Posted: June 5th, 2010 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: grasshopper, kochanowo i okolice, przemek jurek, recenzja, rewiev | No Comments »
“Ranczo” wywołało powtórne zainteresowanie gminami, w których dzieją się niekiedy rzeczy lepsze niż w dużych metropoliach. Przemek Jurek dokłada przezabawną cegiełkę do tego “strasznego” obrazu.

Gdzieś w Polsce amatorski deathmetalowy zespół Exterminator gra ku chwale swoich ideałów. Bez pieniędzy i perspektyw na przyszłość robią to, co lubią. Niestety, nie samą pasją żyje człowiek, więc czasem potrzebne są i pieniądze. Okazją ku temu jest propozycja, by grać support przed zespołem Kombii. Marcyś – mistrz zamieszania – przyjmuje propozycję wójta wikłając się w szereg zabawnych sytuacji. Począwszy od zmiany repertuaru po kampanię wyborczą i na innych sprawach kończąc. Co z tego wyniknie?
Przemek Jurek , znany czytelnikom „Przekroju” jako twórca „Kinoteatrzyku Przemka Jurka”, nie ma sentymentu do polskiej wsi. Spokój i idylla jest mu obca – w polskiej wsi dzieje się więcej niż przypuszczamy. Jest więc “wielka” polityka, “ogromne” talenty i mnóstwo zmarnowanych szans.
Jest wójt, który wszystkich chce mieć w garści, jak i ludzie, dla których liczy się posłuch garstki mieszkańców. Można wysnuć (trafny zresztą wniosek), że wydarzenia ze stolicy są następstwem tego, że wybieramy do sejmu i senatu takich właśnie, jak bohaterowie “Kochanowa i okolic”.
Spora dawka humoru słownego i sytuacyjnego dopełnia dzieła pokazania polskiej wsi takiej, jaka jest naprawdę. I mimo reform i unijnych pieniędzy się nie zmieni. A może to i dobrze?
“Kochanowo i okolice”
Przemek Jurek
Grasshopper
2010
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: June 5th, 2010 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: babska misja, grasshopper, książka, Małgorzaty J. Kursy, recenzja, rewiev | No Comments »
Małgorzata Kursa nie tworzy głupawej opowieści z rozlewiskiem w tle. Miłość wplata w ciekawą kryminalną opowieść, która trzyma czytelnika w napięciu do samego końca.

Lokalna redakcja, w której głównym newsem jest kolejna sesja rady miasta czy problemy burmistrza nagle zamienia się w centrum wydarzeń. Najpierw ktoś włamuje się do jej siedziby, potem policja znajduje zwłoki na osiedlu domków jednorodzinnych. Kto zabił? Zagadkę postanawiają rozwiązać dwie przyjaciółki od serca – Monika i Lukrecja.
Jak zwykle w przypadku, gdy do takich zadań stają kobiety robi się niezwykle ciekawie. Już panna Marple narobiła zamieszania w świecie detektywów. Starsza pani zadawała niedyskretne pytania i wściubiała nos w sprawy, które winna omijać z daleka. To jednak dzięki temu do dziś czyta się opowieści o jej przygodach z zapartym tchem. Podobnie jest w wypadku “Babskiej misji”.
Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Obserwujemy więc, jak detektywki szukają śladów zbrodni i zbrodniarza. Z uporem maniaka starają się wyprzedzić policję, która, mówiąc kulturalnie, działa opieszale. W ogóle policją nie ma się co przejmować. Ona musi być i basta. Daje jednak naszym bohaterkom obiekt zainteresowań w postaci Łukasza Szczęsnego, który jest obiektem westchnień tabunu kobiet.
Małgorzata J. Kursa pisze wesoło i nienudnawo. Umiejętnie łączy miłosne intrygi z kryminalną zagadką. Tworzy też finał, który nie razi banałem.
Kolejne udana książka wydana przez wydawnictwo Grasshopper.
“Babska misja”
Małgorzata J. Kursa
Grasshopper
2010
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: April 29th, 2010 | Author: admin | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: grasshopper, jurek, kochanowo i okolice, książka, książki, przemek, wydawnictwo | No Comments »
Gdzieś daleko w Kochanowie amatorski deathmetalowy zespół Exterminator dostaje propozycję zagrania na dożynkach powiatowych w roli supportu zespołu Kombii. Stawką jest stypendium dla utalentowanych mieszkańców gminy.
Główny bohater – Marcyś – fan starego Kombi, początkowo niechętny chałturze, za namową żony decyduje się stawić czoła wyzwaniu, co wywołuje lawinę kompromitujących sytuacji. Hojny mecenas, wójt, prowadzący przedwyborczą kampanię, wystawia zespół do występów na wiejskich festynach, sugerując zmianę repertuaru. Muzycy stają się lokalnymi gwiazdami, doczekują się naśladowców i fan clubu. Trzymani w szachu przez wójta i własne, niespodziewanie odrodzone ambicje, za wszelką cenę starają się zachować twarz.
Czy uda im się ocalić resztki godności i wrócić na drogę mocnego brzmienia?
Przemek Jurek , znany czytelnikom „Przekroju” jako twórca „Kinoteatrzyku Przemka Jurka”, otrzymał nagrodę w drugiej edycji konkursu „Komediopisanie”, przeprowadzonego przez Teatr Powszechny w Łodzi, za autorską adaptację sceniczną książki pt. Kochanowo i okolice – swojego debiutu literackiego. Kochanowo i okolice ukaże się jeszcze w tym roku w formie powieściowej, nakładem wydawnictwa Grasshopper.
Przeczytaj fragment:
Impreza odbywała się na boisku „Orkana” Kołczów, tuż obok kościoła i krok od miejscowej podstawówki. Grałem tu ze dwa razy jako pomocnik kochanowskich „Orląt”. Nic się nie zmieniło. Boisko było tak samo nierówne jak wtedy. Ale mieli przynajmniej plastikowe krzesełka na trybunach i elegancko odmalowaną szatnię w niewielkim, ceglanym baraku, która podczas przeglądu miała pełnić funkcję garderoby i zaplecza dla muzyków.
