Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Okruchy strachu – Graham Masterton

Posted: June 18th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Mała forma być może bardziej udowadnia talent Mastertona, niż jego długie powieści.

Okruchy strachu to antologia 14 opowiadań, których wspólnym tematem jest strach w najróżniejszych odmianach. Niektóre z nich ukazały się przed laty w zbiorze Świat Grahama Mastertona; dwa zostały specjalnie napisane do nowego wydania książki. Są wśród nich opowiadania nominowane do nagród literackich British Fantasy Award i World Fantasty Award.

14 opowiadań, a ile radości z poświęconego książce czasu – tak może być tylko w wypadku Mastertona. Architekt, który dziwnym trafem zaczyna rysować przypadkowo napotkaną kobietę kończy tragicznie. Upokorzony mąż zmienia płeć, by zemścić się za morderstwo swojej żony. Zdradzany mąż, który w burdelu odkrywa miłość swojego życia – miłość, która może odbywać się (i przeżyć) tylko w jednym domu…

Ciarki przechodzą po plecach, zaczyna ogarniać nas strach (a nie jak sugeruje tytuł tylko jego okruchy). Strach jak najbardziej realny, bo Masterton w swojej krótkiej formie daleki jest o tworzenia maksymalnej fikcji. Wszystkie wydarzenia mogły się wydarzyć i mogły (podobnie do książki) zmienić życie ludzi, którzy ich doświadczyli. Więc niech nie zdziwi cię czytelniku, gdy podobne sytuacje przydarzą się tobie, bo w “istniejących światach równoległych wszystko jest możliwe”.

Czytanie napisanych doskonałym językiem 14 opowiadań pozwala jednak zmierzyć się ze strachami, które tkwią w nas od dawna. Jak dobra psychologiczna terapia doznamy szoku, a zaraz potem ukojenia jeśli chodzi o lęk przed wodą, zamknięciem w trumnie czy też zdradą. Oczywiście nie ze wszystkich fobii da się wyleczyć – niektóre jeszcze bardziej spotęgują nasz strach przed nimi – “takie jest jednak życie”.

Doskonała lektura na letnie leniuchowanie.

Okruchy strachu
Graham Masterton
wydawnictwo Amber
2007

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Dżinn – gorsza twarz Mastertona

Posted: June 17th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , | No Comments »

Poruszając się dalej po twórczości Mastertona tym razem na tapetę wrzuciliśmy starą powieść “Dżinn”.

Słusznie powiedziane jest, iż prawdę często znajduje się w butelkach lecz jeszcze słuszniejsze jest powiedzenie, że ze starych butelek pochodzą stare prawdy (Dialekty Perskie).

Ze starożytnego naczynia uwolniony zostaje arabski demon, dżinn. Czy to za jego sprawą w tajemniczych okolicznościach giną strasznie okaleczeni ludzie? Czy to za jego sprawą ludzie zaczynają zachowywać się inaczej? Graham jak zwykle do ostatniej chwili pozostawia nas w napięciu, jednak w wypadku tej powieści nie jest to thrill porównywalny z “Muzyką zza światów”.

Wszystko jest przewidywalne od początku do końca. Nie mamy mocnego elementu zaskoczenia, wartkiej i skomplikowanej akcji. Jedynie postaci stworzone przez autora dają jako taki komfort czytelnikowi, który zdecyduje się wydać 20 pln na tę książkę.

Wątek dżinna nudnym jest i gdyby ten nie gwałcił jednego pokolenia brzydkich kobiet (taka jest ponoć legenda) i gdyby Masterton nie poświęcił stosunkom więcej czasu (czytaj stron) można by usnąć podczas lektury. Krew leje się gęsto jednak nuda bierze górę i przy kolejnej rzeźni dżinna zaczynamy ostro ziewać.

Zdecydowanie najgorsza powieść Mastertona, jaka kiedykolwiek wpadła w moje macki. Mam nadzieję, że kolejne powieści dadzą mi tego, czego u autora się poszukuje – momentów, chwil, które potem można powspominać opisując jego książkę.

Nie polecam.

Dżinn
Graham Masterton
wydawnictwo Rebis
2006

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Krew Maniotu

Posted: June 15th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Czyli dlaczego Meyer i reszta powinny się uczyć od Mastertona?

