Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Ruszyła komiksomania.pl

Posted: July 22nd, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , | No Comments »

Profesjonalnie skonstruowana witryna komiksomania.pl, traktuje komiks serio, próbując zadowolić użytkowników na wielu polach. To pierwszy tego typu serwis w Polsce.

Przewaga serwisu komiksomania.pl nad innymi witrynami tego typu polega na tym, że w jednym miejscu skupiono nie tylko same komiksy ale i wiadomości o nich i ich autorach. Oznacza to, że użytkownik będzie mógł zapoznać się z artystyczną biografią twórcy, obejrzeć jego prace i skomentować je. Ambicją autorów serwisu jest pokazanie, że obrazkowe seriale mogą być rozrywką nie tylko dla wąskiego grona fanów. Dlatego witryna skierowana jest także do tych, którzy swoją przygodę z komiksami zakończyli w młodości lub jeszcze jej nie rozpoczęli. Serwis ma stać się także miejscem, które internauci odwiedzają w poszukiwaniu dowcipu na początek dnia czy rysunkowej tapety. Dużą wartością dla fanów tego gatunku literatury będzie z pewnością alfabetyczna, komiksowa baza danych.

„Mamy dwa cele – promowanie młodych artystów i pomoc w rozwijaniu rynku komiksowego w Polsce. – mówi Wojciech Sosnowski z Wirtualnej Polski, Koordynator Serwisu Książki – Komiksy odkładamy, gdy w pewnym wieku dochodzimy do wniosku, że nie wypada ich już czytać. Internet daje możliwość powrotu do dawnej pasji.” – dodaje Wojciech Sosnowski.

Nowy serwis ma zapewnić fanom komiksu szczegółową i profesjonalną informację na temat ich hobby. Znajdują się w nim newsy, recenzje, publicystyka, ekskluzywne wywiady z gwiazdami światowych scen komiksu ale także z obiecującymi debiutantami, relacje ze spotkań… Wszystko pisane w lekkim, dowcipnym stylu, doskonale pasującym do formy literatury jaką jest komiks.

Drugi cel serwisu – wspieranie młodych artystów – realizowany jest za pośrednictwem platformy komunikacyjnej. Korzystając z niej, twórcy komiksu mogą publikować swoje prace, wymieniać się doświadczeniami, pomysłami i rysunkami. Swoje miejsce na platformie mają zarówno profesjonalni twórcy jak i amatorzy. Publikacja komiksu może mieć formę pliku (liczącego nawet kilkadziesiąt stron), pojedynczego free-artu i stripa, a także popularnej kilkukadrowej formy komiksowej. Dzięki jego funkcjom twórcy mogą promować swoje prace, odbiorcy zaś, bez wydawania pieniędzy, obcują z ich twórczością.

Komiks jest prosty w odbiorze, jego lektura nie wymaga wiele czasu. Fakt, że obecnie komiksowa twórczość staje się coraz poważniejsza, skłania ku niemu dojrzalszych czytelników. Mamy nadzieję, że skłoni także internautów.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Mirosław Hermaszewski i Ciężar nieważkości

Posted: July 19th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , | No Comments »

Czyli nasz człowiek w kosmosie dzieli się swoimi wrażeniami i nie tylko …

Fragment książki:

“Za parę minut przelecimy równik. (…) Widzę, jak horyzont jaśnieje. Kończy się zaledwie 33-minutowa noc kosmiczna. Lecimy w stronę Słońca. Krzywizna Ziemi jest wyraźnie zaznaczona pasem czerwieni ibłękitu nad nią. Wskutek prędkości orbitalnej obraz zmienia się. Jak pod pędzlem artysty horyzont rozjaśnia się, barw przybywa, zwiększa się ich intensywność. Pierwszy kosmiczny poranek ofiarowuje mijeszcze bogatszy zestaw barw i kształtów. Miejsce, gdzie spodziewam się zobaczyć Słońce, nasyca się amarantem i purpurą. Szeroko otwartymi oczyma widzę, jak wyłania się jakby lustrzane odbicie Słońca, jednak o kształcie połowy średnicy, po to, by za chwilę znów zniknąć za horyzontem. Faktycznie Słońce jest poza horyzontem, pojawiło się na moment dzięki refrakcji – załamaniu promieni w atmosferze.Wtem wychyla się gwałtownie spoza horyzontu jako ognista, gigantyczna kula w otoczeniu całej gamy kolorów. Słońce, wznosząc się, maleje, traci czerwień. Nasyca się kolorem złocistym, jaśnieje. W kabinie robi się jasno, aż zaczynają boleć nas oczy, gasimy oświetlenie. Zjawisko wschodu Słońca oczarowuje. Jest niezwykłe i fantastyczne, kojarzy się z narodzinami Nowego. Niezwykłe jest także to, że można je przeżywać aż szesnaście razy w ciągu doby. Wrażenie to wzbogaca uczucie nieważkości i świadomość ogromnej prędkości. Weszliśmy na oświetloną część orbity, a na Ziemi panowała jeszcze głęboka noc. Słońce powoli wznosiło się, oświetlając stopniowo Ziemię. Znikała czerń, szarość bladła, pojawiała się biel chmur i błękit powierzchni planety, rozkoszowaliśmy się niezwykłym, wspaniałym widokiem.Znalazłem się w innym, nieznanym mi wymiarze. Zaczynam wątpić, czy mój mózg zarejestruje mnogość zjawisk, które postrzegam, czy potrafię je zinterpretować i zapamiętać.

Książka do nabycia tutaj

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Książki po papierze

Posted: July 15th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , | No Comments »

Papier toaletowy jest najważniejszą rzeczą, bez której nie wyruszymy na wakacje – wynika z badania przeprowadzonego dla „Newsweeka” przez ośrodek Mareco Polska

newsweek ranking

Na drugim miejscu (na całe szczęście) znalazły się książki wyprzedzając prezerwatywy, maskotki i makaron. Chwała Panu :) Z czytelnictwem wakacyjnym nie jest tak źle.

Więcej w najnowszym numerze Newsweeka.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Andrzej Pilipiuk – Homo bimbrownikus

Posted: July 3rd, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , , , | 1 Comment »

Zapowiedź kontynuacji jednego z nasłynniejszych cykli wydawniczych na polski rynku fantastycznym. I to z ust samego Andrzeja Pilipiuka.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Ryszard Czarnecki napisał debiutancką powieść

Posted: July 1st, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , , | No Comments »

Świat się kończy :) ale przeczytać trzeba.

Poseł Ryszard Czarnecki napisał polityczno-kryminalną powieść z kluczem – poinformował serwis dziennik.pl. „Talentu mu nie brakuje, a w ślad za tym idzie siła charakteru i możliwości, a przecież pokazał na blogu, że umie pisać” – chwali Ryszarda Czarneckiego europoseł Tadeusz Cymański.

Książka nosi tytuł „Spinki”, który wielu kojarzy się z Adamem Bielanem i Michałem Kamińskim, specjalistami od politycznego marketingu, określanymi mianem „spin-doktorów” oraz „spinek” PiS. Ryszard Czarnecki dementuje jednak: „Jeżeli Adam Bielan i Michał Kamiński będą ciężko pracowali, to za ćwierć wieku ktoś może napisze ich biografie. Ale jeszcze za wcześniej, by byli bohaterami powieści, w dodatku mojej debiutanckiej”. Motywem przewodnim powieści Czarneckiego są spinki, ale do mankietu. Według autora te, które pojawiają się w powieści, są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.

na podstawie dziennik.pl

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Katarzyna Grochola i jej nowa książka

Posted: June 15th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , , , , , | No Comments »

“Kryształowy Anioł” to najnowsza powieść najpopularniejszej polskiej pisarki Katarzyny Grocholi.

Judyta, obwołana najbardziej wpływową bohaterką literacką wolnej Polski, ma godną następczynię. Na niemal sześciuset stronach nowej, znakomitej powieści Kryształowy Anioł Katarzyna Grochola powołuje do istnienia Sarę. Ta inteligentna i wrażliwa trzydziestolatka, podobnie jak wielu przedstawicieli jej pokolenia, wyjeżdża z rodzinnego miasta, aby szukać szczęścia w Warszawie. Niestety to, co jest szczęściem dla męża Sary, jej przynosi osamotnienie i rozpacz. Ogromny sukces przychodzi w najmniej spodziewanym momencie i łączy się z goryczą porażki.