Rozklekotanym dostawczakiem ojca Jaromira wtarabaniliśmy się na teren stadionu grubo po planowanym czasie rozpoczęcia koncertu, bo zapakowanie wszystkich naszych maneli, zwłaszcza zestawu Jaromira, zajęło nam prawie pół dnia. Nasze rodziny miały dojechać wieczorem.
Mieliśmy nadzieję, że jak zwykle w takich przypadkach, wszystko i tak się opóźni. Niestety – przeliczyliśmy się. Wyglądało na to, że przegląd zaczął się punktualnie o 17.00. Pod niedużą, niezadaszoną sceną tłoczyła się już młodzież, a starsi stali z tyłu i na całe to zamieszanie patrzyli z zaciekawieniem i wyraźną nieśmiałością. Lipcowe słoneczne sobotnie popołudnie zachęciło jednak autochtonów do masowego uczestnictwa w nietypowej dla nich imprezie. Przyszły tu całe rodziny z dziećmi. Pod jedną z bramek stało kilka namiotów z dystrybutorami piwa. Była też cukrowa wata i kiełbaski z grilla. Funkcję ochroniarzy pełnili umundurowani strażacy z OSP Kołczów, którzy leniwie przechadzali się wśród zebranych.
Rock and roll na całego.
Z miejsca straciłem nadzieję na życzliwe przyjęcie naszego występu. Zwłaszcza że na scenie występowała jakaś małolata, nieudolnie wykonująca przeboje Sistars pod akompaniament pojedynczego syntezatora, na którym grał jakiś starszy facet w okularach. Młodzi kołczowianie byli jednak zachwyceni. Kiedy skończyła wymęczoną „Sutrę”, rozległy się ekstatyczne oklaski.
– O Jezu – jęknął Makar. – Przecież to miały być rockowe kapele…
– Powiedz to swojemu kumplowi Wirskiemu – wycedziłem.
– To wszystko zależy od tego, jak zdefiniować rocka – powiedział ubawiony Jaromir.
Podeszliśmy do akustyka, który kręcił gałkami miksera jakieś dwadzieścia metrów od sceny.
– Cześć, jesteśmy z Kochanowa. Exterminator – przedstawiłem kapelę.
– O, super! – powiedział akustyk. – Możecie ustawić instrumenty za sceną. Wchodzicie około 20.00. Na razie sobie popatrzcie. Piwo macie za darmo. Po puszce na głowę.
– Dzięki. A kto to jest? – spytałem, wskazując na estradę.
– E, taki tam występ na rozgrzewkę. Ta mała to Marysia Witkowska z Kobylewa.
– Ta, co w zeszłym roku miała stypendium?
– Dokładnie.
No, to się dziewczyna rozwinęła. Wirski wspominał, że zaczynała od występów w przykościelnym chórze – a teraz… No, no… Takie stypendium to jednak dobra rzecz.
– A co będzie potem? – zapytałem z niepokojem.
Akustyk zerknął na rozpiskę.
– Rytm z Barda, Atut z Bystrzycy, Pięć Nutek z Kłodzka i Alfabet Morse’a z Ząbkowic.
O, w twarz. Te nazwy nie wróżyły niczego dobrego.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: April 8th, 2010 | Author: admin | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: grasshopper, książka, książki, milosc czy sport, ryszard makowski, wydawnictwo | No Comments »
Ryszard Makowski analizuje dogłębnie Ryśka, którego bliżej poznamy czytając “Miłość czy sport” oraz “Miłość czy pieniądze”.

Czy zna pan kobiety, które znają się na sporcie w sposób uprawniający je do pełnienia funkcji kierownika działu sportowego?
Nie znam. To znaczy oczywiście kobieta mogłaby spokojnie być kierownikiem działu sportowego gazety, rozgłośni czy stacji telewizyjnej, ale nie słyszałem o takim przypadku. Przyjęło się, że to raczej mężczyźni prowadzą ten dział. Dlaczego nie wiem? Wiele kobiet pracuje w redakcjach sportowych i robią to znakomicie. Widać siła przyzwyczajenia. Być może moja powieść „Miłość czy sport”, okaże się romansem futurystycznym.
Nie wykluczam, że gdzieś kobieta jest szefową. Moja niewiedza na ten temat nie może być poglądem obowiązującym.
Skąd pomysł na opowieść o losach pewnego Ryśka – życie czy wyobraźnia?
Życie z wyobraźnią na przemian. Przyjaźnię się od lat z Jankiem Zabieglikiem, który miał jedną posadę przez całe życie – był redaktorem sportowym „Życia Warszawy”. Był, bo odszedł na emeryturę. Dzięki tej znajomości przez wiele lat obserwowałem prace redakcji sportowej.
Środowisko dziennikarzy sportowych poznałem też jeżdżąc na turnieje tenisowe do Sopotu. Tam nawet miałem status dziennikarza i spędzałem sporo czasu w biurze prasowym. Pisywałem także do gazet sportowych – „Barwy sportu”, „Gem, set, mecz”, a przez ponad sześć lat w „Życiu Warszawy” zamieszczałem co tydzień wierszowany komentarz sportowy. Z tym, że moja opowieść jest całkowitą fikcją i postacie łącznie z głównym bohaterem są stworzone dla potrzeb narracji.
Pomimo wielu perypetii i kłopotów Rysiek i tak wychodzi obronną ręką z kłopotów? Z czego to wynika?
To wynika z tego, że lubię swojego bohatera. Poza tym książka z założenia ma być pogodna. Sposób patrzenie Ryśka na świat jest zbliżony do mojego własnego, a ja zawsze się staram z kłopotów jakoś wybrnąć, co z pomocą Opatrzności na razie mi się udaje. A są nawet bonusy od losu jak możliwość wydawania książek w wydawnictwie „Grasshopper”. Nie jest jakaś moja próba „przypunktowania”, tylko autentycznie miło się kooperuje.
Zna pan takich dziennikarzy? Jak ocenia pan ten zawód, który przedstawia pan w krzywym zwierciadle?