W Nowym Jorku szaleje “wampirza” epidemia. Jej ofiary podrzynają gardła innym ludziom, a następnie wypijają ich krew. Ilość morderstw idzie w setki, w mieście wybucha panika. Osoby zakażone wirusem roznoszą go uprawiając seks z kolejnymi osobami, które same stają się nosicielami. Do walki z wampirami staje jasnowidz Harry Erskine, posiadający zdolność nawiązywania kontaktu z duchami. Pomaga mu jego duchowy przewodnik, indiański szaman Śpiewająca Skała, który przed laty stoczył pojedynek z najgroźniejszym z demonów – Misquamacusem. Okazuje się, że Misquamacus powrócił – w nowej postaci. W XIX wieku pewien biznesmen, z zemsty za zamordowanie rodziny przez Indian, sprowadził do Ameryki wampiry z Rumunii, które przetrwały w stanie uśpienia i odrodziły się 11 września 20O1 roku po ataku na World Trade Center…

Masterton – znany mi dotychczas z niebanalnego podejścia do spraw nadprzyrodzonych postanawia zmierzyć się z motywem wampira. Trzeba przyznać, że jako jeden z nielicznych do sprawy podszedł poważnie i nie zszargał “dobrego imienia” władców nocy (jak Meyer i reszta).

U Mastertona wampir jest zły, niebezpieczny i żądny morza krwi. Nie chodzi do szkoły, nie żywi się zwierzęcą krwią czy nie stara się zakochać w pięknej przedstawicielce rodzaju ludzkiego. Jest takim, jaki stworzyły go legendy i każda strona, która opisuje mroczne krypty z ponadprzeciętną ilością trumien wywołuje u czytelnika thrill. O to chodzi.

Autor być może przesadził z twierdzeniem, że wampiryzm przenosi się drogą płciową (chociaż jak zwykle opisy seksualnych uniesień bohaterów stanowią jego mocny atut) jednak patrząc na całość książki można mu takie fpa wybaczyć. Nawet, gdy wampiry Mastertona nie używają zębów do wysysania krwi – a bardziej gustują w ostrych narzędziach i fontannach czerwonego płynu wypływających z tętnic.

Bohaterowie jak zwykle realistyczni, ciekawi – przedstawieni wraz ze swoimi zaletami i wadami. Niemniej posiadający ogromną wiedzę na temat danego zjawiska (tu wampiryzm) dają nam nie tylko fantastyczną literacką ucztę ale także spory kawałek wiedzy na ten temat.

Przyjemnie jest czytać książkę od deski do deski (a tak jest w przypadku Mastertona). Więc nie czekać, tylko kąpać się w krwi Manitou. Najlepsza książka, jaką czytałem ostatnimi czasy.

Krew Maniotu
Graham Masterton
wydawnictwo Albatros
2007

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Aniołowie Chaosu

Posted: May 26th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Przygoda z Mastertonem zaczęła się na dobre – i jak na razie będzie trwać nadal. Tym razem na tapetę trafili “Aniołowie chaosu”.

Tym razem następuje oddech od historii sf plus horror, a wkraczamy w świat intrygi sięgającej początku naszych dziejów. Rzecz idzie o medalion (a właściwie medaliony), które pojawiły się w Babilonie. Inskrypcja na awersach głosi – Dorównać bogom. Rzecz w tym, by im dorównać należy ciągle siać chaos, który utrzymuje ludzi w ciągłej chęci doskonalenia. Medaliony były przekazywane z pokolenia na pokolenie, a kolejni orędownicy pokoju ginęli z rąk chcących dorównać bogom (tytułowe anioły chaosu). Dochodzimy do czasów obecnych, gdzie Noah, niczym nie wyróżniający się kaskader znajduje jeden z medalionów. Potem wszystko leci z górki…

Rytualne morderstwa – podżynanie gardeł (by nie można już siać zwiątpienia) oraz obcinanie jąder (by nie zasiewać ziarna kłamstwa) przybierają na sile, podobnie jak zamachy na orędowników pokoju. Dochodzimy do finału (dość zaskakującego) gdzie trup sieje się gęsto, prezydent USA ucieka przed zamachem a zemsta zostaje spełniona.

Widać, że Masterton ma także talent do kreacji misternej intrygi sensacyjno kryminalnej, gdzie nie znajdziemy bazyliszków, strzyg czy innego gatunku upiora. Mimo, że fakty (niektóre) są mocno naciągane ;) książka pod tym względem może się podobać.