Takiej powieści jeszcze nie było. W Kryształowym aniele czytelnicy odnajdą niezwykłą syntezę tego, co znamy z Nigdy w życiu! i Trzepotu skrzydeł: błyskotliwe dialogi, zabawne qui pro quo, ale też duszną atmosferę dramatu psychologicznego.

Sugestywny styl Grocholi sprawia, że czytając Kryształowego Anioła, będziemy na przemian zaśmiewać się i wzruszać razem z główną bohaterką.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Krew Maniotu

Posted: June 15th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Czyli dlaczego Meyer i reszta powinny się uczyć od Mastertona?

W Nowym Jorku szaleje “wampirza” epidemia. Jej ofiary podrzynają gardła innym ludziom, a następnie wypijają ich krew. Ilość morderstw idzie w setki, w mieście wybucha panika. Osoby zakażone wirusem roznoszą go uprawiając seks z kolejnymi osobami, które same stają się nosicielami. Do walki z wampirami staje jasnowidz Harry Erskine, posiadający zdolność nawiązywania kontaktu z duchami. Pomaga mu jego duchowy przewodnik, indiański szaman Śpiewająca Skała, który przed laty stoczył pojedynek z najgroźniejszym z demonów – Misquamacusem. Okazuje się, że Misquamacus powrócił – w nowej postaci. W XIX wieku pewien biznesmen, z zemsty za zamordowanie rodziny przez Indian, sprowadził do Ameryki wampiry z Rumunii, które przetrwały w stanie uśpienia i odrodziły się 11 września 20O1 roku po ataku na World Trade Center…

Masterton – znany mi dotychczas z niebanalnego podejścia do spraw nadprzyrodzonych postanawia zmierzyć się z motywem wampira. Trzeba przyznać, że jako jeden z nielicznych do sprawy podszedł poważnie i nie zszargał “dobrego imienia” władców nocy (jak Meyer i reszta).

U Mastertona wampir jest zły, niebezpieczny i żądny morza krwi. Nie chodzi do szkoły, nie żywi się zwierzęcą krwią czy nie stara się zakochać w pięknej przedstawicielce rodzaju ludzkiego. Jest takim, jaki stworzyły go legendy i każda strona, która opisuje mroczne krypty z ponadprzeciętną ilością trumien wywołuje u czytelnika thrill. O to chodzi.

Autor być może przesadził z twierdzeniem, że wampiryzm przenosi się drogą płciową (chociaż jak zwykle opisy seksualnych uniesień bohaterów stanowią jego mocny atut) jednak patrząc na całość książki można mu takie fpa wybaczyć. Nawet, gdy wampiry Mastertona nie używają zębów do wysysania krwi – a bardziej gustują w ostrych narzędziach i fontannach czerwonego płynu wypływających z tętnic.

Bohaterowie jak zwykle realistyczni, ciekawi – przedstawieni wraz ze swoimi zaletami i wadami. Niemniej posiadający ogromną wiedzę na temat danego zjawiska (tu wampiryzm) dają nam nie tylko fantastyczną literacką ucztę ale także spory kawałek wiedzy na ten temat.

Przyjemnie jest czytać książkę od deski do deski (a tak jest w przypadku Mastertona). Więc nie czekać, tylko kąpać się w krwi Manitou. Najlepsza książka, jaką czytałem ostatnimi czasy.

Krew Maniotu
Graham Masterton
wydawnictwo Albatros
2007

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Gucci Gucci łapci

Posted: June 14th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , , , , , | No Comments »

Czyli rzecz o górnej półce i ich sposobie na wychowywanie dzieci.

Ruby Silverman – lat trzydzieści dwa, stanu wolnego – oddaje się całą duszą pracy w ekskluzywnym butiku dziecięcym, gdzie dziane mamusie polują na designerskie powijaki i inny pocieszny kram. A co z ciałem? Ciało, tyle że jej matki, sprawia niespodziankę i szykuje dla Ruby… braciszka albo siostrzyczkę. Szok, w jaki wpędza ją ta radosna nowina, zmusza Ruby do przemyślenia własnych planów prodziecinnych. Czy dogadzanie ciężarnym celebrities i cmokanie z zachwytu nad potomstwem przyjaciół to jej jedyna perspektywa na przyszłość? Na scenę wkracza Sam Epstien, apetyczny ginekolog, z którym idzie Ruby jak z płatka, do czasu, kiedy wpada na trop straszliwej afery – kryptonim: Surogatka. Czy w imię prawdy zaryzykuje własną karierę, a przy okazji wyleje kochanka z kąpielą?

Sue Margolis umie pisać ciekawie – co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jej nowatorska opowieść o zjawisku baby boom w wyższych sferach jest tego najlepszym przykładem.

Cały świat Gucci oglądamy oczyma Ruby, która może podjąć się interpretacji tego zjawiska. Nie jest bogata, nie ma szlacheckich korzeni, a jednak ma w sobie to coś, co sprawia, że doskonale poruszamy się w jej opowieści – historii to smutnej, to zabawnej – jednak niesamowicie szczerej (czasem aż do bólu).

Historia zawiera wiele opowieści, sentencji, które winny na stałe wejść do użycia powszechnego jeśli chodzi o dzieci, ich wychowywanie oraz samo życie. Szkoda, że wiele z opisanych sytuacji jest prawdziwych, a ich twórcy (rodzice) nie do końca zdają sobie sprawę z konsekwencji takiego zachowania. Być może ta książka da im do myślenia.

Doskonała dawka świeżego humoru na pochmurne i wietrzne dni (jakich sporo ostatnio). No i możliwość zastanowienia się nad niektórymi tematami z życia wziętymi.

Polecam

Gucci Gucci łapci
Sue Margolis
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Pamiętnik nastolatki

Posted: June 14th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Na całe szczęście Beata Andrzejczuk nie daje nam sieczki nic nie wartych wspomnień – a ciekawą opowieść o dojrzewaniu, problemach z nim związanych i kupę śmiechu, który tak rzadki ostatnio jest w wydawanych książkach.

Nie wiem, czy jestem normalna… Kapcie zamiast glanów? Jacek czy Bartosz? Miłość do dwóch chłopaków jednocześnie? Rozlatujące się przyjaźnie czy zmyślone problemy? Normalna szkoła czy wstrętna buda? Dom… wariatów czy kochany domek? Czy tylko mnie się takie rzeczy przytrafiają? A Ty nie masz czasem podobnych kłopotów? Bo może mój pamiętnik jest także dla Ciebie. Nikt nas przecież lepiej nie zrozumie, niż my siebie nawzajem! Pozdrawiam, Natka.

Nastka jest najbardziej typową nastolatką pod słońcem ze swoimi problemami na które nakładają się szkoła, rodzice, przyjaciele, pierwsze miłości oraz masa innych – niemniej dla nastolatki ważnych rzeczy. Co jednak sprawia, że warto poczytać sobie jej pamiętnik?

Przede wszystkim jego maksymalne oddanie polskich warunków życia młodzieży. Nie ma tam nic, czego nie znalibyśmy z autopsji – nudne polskie lekcje, wymagający nauczyciele, szare ulice, wypady do kina i rodzinne (polskie) tradycje, które zyskują (sic!) aprobatę młodzieży. Czegóż chcieć więcej?

Autorka doskonale posługuje się młodzieżowym slangiem. Doskonale znaczy – bez szytwniactwa i braku znajomości młodzieżowej gwary. Joł, spoko i lansik to dla autorki betka ;) więc starzy mogą wyczaić w pamiętniku o co czasami chodzi ich dzieciom, a boją się o to zapytać.

Doskonały pomysł na graficzne przedstawianie rozmów z tlenu (nastka go uwielbia) jest dodatkowym elementem potwierdzającym autentyczność tej książki. Wszak internet to chleb powszedni dla młodzieży i w pamiętniku anno domini 2009 nie mogło go zabraknąć.

Najlepsze jednak w tym dziełku jest ukazanie rozwiązań pewnych problemów, które męczą większość młodzieży. Rozwiązania nieproste – które raz przynosi samo życie, a niekiedy musimy sami je zastosować pozwala nam traktować “Pamiętnik nastolatki” jako swoistego rodzaju panaceum na młodzieńcze kłopoty. Oby więcej takich.

Lekko, ciekawie i z refleksją – “Pamiętnik nastolatki” chociaż we fragmentach winien być czytany naszej współczesnej młodzieży. I z pewnością do niej przemówi i z pewnością da im do myślenia.

Polecam.

“Pamiętnik nastolatki”
Beata Andrzejczuk
wydawnictwo Rafael
2009

PS. Fragmenty książki znajdziecie na blogu natalka.blox.pl

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Podziemia Veniss

Posted: June 10th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , | No Comments »

PODZIEMIA VENISS to przesiąknięta mrocznym pięknem i jednocześnie prawdziwie koszmarna opowieść, zdobywająca szturmem teren fantastycznej antyutopii, którą przekształca w zupełnie nową jakość. Jeff Vander Meer nie marnuje czasu na tworzenie konwencjonalnego, spójnego futurystycznego świata; zamiast tego jego postacie charakteryzują się niemal mitologiczną prostotą i żyją wśród krajobrazów, które wiele zawdzięczają zarówno Hieronimowi Boschowi i Salvadorowi Dali, jak i autorom SF, takim jak J.G. Ballard czy Simon Ings.

Rozgrywające się w świecie zewnętrznym katastrofy postępują ramię w ramię z głęboką refleksją i odkrywaniem przez bohaterów samych siebie. Pełno tu również intensywnych, rozrzuconych na wszystkich stronach powieści chwil piękna i grozy, żywcem wyjętych wprost z ze złego snu.

PODZIEMIA VENISS Jeffa VanderMeera ukazują się 26 czerwca w UCZCIE WYOBRAŹNI nakładem wydawnictwa Mag.

Jeff VanderMeer jest dwukrotnym laureatem World Fantasy Award, finalistą Hugo Award, Bram Stoker Award, IHG Award, Philip K. Dick Award, i innych. Publicysta The Washington Post, Publishers Weekly I innych, członek jury nagrody The Aisner Award, Jest autorem zaliczanym do nurtu New Weird, do którego zalicza się również Wieki Światła Iana McLeoda (wyd. MAG czerwiec 2006). O samym nurcie New Weird tak opowiada VanderMeer : New Weird jest typem miejskiej literatury osadzonej w fantastycznym świecie, która obala wyidealizowane wyobrażenia o scenografii znanej z tradycyjnej fantasy, a robi to najczęściej przez wybór realistycznych, kompleksowych modeli świata, stanowiących punkt wyjścia do kreacji, w której mogą łączyć się elementy zarówno sf, jak i fantasy. New Weird jako gatunek odznacza się wysoką jakością i by ją osiągnąć, używa elementów właściwych, na przykład, dla surrealistycznego horroru w kwestii stylu, tonu opowieści i efektów odbywa się to w połączeniu ze stymulującym wpływem pisarzy nowofalowych i ich następców (a także protoplastów, jak Mervyn Peake oraz francuscy/angielscy dekadenci).

New weirdowska literatura odnosi się do problematyki współczesnego świata, nawet jeśli w sposób zakamuflowany, nie zawsze jednak są to odwołania do kwestii politycznych. Częściowo odwoływanie się do współczesnego świata polega na potędze wizji autorskiej i poddaniu się dziwactwom, wizji nie zamkniętej w nawiedzonym domu na wrzosowiskach ani jaskini na Antarktydzie. To poddanie się (albo wiara) autora może przyjąć różne formy, przy czym część z pisarzy stosuje w tym celu techniki postmodernistyczne, niepodważające jednak wykreowanej w tekście fantastycznej rzeczywistości. (cytat pochodzi z antologii, którą opracował Jeff Vander Meer wspólnie z żoną Ann). Wywiad z Jeffem VanderMeerem przeprowadził dla portalu Katedra Jan Żerański http://katedra.nast.pl/artykul/3863/Wywiad-z-Jeffem-VanderMeerem/

Oficjalna strona autora http://www.jeffvandermeer.com

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Trylogia husycka – audiobook

Posted: June 5th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , , | No Comments »

Radiowa Agencja Fonograficzna oraz audioteka.pl rozpoczęły największą dotychczas produkcję audiobooka na polskim rynku. Blisko 200 aktorów bierze udział w nagraniach „Narrenturm” Andrzeja Sapkowskiego. Audiobook wzbogacony będzie wyjątkowymi efektami dźwiękowymi, specjalnie skomponowaną muzyką oraz pieśniami stworzonymi na potrzeby tej produkcji.

Produkcja „Narrenturm” – pierwszej części Trylogii Husyckiej Andrzeja Sapkowskiego – jest realizowana w Teatrze Polskiego Radia, jedynej w Polsce instytucji dysponującej warunkami technicznymi i zespołem posiadającym niezbędną wiedzę, by podołać tak wielkiemu przedsięwzięciu.

Dla miłośników audiobooków będzie to wyjątkowe wydarzenie, a dla osób, które nie miały jeszcze przyjemności obcowania z literaturą w tej formie, będzie to najlepsza okazja, aby poznać zalety słuchania książek. Nagranie „Narrenturm” budzi silne emocje – wzrusza, zatrważa, fascynuje. Sądzę, że premiera tej powieści w formie audiobooka może się okazać wydarzeniem, które zmieni nie do poznania polski rynek audiobooków – mówi Błażej Kukla, współtwórca serwisu internetowego audioteka.pl, który to serwis udostępni audiobook w formie plików do pobrania w formacie .mp3.

Od dawna zajmujemy się wydawaniem płyt muzycznych, ale to będzie nasz pierwszy audiobook. Czekaliśmy na dogodny moment, by zaistnieć w świecie książki mówionej i myślę, że Trylogia Sapkowskiego stwarza ku temu świetną okazję. Oczekujemy, że naszą produkcję będzie można porównać do premiery audiobooka „Harry’ego Pottera” czy „Władcy Pierścieni” w Niemczech, które to produkcje de facto rozpoczęły niezwykle dynamiczny i nieustający do dziś wzrost największego w Europie rynku audiobooków – mówi Wojciech Kwapisz, kierownik Radiowej Agencji Fonograficznej.

W ciągu 60 dni blisko 200 aktorów weźmie udział w nagraniach audiobooka o łącznym czasie ok. 1500 minut. Całość reżyseruje Janusz Kukuła, który ma w swoim dorobku wiele uznanych i nagradzanych produkcji Teatru Polskiego Radia, jak np. „Trylogię” Sienkiewicza czy „Quo Vadis”.

Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak wielkim przedsięwzięciem. Realizowanie tego wspaniałego utworu jest dla mnie nie tylko wyzwaniem artystycznym, ale również intelektualnym. Trylogia Sapkowskiego jest doskonałym przewodnikiem po historii Dolnego Śląska i wymaga dużego przygotowania, chociażby ze względu na różne języki, którymi się posługują bohaterowie powieści – mówi Janusz Kukuła.

Autorem muzyki jest Adam Skorupa – kompozytor ścieżki dźwiękowej do uhonorowanej wieloma międzynarodowymi nagrodami gry komputerowej „Wiedźmin”, uznany przez amerykański portal IGN najlepszym twórcą oryginalnej muzyki do gier komputerowych w 2007 roku.

Dotąd uczestniczyłem w produkcjach, w których zawsze był obecny element wizualny. Komponowanie muzyki do „Narrenturm” jest dla mnie zatem pewnym eksperymentem – czymś nowym, ale ekscytującym, gdyż mam szansę tworzyć coś więcej niż tylko specyficzny klimat fabuły. Muzyka jest tu bowiem elementem nośnym i będzie bardziej świadomie odbierana przez słuchacza – mówi Adam Skorupa.

Obsada aktorska to gwiazdy polskich scen, stale współpracujące z Teatrem Polskiego Radia oraz młodzi aktorzy, którzy już zdążyli zyskać uznanie środowiska. Narratorem będzie Krzysztof Gosztyła – laureat „Wielkiego Splendora’98”. Główną rolę reżyser powierzył Lesławowi Żurkowi – znanemu z roli w filmie „Mała Moskwa” i serialu „Londyńczycy”. W obsadzie znajdą się także m.in.: Marian Opania, Henryk Talar, Krzysztof Wakuliński, Mariusz Benoit, Anna Dereszowska, Magdalena Różdżka, Adam Ferency, Artur Barciś i wielu innych.

Fragmenty powieści będą emitowane na antenie Programu I Polskiego Radia w ramach tegorocznego „Lata z Radiem”, a całość audiobooka będzie do pobrania w serwisie audioteka.pl w formacie .mp3. Polskie Radio wyda audiobook również na płycie CD, wzbogaconej o książeczkę ze zdjęciami i wywiadami z artystami. Audiobook będzie dystrybuowany przez RUCH w ramach akcji „Ruch w Kulturze” oraz przez Empik w dziale książki. Tradycyjna książka drukowana ukazuje się nakładem wydawnictwa SuperNOWA, które od 1992 r. wydała jedenaście książek Andrzeja Sapkowskiego.

***

Trylogia Husycka to cykl historyczno-fantastyczny o wojnach husyckich, których akcja toczy się w piętnastym wieku na terenie Czech, Moraw, Śląska, Węgier, ówczesnej Polski i Niemiec. Sapkowski w niepowtarzalnym stylu opisuje okrucieństwo wojny, zwłaszcza bratobójczej i piętnuje nietolerancję religijną. W swojej powieści stworzył szereg barwnych postaci, którym przyszło żyć w czasach pogardy. Główny bohater – Reynevan z Bielawy – medyk, romantyczny kochanek i z konieczności husycki szpieg, określa sam siebie jako Ślązaka – nie Czecha ani Niemca, ani tym bardziej Polaka, choć biegle posługuje się językami wszystkich tych nacji. Studiował w Pradze, ale w trakcie swych rozlicznych peregrynacji odwiedził wiele czeskich i śląskich miast i miasteczek. Miejsca owe opisał Sapkowski z niezwykłym pietyzmem: średniowieczna Praga i Wrocław pod jego piórem wprost tętnią życiem. Wieloletnia, wręcz benedyktyńska kwerenda historyczna, jaką przeprowadził autor Trylogii została doceniona przez czytelników i recenzentów.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Janusz Wiśniewski promuje bikini

Posted: June 3rd, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , | No Comments »

To nie żart :)

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Baśń tysiąca i jednej nocy

Posted: May 29th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , | No Comments »

Co jakiś czas pojawia się książka przypominająca nam o magicznych zaklęciach, które mogą rzucać na nas takie historie – oszałamiać, bawić i uczyć. Oto Księga tysiąca i jednej nocy naszych czasów – napisana z rozmachem epopeja fantastyczna, która wciągnie Was od pierwszej strony…

Ukrywająca się w ogrodzie samotna dziewczynka opowiada historie zaciekawionemu księciu: nadzwyczajne wyczyny i niesłychane losy splatają się na gobelinie tkanym jej słowami. Każda z opowieści wytatuowanych na jej powiekach stanowi element układanki, którą są dzieje samej narratorki.

Opowieści sieroty: W ogrodzie nocy Catherinne M. Valente ukaże się w ambitnej serii literackiej Uczta Wyobraźni 29 maja nakładem wydawnictwa Mag

Dziewczynka opowiada o wiedźmach zmieniających kształty i dzikich kobietach stepów, o królach czapli i księżniczkach bestiach, o wężowych bogach, psich mnichach i żyjących gwiazdach – każda historia jest dziwniejsza i bardziej fantastyczna niż poprzednia. Od humorzastej „syreny” do wrażliwej Bestii, nic nie jest takie, jakie się wydaje w tych bezustannie zmieniających się opowieściach – nawet, a zwłaszcza, ich narratorka. Ta cudowna liryczna powieść jest zachwycającym zbiorem niesłychanych mitów i mrocznych opowieści fantasy, które kształtują nasze sny. I właśnie wtedy, gdy myślisz, że dotarłeś do końca, uświadamiasz sobie, że przygoda dopiero się zaczęła…