Tak jak napisałem powyżej znam wielu redaktorów, ale moje postacie są fikcyjne. Zawód dziennikarza sportowego może być bardzo fajnym zajęciem. To zależy gdzie się pracuje. Jeśli jest się w dobrej stacji telewizyjnej można zjechać kawał świata i brać udział w najważniejszych imprezach naszej cywilizacji. Igrzyska Olimpijskie czy Mistrzostwa Świata w piłce nożnej elektryzują cały glob. Mój nauczyciel WF –u ze szkoły średniej Włodek Szaranowicz jest przykładem osoby, która odniosła sukces w tej profesji. Poza tym są dziennikarze sportowi, którzy przechodzą do legendy. Bohdan Tomaszewski, Jan Ciszewski a ostatnio Tomasz Zimoch.
Czy doczekamy się opowieści o kolejnych – pewnie niemniej ciekawych losach Ryśka wykreowanego przez pana pióro?
Moja opowieść składa się w zamierzeniu z trzech części – „Miłość czy sport”, „Miłość czy pieniądze” i ”Miłość czy ślub”. Pierwsza się ukazała, druga się ukazuje, a trzecią mam zamiar napisać. Przed tą trzecią mam największa tremę, ale jakoś to będzie, o ile małżeństwo można uznać happy endem. Nie wykluczam jednak i dalszych części.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: April 6th, 2010 | Author: admin | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: grasshopper, kazimierz kyrcz, książka, robert cichowlas, rozmowa, wywiad | No Comments »
Robert Cichowlas opowiada dobrze skrojonych horrorach.

Dlaczego właśnie horror a nie inny gatunek wybrał Pan sobie do obrabiania?
Od najmłodszych lat uwielbiam odczuwać ten tak zwany bezpieczny strach, jaki przywołują horrory. Poza tym interesuje mnie parapsychologia i demonologia. W efekcie mogę pisać o tym, co naprawdę lubię, a to przecież największa frajda.
Skąd pomysł na „Koszmar na miarę” – książkę, która ukaże się nakładem wydawnictwa Grasshopper?
Przez dość długi czas pracowałem w salonie z ekskluzywną odzieżą i pewnego razu pomyślałem sobie, że fajnie byłoby napisać horror w podobnych klimatach. Wiesz, centrum handlowe, rąbnięty kierownik, opustoszały salon nocą… jakiś stwór czyhający w magazynku na wieszaki… Zacząłem pisać tę powieść, a potem opowiedziałem o niej Kazkowi i zaproponowałem, aby przyłączył się do zabawy. Chyba zainteresowałem go swoimi opowieściami, bo ostatecznie powstała książka, z której obaj jesteśmy bardzo zadowoleni. To rasowy horror – wiele się dzieje od pierwszych stron, intryga daje po oczach, leje się krew, odpadają głowy, a na naszych bohaterów polują jaszczuropodobne bestie, przypominające warany z Komodo!
Nie boi się Pan, że właściciel pewnej galerii będzie ciągał was po sądach?
Nie rozumiem dlaczego miałby to robić. Za to, że umieściliśmy część akcji powieści w Starym Browarze? A to nie wiedzieliśmy, że to jest karalne. Czy gdybyśmy zmienili Browar na Plazę, byłoby lepiej? Cholera, muszę zadzwonić do redaktorki…
Jakich nawiązań do wielkich dzieł gatunku możemy się spodziewać sięgając po zgrabnie uszyty koszmar?
Są pewne nawiązania, choć wraz z Kazkiem jesteśmy indywidualistami jeśli chodzi o pisanie i ani nie wzorujemy się na nikim, ani nie staramy, aby nas wkładano do szuflady z innymi autorami horroru. „Koszmar na miarę” jednak bliski jest stylistyką starym horrororm Grahama Mastertona, na których obaj się wychowaliśmy i którego twórczość cenimy. Nasza powieść jest takim słowem „dziękujemy”, swoistym hołdem dla tego twórcy.
Z Kazimierzem Kyrczem tworzycie doskonały duet. Rzadko zdarza się, by wydać więcej jak jedną książkę wspólnie. Jaka jest recepta na sukces?
Recepta jest jedna – potrafić osiągać kompromis. Ani Kazek ani ja nie lubimy się kłócić, a sytuacje stresujące staramy jak najszybciej likwidować. Gdy obmyślamy plan na opowiadanie czy powieść jesteśmy tak samo zaangażowani, tak samo zdeterminowani i dążymy do identycznej pionty, która brzmi – to ma być najlepsza rzecz jaką do tej pory napisaliśmy. Zanim zaczynamy pisać, wiemy już jak dany kawałek będzie wyglądał, co pozwala nam podczas tworzenia nie zaprzątać sobie głowy zastanawianiem się nad fabułą. Możemy za to mieszać style, kombinować nad portretami psychologicznymi bohaterów, ozdabiać pewne rzeczy. Po prostu działamy według schematu, który odpowiada nam obu.
Wraz z Kyrczem prowadzicie bloga. Czy obecność w internecie jest teraz nieodłączną częścią współczesnej działalności pisarskiej?
Za ten blog to będziemy się musieli na poważnie zabrać, bo jak na razie jest jakiś taki goły i bezjajowy. Pierwszy krok – mamy nadzieję, że skuteczny – już zrobiliśmy, ogłaszając konkurs na najlepszy groteskowy dowcip. Do wygrania są egzemplarze „Koszmaru na miarę” (Ilość odsłon nam podskoczyła, dobry omen!) (śmiech). A tak bardziej na serio – zarówno Kazek jak i ja prowadzimy również swoje autorskie blogi. Nie wiem jak mój współpiszca, ale ja lubię odczuwać swoistą presję i zobowiązania wobec odwiedzających moją stronę. Wiesz, co jakiś czas trzeba jednak coś napisać, poinformować o jakimś fajnym wydarzeniu. A żeby to robić, trzeba mieć o czym gadać. To mobilizujące do działania. Nie przepadam za spotkaniami ‘live’, a na blogu mogę sobie pogadać z sympatycznymi ludźmi, powymieniać się uwagami na ten czy inny temat. Poza tym Internet to dobra forma promocji. Coraz bardziej popularna i skuteczna.
