści własnym głosem. Choć poczuciu bliskości z tekstem, czyli radości, towarzyszy też pewna ambicja – znalezienie tonacji, która byłaby polskim ekwiwalentem toskańskiej zaczepności ze skłonnością do wzruszonej emfazy i elegancji. Znalezienie formy dla takiego dziecięcego gadania, w którym jest pogłos Dantego, Petrarki, Boccaccia…
Klimat całości utrzymany jest przez ilustracje Roberto Innocentiego. Zresztą, kto inny mógł stworzyć tak dokładne malarskie przedstawienie opowieści jak nie Włoch? Przecież to on czuje klimat drzemiący gdzieś pomiędzy wierszami tekstu. Tę włoskość polskiemu czytelnikowi nieznaną.
Mistrzowska rzecz. Prawdziwa ozdoba bibliotecznej półki.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.