Więcej informacji o książce i autorze na stronie Wydawnictwa Mag

Fragment Powieści

Preludium
Pewnego razu żyła sobie dziewczynka, której twarz przypominała księżycową poświatę srebrzącą cyprysy i pióra ptaków. Była dziwnym dzieckiem, tajemniczym. W zimowe noce siadywała samotnie w wielkim pałacowym ogrodzie, kładąc ręce na śniegu i patrząc, jak topi się pod wpływem jej ciepła. Nosiła koronę z liści czosnku i glicynii; piła ze srebrnych fontann wyłożonych lapis-lazuli; jadła zimne gruszki pod baldachimem sosen w deszczowe popołudnia.
Na powiekach i wokół oczu miała dziwne i cudowne znamię, barwy głębokiej czerni z odcieniem indygo, jak tusz nalany do porcelanowych filiżanek. Nadawało jej to tajemniczy wygląd milkliwej sowy, która siedzi w krokwiach z kości słoniowej, albo szopa pijącego z wartkiej rzeki. Gdy dorosła, nigdy nie musiała przyciemniać powiek proszkiem antymonowym.
Z powodu tego znaku wzbudzała lęk i od najwcześniejszych dni skazana była na samotne wędrówki po ogrodzie wokół pałacu o wielu wieżach. Rodzice patrzyli na nią z niepokojem i zgrozą, zastanawiając się, czy skaza ta źle świadczy o ich cnocie. Inni wielmoże głęboko wierzyli, że dziewczynka jest demonem, zesłanym w celu zniszczenia olśniewającego dworu. Dzieci, które często krążyły po ogrodzie niczym stado dzikich gęsi, trzymały się od niej z daleka, żeby nie rzuciła na nie klątwy swoimi strasznymi mocami. Sułtan nie mógł rozstrzygnąć – jeśli była demonem, czyż pozbywanie się jej jak skoszonej trawy nie obrazi jej piekielnych krewnych? W końcu wszyscy uznali, że najlepiej będzie, by pozostała cicha i daleka, wtedy nikt nie będzie musiał zastanawiać się nad tym dylematem.
I tak było przez wiele lat. Trzynaście letnich pór roku rozkwitło i zwiędło jak bujne pomarańczowe róże.
***
Pewnego dnia do dziewczynki podszedł, aczkolwiek niezbyt blisko, chłopiec płochliwy niczym jelonek, gotów pierzchnąć w cienie. Jego twarz przypominała zimowe słońce, był szczupły jak nadrzeczna trzcina. Stanął przed dziewczynką, która miała na sobie obszarpaną jedwabną sukienkę i wyświechtany płaszcz, niegdyś biały, i dotknął jej powiek słodko pachnącym palcem. Ona, ku swemu zaskoczeniu, zniosła to lekkie dotknięcie, była bowiem samotna i zawsze pełna smutku.
– Naprawdę jesteś duchem? Bardzo złym duchem? Dlaczego masz takie ciemne oczy jak jezioro przed świtem? – Śliczny chłopiec przekrzywił głowę niczym ibis pośrodku strumienia.
Dziewczynka nie odpowiedziała.
– Nie boję się ciebie! – Chłopiec stał dzielnie w miejscu, lecz głos mu się załamał. Wierzby kołysały się na zachodnim wietrze. Gdy dziewczynka przemówiła, jej głos przypominał cichy szmer cykad na zasnutych mgłą wzgórzach.
– Dlaczego?
– Jestem bardzo odważny. Pewnego dnia zostanę wielkim generałem i będę nosić szkarłatny płaszcz.
Dziewczynka omal się uśmiechnęła na te słowa.
– Czy przyszedłeś poskromić wielkiego demona-dziewczynę, który straszy w ogrodzie? – szepnęła.
– O nie, ja… – Chłopiec rozłożył ręce zakłopotany.
– Nikt nie wyrzekł do mnie tylu słów, odkąd ujrzałam zimowy śnieg przez ciepłe okno obwieszone futrami. – Dziewczynka patrzyła na niego nadzwyczaj spokojnie. Nagle maleńkie światełko rozbłysło w jej mrocznych oczach i podjęła decyzję. – Mam zatem powiedzieć ci prawdę? Zdradzić ci swój sekret? Tobie jednemu spośród wszystkich dzieci, które noszą pierścienie z rubinami i pachną oliwkowym mydłem? – Jej głos stał się tak cichy, że płynął niemal bez tchnienia.
– Zapytałem, prawda? Potrafię dochować sekretów. Moja siostra mówi, że jestem w tym bardzo dobry, jak Król Złodziei w bajce dla dzieci.
Zapadła długa chwila ciszy. Chmury przysłoniły słońce. Dziewczynka zaczęła mówić bardzo cicho, niemal jakby się bała słuchać własnego głosu.
– Pewnego wieczora, gdy byłam bardzo mała, do wielkiej srebrnej bramy podeszła stara kobieta i skręcając w rękach korzenie róż, powiedziała mi, co następuje: Nie urodziłam się z tym znakiem. Siódmego dnia siódmego miesiąca mojego życia, gdy moja matka spała w śnieżnobiałym łożu, duch stanął u mojej kołyski, dotknął mojej twarzy i zostawił na niej wiele opowieści i zaklęć, jak tatuaże żeglarzy. Wiersze i pieśni są tak liczne i ściśle napisane, że wyglądają jak nieprzerwana smuga gagatu na moich powiekach. Ale są tam słowa z rzeki i bagna, z jeziora i wiatru. Razem tworzą wielką magię, a gdy wszystkie opowieści zostaną odczytywane i wysłuchane od początku do śpiewanego końca, do ostatniej sylaby, duch wróci i mnie osądzi. Gdy stara kobieta roztopiła się w nocy o granatowym obliczu, codziennie skrywałam się w gąszczu jaśminu i oleandrów, próbując odczytać, ile mogłam, w wykutym z brązu zwierciadle albo w tafli stawów ogrodu. Ale to trudne, muszę czytać w lustrzanym odbiciu i tylko jednym okiem naraz. – Urwała, a jej ostatnie słowa brzmiały nie głośniej niż szmer pająka tkającego opalowe nici. – I nikt nie słuchał.
Chłopiec wytężył wzrok. Przyjrzał się z bliska i dostrzegł kręte linie w litej czerni jej powieki, sugestię alfabetów i liter, których nie potrafił sobie wyobrazić. Im pilniej patrzył, tym więcej kształtów jakby skakało ku niemu, zdawało się go czepiać, aż dostał zawrotu głowy.
Oblizał usta. Oboje teraz szeptali, jak konspiratorzy i złodzieje. Inne dzieci odeszły i stali samotnie pod warkoczami witek sękatej wierzby.
– Powiesz mi? Opowiedz mi jedną historię ze swoich powiek. Proszę. Tylko jedną. – Bał się, że dziewczynka ofuknie go i czmychnie jak pies, który często jest bity. Ale tylko patrzyła na niego tymi dziwnymi, ciemnymi oczyma.
– Jesteś dla mnie miły, gdy nikogo innego nie ma w pobliżu. A moje opowieści są wszystkim, co mogę ci dać w podzięce. Musimy jednak przejść z otwartego ogrodu do mojej kryjówki, bo nie chcę, żeby wiedział o tym ktoś inny. Z pewnością ty zostałbyś ukarany, mnie zabraliby lusterko i nóż, a jest to wszystko, co posiadam. Zamknęliby mnie pod kluczem, żeby demon nie spustoszył ich pięknego domu.
I tak odeszli chyłkiem od żółknącej wierzby, klucząc wśród niezliczonych rzędów róż. Przemknęli pod łukiem kwiatów kasztanowca i nagle zamknęła się wokół nich altanka białych płatków, których zapach muskał ich niczym dłonie. Czerwone gałęzie utkały coś w rodzaju niskiego daszka, a na miękkiej, zasłanej liśćmi ziemi było dość miejsca, żeby oboje mogli usiąść.
– Opowiem ci pierwszą historię, którą zdołałam odczytać, ze zmarszczki na lewej powiece.
Chłopiec siedział w bezruchu, wytężając słuch jak zając o jedwabistych uszach, przycupnięty głęboko w lesie.
– Kiedyś daleko stąd żył sobie niespokojny książę, któremu ani bogactwa ojca, ani piękno pałacowych kobiet, ani uciechy sali biesiadnej nie sprawiały radości. Zwał się Leander, po płowym lwie, który hasa po stepach niczym groźny wiatr. Pewnej nocy wyruszył z porośniętych winoroślą murów wielkiego zamku jak jastrząb na łowy, by znaleźć spokój i ukoić smutki gryzące go w piersi…
Opowieść o księciu i gęsi
Książę wymknął się w nocy, cienie okręcały się wokół niego jak śliskie piskorze, jego kroki były czarne i bezdźwięczne na sosnowych igłach. Wędrował przez las, gwiazdy rozlewały się po niebie, jakby pękła jakaś złota tama; wędrował bez szczególnego planu, chcąc tylko jak najdalej odejść od pałacu przed wschodem słońca, zanim psy ojca ruszą jego tropem. Korony drzew tworzyły dach z wielu dachówek nad jego głową, wonną mozaikę na tle błękitnych obłoków. Po raz pierwszy w młodym życiu książę czuł głębokie szczęście opromienione światłem.
Gdy świt podkradł się jak przebiegły złodziej, książę oparł się o pień wielkiego baobabu, przytulając głowę do sękatego drewna. Zjadł na śniadanie ser i suszone mięso, które ukradł z kuchni. Słone mięso smakowało lepiej niż wszystko, czego dotąd kosztował, a po posiłku przespał kilka godzin pod niebem, które rozkwitało kolorami glicynii i lilii.