Kiedy następna książka – może tym razem nie w duecie?
W duecie. Z Kazkiem mamy kilka planów wydawniczych, ale póki co poczekamy chwilę z opowiadaniem o nich. W ostatnim roku wydaliśmy trzy książki, nie chcemy, aby już mówiło się o kolejnych – bo zamieszamy Czytelnikowi w głowie (śmiech). Na koniec roku planujemy jednak opublikować powieść, która znowu podniesie Wam ciśnienie i kłaki na biodrach.
Robert Cichowlas bio:
Urodził się w 1982 roku w Poznaniu, gdzie ukończył kulturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Pisze, odkąd sięga pamięcią, koncentrując się głównie na opowiadaniach horroru.
Jest redaktorem portalu literackiego Fabrica Librorum, twórcą oficjalnego polskiego bloga poświęconego brytyjskiemu pisarzowi Grahamowi Mastertonowi, a od czasu do czasu także agentem literackim. Współpracuje z Domem Wydawniczym Rebis i dwutygodnikiem Grabarz Polski.Publikuje w prasie („Czachopismo”, „Science Fiction”, „Fantasy i Horror”, „Magazyn Fantastyczny”…), w Internecie (Horror Online, Carpe Noctem, Nowa Gildia, Pinezka…) oraz w antologiach. W marcu 2009 ukazał się zbiór opowiadań grozy Sępy, który napisał z Jackiem M. Rostockim. W 2008 roku podjął współpracę z innym autorem horrorów Kazimierzem Kyrczem Jr, czego efektem jest antologia Twarze szatana. W przygotowaniu znajdują się kolejne książki. W 2008 roku na podstawie jego opowiadania Jestem głodny został nakręcony film krótkometrażowy w reżyserii Patryka Jurka. Obraz otrzymał wyróżnienie na Festiwalu Filmowym „Drzwi” w Gliwicach.
Oficjalna strona autora: http://www.rcichowlas.blogspot.com/
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: April 6th, 2010 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: grasshopper, książka, milosc czy pieniadze, milosc czy sport, recenzja, ryszard makowski | No Comments »
Ryszard Makowski nie daje sobie dmuchać w kaszę. Po pierwszej, dobrze przyjętej książce, “Miłość czy sport”, podejmuje temat dalszych losów Ryśka.

Tym razem nasz sportowy dziennikarz traci przez swoją niefrasobliwość pracę. Ot, dwie setki, ktoś kabluje i Rysiek ląduje na bruku. Malwina – przełożona zostanie wkrótce jego narzeczoną, a potem żoną więc potrzebna jest praca. Rysiek dostał jednak dyscyplinarkę i o pracę jest trudno. Szuka dzwoniąc po “kolegach”, myśli o pracy w “Pod Kogutem”.
Poszukiwanie pracy Makowski zilustrował lekko i pysznie. W ogóle sposób prowadzenia narracji na wzór dziennika Ryśka oraz językowy humor daje dodatkowe efekty. Jego jajcarskie podejście do życia przysparza mu sporo problemów – a nam kolejnych zdarzeń przyczyniających się do dobrej zabawy.
Dawka dobrego humoru jest ponadprzeciętna. Nawet pogrzeb kolegi z pracy nie należy do wydarzeń smutnych. Ryszard Makowski widzi we wszystkim dawkę pozytywnych emocji. Jego opisy świata showbiznesu, dziennikarstwa (sportowego i brukowego) oraz stolycy zapadają na długo w pamięć.
Warto zainwestować każde pieniądze w tą publikację, która podnosi poziom dobrego humoru
Ryszard Makowski
Miłość czy pieniądze
Grasshopper
2010
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: March 19th, 2010 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: grasshopper, horror, kazimierz kyrcz jr, koszmar na miare, recenzja, robert cihcowlas, wydawnictwo | No Comments »
Armani, Hugo Boss i parę innych marek może przyprawić nas o zawrót głowy nie tylko ceną. Dlaczego? Wyjaśnia niezrównany duet Kyrcz i Cichowlas w “Koszmarze na miarę”.

Rzecz straszna dzieje się w Starym Browarze w Poznaniu. I nie chodzi o panią Kulczyk ani inne osoby, które występują w rzeczywistości. Ot, w jednym z salonów z markowych garniturów (i nie tylko) zaczyna cieknąć krew. Wróć – krew leje się strumieniami. Pracownicy są przerażeni, szef salonu zachowuje się jakby nic się nie stało. Na dodatek najpierw umiera klient, który pierwszy zwrócił uwagę na nietypowy problem. Potem zaś dance macabre dosięga poszczególnych pracowników. Prawda jest przerażająca…
Kyrcz i Cichowlas “Siedliskiem” zaakcentowali, że mają coś ciekawego do powiedzenia. “Koszmar na miarę” potwierdza tylko ich wysoką formę.
Uszyli koszmar na miarę naszych czasów. Swojskie widoki poznańskiego browaru, “nieistniejący” salon z zachodnimi markami i bogu ducha winni studenci tworzą mieszankę godną słowa: groza. Horror to określenie zbyt wysokie – niemniej jednak jest się czego bać.
Demony, demonologia przewijają się na kartach książki. I znów autorzy, podobnie jak Masterton, doskonale oddają klimat takich zjawisk nadprzyrodzonych. Trzeba także wspomnieć o jednym (ale jakim!) opisie erotycznych uniesień, którego finał należy do najbardziej ohydnych w historii polskiej literatury grozy. Chłopaki, Masterton byłby z Was dumny!
Dobrze napisane cacuszko.
“Koszmar na miarę”
Kyrcz&Cichowlas
Grasshopper
2010
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: March 5th, 2010 | Author: admin | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: dwa jabłka, grasshopper, kaatrzyna szafraniec, książka, książki | 1 Comment »
“Dwa jabłka” to prawdziwa historia o poszukiwaniu miłości ale również o … internecie. Autorka – Katarzyna Szafraniec przedstawia swój kobiecy punkt widzenia na te sprawy.

Kobiety rzeczywiście są z Wenus, a mężczyźni z Marsa?
Chyba bliskie relacje sprawiają, że czasem sami wystrzeliwujemy się na te odległe planety. Ale na pewno istnieje niewidzialna gumka, którą się i tak z tych planet przyciągamy, bo zbyt za sobą tęsknimy. Ale potrzebujemy tych planet, by czasem kobiety mogły uciec w świat kobiet, a mężczyźni w ich świat.
Jaka jest Katarzyna z pani najnowszej powieści „Dwa jabłka”?
Teoretycznie przedsiębiorcza, ale bywa zagubiona i nieporadna jak małe dziecko. Tęskni, marzy, ucieka, wikła się w dziwne relacje damsko męskie. Ulega słabościom piwno papierosowym. Zaniedbuje prace, siebie, a potem zrywa się i znowu atakuje rzeczywistość. Chyba jest zwykła, jak my wszystkie.
Ile w bohaterce jest pani doświadczenia – wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na związek pomiędzy panią a główną bohaterką?
Ha ha, to najczęściej zadawane mi pytanie przez czytelników. Chciałabym powiedzieć „umówmy się, że to nie mój pamiętnik tylko beletrystyka”, ale tak nie jest. Istotnie, inspiracją są moje doświadczenia i moje życie, które jest tak barwne, że starczyłoby na wiele książek.
Powieść osadzona na portalu randkowym – nawet czasem „sympatycznie” wymienionym z nazwy. Czemu nie patronuje tak dobrej książce?
Nie znam się na wydawaniu książek, ja je tylko piszę. Nie zwróciłam się do onetu z prośbą o patronat, może istotnie powinnam to zrobić! W końcu ich reklamuję!
Jak pani sądzi, czy w sieci można znaleźć prawdziwą miłość na wieki wieków?
Zdecydowanie tak. Społeczność internetowa to przecież Ci sami ludzie, których codziennie mijamy na ulicy. Powiem więcej. Poznając człowieka w realnym świecie natychmiast ulegamy zmysłom, które często płatają nam figle. W sieci jest czas na refleksje, odkrywanie siebie, wynurzenia, dopiero po nich możemy zdecydować czy chcemy kogoś wpuścić do realnego świata. Zaręczyłam się z Mężczyzną poznanym w sieci, więc chyba mój przykład potwierdz powyższe
Następna powieść również będzie połączona ze zdobyczami internetu?
Tak, zdecydowanie tak. Uważam internet za największe technologiczne osiągnięcie naszych czasów. Większe od telefonów czy telewizji. Świat się skurczył, kontakt stał się taki prosty, tani, szybki. Dostęp do wiedzy, ludzi, informacji… To wspaniałe!
Czy może pójdzie pani w innym kierunku – skończenie zarządzania i pani aktywność zawodowa wskazuje, że powinna pani wydać coś ciekawego o pracy w korporacji?
Mam na koncie rozmaite publikacje z tego zakresu. Pisząc Dwa Jabłka musiałam się powstrzymywać by nie używać „ciężkiego” języka, w założeniu miała to być literatura lekka. Jeśli chodzi o zarządzanie, spełniam się zawodowo prowadząc własną firme na bazie wiedzy wyniesionej ze studiów i z pracy w koncernie. Literacko? Niedosyt. Kilka lat temu przerwałam pisanie pracy doktorskiej, może do niej wrócę…
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: March 4th, 2010 | Author: admin | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: cichowlas, grasshopper, horror, kyrcz, rok, siedlisko | No Comments »
SIEDLISKO R. Cichowlasa i K. Kyrcza Jr. zajęło I miejsce w plebiscycie “Grabarza polskiego” na najlepszą powieść z gatunku horror roku 2009!
Więcej informacji na temat książki tutaj.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: March 4th, 2010 | Author: admin | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: book, grasshopper, i inne historie, książka, książki, małgorzata żurakowska, muchy w zupie, radio lublin | No Comments »
Małgorzata Żurakowska opowiada o “Muchach w zupie” oraz paru innych niemniej ważnych sprawach.

Mąż, trójka dzieci i pies. Czy to nie za dużo dla kobiety, która chce jeszcze realizować się zawodowo?
Proszę nie utożsamiać mnie i mojej rodziny z tym , co jest w książce- większość to fikcja literacka. Kiedy moje dzieci były w wieku książkowym – nie pracowałam zawodowo. Chęć zrobienia czegoś jeszcze w życiu pojawiła sie
kiedy najmłodsze poszło do szkoły, a najstarsze było już w liceum. Poza tym mój Mąż w niczym nie przypomina “Księcia małżonka” z książki. Jest ciepłym i ogromnie wspierającym człowiekiem, bez niego- pewnie dalej siedziałabym w domu. A poza tym…nie da się utrzymać sporej rodziny z jednej pensji…
Jaka jest recepta na połączenie tych wszystkich rzeczy? Czy główna bohaterka “Much w zupie” takową znajduje?
Czy bohaterka “Much” znajduje receptę- niech ocenią czytelnicy. Moja recepta to wiara w rodzinę i przeświadczenie o jej ważności.A skoro tak – to każdy jej członek powinien mieć możliwość wyrażania siebie – ja też!( oczywiście
nie kosztem innych). Mimo pracy – zawsze staram się najpierw zaspokoić emocjonalne potrzeby bliskich.
Jaka jest matka XXI wieku? Czym różni się od toposu matki polki, który popularny jest jeszcze w naszym kraju?
Myślę,ze jest ( to polskie kobiety mają w genach) niezłomna, ale też bardziej spełniona i radosna – obserwuję w
moim otoczeniu kobiety – żony-matki-pracownice-które potrafią cieszyć się życiem i tę radość dawać rodzinie. Model matki polki- cierpiętnicy, poświęcającej się dla wszystkich jest passe. Kobieta zrealizowana zawodowo -
ma poczucie wartości i potrafi czerpać prawdziwa radość z życia w rodzinie.
Pytanie z innej beczki. Praca w radiu to pasja czy ciężki kawałek chleba, do którego rodzina nie pasuje?
Pasja. Na początku ( a zaczynałam jako pani w tzw wieku balzakowskim), tylko na część etatu. Odkąd dzieci dorosły- angażuję się bardziej. Z rozkoszą! Czy rodzina nie pasuje? W mojej firmie najlepsi dziennikarze (profesjonalni, rzeczowi, bez chimer i fochów- częstych w mediach) to ludzie z pełna rodziną i kilkorgiem dzieci. Rodzina daje siłę. To fakt.
Muchy w zupie” są bardzo optymistyczne. Jaka będzie kolejna pani propozycja dla nas?
Mam nadzieje,ze optymizmu w niej nie zabraknie- za dużo szarości i smutku dokoła. Pracuję nad powieścią- z wątkiem tajemnicy i …rodziny. Pewnie brzmi to jak banał, ale zaręczam, banałem nie będzie.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: March 2nd, 2010 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: dramat, grasshopper, inne dramaty, książka, małgorzata żurakowska, muchy w zupie, recenzja | No Comments »
Małgorzata Żurakowska w swojej książce “Muchy w zupie i inne dramaty” pokazuje, że nie łatwo jej być matką, żoną i dokształcającą się dziennikarką.

Zapiski te ukazywały się na antenie Radia Lublin w latach 1998-2000 w programach „Magazyn Domowy” oraz „To i owo”. Zapewne już wtedy cieszyły się popularnością. Nie dziwi więc fakt, że w końcu trafiły zebrane w jednym tomie na sklepowe półki.
Trójka dzieci, pies oraz ona i on tworzą mieszankę wybuchową, która podobna jest zapewne wielu polskim rodzinom. Kłótnie, codzienne problemy i sytuacje śmieszne powstające zupełnie przypadkowo wypełniają ich życie. Mimo, że kłopoty występują, autorka nie pokazuje ich w szarych barwach. Jej optymizm jest jednak zaraźliwy i pozwala patrzeć na problemy z innej – jaśniejszej strony.
Matka jest główną bohaterką opowieści. W każdej historii zabraknąć jej nie może. To ona – jak wszechwiedzący narrator zna wszystkie myśli, słabości i pragnienia młodych i starszych bohaterów. To ona wie, gdzie co i jak trzeba zrobić, by było dobrze. Jednak w przeciwieństwie do klasycznej polskiej mateńki znajduje w tym wszystkim czas na spełnienie zawodowe.
Humor jest ważną częścią książki. Ukryty w dialogach, monologach wewnętrznych czy w sytuacjach bawi nawet najbardziej zagorzałego przeciwnika takich opowieści.
Dawka pozytywnych emocji. Ciąg dalszy zapewne nastąpi…
Małgorzata Żurakowska
“Muchy w zupie i inne dramaty”
Grasshopper
2010
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 26th, 2010 | Author: admin | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: grasshopper, książka, książki, muchy w zupie i inne dramaty | No Comments »
Muchy w zupie i inne dramaty Małgorzaty Żurakowskiej to zapiski współczesnej kobiety, radiowej dziennikarki i mamy, która z humorem i swadą opisuje codzienne wydarzenia.

To przezabawne opowieści o życiu rodziny – rodziców, trójki dzieci i psa, którym w codziennych zmaganiach towarzyszą przyjaciele. Rytm życia bije razem z porami roku, a zwykłym zdarzeniom towarzyszy dziecięcy śmiech i ciepło domowego ogniska.
Historie wprost z życia przeplatają się z fikcją, tworząc zwariowany świat, w którym czytelnik odnajduje siebie – bo komu nie zepsuła się choć raz lodówka albo czyj pies nie zjadł kiedyś ciasteczek chwilę przed przybyciem gości?…
Zapiski te ukazywały się na antenie Radia Lublin w latach 1998-2000 w programach „Magazyn Domowy” oraz „To i owo”.
Muchy w zupie – fragment
***
18.20
Znów wszyscy razem. Syn odrabia lekcje. Polski, OK, historia, przepytać z dat, biologia – tasiemce, brrr, obiad z głowy, i dobrze, nigdy nie mogę zabrać się za poważną kurację odchudzającą. Matematyka… ooo… przepraszam, ja się na matematykę nie godziłam. Tatuś matematyk, niech pracuje. Zaczyna się tak zwane tłumaczenie, najpierw tatusiowi, jak to jest, że syn takiego zdolnego ojca nie rozumie, dlaczego plus, a nie minus. Wreszcie siadają obaj w kuchni nad zadaniami. No to ja do dziewczynek.
– Co było w przedszkolu?
– Wąże.
– Prawdziwe?
– No, taka jedna pani przyniosła i pozwalała głaskać.
– Fuj, głaskałaś?
– Tak.
– A jakie były te węże?
– Fajne, jednego założyłam sobie na szyję, ale pani go zabrała. A sama nam mówiła, że to dusiciel, no to go troszkę poddusiłam, ale tylko troszkę, naprawdę.
– A co jadłaś?
– Zupę z muchami.
– Z jakimi muchami?
– Normalnymi.
– Zaraz, a skąd się te muchy w zupie wzięły?
– A pani nawrzucała.
Kapituluję.
(…)
***
niedziela
Dużo się teraz mówi o tym, że każdy powinien mieć bogate życie wewnętrzne. Jestem pewna, że życie wewnętrzne większości kobiet umiejscawia się w torebkach.
23.55
Nareszcie cisza. Dzieci spacyfikowane, mąż chrapie, w TV nie ma co oglądać. Jedyna okazja, żeby posprzątać w torebce. Kiedy dziś w pracy szukałam długopisu, bałam się do niej włożyć rękę, żeby mnie coś nie ugryzło. Ciągle dorzucam do niej coś nowego, ale żeby robić porządki, to nie… OK. Do roboty! Wysypać wszystko na tapczan, raz, naszykować worek na śmieci, dwa, rozpocząć segregowanie, trzy! Łatwiej powiedzieć, niż zrobić! Pomalutku… a może po prostu wszystko do kubła? Nie, a jeśli przypadkiem będzie tam coś ważnego? Bilet, całkiem dobry, tylko trochę pomięty… paczka chusteczek… klucze… paprochy… portfel… kartka z notatką: „Synku, wstaw wodę, jak wrócę, ugotuję makaron”, aaa… to dlatego spóźniłam się wczoraj z obiadem, jakbym tę kartkę zostawiła w kuchni, zamiast zabierać do pracy… Uuu, coś lepkiego… aha – guma do żucia oddana na przechowanie. Kartka z ocenami z ostatniej wywiadówki syna – do kosza, jeszcze nie daj Boże wpadnie w ręce męża! Trzy zapachy do ciasta, matko jedyna, całe szczęście, że się nie rozlały, dopiero byłby cyrk. Klucze, notatnik, klucze, grzebień, klucze… skąd ja mam tyle kluczy? – te od domu… te od piwnicy… te… zaraz… chyba od domofonu… tylko że domofon nie działa od lat… te nie mam pojęcia skąd, kwity z pralni… a, to dlatego nie mogłam znaleźć brązowej spódnicy… wizytówka… chyba 43., Polska wizytówkami stoi, podobno dodają prestiżu, ale kto mi ją dał? Nazwisko nic mi nie mówi… i jakieś obcojęzyczne tytuły… może poznam po głosie. Dzwonię.
– Halo! A dlaczego pan taki nieuprzejmy? No to co, że dwunasta, nigdy nie jest za późno na uporządkowanie życia wewnętrznego… proszę? Pan też!
Gbur jakiś, myśli, że jak ma wizytówkę, to mu wszystko wolno.
No proszę, jak pięknie się przejaśniło. Teraz tylko wytrzepać paprochy, śmieci do wiadra, a jutro od nowa wrzucę do torebki dwie lekko używane gumy do żucia moich dzieci, wizytówkę, cukierka, kolejny pęk kluczy i tak dalej… A może warto powalczyć o większą ascezę mojej torby? Eee… przecież trzeba mieć jakieś życie wewnętrzne.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 16th, 2010 | Author: admin | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: grasshopper, książka, marek kedzierski, ostatnia rozgrywka | No Comments »
Tajna organizacja wpuszcza do Sieci wirusa z przekazem podprogowym, oddziałującym na ludzkie decyzje. Celem jest przejęcie rządów na Kremlu, a następnie zdobycie politycznej i gospodarczej władzy na świecie.

Amerykański wywiad szybko dociera do byłego komandosa Adama Gawlika, który zna twórcę syndykatu z lat ich wspólnej walki podczas radzieckiej interwencji w Afganistanie. Polak nie chce stawać przeciwko dawnym towarzyszom broni i odrzuca propozycję współpracy z CIA. Niedługo potem jego podopieczny, student informatyki, przypadkowo penetruje systemy komputerowe Rosjan. Płatni zabójcy dostają na niego zlecenie…
Ostatnia rozgrywka to opowieść o romantycznym uczuciu i o ludziach uwikłanych w działania służb specjalnych, afrykańskie konflikty zbrojne i handel żywym towarem.
Tu każdy dzień wykuwa lub łamie najtwardsze charaktery.
Przychodzi czas, kiedy braterstwo broni staje się przekleństwem.
Przeczytaj fragment:
Mikulin rozerwał białą kopertę. Nadawcy nie było. Cóż, kolejny anonim z donosem na sąsiada lub członka rodziny. Zadziwiające, jak bardzo społeczeństwo rosyjskie wspomaga aparat ucisku. Niejeden donos stał się podstawą skazania na wieloletni wyrok w obozie pracy, jeśli w grę wchodziła korupcja urzędnika państwowego, który nie był związany z właściwymi ludźmi.
Rozłożył kartkę papieru i zaczął czytać.
Witaj, Mikulin.
Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że jednak postanowiłem uwolnić ten piękny świat od takiej kanalii jak ty i zakończyć twoją nędzną egzystencję. Nastąpi to dzisiaj między godziną piętnastą a siedemnastą.
Na czoło urzędnika wystąpiły kropelki potu. Z irracjonalną nadzieją, że może nie… przeniósł wzrok na koniec listu, gdzie było miejsce na podpis. Nadzieja prysła jak bańka mydlana. Podpis był odręczny, co nie pozostawiało wątpliwości co do jego właściciela: Witalij Jakuszyn. Zdecydował się doczytać do końca, by w pełni ocenić zagrożenie.
Naturalnie spodziewam się, że podejmiesz wszelkie środki bezpieczeństwa, by ujść śmierci. Tym lepiej. Rozgrywka między nami stanie się ciekawsza. Ja ze swej strony obiecuję, że jeżeli przeżyjesz te dwie godziny, to o tobie zapomnę i pozwolę ci dalej wieść twój bezwartościowy żywot. Powiem jednak
szczerze, że na twoim miejscu nie liczyłbym za bardzo na taki obrót spraw.
Kazałem ten list dostarczyć wpół do trzeciej. Masz więc trochę czasu, żeby się przygotować.
Mikulin spojrzał odruchowo na zegarek. Jasna cholera! Była już za pięć trzecia.
Punktualnie o piętnastej zacznie się odliczanie. Długie sto dwadzieścia minut, które zdecydują o twoim życiu lub śmierci. Nie życzę ci powodzenia, bo ludzkość skorzystałaby na eliminacji twojej osoby, ale kto wie, może uda ci się przetrwać. Sam jestem ciekawy.
Witalij Jakuszyn
– Straż! – wrzasnął Mikulin.
W jego głosie natychmiast dało się zauważyć przerażenie. Do gabinetu wpadło dwóch żołnierzy z karabinami w ręku. Rozejrzeli się po pomieszczeniu, spodziewając się zagrożenia. Zagrożenia nie dostrzegli. Jedynie czerwona, niemal sina twarz ich przełożonego dowodziła, że wydarzyło się tu coś wysoce niepokojącego.
– Na rozkaz! – krzyknął jeden z żołnierzy.