As usuall polski naród zainteresuje (i zainteresował) wątek Władysława Sikorskiego i związków Aniołów Chaosu z jego śmiercią na Gibraltarze. Wielu twierdzi, że jest on literacko naciągnięty i kłamliwy – ale co z tego? liczy się dobra zabawa i promocja naszego narodu za granicą – co zresztą Masterton robi lepiej niż sztab PR chcących Polskę wypromować.

Doskonały przykład nowych możliwości poznawanego przeze mnie autora. Mam nadzieję, że kolejne jego książki również mnie nie zawiodą.

Aniołowie chaosu
Graham Masterton
wyd. Rebis
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Czerwona maska

Posted: May 23rd, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Czyli majstersztyk w łączeniu thrillera oraz dobrej jakości horroru w jednej książce.

W windzie jednego z budynków w Cincinnati dochodzi do krwawego mordu. Młody mężczyzna zostaje zadźgany rzeźnickim nożem, a znajdująca się z nim w windzie kobieta jest poważnie ranna. Na podstawie jej zeznań, Molly, policyjna rysowniczka, sporządza portret pamięciowy mordercy. Czerwona Maska, bo taki pseudonim nadają mordercy policja i media, dopuszcza się kolejnych zbrodni i grozi, że całe miasto spłynie krwią. Sissy Sawyer – teściowa Molly, potrafi przewidywać przyszłość i ma zdolności parapsychiczne. Dzięki jej współpracy możliwe będzie zastawienie pułapki na psychopatę. Zanim jednak do tego dojdzie, wydarzy się wiele złego, a to, co niemożliwe, będzie musiało stać się możliwe…

Masterton stał się moim ulubionym pisarzem już po lekturze “Drapieżców”. Widzę jednak, że z każdą kolejną książką objawiają się jego nowe talenty do tworzenia historii, które już od początku nie są nudnawe i słabo napisane.

Od początku zaczyna się ostro. Magia i ezoteryka mieszają się z tajemniczym amuletem, który ma długą historię (w tym samego Van Gogha) i niesamowitą moc (obrazy ożywają). Czerwona maska sieje zniszczenie a prorocze sny jednej z bohaterek przybierają na sile, by w kulminacyjnym momencie rozwiązać zagadkę. Dochodzi do tego ożywianie zmarłych mężów oraz mocna zagadka kryminalna (której nie powstydził by się sam Krajewski). Finał – jak zwykle u Mastertona spokojny i … zwiastujący kolejną książkę (a może część?) tej opowieści.

Doskonała narracja (dzięku idealnemu tłumaczeniu) sprawia, że potok słów, zdarzeń i dialogów nie zalewa nas falą niezrozumiałą. Wręcz przeciwnie – możemy sobie pozwolić na chwilę oddechu, dzięki któremu ujrzymy cały talent autora – mistrza pomieszanych gatunków.

Nie każdemu udaje się w tak doskonały sposób wychodzić z trudnej sztuki – dwa w jednym. Masterton “Czerwoną maską’ udowadnia, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Polecam i zasiadam do kolejnej jego książki – “Aniołowie Chaosu” – z pewnością będzie się działo.

“Czerwona maska”
Graham Masterton
wydawnictwo Rebis
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Bazyliszek

Posted: May 20th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , | No Comments »

Myślałem, że od czasów podstawówki i czytaniu paru legend bazyliszek nie pojawi się na mojej czytelniczej drodze. Na szczęście Graham Masterton postarał się o wskrzeszenie zainteresowania tym stworem całą powieść o potworze, który był postrachem Krakowa.

Według podań bazyliszek rodzi się raz na 100 lat z jaja złożonego przez koguta (inne podania mówią o wężu). Stwór cuchnie siarką i broni się kłami oraz swoim spojrzeniem. W powieści Mastertona jest trochę inaczej. Profesor Nathan Underhill, próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi i zastosowaniem ich w leczeniu wielu chorób, wobec których medycyna była dotychczas bezradna. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem mitycznej istoty – bazyliszka. On jednak korzysta w swej pracy z alchemii i czarnej magii. Koniec końców jego wysiłki zostają nagrodzone w postaci prawie idealnego stwora.

Od tego momentu akcja staje się szybka i nie do końca możemy przewidzieć, co będzie się działo. Apokalipsa i śmierć wszystkich ludzi? Bazyliszek przejmuje władzę nad światem? Na szczęście nic z tych rzeczy – Underhill za wszelką cenę chce zniszczyć dzieło Zaubera i pomóc żonie, która od spojrzenia bazyliszka zapadła w śpiączkę.

Przenosimy się do Krakowa (jak ja kocham te rodzinne klimaty ;) ) i poznajemy genezę powstania stwora w XX wieku. Masterton dokładnie – bez koloryzowania (ale i bez przekłamań) opisuje polską rzeczywistość i z tego powodu należy mu się szacunek.

Szacunek również dla wnikliwego opracowania tematu nie tylko bazyliszków, ale również gryfów czy innych stworzeń, które pojawiają się na kartach książki. Doskonale przytoczone źródła (szczególnie kroniki Kadłubka) robią wrażenie – Masterton wykonał kawał dobrej roboty przy powieści, która przecież nie do końca ma być do bólu rzeczywista.

Jak zwykle doskonała narracja i niesamowity epilog ;) daje nam doskonałą lekturę na letnie wieczory. Zastanawiam się tylko (i obawiam) by legendy o gryfach, bazyliszkach i innych stworach pozostały tylko legendą (nawet gdyby miały ratować ludzkie życie). Tak będzie lepiej i przyjemniej dla nas wszystkich.

PS> Radzę także przeczytać to, jeśli mówimy już o Mastertonie.

Bazyliszek
Graham Masterton
Wydawnictwo: Rebis , Styczeń 2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Graham Masterton podczas Dni Fantastyki 2009

Posted: May 19th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , | 1 Comment »

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Drapieżcy

Posted: April 23rd, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , | No Comments »

Czyli przypadkowo rozpocząłem drogę ku przeczytaniu całej twórczości Mastertona.

Akcja powieści nie jest skomplikowana … do czasu. Posłużmy się opisem z obwoluty książki.

Fortyfoot House – zaniedbany wiktoriański sierociniec na wyspie Wight – kryje w sobie mroczną tajemnicę. Przed ponad stu laty zmarli tam w niewyjaśnionych okolicznościach wszyscy wychowankowie – sześćdziesięcioro dzieci. Okoliczni mieszkańcy nadal unikają rozmów na temat zabytkowego domostwa i omijają go z daleka. Coś podstępnego i przerażającego czai się w jego wnętrzu. David Williams, wychowujący samotnie siedmioletniego syna, podejmuje się dokonać remontu tajemniczego budynku. Wraz z nimi do domu wprowadza się piękna, młoda dziewczyna. W Fortyfoot House ma miejsce seria niezwykłych i zarazem tragicznych wydarzeń. Zbyt późno David odkrywa sekrety sumeryjskich bram czasu i prastarej cywilizacji, która panowała na Ziemi przed nastaniem człowieka i która chce z powrotem zająć jego miejsce…

Mamy w książce wszystko, czego należy wymagać od horroru. Ciągłe napięcie, które stopniowane wybucha w finale opowieści. Stwory, strzygi i upiory również robią wrażenie (choć Jenkins w miarę postępu akcji traci swój przerażający image zamieniając się bardziej złego Quasimodo). Stary dom, który zapewne do dziś straszy i niszczy każdego, kto zechce w nim zamieszkać. Dodajmy do tego młodą i podatną na opętania studentkę biologii – robi się bardzo ciekawie.

Masterton nie wie zapewne co to nuda – podczas lektury nie mamy możliwości się nudzić. Podróże w czasie okraszone dużą dawką adrenaliny, nachodzące na siebie światy równoległe oraz czarownica mająca powić świętą trójcę, która zniszczy świat – to wszystko działa na wyobraźnię. Nigdy już samemu nie zechcecie zostać w domku ze strychem – oj nie…

Na minus tej drapieżnej opowieści – zbyt wiele wątków sf, które na całe szczęście nie są rozwijane w sposób uniemożliwiający delektowanie się najwyższej klasy horrorem.

Odrzucam na razie przewidywalnego Kinga wkraczając w świat Mastertona – terra incognita horroru. Z pewnością nie będzie nudy – czego i wam życzę – nie tylko przy lekturze “Drapieżców”.

“Drapieżcy”
Graham Masterton
wydawnictwo Albatros
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts