Trzeciak o marketingu internetowym
Posted: October 5th, 2010 | Author: admin | Filed under: Nowinki ze świata książki, Rozmowy kontrolowane | Tags: book trailer, książka, książki, muza, sergiusz trzeciak | No Comments »Artur Kowalczyk, MUZA SA: Jak Pan ocenia obecność polskich polityków w sieci?
Wśród polityków wyróżniłbym trzy grupy. Pierwszą stanowią politycy często obecni w mediach tradycyjnych, którzy goszczą w programach publicystycznych, komentują bieżące wydarzenia na antenie kanałów informacyjnych etc. Uważają oni Internet za mało poważne narzędzie komunikacji, a im osobiście wręcz mało potrzebne. Jeśli posiadają własną stronę www to tylko dlatego, że tak wypada, a nie dlatego, że przynosi im to wymierne korzyści.
Druga grupa to politycy, którzy swój sukces medialny zawdzięczają Internetowi. Dla nich sieć jest ważnym i często wykorzystywanym narzędziem komunikacji, zarówno z wyborcami, jak i z dziennikarzami. Warto wskazać w tej grupie np. Ryszarda Czarneckiego, Janusza Palikota, Janusza Korwina-Mikkego oraz Marka Migalskiego.
Trzecią grupę stanowią politycy, którzy dopiero próbują zaistnieć na scenie politycznej, nie funkcjonują w mediach tradycyjnych, zatem Internet jest ich szansą na dotarcie do wyborców i zwrócenie uwagi tradycyjnych mediów.
Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez polityków prezentujących swoje poglądy w Internecie?
Politycy działający na szczeblu krajowym, czyli przede wszystkim parlamentarzyści, w przeważającej większości posiadają własne strony www, często również profile na portalach społecznościowych. Podstawowym błędem, jaki popełniają, jest brak aktualizacji materiałów umieszczanych w sieci. Inne błędy to m.in. szczątkowa zawartość strony, niedziałające linki i funkcjonalności, brak opisów zdjęć, źle opisane materiały prasowe oraz pozostawianie dużych białych plam, najczęściej na dole strony.
Politycy samorządowi najczęściej stron www jeszcze nie posiadają, wyjątek stanowią kandydaci na prezydentów miast, burmistrzów oraz wójtów, którzy starają się zaistnieć w sieci. Te strony z kolei często charakteryzują się amatorskim projektem graficznym, co sprawia, że witryny stają się mało czytelne. Zdarzają się również błędy gramatyczne i interpunkcyjne. Podstawowym błędem pozostaje jednak brak aktualizacji.
Czy polityk nieobecny lub “zaniedbany” w Internecie traci na tyle dużo, że może to zaważyć na wynikach wyborów? Jak ta sprawa wygląda w Polsce i w innych krajach demokratycznych?
Politycy, którzy nie mają stałego dostępu do mediów tradycyjnych, a jednocześnie rezygnują z promocji w Internecie, aby dotrzeć do wyborców powinni prowadzić kampanię bezpośrednią oraz wykorzystywać reklamę zewnętrzną (plakaty, billboardy). Z każdymi kolejnymi wyborami posiadanie strony www oraz profilu na profilach społecznościowych (Facebook, nk.pl) staje się coraz powszechniejszym standardem. Brak obecności w Internecie niekorzystnie wpływa na wizerunek publiczny polityka, który może być postrzegany jako osoba mało nowoczesna, zwłaszcza przez ludzi młodych i dobrze wykształconych, przyzwyczajonych do kontaktu za pośrednictwem sieci.
Nadal istnieje przepaść między Polską a Stanami Zjednoczonymi w wykorzystaniu Internetu do celów politycznych, ale i to będzie powoli się zmieniać.
Czy Polska scena polityczna przeniesiona do Internetu różni się od tej w świecie realnym?
Czy są jakieś różnice np. w języku?
W Internecie znacznie trudniej jest sprzedawać „puste opakowania”, dlatego politycy obecni w sieci muszą wykazać się dużą kreatywnością i wiedzą. Aby zaistnieć w Internecie, nie wystarczy być medialnym, dobrze opalonym i elegancko ubranym. Odbiorcom trzeba zaoferować interesujące idee. Dlatego w sieci sprawdza się kampania ukierunkowana, czyli taka, w której kierujemy przekaz do określonej grupy wyborców, np. studentów, rodziców małych dzieci czy przedsiębiorców – wymaga to od polityka poznania tych grup, ich problemów, postulatów etc.
Internet daje politykom możliwość samodzielnego kształtowania przekazu, co nie jest możliwe w przypadku mediów tradycyjnych. Życie polityczne w Internecie jest oczywiście znacznie bardziej interaktywne i dynamiczne – kontakt polityka z wyborcą jest możliwy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a informacje rozprzestrzeniają się bardzo szybko.
Kolejna ważna różnica to, wbrew pozorom, trwałość przekazu – nasza działalność w sieci zawsze pozostawia po sobie ślad. Polityk nie ma wpływu na to, gdzie, kiedy i przez kogo zostanie wykorzystane zdjęcie opublikowane na stronie www bądź wpis na blogu. Stwarza to oczywiście niemałe ryzyko, ale też wymusza na politykach większą odpowiedzialność za słowa i czyny w wirtualnym świecie.
Jak Pan wyobraża sobie polityków w sieci za 10 lat? Czy w ogóle będą mogli istnieć w świecie realnym będąc nieobecnymi w świecie wirtualnym? W jakim kierunku zmierzają formy komunikowania społecznego w Internecie?
Trudno sobie wyobrazić, aby kampania tradycyjna miała w ogóle zniknąć. Pewne jest natomiast, że jej rola będzie coraz mniejsza, a Internet będzie zyskiwał na znaczeniu.
W przyszłości politycy na swoich stronach www zapewne uruchomią awatary czyli wirtualne postaci, które będą rozmawiać z internautami i odpowiadać na ich pytania. Będą to systemy oparte na sztucznej inteligencji.
Przewiduję również rozwój systemów mądrego głosowania – zarówno politycy, jak i wyborcy, będą wypełniać ankiety on-line dotyczące polityki wewnętrznej, zagranicznej, spraw światopoglądowych, a to pozwoli wyborcom dokonywać lepszych, bardziej przemyślanych i racjonalnych wyborów. Głos zdobędzie nie ten, kto pięknie przemawia, ale ten, którego poglądy są zgodne z naszymi.
Wszyscy będziemy korzystać z Internetu głównie za pośrednictwem urządzeń mobilnych, co sprawi, że kampania wyborcza stanie się bardziej dynamiczna. Politykom będzie zależało na bezpośrednim dostępie do wyborców – zamiast wykorzystywać media tradycyjne, kandydat będzie mógł za pomocą telefonu komórkowego wysłać swoim wyborcom wiadomość w serwisie społecznościowym.
Dziękuję za rozmowę
Więcej informacji o książce w źródle wywiadu.