– Natychmiast postawić wszystkich na nogi. – Mikulin usilnie starał się uspokoić drżący głos. – Pełny stan gotowości. Dostałem właśnie informację, że dzisiaj ma być przeprowadzony zamach na moją osobę. Nikogo do mnie nie wpuszczać. Aż do siedemnastej. Zrozumiano?
– Tak jest – odpowiedzieli chórem.
– Podwoić straże i meldować mi o wszystkich podejrzanych ruchach. Wykonać!
Premiera książki planowana jest na marzec tego roku. Więcej informacje na stronie wydawnictwa – grasshopper.fm
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 16th, 2010 | Author: admin | Filed under: Recenzje | Tags: grasshopper, książka, rafał a. ziemkiewicz, recenzja, rp, salon24, w sieci, wydawnictwo | No Comments »
Rafał A. Ziemkiewicz “W sieci” radzi sobie całkiem, całkiem. W książce jednak czegoś brakuje…

Wybór felietonów “szybkiego reagowania” ze stron Interia.pl. Salon24.pl. niezalezna.pl i rp.pl. – zwięzłych i ostrych, pisanych żywym językiem, mimo aktualnej tematyki ponadczasowych może się podobać. Cięta riposta Ziemkiewicza na chorą rzeczywistość pozwala oderwać się od niej i bezpiecznie popłynąć w ramiona dobrego humoru wywołanego lekturą tej książki.
Oczywiście mamy do czynienia z wyborem felietonów. Czy wybrano najlepsze? Tu można z osobą wybierającą polemizować. Wszak w salonie 24 czy Rzeczpospolitej ukazały się rzeczy lepsze, bardziej zapadające w pamięć. Ale i te “W sieci” dają obraz (choć niepełny) tego, czym zajmuje się Rafał A. Ziemkiewicz w swoich felietonach szybkiego reagowania.
Brakuje jednak komentarzy i polemik, jakie pod niektórymi z felietonów ukazały się (i ukazują) w sieci. To ważny element każdego e-felietonu, który należałoby w zwykłym wydaniu uwzględnić. Podobnie jak teksty, z którymi Ziemkiewicz polemizuje. To już jednak inna bajka…
Ziemkiewicz godnie naśladuje tradycję ujawniania głupoty warstw rządzących – czy to z prawa, czy z lewa. Można się uzależnić, więc dobrze, że w sieci można poczytać sobie ciąg dalszy tej książki. Do czasów nam współczesnych.
“W sieci”
Rafał A. Ziemkiewicz
Grasshopper
2009
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.
Posted: February 8th, 2010 | Author: admin | Filed under: Rozmowy kontrolowane | Tags: daniel koziarski, grasshopper, książka, moj prywatny sad ostateczny | No Comments »
Rozmowa z Danielem Koziarskim, autorem “Mojego prywatnego Sądu Ostatecznego”.

Skąd u Pana myśli o sądzie ostatecznym? Wiek wszak jeszcze młody, zdrowie pewnie nie dokucza …?
Nikt nie jest zwolniony z myślenia o sprawach ostatecznych. Oczywiście pewna paraliżująca obsesja jest równie niewskazana co lekceważenie tej tematyki, niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że obecnie dominuje to drugie podejście. W związku z tym, że literatura jest od tego, żeby przypominać o istotnych sprawach, napisałem „Mój prywatny Sąd Ostateczny”. Ktoś mógłby stwierdzić, że ostatnio moja proza krąży mocno wokół tematu i różnych aspektów śmierci, ale na dobrą sprawę, gdyby przyjrzeć się najczęściej spotykanym literackim motywom, to pewnie „miłość” i „śmierć” nie miałyby wielkiej konkurencji.
W „Moim prywatnym Sądzie Ostatecznym” mamy do czynienia z trzema apokalipsami. Czy nie można było im jakoś zapobiec? Wszak lepiej sprzedają się piękne zakończenia.
Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich konsekwencji swoich działań i zaniechań – w tym sensie zadręczanie się post factum bywa bardzo jałowym i bezsensownym zajęciem. Chyba, że wyniknie z tego coś dobrego dla świata czy dla nas samych. Bohaterowie „Sądu” szukają odkupienia, spełnienia i skrawków szczęścia – znajdują prawdę o sobie i o świecie. To w pewnym sensie jest pokrzepiające. Poza tym, skoro w „Sprawach niedokończonych” dokonał się cud przemiany człowieka, dlaczegóż nie miałby się dokonać również cud boski?
W jaki sposób nie pogubił się Pan w tej wielowątkowości, która w finale zaskakująco łączy się ze sobą?
Musiałem mieć całą strukturę w głowie a częściowo na papierze – złym pomysłem byłaby realizacja niespójnej jeszcze wizji w toku pisania książki. Pisarz powinien wczuć się w role, które wyznaczył swoim bohaterom – wtedy łatwiej będzie mu ogarnąć całość opowieści i prowadzić fabułę. Nawet, jeśli każda z tych ról w jakimś sensie uwiera.
Jakich literackich wpływów należy szukać w „Moim prywatnym Sądzie Ostatecznym”?
Wpływy to za dużo powiedziane, ale przyznam, że lubię mocne opowieści o schodzeniu w stylu „Ciała obcego” Ziemkiewicza czy „To wszystko” Andermana. W tę estetykę na swój sposób wpisuje się pierwsza część „MPSO”. Druga i trzecia są bardziej filmowe, więc i wpływy są raczej pozaliterackie.
Standardowo na koniec. Kiedy możemy spodziewać się następnej książki po świeżym jeszcze „Sądzie Ostatecznym”?
W bliskiej perspektywie trzecia, finalna część „Socjopaty”, napisana jeszcze przed „Moim prywatnym Sądem Ostatecznym” oraz antologia z moim udziałem. A co będzie dalej, trudno powiedzieć – jedno jest pewne – zamknięcie trylogii o „Socjopacie” będzie stanowić dobry punkt wyjścia do pewnych podsumowań a kto wie, może nawet rewolucji.
W skrócie:
Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.