Wędrując dalej, po niedługim czasie natknął się na prześliczną łąkę. Pośrodku stała chata kryta strzechą, z solidnymi drewnianymi drzwiami, na których jeżyły się mocne mosiężne ćwieki. Komin dymił wesoło, rozsiewając woń szałwii i cedru. Wokół domku kręciło się stado szaropiórych gęsi krążących jak pierzaste chmury, eterycznych i dzikich. Były to piękne ptaki, gęgające i stroszące pióra pod zadartymi okapami z drzewa kamforowego i świeżej słomy.
Młody książę, choć młody i pomysłowy, był niezbyt rozsądny, toteż zabrał z kuchni niewiele jedzenia i tylko parę jabłek z sadu. Założył, że z łatwością się wyżywi, bo cały świat musiał być równie żyzny jak ziemie ojca, wszystkie drzewa pełne podobnych klejnotom owoców, wszystkie zwierzęta potulne i smakowite, wszyscy wieśniacy mili i szczodrzy. W drodze zaczął rozumieć, że może być inaczej, i głośno burczało mu w brzuchu. Postanowił uzupełnić zapasy w sakwie przed podjęciem wędrówki. Gęsi przecież jest wiele, a mieszkańcy tej pięknej chaty, kimkolwiek są, z pewnością nie zauważą zniknięcia jednego z długoszyich ptaków.
Książę od wczesnego dzieciństwa uczył się polowania i podchodzenia zwierzyny, więc umięśnione nogi bezgłośnie wyniosły go z kryjówki. Zakradł się za wielki pług i przypadł w wysokiej letniej trawie, czekając na odpowiednią chwilę, panując nad oddechem i spowalniając bicie serca. Przedpołudniowe słońce mocno grzało go w kark. Włosy spłynęły potem, który skapywał na kołnierz, ale Leander trwał w bezruchu. W końcu jedna gęś odbiła od stada i zajrzała za mielesz pługu, wbijając w niego szeroko otwarte czarne oczy. Były bardzo dziwne, bezkresne i dalekie jak jesienny księżyc, pozbawione źrenic i pełne wyrazu.
Ale książę, szybki jak wilk o lśniącym futrze, uniknął ich spojrzenia. Chwycił za długą szyję i skręcił ptakowi kark – dźwięk nie był głośniejszy niż trzask gałązki pod stopą. Leander podniósł się z zeschniętej trawy i ruszył w kierunku lasu, ale gęsi zauważyły, że brakuje jednej z nich, i wszczęły przeraźliwe larum.
Drzwi się otworzyły i z chaty wypadła przerażająca kobieta, zawierucha siwych włosów i lśnienia ostrza siekiery. Twarz miała szeroką i płaską, pokrytą strasznymi, tajemniczymi znakami; duże czarne tatuaże i blizny cięły jej rysy, wiec niepodobna było powiedzieć, czy kiedyś mogła szczycić się urodą. Nosiła szeroki skórzany pas nabijany srebrem, na biodrach lśniły dwa długie noże. Jej upiorne wycie wstrząsnęło cyprysami i dębami, wibrując w powietrzu jak ostatnie tony strzaskanego fletu.
– Coś ty zrobił? Co uczynił? Ty wstrętny młokosie! Zbóju, demonie! – Znów wrzasnęła głosem wyższym i bardziej przeraźliwym niż skrzeczenie sowy. Zawtórowały jej gęsi, lamentując i zawodząc. Ich krzyk żłobił powietrze i żyzną czerwoną ziemię, dźwięk potworny i obcy, pełen nieludzkiego, bezdennego żalu, rozdzierający uszy jak szpony.
Wreszcie kobieta uciszyła się i tylko z płaczem kręciła dużą głową. Książę stał oszołomiony, bardziej przygnębiony udaremnionym złodziejstwem niż jej gniewem. Była przecież tylko niewiastą, a on pozbawił życia zwyczajnego ptaka. Niemłoda, skurczona wiekiem, nie stanowiła dlań zagrożenia. Książę wiedział, że nie ma się czego obawiać. Trzymał zabitego ptaka za plecami, mając nadzieję, że szeroki tors i ramiona ukryją go przed jej wzrokiem.
– Dopiero co natknąłem się na twój dom, pani. Nie chciałem nikogo urazić. Nieszczęsna kobieta znów krzyknęła i jej oczy koszmarnie zogromniały. Wcześniej nie dostrzegł ich żółtawego odcienia, który teraz był bardzo wyraźny, dziki i chorobliwy.
– Łżesz, łżesz! Uśmierciłeś moją gęś, mojego pięknego ptaka, moje dziecko! Była moja, a ty skręciłeś jej kark! Moje maleństwo, moje dziecko! – Wybuchła gorzkim płaczem.
Książę nie mógł zrozumieć. Wyciągnął martwą gęś zza pleców, by podać starusze.
Miał w garści nie ptaka, lecz piękną dziewczynę, drobną i delikatną jak żuraw stojący w wodzie. Długie czarne warkocze niczym wężowe sploty wiły się wokół jego ręki, bo trzymał ją za włosy. Okrywały ją przejrzyste łachmany, ledwo osłaniając połyskliwą skórę. Smukła, gładka szyja była wprawnie złamana.
Wytatuowana kobieta rzuciła się w jego stronę, wymachując siekierą jak kosą w pszenicy, i książę otworzył rękę, a wówczas ciało dziewczyny ze strasznym łoskotem upadło na trawę. Starucha podbiegła i stanęła jak wryta, dysząc mu w twarz, jej oddech cuchnął zgniłymi śliwkami i ciemnym, tajemnym mchem. Podniosła siekierę i opuściła, obcinając dwa palce lewej ręki księcia, i zlizała mgiełkę krwi ze spękanych ust. Cios był nagły i celny, Leander tylko krzyknął i ścisnął okaleczoną dłoń. Wiedział, że jeśli rzuci się do ucieczki, straci coś więcej niż palec. Obiecał starusze tysiąc tysięcy królestw, skarby stu smoków, paplał przysięgi jak dziecko. Ona jednak nie chciała niczego i powoli przysuwała rękę do jednego z długich noży.
– Zabiłeś moje dziecko, moją jedyną córkę.
Położyła ciężką siekierę na wilgotnej ziemi i z przeciągłym złowieszczym szmerem wysunęła z pochwy jedno długie, jasne ostrze…
***
Dziewczynka umilkła i spojrzała chłopcu w oczy, podobne głębokim moczarom o zachodzie słońca.
– Nie przerywaj! – wykrztusił. – Powiedz mi! Czy zabiła go na miejscu?
– Jest noc. Musisz iść na kolację, a ja muszę urządzić sobie posłanie w konarach cedru. Każde z nas ma swoje sprawy.
Chłopiec westchnął, gorączkowo szukając pretekstu, żeby zostać i poznać dalsze losy rannego księcia. Wymamrotał w pośpiechu:
– Zaczekaj, zaczekaj. Pójdę na kolację, ukradnę dla ciebie trochę jedzenia jak dzielny książę Leander, i wrócę tutaj pod osłoną nocy niczym jastrząb na łowach, i zostanę z tobą, tutaj pod gwiazdami, które są jasne jak pióra żurawia w słońcu. Wtedy dokończysz opowieść. – Patrzył na nią z nadzieją bardziej płomienną niż wszystkie pochodnie płonące teraz we dworze.
Dziewczynka milczała przez chwilę, chyląc głowę niczym świątynna postulantka.
Wreszcie przytaknęła, nie patrząc na niego.
– Zgoda.
W ogrodzie
Gdy ostatnie harfie struny szkarłatu westchnęły w milczącej ciemności zachodu, chłopiec wrócił, niosąc wypchane zawiniątko. Wczołgał się w gąszcz i z dumą uszykował ucztę. Dziewczynka siedziała jak wówczas, kiedy ją zostawił, nieruchoma niczym jeden z cichych posągów w ogrodzie. Jej dziwny spokój odbierał mu odwagę, przerażał go. Nie mógł wytrzymać mrocznego spojrzenia jej migdałowych oczu otoczonych dziwnymi znakami.
Zerknął z zakłopotaniem na parujące jedzenie. Na kwadraciku jedwabiu leżał lśniący pieczony gołąb, duże brzoskwinie i zimne gruszki, pół bochenka chleba maślanego z dżemem, gotowana rzepa i ziemniaki, grudka twardego sera i kilka ocukrzonych fiołków, które capnął z przybrania stołu. Wyjął z kieszeni butelkę jasnego rozcieńczonego wina, wielki łup z wyprawy do kuchni.
Dziewczynka nie zrobiła ruchu, nie tknęła gołębia i gruszek. Krucze włosy opadły jej na twarz, poruszone ciepłym podmuchem, i nagle zapłakała z drżeniem. Chłopiec nie wiedział, gdzie podziać oczy, nie chciał jej zawstydzać patrzeniem na łzy. Wbił wzrok w drżące gałęzie dalekiego cyprysa i czekał. Jakiś czas później szlochanie ucichło i dziewczynka się uspokoiła.
Oczywiście rozumiał, że nigdy w życiu tak dobrze nie jadła, gdyż nigdy nie zaproszono jej na kolację do pałacu – przypuszczał, że żywi się jak żebraczka, owocami i orzechami z ogrodu. Nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego obfitość pokarmu może skłaniać kogoś do płaczu. Ręce miał delikatne, pachnące różanym olejkiem, a jego włosy lśniły. Nie znał niczego poza dworem i jego uwielbieniem dla pięknych młodzieńców. Był jednak dzieckiem o szlachetnym sercu, dlatego nie chciał jej peszyć okazywaniem współczucia.
Dziewczynka bez słowa oderwała skrzydełko gołębia i ostrożnie podniosła mięso do ust. Wyjęła ukryty w fałdach prostej sukienki ozdobny srebrny nożyk i przecięła gruszkę na pół. Gdy podała chłopcu jedną bladozieloną połówkę, zastanowił się mimochodem, skąd ma taki piękny nóż. Z pewnością on nie miał czegoś równie pięknego, a przecież sukienkę, jeśli można to nazwać sukienką, nosiła wyświechtaną i miała brudne paznokcie. Nić wonnego soku spłynęła jej po brodzie i po raz pierwszy dziewczynka się uśmiechnęła, i ten uśmiech był jak wschód księżyca nad górskim strumieniem, jak światło pochwycone przez blade poroże jelenia, jak czysta woda płynąca pod nocnym niebem. Kiedy znów przemówiła, chłopiec pochylił się z przejęciem, odgarniając z czoła gęste ciemne włosy, ugryzł dojrzałą brzoskwinię i wepchnął do ust kawałek sera, odruchowo, nie zauważając smaku. Przymknął oczy. Gdy zaczęła mówić, jej powieki również opadły i pokrywająca je mozaika zdawała się pływać niczym czarne lilie po bladym stawie twarzy.
– Dzika kobieta wyjęła zza pasa długi nóż i trzymała go przez chwilę, niemal żartobliwie, przy gładkiej szyi księcia, gotowa do zabójczego ciosu…
Opowieść o księciu i gęsi, ciąg dalszy
– Daruj mi życie, pani – szepnął Leander. – Błagam. Zostanę tutaj i będę twoim sługą. Zajmę miejsce ptasiej panny i będę ci wierny do końca moich dni. Będę twój. Jestem młody i silny. Proszę.
Nie wiedział, co skłoniło go do wysunięcia takiej propozycji, obowiązującej jak prawo. Ale słowa wyrwały się z niego, jakby kobieta włożyła pięść do jego gardła i sama je wyciągnęła.
Jej oczy płonęły jak chmury obsiane tysiącami ziarenek, z których rodzą się błyskawice. Teraz był w nich jednak błysk kalkulacji. W następnej chwili nóż zniknął spod brody księcia.
– Jeśli nawet się zgodzę, to cię nie ocali – syknęła głosem wielkiej ropuchy śpiewającej o świcie. – Ale opowiem ci o mojej córce i jak zyskała skrzydła. Wtedy może zrozumiesz swoją propozycję i przekonamy się, czy nie wolałbyś śmierci.
Zamilkła. Zamiast rozpocząć opowieść, oderwała z kołnierza długi pas nakrapianego futra i obandażowała mu rękę. Ruchy miała wprawne i znacznie delikatniejsze, niż się spodziewał, niemalże, choć nie całkiem, czułe. Z sakiewki u pasa wyjęła zwiędnięte liście, wśród których rozpoznał wawrzyn i jałowiec. Przyłożyła je do zakrwawionych kikutów. Zaciskając opatrunek, przyjrzała się swojemu dziełu i osądziła, że jest wystarczająco dobre.
– Po pierwsze, nie jestem ślepa. Widzę, że jesteś młody i silny, i nie ma wątpliwości, że mogę wykorzystać twoją młodość i werwę jak źródlaną wodę. Ale nie o to chodzi. Umiesz słuchać? Umiesz się uczyć? Potrafisz zachować milczenie? Ciekawe. Zdaje się, że jesteś zepsutym młokosem, który nie ma uszu.
Książę spuścił głowę skruszony. Głuche tętnienie w okaleczonej ręce ustało. Nic nie mówił, uznając, że milczenie jest najlepszą tarczą, jaką może się przed nią bronić. Starucha usiadła pod wielkim kamieniem i zmięła w sękatych palcach kilka pachnących piżmem liści…
Opowieść wiedźmy
Pochodzę z plemion północy, spośród stepowych kobiet z ich kudłatymi końmi i oblepionymi śniegiem warkoczami. Jestem pewna, że słyszałeś opowieści – byłyśmy potworami, wybrykami natury, i zasłużyłyśmy na to, co w końcu nas spotkało.
Wśród tych nieludzkich potworów ja byłam najbardziej potworna i najbardziej nieludzka. Zwali mnie Nóż. W młodości, gdy moja siła wibrowała niczym napięta cięciwa, jeździłam konno najlepiej ze wszystkich dziewcząt. Miałam wiele naszyjników z jaspisu i wilczych kłów, trzy piękne noże myśliwskie, mocny łuk, który umiałam napiąć w kształt pełni księżyca, kołczan strzał z jastrzębimi piórami i skórę żbika, mojej pierwszej myśliwskiej zdobyczy. Wokół mnie rozciągały się dzikie stepy o barwie miodu, gdzie polowałyśmy na tłuste jelenie i gdzie brykały lśniące, brązowe, pachnące konie, które uwielbiałam. Biegały jak zmarszczki po górskim jeziorze. Biegałam wraz z nimi, jeździłam na nich i spałam przytulona do ich boków.
Byłam szczęśliwa, słońce stało wysoko. Miałam wszystko, czego potrzebowałam.
Moje siostry były starsze ode mnie, moi bracia przebywali daleko, walcząc na granicach naszego kraju. Byłam taka wolna i dzika, że mój śmiech często przypominał warczenie. Pewnego dnia babcia Zgięty Łuk, którą wszyscy nazywali Babcią, ale która naprawdę była moja i miała najbrzydszą twarz, jaką znałam, jak posiekana kora, wezwała mnie do siebie pod nowym księżycem. Powiedziała mi, że znalazła dla mnie mężczyznę, którego mam poślubić. Bardzo kochałam babcię, ale nie chciałam wychodzić za mąż. Byłam silną, szybką klaczą i nie potrzebowałam ogiera, który by mnie spowalniał. Ale słowo babci u nas stanowiło prawo. Potwory, wiesz, nie umieją doceniać subtelności przykazań wyrytych w kamieniu.
I tak, choć byłam bardzo młoda, stanęłam w jej spodniach z pięknej jeleniej skóry, z dumnym żbiczym futrem na ramionach, i wyszłam za mężczyznę, którego mi wybrała. Był smagły, miał bardzo błyszczące oczy, i polowaliśmy razem – z początku tnąc mięso obok siebie, ale z czasem staliśmy się jednym myśliwym, skaczącym na grubokościstego jelenia z błyskającymi bliźniaczymi nożami. Śmialiśmy się, warczeliśmy i znów się śmialiśmy pod niebem, na którym gwiazdy jaśniały jak krople mleka rozpryśnięte po czarnej skórze.
Kiedy nie polowałam z mężem, ścigałam się z siostrami, Cięciną i Kołczanem – wśród nas córki zawsze przychodzą trójkami – ćwiczyłam pieśni naszego plemienia i brzdąkający śpiew naszych łuków, a od babci uczyłyśmy się magii. Splatałam jej srebrne włosy, gdy uczyła nas tajemnych rzeczy – potwornych rzeczy, rzeczy sprzecznych z naturą. Pod Gwiazdą Wężem, Gwiazdą Uzdą i Gwiazdą Nożem, moją imienniczką, babcia pokrywała moją twarz delikatnymi tatuażami i zwała mnie swoją najlepszą dziewczynką, zwała mnie uczennicą i prawdziwą koniarką.
Rośliśmy, polowaliśmy, śmialiśmy się. Ale choć tego nie wiedziałam, słońce opadało coraz niżej na niebie.
Pewnego dnia wojska twojego ojca…
Przestań wytrzeszczać oczy, chłopcze. Sądzisz, że nie wiedziałam, kim jesteś, już w chwili, gdy wszedłeś na moją ziemię?
Pewnego dnia wrzeszczące wojska twojego ojca nadciągnęły z południa jak preriowy pożar. Król chciał zagarnąć nasze tłuste stada i silne konie. Chciał mieć głowy potworów na swojej ścianie. Chciał oczyścić swoje królestwo z odmieńców, z wybryków natury, które wyły, pełzały i przynosiły wstyd cywilizowanemu światu.
Nigdy nie widziałam niczego podobnego do jego żołnierzy. Nosili zbroje jak rybie łuski, na hełmach mieli strzeliste ciemne pióropusze i lśnili niczym tysiąc srebrnych chmur na koniach czarnych niczym demony. Wystrzeliłam w te chmury wszystkie swoje strzały, i wszystkie strzały Cięciwy z lotkami z kruczych piór, gdy jakiś mężczyzna odrąbał jej prawicę. Spod ciemnych, wilgotnych wnętrzności siostry wyciągnęłam jej nóż i próbowałam wbić go w trzewia jednego z chmur, ale nieczęsto używałam ostrzy, niezależnie od mojego imienia, więc pokonał mnie, jeszcze zanim moja ręka zaczęła kreślić łuk.
Był brudnym człowiekiem – a kiedy stworzenie, które spędza noce wciśnięte pomiędzy konie, bez dachu nad głową, zwie ciało brudnym, możesz być pewien, że nie chodzi o smród zwyczajnego brudu. Drapiąc mnie związaną rzemieniami brodą, zawszoną i zakrwawioną, chwycił mnie w talii i wciągnął na koński grzbiet. By zamknąć moje przeklinające usta, trzasnął mnie w twarz opancerzoną pięścią. Rękawica uniosła się przede mną, srebrna i dziwnie piękna, a potem moje czoło pękło i zalało się czerwienią.
Jaki był ze mnie potwór? Nie zdołałam dotrzymać pola nawet jednemu rycerzowi; nie mogłam wbić miecza nawet w jedną kwiczącą świnię. Spojrzałam przez płachtę łez, krwi i lepkiej gliniastej ziemi i zobaczyłam, że mój młody mąż pędzi za nami z wyciem ranionego wilka, a za nim gna twój ojciec z kruczym pióropuszem, na rumaku bojowym. Jeździec w czarnych piórach ciął ogromnym mieczem biedną pierś mojego męża, bez jednej myśli czy wysiłku, jakby łapał muchę palcami. Kawałki kości i krwi frunęły do przodu, mój mąż plunął krwią na trawę i ukląkł jakby w modlitwie, a potem runął twarzą w krwawe błoto.
Próbowałam przestać płakać i przytuliłam policzek do boku obcego konia, szukając pociechy – przynajmniej był to koń, przynajmniej potem i skórą nie różnił się od moich długonogich przyjaciół – szukając węchem dobroci mojej rodziny w tym grubym, potężnym tułowiu.
Ruszyliśmy na południe.
Słońce znikło.
***
Ta pierwsza pięść – pierwsza z wielu – naznaczyła moją twarz, pokryła moje czoło bliznami grubymi jak lina żeglarza. Reszta jednakże jest moim dziełem. Jechaliśmy długi czas. Straciłam rachubę tych dni. Spowijał mnie kwaśny zapach brudnego mężczyzny i przymierającego głodem konia. Brakowało żywności dla rycerzy i kobiet, co dopiero dla tych biednych zwierząt, które powinny być nacierane olejem, kochane i głaskane podczas picia wody.
Po paru dniach Kołczan odebrała sobie życie, skacząc do rzeki; nurt jak tchnienie nocy uniósł ją daleko ode mnie, choć powinnam ją złapać i przytulić jej twarz do mojej. Była najstarsza, jednak ja żyję, a ona jest martwa.
Wiedziałam, zanim przybyliśmy do pałacu, co się ze mną stanie. Nawet potwory nie są głupie. Miałam zostać niewolnicą, przeznaczoną do sprawiania przyjemności twojemu ojcu i jego unurzanym w brudzie żołnierzom. Miałam chodzić ślicznie ubrana i natarta olejami jak ladacznica. Niewola mnie nie trapiła, ucieczka miała być dość prosta. Ale nie chciałam robić nic dla ich przyjemności i nie chciałam być dla nich piękna. Uznali, że tatuaże zrobione przez moją babcię, te piękne ciemne linie wijące się po mojej twarzy, są egzotyczne.
Moja nienawiść płonęła czarnym, wściekłym ogniem. Pewnej nocy, gdy śmierdzący brudem rycerz, który mnie pojmał, zapadł w pijacki sen, wyjęłam sztylet z pochwy u jego pasa. Była to piękna broń, z prostym, czystym ostrzem, które migotało jak woda grobowca Kołczana. Przyłożyłam je do policzków i pociągnęłam dwa razy, trzy razy, na zawsze niszcząc piękno, jakie mogą posiadać potwory.
Oczywiście mężczyźni wpadli we wściekłość, gdy rankiem ujrzeli moją twarz grubo usmarowaną krwią, jakbym włożyła szkarłatną maskę ze skóry. Zabrali mnie z namiotu i zaciągnęli do kolumny niewolników, żałosnych stworzeń przeznaczonych do pracy w kopalniach i kamieniołomach. Naprawdę wierzyłam, że i ja tam trafię, by ciąć skałę i wybierać metal z gór, i nie posiadałam się z radości – co jest łatwiejsze niż ucieczka, gdy wszędzie wokół wznoszą się zapraszające góry? Miałam wrażenie, że jestem w lisiej skórze, pełna nadziei zwycięstwa. Ale się pomyliłam.
Pałac wzniósł się przed nami jak ogier, ciężki i groźny, i ku memu przerażeniu nie wysłano mnie dalej, na usiane złotem wzgórza albo do wapiennych dolin, lecz wciągnięto do środka. W dół, w dół, w dół, w dół tysięcy schodów, przez setki bram powlokły mnie szorstkie ręce i wrzuciły do maleńkiej celi wilgotnej od potu i lat. Ach, pomyślałam wtedy, to moja kara za zniszczenie żołnierskiego łupu.
Wyłam, wrzeszczałam i skrzeczałam jak stado oszalałych sów, darłam włosy i kamienną podłogę, aż poharatane palce przestały mnie słuchać. Leżałam na kamieniach jak dziecko, skulona i płacząca, ucieczka była niemożliwa, miałam przeżyć życie w tym miejscu, sto nocy od śnieżnych, omiatanych wiatrem stepów. Wtedy z ciemności napłynął chichoczący głos, znajomy i szorstko słodki, pocierający mój policzek jak wilcze futro.
– Opadłaś z sił, dziewczyno? – zapytał cicho.
Spojrzałam w mrok, w kąty pomieszczenia, gdzie spodziewałam się zobaczyć stosy kości i starych włosów, i ujrzałam swoją babcię siedzącą ze skrzyżowanymi nogami, ubraną w łachmany i roześmianą.
– Musiałaś się trochę wykrzyczeć, wiem, ale teraz tylko sobie pobłażasz. Czyżbym niczego cię nie nauczyła? – Otworzyła ramiona, suche jak spękana kora, a ja w nie wpadłam. Nie wiem, jak długo mnie tuliła, ile razy umarłam, wróciłam do życia i znowu umarłam. Ale kiedy spojrzałam w jej twarz, z uśmiechem gładziła mnie po włosach. – Nie jest tak źle, kochanie, mogli przecież cię zabić.
– To jest gorsze – burknęłam.
Babcia uderzyła mnie mocno w pokaleczoną twarz. Policzek zabrzmiał jak klaśnięcie w koński bok.
– Nie. Żyjesz. Obie twoje siostry umarły. Litujesz się nad sobą, ty zepsute dziecko? Chyba cię rozpuściłam.
Zraniona, patrzyłam jak nieme zwierzę.
– Sprowadzili mnie tutaj, bo myślą, że mogą mnie złamać albo wykorzystać, albo jedno i drugie – mruknęła. – Jestem przecież wyjątkową niewolnicą. Teraz należę do ich głupiego nadwornego czarodzieja, z kapeluszem i sztuczkami z królikiem. Postanowiłam, że będę z tego rada. Zostawią mnie tutaj na tyle długo, żebym zrozumiała, kto rządzi, a kto nie, po czym postawią przed królem, żeby pokazać, jakim dobrym jestem psem. Będę bliżej niż potrzeba, żeby poderżnąć mu gardło. – Uśmiechnęła się promiennie, pełna radości. – Mamy więc trochę czasu na rozmowy. Powiem ci wszystko, co musisz wiedzieć, żebyś też mogła być szczęśliwa ze swojego losu. – Ściągnęła usta, oglądając moje pokiereszowane policzki. – Dobrze, że oszpeciłaś twarz, bo dzięki temu jesteśmy razem, ale również dlatego, że piękne kobiety rzadko tworzą silne czary.
Słowa babci zbierały się wokół jak sadzawka zimnej wody, kołysząc mnie i chłodząc moją zaczerwienioną skórę. Jej oczy lśniły jak sowie, twarz była spokojna jak księżyc.
– Teraz słuchaj. Zanim nas rozdzielą, muszę ci opowiedzieć historię mojej nauki, żebyś wiedziała, co ja wiem i czego sama byś się nauczyła, i twoje siostry też, gdyby król nie spadł na nas jak kamień rzucony z wysoka. Skoro stało się, jak się stało, musisz wziąć wszystko, co możesz, z moich starych kości.
***
Dziewczynka przerwała opowieść, zaciskając delikatne usta, patrząc w noc oczami cienia i utkanej sieci.
– Przystajesz i ruszasz dalej jak uparty żółw – powiedział chłopiec głucho – zawsze chowasz głowę, gdy chcę usłyszeć więcej. Robisz mi tak na złość?
Dziewczynka uśmiechnęła się blado, jakby chciała przeprosić. Ostrożnie oblizała wargi, ze smutkiem smakując resztki pieczonego gołębia.
– Muszę trochę odpocząć. Prześpijmy się godzinę, potem podejmę opowieść. – Urwała, zarumieniona po korzonki włosów. – Możesz położyć się koło mnie, jeśli chcesz; nocami jest tu zimno.
Zrobiła miejsce w długiej trawie i chłopiec niezdarnie położył się przy niej. Przez długi czas oboje nie mogli zasnąć, sztywni i wylęknieni, jakby jedno nie przespało wszystkich nocy w życiu obok brata lub siostry, a drugie nigdy nie nocowało w ukwieconych altankach i dziuplach drzew. On patrzył na nią, jej włosy poruszały się na wietrze jak rzeczne sitowie, aż wreszcie zasnęła, a wtedy, jakby bezwład jej członków stanowił swego rodzaju przyzwolenie, sam także zapadł w sen.
Ale niedługo później potrząsnął ją za ramię, spragniony jej historii jak żebrak wody na bezkresnej pustyni.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Agenci pilnie poszukiwani

Posted: May 28th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , | No Comments »

Dobra akcja londyńskiej biblioteki – nic tylko brać przykład.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Sławomir Mrożek prezentuje…

Posted: May 14th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , , , | No Comments »

Sławomir Mrożek i jego rysunki w wydaniu on-line! Doskonałe poczucie humoru, spostrzegawczość i błyskotliwość Sławomira Mrożka w zabawnej rysunkowej pigułce. Łamiąc stereotypy bawi i jednocześnie zmusza do refleksji nad światem, który nas otacza.

Zobacz więcej: www.noir.pl/mrozek/

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts