Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Szkoła przetrwania, czyli podręczniki czas kupić

Posted: August 26th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , | No Comments »

Pierwsza informacja prasowa Merlin.pl po zaangażowaniu Edelmana. Liczyłem na więcej … cóż widać się przeliczyłem.

Wielkimi krokami zbliża się nowy rok szkolny. To trudny okres nie tylko dla dzieci, ale także dla ich rodziców. Przed nimi trudne zadanie zakupu podręczników, czyli intensywne poszukiwania, wybory i czasami również długie godziny spędzone w kolejkach. Wszystkich tych problemów można uniknąć, decydując się na zakup podręczników w sklepie internetowym Merlin.pl

Wiele podręczników – wiele kłopotów

Skompletowanie podręczników szkolnych może kosztować sporo nerwów i wcale nie jest proste. Wielu rodziców zostawia decyzje o zakupie na sam koniec. Efekt jest taki, iż w sklepach oferujących podręczniki od początku września panuje tłok i chaos. A i tak nie ma gwarancji, że uda się zdobyć za jednym razem wszystkie pozycje z listy.

Merlin.pl – największa oferta podręczników

Problemów z zakupem podręczników można jednak w łatwy sposób uniknąć, zaoszczędzając czas oraz nerwy. Idealnym rozwiązaniem jest zakup potrzebnych podręczników w największym polskim sklepie internetowym – Merlin.pl. Tutaj można znaleźć największą ofertę dostępnych na rynku podręczników, z bardzo atrakcyjnymi rabatami (promocja na podręczniki oraz lektury trwa do 20 września).

Wystarczy usiąść z listą przy komputerze, wybrać wszystkie potrzebne pozycje, wypełnić specjalny formularz i złożyć zamówienie. Wszystkich, którzy dotychczas nie korzystali z tej formy zakupu podręczników, powinna dodatkowo przekonać łatwość oraz intuicyjność obsługi strony www.

Strona dedykowana promocji podręczników i lektur została skonstruowana w taki sposób, aby żaden rodzic nie miał problemu w odnalezieniu potrzebnych pozycji. Podręczniki zostały podzielone na typy szkół oraz klasy, co stanowi duże ułatwienie podczas składania zamówienia.

Po dodaniu książek do koszyka, pozostaje już tylko kwestia wyboru najdogodniejszej metody płatności oraz wysyłki. Merlin.pl oferuje swoim klientom wiele możliwości dokonania płatności. Najdogodniejszym i najtańszym rozwiązaniem jest opłacenie przesyłki przelewem elektronicznym (nie ponosi się dodatkowych kosztów za przesyłkę pobraniową). Wszystkie transakcje autoryzuje największe polskie centrum autoryzacyjne E-card.

Dla ceniących sobie wygodę, zapracowanych i ciągle zabieganych rodziców Merlin.pl oferuje wysyłkę podręczników, dostępnych w magazynie, za pośrednictwem poczty kurierskiej w ciągu 24h. Wygodnym rozwiązaniem odbioru podręczników jest podanie adresu służbowego, pod który kurier dostarczy zakupy.

„Coraz więcej osób stosuje tę metodę. Podanie adresu służbowego jest bardzo praktyczne. Mamy wtedy 100% gwarancję, iż kurier zastanie nas w pracy albo będzie mógł zostawić paczkę w recepcji” – mówi Agata Czarnowska z Merlin.pl.

Klienci z Warszawy i okolic mogą skorzystać z bezpłatnego odbioru zamówienia w jednym z punktów odbioru (w Warszawie znajdują się trzy, w Piasecznie jeden).

Tak, więc zamiast kolejny dzień z rzędu odwiedzać wszystkie księgarnie w okolicy wystarczy złożyć zamówienie na podręczniki w Merlin.pl (http://merlin.pl/browse/section/1.html).

Zakupy w Merlin.pl to nie tylko wygoda, oszczędność pieniędzy i czasu, ale także w 100 procentach sprawdzone źródło. Sklep zdobył już uznanie wśród wielu klientów, przede wszystkim ze względu na duży wybór dostępnych towarów, jak również dostarczanie produktów zgodnie ze złożonym zamówieniem w określonym terminie, przy jednoczesnym zapewnieniu całkowitego bezpieczeństwa transakcji elektronicznej. Potwierdzeniem niezawodności Merlin.pl są choćby zdobyte w tym roku dwa wyróżnienia konsumenckie – złote godło Laur Klienta 2009 i pierwsze miejsce w rankingu “Top 100 Jakości Obsługi” dla najbardziej przyjaznej firmy w Polsce w kategorii sklepów internetowych.

E-commerce jest bezpieczny i opłacalny

Do zakupów w sieci przekonuje się coraz większa liczba Polaków. Dowodzą tego wyniki ostatnich badań rynku e-commerce w Polsce. Zgodnie z nimi już 66 proc. użytkowników internetu przynajmniej raz zrobiło zakupy w sieci. Prawie 80 proc. osób z tej grupy, zamierza nadal dokonywać e-zakupów, a 44 proc. internautów chce spróbować tego rozwiązania w przyszłości. Zakupy w sieci to poza dużym komfortem również znaczna oszczędność czasu. Dodatkowo e-sklepy posiadają w swojej ofercie szeroką gamę produktów, w bardzo konkurencyjnych cenach.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Wprost o czytelnictwie

Posted: July 7th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , | No Comments »

Książki czyta zaledwie 38 proc. Polaków, a w ciągu dwóch lat ubyło aż 12 proc. czytających. Najnowsze badania czytelnictwa, opublikowane przez Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej w marcu 2009 r., miały napawać trwogą. Czy rzeczywiście jest tak źle?

Obserwacja księgarskich bestsellerów skłania do zgoła innych wniosków, podobnie jak dane finansowe – rok 2008 dla rynku książki był rekordowy, sprzedaż wzrosła o 12 proc. i zamknęła się wartością 2,91 mld zł. Cieszy zarówno wzrost zainteresowania książką u młodzieży (sukces „Harry’ego Pottera” rozbudził czytelnicze oczekiwania), jak i bardzo silna obecność książki jako produktu masowego, oferowanego w kioskach, reklamowanego na billboardach. Skoro kolekcje książkowe wydawane są systematycznie, i to w ogromnych nakładach, to jak to naprawdę jest z tym czytelnictwem?

źródło

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Andrzej Pilipiuk – Homo bimbrownikus

Posted: July 3rd, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , , , | 1 Comment »

Zapowiedź kontynuacji jednego z nasłynniejszych cykli wydawniczych na polski rynku fantastycznym. I to z ust samego Andrzeja Pilipiuka.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Żeglując między światami

Posted: June 24th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , | No Comments »

Czyli piraci na letnie wieczory i poranki również.

Wszystko zaczyna się dość niewinnie i nic nie wskazuje na opowieść o piratach.Po przeprowadzce do nowego miasta wszystko układa się nie tak… Davy nie ma tu przyjaciół, szkolny gang uwziął się na niego, a do tego ojciec nie daje znaku życia. Wszystko zmieni się jednak w dniu, kiedy w ogrodzie chłopca kotwicę rzuci niezwykły statek (sic!) Wtedy zaczyna się opowieść, która zdecydowanie robi wrażenie.

Julia Golding wykorzystując piracki motyw wprowadza nas w świat nie do końca znany. Oczywiście piraci i ich znaki charakterystyczne (pirackie czaszki, rubaszne zachowanie i ostry kodeks) znamy, jednak dopiero teraz dowiadujemy się, jaką rolę odgrywają w istnieniu naszego świata – dążą do zerwania nici, która oddziela różne wymiary chroniąc nas przed totalnym chaosem.

Piraci to nie wszystko – są i dobrzy żeglarze, którzy starają się bronić harmonii. Na całe szczęście Davy najpierw trafia w ich ręce, by móc wykonać zadanie, od którego zależy cała przyszłość ziemi. Dzięki temu może pokonać swoje codzienne lęki i stać się kimś lepszym – na zawsze.

Barwny język nie stroniący od marynistycznych wstawek i pirackiej gwary przyciąga tylko kolejne rzesze zwolenników (ale i patrzących sceptycznie) na pirackie klimaty. Polecam – takie powieści powinno się czytać obowiązkowo.

Żeglując między światami
Julia Golding
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Katarzyna Grochola i jej nowa książka

Posted: June 15th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , , , , , | No Comments »

“Kryształowy Anioł” to najnowsza powieść najpopularniejszej polskiej pisarki Katarzyny Grocholi.

Judyta, obwołana najbardziej wpływową bohaterką literacką wolnej Polski, ma godną następczynię. Na niemal sześciuset stronach nowej, znakomitej powieści Kryształowy Anioł Katarzyna Grochola powołuje do istnienia Sarę. Ta inteligentna i wrażliwa trzydziestolatka, podobnie jak wielu przedstawicieli jej pokolenia, wyjeżdża z rodzinnego miasta, aby szukać szczęścia w Warszawie. Niestety to, co jest szczęściem dla męża Sary, jej przynosi osamotnienie i rozpacz. Ogromny sukces przychodzi w najmniej spodziewanym momencie i łączy się z goryczą porażki.

Takiej powieści jeszcze nie było. W Kryształowym aniele czytelnicy odnajdą niezwykłą syntezę tego, co znamy z Nigdy w życiu! i Trzepotu skrzydeł: błyskotliwe dialogi, zabawne qui pro quo, ale też duszną atmosferę dramatu psychologicznego.

Sugestywny styl Grocholi sprawia, że czytając Kryształowego Anioła, będziemy na przemian zaśmiewać się i wzruszać razem z główną bohaterką.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Gucci Gucci łapci

Posted: June 14th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , , , , , | No Comments »

Czyli rzecz o górnej półce i ich sposobie na wychowywanie dzieci.

Ruby Silverman – lat trzydzieści dwa, stanu wolnego – oddaje się całą duszą pracy w ekskluzywnym butiku dziecięcym, gdzie dziane mamusie polują na designerskie powijaki i inny pocieszny kram. A co z ciałem? Ciało, tyle że jej matki, sprawia niespodziankę i szykuje dla Ruby… braciszka albo siostrzyczkę. Szok, w jaki wpędza ją ta radosna nowina, zmusza Ruby do przemyślenia własnych planów prodziecinnych. Czy dogadzanie ciężarnym celebrities i cmokanie z zachwytu nad potomstwem przyjaciół to jej jedyna perspektywa na przyszłość? Na scenę wkracza Sam Epstien, apetyczny ginekolog, z którym idzie Ruby jak z płatka, do czasu, kiedy wpada na trop straszliwej afery – kryptonim: Surogatka. Czy w imię prawdy zaryzykuje własną karierę, a przy okazji wyleje kochanka z kąpielą?

Sue Margolis umie pisać ciekawie – co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jej nowatorska opowieść o zjawisku baby boom w wyższych sferach jest tego najlepszym przykładem.

Cały świat Gucci oglądamy oczyma Ruby, która może podjąć się interpretacji tego zjawiska. Nie jest bogata, nie ma szlacheckich korzeni, a jednak ma w sobie to coś, co sprawia, że doskonale poruszamy się w jej opowieści – historii to smutnej, to zabawnej – jednak niesamowicie szczerej (czasem aż do bólu).

Historia zawiera wiele opowieści, sentencji, które winny na stałe wejść do użycia powszechnego jeśli chodzi o dzieci, ich wychowywanie oraz samo życie. Szkoda, że wiele z opisanych sytuacji jest prawdziwych, a ich twórcy (rodzice) nie do końca zdają sobie sprawę z konsekwencji takiego zachowania. Być może ta książka da im do myślenia.

Doskonała dawka świeżego humoru na pochmurne i wietrzne dni (jakich sporo ostatnio). No i możliwość zastanowienia się nad niektórymi tematami z życia wziętymi.

Polecam

Gucci Gucci łapci
Sue Margolis
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Jerzy i poszukiwanie kosmicznego skarbu

Posted: June 14th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , , | No Comments »

Czyli nareszcie tajemnice kosmosu są na wyciagnięcie ręki i na zwykły ludzki umysł, który nie mógł opanować mega trudnych książek z zakresu nauki o kosmosie.

Jerzy jest niepocieszony, gdy Anna i jej ojciec muszą przeprowadzić się do Stanów, bo Eryk dostał pracę przy programie lotów kosmicznych – będzie szukać obcych form życia. Przyjaciele jednak nie rozstają się na długo. Kiedy Anna otrzymuje przerażające ostrzeżenie od kosmitów – a przynajmniej tak jej się zdaje ­- Jerzy spieszy na pomoc. On, Anna, superkomputer Kosmos i Ernest, irytujący nowy znajomy dziewczynki, natychmiast udają się na fantastyczną wyprawę w poszukiwaniu skarbu – po całej Galaktyce.

Akcja powieści jak na książkę, która ma nam wbić trochę do głowy rozwija się niesamowicie szybko. Nagle znajdujemy się w odległych galaktykach, które nie były nam dotąd znane z żadnych lekcji. Poznajemy dziwy nad dziwami, które opisane prostym językiem stają się dla nas tak jasne jak słońce. I lecimy dalej poszerzając naszą małą wiedzę o kosmosie.

Alfa centauri, Tytan czy system binarny – to niektóre pojęcia wyjaśnione w bardzo prosty sposób. Państwo Hawking włożyli dużo pracy w to, by po lekturze “Jerzego” każdy wyniósł choć małe pojęcie o otaczającym nas wszechświecie. Według mnie udaje im się to doskonale.

Doskonałe zdjęcia (szczególnie ziemi widzianej z kosmosu) dodają smaczku całej powieści. Trzeba również wspomnieć o doskonałych esejach, które znajdziemy w książce, a dotyczących podróżowania po wszechświecie. Czy kiedyś to się stanie? W jaki sposób? Co dzięki temu osiągniemy? Opowiadają tęgie głowy kosmicznych nauk językiem zrozumiałym (co dziwi – czytając ich inne pisarstwo).

Zadurzyliśmy się w języku, zdjęciach i ogromnie zyskanej wiedzy nie wspominając o bohaterach powieści dzięki którym możemy sobie tak podróżować. Trudno – Jerzy z pewnością nam wybaczy (podobnie jak reszta). Prawdziwy wzór pisania książek naukowych dla dzieci.

Chylę czoła i czekam na kontynuację.

Jerzy i poszukiwanie kosmicznego skarbu
Lucy i Stephen Hawking
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Baśń tysiąca i jednej nocy

Posted: May 29th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , | No Comments »

Co jakiś czas pojawia się książka przypominająca nam o magicznych zaklęciach, które mogą rzucać na nas takie historie – oszałamiać, bawić i uczyć. Oto Księga tysiąca i jednej nocy naszych czasów – napisana z rozmachem epopeja fantastyczna, która wciągnie Was od pierwszej strony…

Ukrywająca się w ogrodzie samotna dziewczynka opowiada historie zaciekawionemu księciu: nadzwyczajne wyczyny i niesłychane losy splatają się na gobelinie tkanym jej słowami. Każda z opowieści wytatuowanych na jej powiekach stanowi element układanki, którą są dzieje samej narratorki.

Opowieści sieroty: W ogrodzie nocy Catherinne M. Valente ukaże się w ambitnej serii literackiej Uczta Wyobraźni 29 maja nakładem wydawnictwa Mag

Dziewczynka opowiada o wiedźmach zmieniających kształty i dzikich kobietach stepów, o królach czapli i księżniczkach bestiach, o wężowych bogach, psich mnichach i żyjących gwiazdach – każda historia jest dziwniejsza i bardziej fantastyczna niż poprzednia. Od humorzastej „syreny” do wrażliwej Bestii, nic nie jest takie, jakie się wydaje w tych bezustannie zmieniających się opowieściach – nawet, a zwłaszcza, ich narratorka. Ta cudowna liryczna powieść jest zachwycającym zbiorem niesłychanych mitów i mrocznych opowieści fantasy, które kształtują nasze sny. I właśnie wtedy, gdy myślisz, że dotarłeś do końca, uświadamiasz sobie, że przygoda dopiero się zaczęła…

Więcej informacji o książce i autorze na stronie Wydawnictwa Mag

Fragment Powieści

Preludium
Pewnego razu żyła sobie dziewczynka, której twarz przypominała księżycową poświatę srebrzącą cyprysy i pióra ptaków. Była dziwnym dzieckiem, tajemniczym. W zimowe noce siadywała samotnie w wielkim pałacowym ogrodzie, kładąc ręce na śniegu i patrząc, jak topi się pod wpływem jej ciepła. Nosiła koronę z liści czosnku i glicynii; piła ze srebrnych fontann wyłożonych lapis-lazuli; jadła zimne gruszki pod baldachimem sosen w deszczowe popołudnia.
Na powiekach i wokół oczu miała dziwne i cudowne znamię, barwy głębokiej czerni z odcieniem indygo, jak tusz nalany do porcelanowych filiżanek. Nadawało jej to tajemniczy wygląd milkliwej sowy, która siedzi w krokwiach z kości słoniowej, albo szopa pijącego z wartkiej rzeki. Gdy dorosła, nigdy nie musiała przyciemniać powiek proszkiem antymonowym.
Z powodu tego znaku wzbudzała lęk i od najwcześniejszych dni skazana była na samotne wędrówki po ogrodzie wokół pałacu o wielu wieżach. Rodzice patrzyli na nią z niepokojem i zgrozą, zastanawiając się, czy skaza ta źle świadczy o ich cnocie. Inni wielmoże głęboko wierzyli, że dziewczynka jest demonem, zesłanym w celu zniszczenia olśniewającego dworu. Dzieci, które często krążyły po ogrodzie niczym stado dzikich gęsi, trzymały się od niej z daleka, żeby nie rzuciła na nie klątwy swoimi strasznymi mocami. Sułtan nie mógł rozstrzygnąć – jeśli była demonem, czyż pozbywanie się jej jak skoszonej trawy nie obrazi jej piekielnych krewnych? W końcu wszyscy uznali, że najlepiej będzie, by pozostała cicha i daleka, wtedy nikt nie będzie musiał zastanawiać się nad tym dylematem.
I tak było przez wiele lat. Trzynaście letnich pór roku rozkwitło i zwiędło jak bujne pomarańczowe róże.
***
Pewnego dnia do dziewczynki podszedł, aczkolwiek niezbyt blisko, chłopiec płochliwy niczym jelonek, gotów pierzchnąć w cienie. Jego twarz przypominała zimowe słońce, był szczupły jak nadrzeczna trzcina. Stanął przed dziewczynką, która miała na sobie obszarpaną jedwabną sukienkę i wyświechtany płaszcz, niegdyś biały, i dotknął jej powiek słodko pachnącym palcem. Ona, ku swemu zaskoczeniu, zniosła to lekkie dotknięcie, była bowiem samotna i zawsze pełna smutku.
– Naprawdę jesteś duchem? Bardzo złym duchem? Dlaczego masz takie ciemne oczy jak jezioro przed świtem? – Śliczny chłopiec przekrzywił głowę niczym ibis pośrodku strumienia.
Dziewczynka nie odpowiedziała.
– Nie boję się ciebie! – Chłopiec stał dzielnie w miejscu, lecz głos mu się załamał. Wierzby kołysały się na zachodnim wietrze. Gdy dziewczynka przemówiła, jej głos przypominał cichy szmer cykad na zasnutych mgłą wzgórzach.
– Dlaczego?
– Jestem bardzo odważny. Pewnego dnia zostanę wielkim generałem i będę nosić szkarłatny płaszcz.
Dziewczynka omal się uśmiechnęła na te słowa.
– Czy przyszedłeś poskromić wielkiego demona-dziewczynę, który straszy w ogrodzie? – szepnęła.
– O nie, ja… – Chłopiec rozłożył ręce zakłopotany.
– Nikt nie wyrzekł do mnie tylu słów, odkąd ujrzałam zimowy śnieg przez ciepłe okno obwieszone futrami. – Dziewczynka patrzyła na niego nadzwyczaj spokojnie. Nagle maleńkie światełko rozbłysło w jej mrocznych oczach i podjęła decyzję. – Mam zatem powiedzieć ci prawdę? Zdradzić ci swój sekret? Tobie jednemu spośród wszystkich dzieci, które noszą pierścienie z rubinami i pachną oliwkowym mydłem? – Jej głos stał się tak cichy, że płynął niemal bez tchnienia.
– Zapytałem, prawda? Potrafię dochować sekretów. Moja siostra mówi, że jestem w tym bardzo dobry, jak Król Złodziei w bajce dla dzieci.
Zapadła długa chwila ciszy. Chmury przysłoniły słońce. Dziewczynka zaczęła mówić bardzo cicho, niemal jakby się bała słuchać własnego głosu.
– Pewnego wieczora, gdy byłam bardzo mała, do wielkiej srebrnej bramy podeszła stara kobieta i skręcając w rękach korzenie róż, powiedziała mi, co następuje: Nie urodziłam się z tym znakiem. Siódmego dnia siódmego miesiąca mojego życia, gdy moja matka spała w śnieżnobiałym łożu, duch stanął u mojej kołyski, dotknął mojej twarzy i zostawił na niej wiele opowieści i zaklęć, jak tatuaże żeglarzy. Wiersze i pieśni są tak liczne i ściśle napisane, że wyglądają jak nieprzerwana smuga gagatu na moich powiekach. Ale są tam słowa z rzeki i bagna, z jeziora i wiatru. Razem tworzą wielką magię, a gdy wszystkie opowieści zostaną odczytywane i wysłuchane od początku do śpiewanego końca, do ostatniej sylaby, duch wróci i mnie osądzi. Gdy stara kobieta roztopiła się w nocy o granatowym obliczu, codziennie skrywałam się w gąszczu jaśminu i oleandrów, próbując odczytać, ile mogłam, w wykutym z brązu zwierciadle albo w tafli stawów ogrodu. Ale to trudne, muszę czytać w lustrzanym odbiciu i tylko jednym okiem naraz. – Urwała, a jej ostatnie słowa brzmiały nie głośniej niż szmer pająka tkającego opalowe nici. – I nikt nie słuchał.
Chłopiec wytężył wzrok. Przyjrzał się z bliska i dostrzegł kręte linie w litej czerni jej powieki, sugestię alfabetów i liter, których nie potrafił sobie wyobrazić. Im pilniej patrzył, tym więcej kształtów jakby skakało ku niemu, zdawało się go czepiać, aż dostał zawrotu głowy.
Oblizał usta. Oboje teraz szeptali, jak konspiratorzy i złodzieje. Inne dzieci odeszły i stali samotnie pod warkoczami witek sękatej wierzby.
– Powiesz mi? Opowiedz mi jedną historię ze swoich powiek. Proszę. Tylko jedną. – Bał się, że dziewczynka ofuknie go i czmychnie jak pies, który często jest bity. Ale tylko patrzyła na niego tymi dziwnymi, ciemnymi oczyma.
– Jesteś dla mnie miły, gdy nikogo innego nie ma w pobliżu. A moje opowieści są wszystkim, co mogę ci dać w podzięce. Musimy jednak przejść z otwartego ogrodu do mojej kryjówki, bo nie chcę, żeby wiedział o tym ktoś inny. Z pewnością ty zostałbyś ukarany, mnie zabraliby lusterko i nóż, a jest to wszystko, co posiadam. Zamknęliby mnie pod kluczem, żeby demon nie spustoszył ich pięknego domu.
I tak odeszli chyłkiem od żółknącej wierzby, klucząc wśród niezliczonych rzędów róż. Przemknęli pod łukiem kwiatów kasztanowca i nagle zamknęła się wokół nich altanka białych płatków, których zapach muskał ich niczym dłonie. Czerwone gałęzie utkały coś w rodzaju niskiego daszka, a na miękkiej, zasłanej liśćmi ziemi było dość miejsca, żeby oboje mogli usiąść.
– Opowiem ci pierwszą historię, którą zdołałam odczytać, ze zmarszczki na lewej powiece.
Chłopiec siedział w bezruchu, wytężając słuch jak zając o jedwabistych uszach, przycupnięty głęboko w lesie.
– Kiedyś daleko stąd żył sobie niespokojny książę, któremu ani bogactwa ojca, ani piękno pałacowych kobiet, ani uciechy sali biesiadnej nie sprawiały radości. Zwał się Leander, po płowym lwie, który hasa po stepach niczym groźny wiatr. Pewnej nocy wyruszył z porośniętych winoroślą murów wielkiego zamku jak jastrząb na łowy, by znaleźć spokój i ukoić smutki gryzące go w piersi…
Opowieść o księciu i gęsi
Książę wymknął się w nocy, cienie okręcały się wokół niego jak śliskie piskorze, jego kroki były czarne i bezdźwięczne na sosnowych igłach. Wędrował przez las, gwiazdy rozlewały się po niebie, jakby pękła jakaś złota tama; wędrował bez szczególnego planu, chcąc tylko jak najdalej odejść od pałacu przed wschodem słońca, zanim psy ojca ruszą jego tropem. Korony drzew tworzyły dach z wielu dachówek nad jego głową, wonną mozaikę na tle błękitnych obłoków. Po raz pierwszy w młodym życiu książę czuł głębokie szczęście opromienione światłem.
Gdy świt podkradł się jak przebiegły złodziej, książę oparł się o pień wielkiego baobabu, przytulając głowę do sękatego drewna. Zjadł na śniadanie ser i suszone mięso, które ukradł z kuchni. Słone mięso smakowało lepiej niż wszystko, czego dotąd kosztował, a po posiłku przespał kilka godzin pod niebem, które rozkwitało kolorami glicynii i lilii.
Wędrując dalej, po niedługim czasie natknął się na prześliczną łąkę. Pośrodku stała chata kryta strzechą, z solidnymi drewnianymi drzwiami, na których jeżyły się mocne mosiężne ćwieki. Komin dymił wesoło, rozsiewając woń szałwii i cedru. Wokół domku kręciło się stado szaropiórych gęsi krążących jak pierzaste chmury, eterycznych i dzikich. Były to piękne ptaki, gęgające i stroszące pióra pod zadartymi okapami z drzewa kamforowego i świeżej słomy.
Młody książę, choć młody i pomysłowy, był niezbyt rozsądny, toteż zabrał z kuchni niewiele jedzenia i tylko parę jabłek z sadu. Założył, że z łatwością się wyżywi, bo cały świat musiał być równie żyzny jak ziemie ojca, wszystkie drzewa pełne podobnych klejnotom owoców, wszystkie zwierzęta potulne i smakowite, wszyscy wieśniacy mili i szczodrzy. W drodze zaczął rozumieć, że może być inaczej, i głośno burczało mu w brzuchu. Postanowił uzupełnić zapasy w sakwie przed podjęciem wędrówki. Gęsi przecież jest wiele, a mieszkańcy tej pięknej chaty, kimkolwiek są, z pewnością nie zauważą zniknięcia jednego z długoszyich ptaków.
Książę od wczesnego dzieciństwa uczył się polowania i podchodzenia zwierzyny, więc umięśnione nogi bezgłośnie wyniosły go z kryjówki. Zakradł się za wielki pług i przypadł w wysokiej letniej trawie, czekając na odpowiednią chwilę, panując nad oddechem i spowalniając bicie serca. Przedpołudniowe słońce mocno grzało go w kark. Włosy spłynęły potem, który skapywał na kołnierz, ale Leander trwał w bezruchu. W końcu jedna gęś odbiła od stada i zajrzała za mielesz pługu, wbijając w niego szeroko otwarte czarne oczy. Były bardzo dziwne, bezkresne i dalekie jak jesienny księżyc, pozbawione źrenic i pełne wyrazu.
Ale książę, szybki jak wilk o lśniącym futrze, uniknął ich spojrzenia. Chwycił za długą szyję i skręcił ptakowi kark – dźwięk nie był głośniejszy niż trzask gałązki pod stopą. Leander podniósł się z zeschniętej trawy i ruszył w kierunku lasu, ale gęsi zauważyły, że brakuje jednej z nich, i wszczęły przeraźliwe larum.
Drzwi się otworzyły i z chaty wypadła przerażająca kobieta, zawierucha siwych włosów i lśnienia ostrza siekiery. Twarz miała szeroką i płaską, pokrytą strasznymi, tajemniczymi znakami; duże czarne tatuaże i blizny cięły jej rysy, wiec niepodobna było powiedzieć, czy kiedyś mogła szczycić się urodą. Nosiła szeroki skórzany pas nabijany srebrem, na biodrach lśniły dwa długie noże. Jej upiorne wycie wstrząsnęło cyprysami i dębami, wibrując w powietrzu jak ostatnie tony strzaskanego fletu.
– Coś ty zrobił? Co uczynił? Ty wstrętny młokosie! Zbóju, demonie! – Znów wrzasnęła głosem wyższym i bardziej przeraźliwym niż skrzeczenie sowy. Zawtórowały jej gęsi, lamentując i zawodząc. Ich krzyk żłobił powietrze i żyzną czerwoną ziemię, dźwięk potworny i obcy, pełen nieludzkiego, bezdennego żalu, rozdzierający uszy jak szpony.
Wreszcie kobieta uciszyła się i tylko z płaczem kręciła dużą głową. Książę stał oszołomiony, bardziej przygnębiony udaremnionym złodziejstwem niż jej gniewem. Była przecież tylko niewiastą, a on pozbawił życia zwyczajnego ptaka. Niemłoda, skurczona wiekiem, nie stanowiła dlań zagrożenia. Książę wiedział, że nie ma się czego obawiać. Trzymał zabitego ptaka za plecami, mając nadzieję, że szeroki tors i ramiona ukryją go przed jej wzrokiem.
– Dopiero co natknąłem się na twój dom, pani. Nie chciałem nikogo urazić. Nieszczęsna kobieta znów krzyknęła i jej oczy koszmarnie zogromniały. Wcześniej nie dostrzegł ich żółtawego odcienia, który teraz był bardzo wyraźny, dziki i chorobliwy.
– Łżesz, łżesz! Uśmierciłeś moją gęś, mojego pięknego ptaka, moje dziecko! Była moja, a ty skręciłeś jej kark! Moje maleństwo, moje dziecko! – Wybuchła gorzkim płaczem.
Książę nie mógł zrozumieć. Wyciągnął martwą gęś zza pleców, by podać starusze.
Miał w garści nie ptaka, lecz piękną dziewczynę, drobną i delikatną jak żuraw stojący w wodzie. Długie czarne warkocze niczym wężowe sploty wiły się wokół jego ręki, bo trzymał ją za włosy. Okrywały ją przejrzyste łachmany, ledwo osłaniając połyskliwą skórę. Smukła, gładka szyja była wprawnie złamana.
Wytatuowana kobieta rzuciła się w jego stronę, wymachując siekierą jak kosą w pszenicy, i książę otworzył rękę, a wówczas ciało dziewczyny ze strasznym łoskotem upadło na trawę. Starucha podbiegła i stanęła jak wryta, dysząc mu w twarz, jej oddech cuchnął zgniłymi śliwkami i ciemnym, tajemnym mchem. Podniosła siekierę i opuściła, obcinając dwa palce lewej ręki księcia, i zlizała mgiełkę krwi ze spękanych ust. Cios był nagły i celny, Leander tylko krzyknął i ścisnął okaleczoną dłoń. Wiedział, że jeśli rzuci się do ucieczki, straci coś więcej niż palec. Obiecał starusze tysiąc tysięcy królestw, skarby stu smoków, paplał przysięgi jak dziecko. Ona jednak nie chciała niczego i powoli przysuwała rękę do jednego z długich noży.
– Zabiłeś moje dziecko, moją jedyną córkę.
Położyła ciężką siekierę na wilgotnej ziemi i z przeciągłym złowieszczym szmerem wysunęła z pochwy jedno długie, jasne ostrze…
***
Dziewczynka umilkła i spojrzała chłopcu w oczy, podobne głębokim moczarom o zachodzie słońca.
– Nie przerywaj! – wykrztusił. – Powiedz mi! Czy zabiła go na miejscu?
– Jest noc. Musisz iść na kolację, a ja muszę urządzić sobie posłanie w konarach cedru. Każde z nas ma swoje sprawy.
Chłopiec westchnął, gorączkowo szukając pretekstu, żeby zostać i poznać dalsze losy rannego księcia. Wymamrotał w pośpiechu:
– Zaczekaj, zaczekaj. Pójdę na kolację, ukradnę dla ciebie trochę jedzenia jak dzielny książę Leander, i wrócę tutaj pod osłoną nocy niczym jastrząb na łowach, i zostanę z tobą, tutaj pod gwiazdami, które są jasne jak pióra żurawia w słońcu. Wtedy dokończysz opowieść. – Patrzył na nią z nadzieją bardziej płomienną niż wszystkie pochodnie płonące teraz we dworze.
Dziewczynka milczała przez chwilę, chyląc głowę niczym świątynna postulantka.
Wreszcie przytaknęła, nie patrząc na niego.
– Zgoda.
W ogrodzie
Gdy ostatnie harfie struny szkarłatu westchnęły w milczącej ciemności zachodu, chłopiec wrócił, niosąc wypchane zawiniątko. Wczołgał się w gąszcz i z dumą uszykował ucztę. Dziewczynka siedziała jak wówczas, kiedy ją zostawił, nieruchoma niczym jeden z cichych posągów w ogrodzie. Jej dziwny spokój odbierał mu odwagę, przerażał go. Nie mógł wytrzymać mrocznego spojrzenia jej migdałowych oczu otoczonych dziwnymi znakami.
Zerknął z zakłopotaniem na parujące jedzenie. Na kwadraciku jedwabiu leżał lśniący pieczony gołąb, duże brzoskwinie i zimne gruszki, pół bochenka chleba maślanego z dżemem, gotowana rzepa i ziemniaki, grudka twardego sera i kilka ocukrzonych fiołków, które capnął z przybrania stołu. Wyjął z kieszeni butelkę jasnego rozcieńczonego wina, wielki łup z wyprawy do kuchni.
Dziewczynka nie zrobiła ruchu, nie tknęła gołębia i gruszek. Krucze włosy opadły jej na twarz, poruszone ciepłym podmuchem, i nagle zapłakała z drżeniem. Chłopiec nie wiedział, gdzie podziać oczy, nie chciał jej zawstydzać patrzeniem na łzy. Wbił wzrok w drżące gałęzie dalekiego cyprysa i czekał. Jakiś czas później szlochanie ucichło i dziewczynka się uspokoiła.
Oczywiście rozumiał, że nigdy w życiu tak dobrze nie jadła, gdyż nigdy nie zaproszono jej na kolację do pałacu – przypuszczał, że żywi się jak żebraczka, owocami i orzechami z ogrodu. Nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego obfitość pokarmu może skłaniać kogoś do płaczu. Ręce miał delikatne, pachnące różanym olejkiem, a jego włosy lśniły. Nie znał niczego poza dworem i jego uwielbieniem dla pięknych młodzieńców. Był jednak dzieckiem o szlachetnym sercu, dlatego nie chciał jej peszyć okazywaniem współczucia.
Dziewczynka bez słowa oderwała skrzydełko gołębia i ostrożnie podniosła mięso do ust. Wyjęła ukryty w fałdach prostej sukienki ozdobny srebrny nożyk i przecięła gruszkę na pół. Gdy podała chłopcu jedną bladozieloną połówkę, zastanowił się mimochodem, skąd ma taki piękny nóż. Z pewnością on nie miał czegoś równie pięknego, a przecież sukienkę, jeśli można to nazwać sukienką, nosiła wyświechtaną i miała brudne paznokcie. Nić wonnego soku spłynęła jej po brodzie i po raz pierwszy dziewczynka się uśmiechnęła, i ten uśmiech był jak wschód księżyca nad górskim strumieniem, jak światło pochwycone przez blade poroże jelenia, jak czysta woda płynąca pod nocnym niebem. Kiedy znów przemówiła, chłopiec pochylił się z przejęciem, odgarniając z czoła gęste ciemne włosy, ugryzł dojrzałą brzoskwinię i wepchnął do ust kawałek sera, odruchowo, nie zauważając smaku. Przymknął oczy. Gdy zaczęła mówić, jej powieki również opadły i pokrywająca je mozaika zdawała się pływać niczym czarne lilie po bladym stawie twarzy.
– Dzika kobieta wyjęła zza pasa długi nóż i trzymała go przez chwilę, niemal żartobliwie, przy gładkiej szyi księcia, gotowa do zabójczego ciosu…
Opowieść o księciu i gęsi, ciąg dalszy
– Daruj mi życie, pani – szepnął Leander. – Błagam. Zostanę tutaj i będę twoim sługą. Zajmę miejsce ptasiej panny i będę ci wierny do końca moich dni. Będę twój. Jestem młody i silny. Proszę.
Nie wiedział, co skłoniło go do wysunięcia takiej propozycji, obowiązującej jak prawo. Ale słowa wyrwały się z niego, jakby kobieta włożyła pięść do jego gardła i sama je wyciągnęła.
Jej oczy płonęły jak chmury obsiane tysiącami ziarenek, z których rodzą się błyskawice. Teraz był w nich jednak błysk kalkulacji. W następnej chwili nóż zniknął spod brody księcia.
– Jeśli nawet się zgodzę, to cię nie ocali – syknęła głosem wielkiej ropuchy śpiewającej o świcie. – Ale opowiem ci o mojej córce i jak zyskała skrzydła. Wtedy może zrozumiesz swoją propozycję i przekonamy się, czy nie wolałbyś śmierci.
Zamilkła. Zamiast rozpocząć opowieść, oderwała z kołnierza długi pas nakrapianego futra i obandażowała mu rękę. Ruchy miała wprawne i znacznie delikatniejsze, niż się spodziewał, niemalże, choć nie całkiem, czułe. Z sakiewki u pasa wyjęła zwiędnięte liście, wśród których rozpoznał wawrzyn i jałowiec. Przyłożyła je do zakrwawionych kikutów. Zaciskając opatrunek, przyjrzała się swojemu dziełu i osądziła, że jest wystarczająco dobre.
– Po pierwsze, nie jestem ślepa. Widzę, że jesteś młody i silny, i nie ma wątpliwości, że mogę wykorzystać twoją młodość i werwę jak źródlaną wodę. Ale nie o to chodzi. Umiesz słuchać? Umiesz się uczyć? Potrafisz zachować milczenie? Ciekawe. Zdaje się, że jesteś zepsutym młokosem, który nie ma uszu.
Książę spuścił głowę skruszony. Głuche tętnienie w okaleczonej ręce ustało. Nic nie mówił, uznając, że milczenie jest najlepszą tarczą, jaką może się przed nią bronić. Starucha usiadła pod wielkim kamieniem i zmięła w sękatych palcach kilka pachnących piżmem liści…
Opowieść wiedźmy
Pochodzę z plemion północy, spośród stepowych kobiet z ich kudłatymi końmi i oblepionymi śniegiem warkoczami. Jestem pewna, że słyszałeś opowieści – byłyśmy potworami, wybrykami natury, i zasłużyłyśmy na to, co w końcu nas spotkało.
Wśród tych nieludzkich potworów ja byłam najbardziej potworna i najbardziej nieludzka. Zwali mnie Nóż. W młodości, gdy moja siła wibrowała niczym napięta cięciwa, jeździłam konno najlepiej ze wszystkich dziewcząt. Miałam wiele naszyjników z jaspisu i wilczych kłów, trzy piękne noże myśliwskie, mocny łuk, który umiałam napiąć w kształt pełni księżyca, kołczan strzał z jastrzębimi piórami i skórę żbika, mojej pierwszej myśliwskiej zdobyczy. Wokół mnie rozciągały się dzikie stepy o barwie miodu, gdzie polowałyśmy na tłuste jelenie i gdzie brykały lśniące, brązowe, pachnące konie, które uwielbiałam. Biegały jak zmarszczki po górskim jeziorze. Biegałam wraz z nimi, jeździłam na nich i spałam przytulona do ich boków.
Byłam szczęśliwa, słońce stało wysoko. Miałam wszystko, czego potrzebowałam.
Moje siostry były starsze ode mnie, moi bracia przebywali daleko, walcząc na granicach naszego kraju. Byłam taka wolna i dzika, że mój śmiech często przypominał warczenie. Pewnego dnia babcia Zgięty Łuk, którą wszyscy nazywali Babcią, ale która naprawdę była moja i miała najbrzydszą twarz, jaką znałam, jak posiekana kora, wezwała mnie do siebie pod nowym księżycem. Powiedziała mi, że znalazła dla mnie mężczyznę, którego mam poślubić. Bardzo kochałam babcię, ale nie chciałam wychodzić za mąż. Byłam silną, szybką klaczą i nie potrzebowałam ogiera, który by mnie spowalniał. Ale słowo babci u nas stanowiło prawo. Potwory, wiesz, nie umieją doceniać subtelności przykazań wyrytych w kamieniu.
I tak, choć byłam bardzo młoda, stanęłam w jej spodniach z pięknej jeleniej skóry, z dumnym żbiczym futrem na ramionach, i wyszłam za mężczyznę, którego mi wybrała. Był smagły, miał bardzo błyszczące oczy, i polowaliśmy razem – z początku tnąc mięso obok siebie, ale z czasem staliśmy się jednym myśliwym, skaczącym na grubokościstego jelenia z błyskającymi bliźniaczymi nożami. Śmialiśmy się, warczeliśmy i znów się śmialiśmy pod niebem, na którym gwiazdy jaśniały jak krople mleka rozpryśnięte po czarnej skórze.
Kiedy nie polowałam z mężem, ścigałam się z siostrami, Cięciną i Kołczanem – wśród nas córki zawsze przychodzą trójkami – ćwiczyłam pieśni naszego plemienia i brzdąkający śpiew naszych łuków, a od babci uczyłyśmy się magii. Splatałam jej srebrne włosy, gdy uczyła nas tajemnych rzeczy – potwornych rzeczy, rzeczy sprzecznych z naturą. Pod Gwiazdą Wężem, Gwiazdą Uzdą i Gwiazdą Nożem, moją imienniczką, babcia pokrywała moją twarz delikatnymi tatuażami i zwała mnie swoją najlepszą dziewczynką, zwała mnie uczennicą i prawdziwą koniarką.
Rośliśmy, polowaliśmy, śmialiśmy się. Ale choć tego nie wiedziałam, słońce opadało coraz niżej na niebie.
Pewnego dnia wojska twojego ojca…
Przestań wytrzeszczać oczy, chłopcze. Sądzisz, że nie wiedziałam, kim jesteś, już w chwili, gdy wszedłeś na moją ziemię?
Pewnego dnia wrzeszczące wojska twojego ojca nadciągnęły z południa jak preriowy pożar. Król chciał zagarnąć nasze tłuste stada i silne konie. Chciał mieć głowy potworów na swojej ścianie. Chciał oczyścić swoje królestwo z odmieńców, z wybryków natury, które wyły, pełzały i przynosiły wstyd cywilizowanemu światu.
Nigdy nie widziałam niczego podobnego do jego żołnierzy. Nosili zbroje jak rybie łuski, na hełmach mieli strzeliste ciemne pióropusze i lśnili niczym tysiąc srebrnych chmur na koniach czarnych niczym demony. Wystrzeliłam w te chmury wszystkie swoje strzały, i wszystkie strzały Cięciwy z lotkami z kruczych piór, gdy jakiś mężczyzna odrąbał jej prawicę. Spod ciemnych, wilgotnych wnętrzności siostry wyciągnęłam jej nóż i próbowałam wbić go w trzewia jednego z chmur, ale nieczęsto używałam ostrzy, niezależnie od mojego imienia, więc pokonał mnie, jeszcze zanim moja ręka zaczęła kreślić łuk.
Był brudnym człowiekiem – a kiedy stworzenie, które spędza noce wciśnięte pomiędzy konie, bez dachu nad głową, zwie ciało brudnym, możesz być pewien, że nie chodzi o smród zwyczajnego brudu. Drapiąc mnie związaną rzemieniami brodą, zawszoną i zakrwawioną, chwycił mnie w talii i wciągnął na koński grzbiet. By zamknąć moje przeklinające usta, trzasnął mnie w twarz opancerzoną pięścią. Rękawica uniosła się przede mną, srebrna i dziwnie piękna, a potem moje czoło pękło i zalało się czerwienią.
Jaki był ze mnie potwór? Nie zdołałam dotrzymać pola nawet jednemu rycerzowi; nie mogłam wbić miecza nawet w jedną kwiczącą świnię. Spojrzałam przez płachtę łez, krwi i lepkiej gliniastej ziemi i zobaczyłam, że mój młody mąż pędzi za nami z wyciem ranionego wilka, a za nim gna twój ojciec z kruczym pióropuszem, na rumaku bojowym. Jeździec w czarnych piórach ciął ogromnym mieczem biedną pierś mojego męża, bez jednej myśli czy wysiłku, jakby łapał muchę palcami. Kawałki kości i krwi frunęły do przodu, mój mąż plunął krwią na trawę i ukląkł jakby w modlitwie, a potem runął twarzą w krwawe błoto.
Próbowałam przestać płakać i przytuliłam policzek do boku obcego konia, szukając pociechy – przynajmniej był to koń, przynajmniej potem i skórą nie różnił się od moich długonogich przyjaciół – szukając węchem dobroci mojej rodziny w tym grubym, potężnym tułowiu.
Ruszyliśmy na południe.
Słońce znikło.
***
Ta pierwsza pięść – pierwsza z wielu – naznaczyła moją twarz, pokryła moje czoło bliznami grubymi jak lina żeglarza. Reszta jednakże jest moim dziełem. Jechaliśmy długi czas. Straciłam rachubę tych dni. Spowijał mnie kwaśny zapach brudnego mężczyzny i przymierającego głodem konia. Brakowało żywności dla rycerzy i kobiet, co dopiero dla tych biednych zwierząt, które powinny być nacierane olejem, kochane i głaskane podczas picia wody.
Po paru dniach Kołczan odebrała sobie życie, skacząc do rzeki; nurt jak tchnienie nocy uniósł ją daleko ode mnie, choć powinnam ją złapać i przytulić jej twarz do mojej. Była najstarsza, jednak ja żyję, a ona jest martwa.
Wiedziałam, zanim przybyliśmy do pałacu, co się ze mną stanie. Nawet potwory nie są głupie. Miałam zostać niewolnicą, przeznaczoną do sprawiania przyjemności twojemu ojcu i jego unurzanym w brudzie żołnierzom. Miałam chodzić ślicznie ubrana i natarta olejami jak ladacznica. Niewola mnie nie trapiła, ucieczka miała być dość prosta. Ale nie chciałam robić nic dla ich przyjemności i nie chciałam być dla nich piękna. Uznali, że tatuaże zrobione przez moją babcię, te piękne ciemne linie wijące się po mojej twarzy, są egzotyczne.
Moja nienawiść płonęła czarnym, wściekłym ogniem. Pewnej nocy, gdy śmierdzący brudem rycerz, który mnie pojmał, zapadł w pijacki sen, wyjęłam sztylet z pochwy u jego pasa. Była to piękna broń, z prostym, czystym ostrzem, które migotało jak woda grobowca Kołczana. Przyłożyłam je do policzków i pociągnęłam dwa razy, trzy razy, na zawsze niszcząc piękno, jakie mogą posiadać potwory.
Oczywiście mężczyźni wpadli we wściekłość, gdy rankiem ujrzeli moją twarz grubo usmarowaną krwią, jakbym włożyła szkarłatną maskę ze skóry. Zabrali mnie z namiotu i zaciągnęli do kolumny niewolników, żałosnych stworzeń przeznaczonych do pracy w kopalniach i kamieniołomach. Naprawdę wierzyłam, że i ja tam trafię, by ciąć skałę i wybierać metal z gór, i nie posiadałam się z radości – co jest łatwiejsze niż ucieczka, gdy wszędzie wokół wznoszą się zapraszające góry? Miałam wrażenie, że jestem w lisiej skórze, pełna nadziei zwycięstwa. Ale się pomyliłam.
Pałac wzniósł się przed nami jak ogier, ciężki i groźny, i ku memu przerażeniu nie wysłano mnie dalej, na usiane złotem wzgórza albo do wapiennych dolin, lecz wciągnięto do środka. W dół, w dół, w dół, w dół tysięcy schodów, przez setki bram powlokły mnie szorstkie ręce i wrzuciły do maleńkiej celi wilgotnej od potu i lat. Ach, pomyślałam wtedy, to moja kara za zniszczenie żołnierskiego łupu.
Wyłam, wrzeszczałam i skrzeczałam jak stado oszalałych sów, darłam włosy i kamienną podłogę, aż poharatane palce przestały mnie słuchać. Leżałam na kamieniach jak dziecko, skulona i płacząca, ucieczka była niemożliwa, miałam przeżyć życie w tym miejscu, sto nocy od śnieżnych, omiatanych wiatrem stepów. Wtedy z ciemności napłynął chichoczący głos, znajomy i szorstko słodki, pocierający mój policzek jak wilcze futro.
– Opadłaś z sił, dziewczyno? – zapytał cicho.
Spojrzałam w mrok, w kąty pomieszczenia, gdzie spodziewałam się zobaczyć stosy kości i starych włosów, i ujrzałam swoją babcię siedzącą ze skrzyżowanymi nogami, ubraną w łachmany i roześmianą.
– Musiałaś się trochę wykrzyczeć, wiem, ale teraz tylko sobie pobłażasz. Czyżbym niczego cię nie nauczyła? – Otworzyła ramiona, suche jak spękana kora, a ja w nie wpadłam. Nie wiem, jak długo mnie tuliła, ile razy umarłam, wróciłam do życia i znowu umarłam. Ale kiedy spojrzałam w jej twarz, z uśmiechem gładziła mnie po włosach. – Nie jest tak źle, kochanie, mogli przecież cię zabić.
– To jest gorsze – burknęłam.
Babcia uderzyła mnie mocno w pokaleczoną twarz. Policzek zabrzmiał jak klaśnięcie w koński bok.
– Nie. Żyjesz. Obie twoje siostry umarły. Litujesz się nad sobą, ty zepsute dziecko? Chyba cię rozpuściłam.
Zraniona, patrzyłam jak nieme zwierzę.
– Sprowadzili mnie tutaj, bo myślą, że mogą mnie złamać albo wykorzystać, albo jedno i drugie – mruknęła. – Jestem przecież wyjątkową niewolnicą. Teraz należę do ich głupiego nadwornego czarodzieja, z kapeluszem i sztuczkami z królikiem. Postanowiłam, że będę z tego rada. Zostawią mnie tutaj na tyle długo, żebym zrozumiała, kto rządzi, a kto nie, po czym postawią przed królem, żeby pokazać, jakim dobrym jestem psem. Będę bliżej niż potrzeba, żeby poderżnąć mu gardło. – Uśmiechnęła się promiennie, pełna radości. – Mamy więc trochę czasu na rozmowy. Powiem ci wszystko, co musisz wiedzieć, żebyś też mogła być szczęśliwa ze swojego losu. – Ściągnęła usta, oglądając moje pokiereszowane policzki. – Dobrze, że oszpeciłaś twarz, bo dzięki temu jesteśmy razem, ale również dlatego, że piękne kobiety rzadko tworzą silne czary.
Słowa babci zbierały się wokół jak sadzawka zimnej wody, kołysząc mnie i chłodząc moją zaczerwienioną skórę. Jej oczy lśniły jak sowie, twarz była spokojna jak księżyc.
– Teraz słuchaj. Zanim nas rozdzielą, muszę ci opowiedzieć historię mojej nauki, żebyś wiedziała, co ja wiem i czego sama byś się nauczyła, i twoje siostry też, gdyby król nie spadł na nas jak kamień rzucony z wysoka. Skoro stało się, jak się stało, musisz wziąć wszystko, co możesz, z moich starych kości.
***
Dziewczynka przerwała opowieść, zaciskając delikatne usta, patrząc w noc oczami cienia i utkanej sieci.
– Przystajesz i ruszasz dalej jak uparty żółw – powiedział chłopiec głucho – zawsze chowasz głowę, gdy chcę usłyszeć więcej. Robisz mi tak na złość?
Dziewczynka uśmiechnęła się blado, jakby chciała przeprosić. Ostrożnie oblizała wargi, ze smutkiem smakując resztki pieczonego gołębia.
– Muszę trochę odpocząć. Prześpijmy się godzinę, potem podejmę opowieść. – Urwała, zarumieniona po korzonki włosów. – Możesz położyć się koło mnie, jeśli chcesz; nocami jest tu zimno.
Zrobiła miejsce w długiej trawie i chłopiec niezdarnie położył się przy niej. Przez długi czas oboje nie mogli zasnąć, sztywni i wylęknieni, jakby jedno nie przespało wszystkich nocy w życiu obok brata lub siostry, a drugie nigdy nie nocowało w ukwieconych altankach i dziuplach drzew. On patrzył na nią, jej włosy poruszały się na wietrze jak rzeczne sitowie, aż wreszcie zasnęła, a wtedy, jakby bezwład jej członków stanowił swego rodzaju przyzwolenie, sam także zapadł w sen.
Ale niedługo później potrząsnął ją za ramię, spragniony jej historii jak żebrak wody na bezkresnej pustyni.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Bazyliszek

Posted: May 20th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , | No Comments »

Myślałem, że od czasów podstawówki i czytaniu paru legend bazyliszek nie pojawi się na mojej czytelniczej drodze. Na szczęście Graham Masterton postarał się o wskrzeszenie zainteresowania tym stworem całą powieść o potworze, który był postrachem Krakowa.

Według podań bazyliszek rodzi się raz na 100 lat z jaja złożonego przez koguta (inne podania mówią o wężu). Stwór cuchnie siarką i broni się kłami oraz swoim spojrzeniem. W powieści Mastertona jest trochę inaczej. Profesor Nathan Underhill, próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi i zastosowaniem ich w leczeniu wielu chorób, wobec których medycyna była dotychczas bezradna. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem mitycznej istoty – bazyliszka. On jednak korzysta w swej pracy z alchemii i czarnej magii. Koniec końców jego wysiłki zostają nagrodzone w postaci prawie idealnego stwora.

Od tego momentu akcja staje się szybka i nie do końca możemy przewidzieć, co będzie się działo. Apokalipsa i śmierć wszystkich ludzi? Bazyliszek przejmuje władzę nad światem? Na szczęście nic z tych rzeczy – Underhill za wszelką cenę chce zniszczyć dzieło Zaubera i pomóc żonie, która od spojrzenia bazyliszka zapadła w śpiączkę.

Przenosimy się do Krakowa (jak ja kocham te rodzinne klimaty ;) ) i poznajemy genezę powstania stwora w XX wieku. Masterton dokładnie – bez koloryzowania (ale i bez przekłamań) opisuje polską rzeczywistość i z tego powodu należy mu się szacunek.

Szacunek również dla wnikliwego opracowania tematu nie tylko bazyliszków, ale również gryfów czy innych stworzeń, które pojawiają się na kartach książki. Doskonale przytoczone źródła (szczególnie kroniki Kadłubka) robią wrażenie – Masterton wykonał kawał dobrej roboty przy powieści, która przecież nie do końca ma być do bólu rzeczywista.

Jak zwykle doskonała narracja i niesamowity epilog ;) daje nam doskonałą lekturę na letnie wieczory. Zastanawiam się tylko (i obawiam) by legendy o gryfach, bazyliszkach i innych stworach pozostały tylko legendą (nawet gdyby miały ratować ludzkie życie). Tak będzie lepiej i przyjemniej dla nas wszystkich.

PS> Radzę także przeczytać to, jeśli mówimy już o Mastertonie.

Bazyliszek
Graham Masterton
Wydawnictwo: Rebis , Styczeń 2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Igrzyska śmierci – rewiev

Posted: May 19th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , | No Comments »

Czy można napisać coś dla młodych, dojrzałych ludzi, co nie będzie kolejną sagą o wampirach (nikogo nie obrażając)? Wydawać by się mogło, że nie – jednak Suzanne Collins “igrzyskami śmierci” udowodniła, że jest zupełnie inaczej.

Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję.

Tak w telegraficznym skrócie wygląda początek 3-tomowej (w Polsce na razie mamy tylko “Igrzyska Śmierci) sagi o losach Stanów Zjednoczonych w niedalekiej przyszłości. Jednak ta przyszłość niebezpiecznie w wielu elementach przypomina nam czasy, w których żyjemy (no może z małymi wyjątkami).

Mamy więc różne społeczne grupy, które żyją w określonym dystrykcie (od najbogatszego do najbiedniejszego). Biedni głosu nie mają – muszą być posłuszni najbogatszym i od nich (nomen omen) zależy ich życie. Kulminacją takich rządów są właśnie igrzyska śmierci, które transmitowane (jak Big Brother) 24 godziny na dobę wyłaniają zwycięzcę, który może żyć bez trosk do końca życia. Oczywiście, aby zwyciężyć należy zabić swoich przeciwników więc krew i trup sieje się gęsto.

Na całe szczęście Katniss Everdeen – nastoletnia mieszkanka 12 dystryktu i dobrowolna uczestniczka igrzysk (a także nasza narratorka) udowadnia, że można w tym całym ogromie zła pokazać pozytywne uczucia, jak przyjaźń, zaufanie czy miłość. Czy jednak są one do końca prawdziwe? Z pewnością trzeba przeczytać książkę, by naprawdę dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi ;)

Akcja rozwija się w dość szybkim tempie, które nie pozwoli do końca skupiać uwagi na wizji autorki dotyczącej obrazu USA w przyszłości. Nie szkodzi – losy bohaterów są tak intrygujące (i tajemnicze), że nawet zakończenie książki nie pozwoli nam przejść do porządku dziennego (bo kończy się znamiennym KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ). Oczywiście pozostaje nam czekać na polskie wydanie 2 kolejnych tomów, które mam nadzieję, rozwieją wątpliwości i odpowiedzą na pytania zawarte w części pierwszej.

Zdecydowanie jedna z lepszych książek, jaka ukazała się ostatnio na rynku (równocześnie z audiobookiem, którego fragment można posłuchać tutaj). Nie można przejść obok niej obojętnie, bo taka powieść zdarza się raz na kilka lat.

Polecam.

Igrzyska śmierci
Autor: Suzanne Collins
wydawnictwo Media Rodzina
2009

Więcej o książce można przeczytać tutaj

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Sławomir Mrożek prezentuje…

Posted: May 14th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , , , | No Comments »

Sławomir Mrożek i jego rysunki w wydaniu on-line! Doskonałe poczucie humoru, spostrzegawczość i błyskotliwość Sławomira Mrożka w zabawnej rysunkowej pigułce. Łamiąc stereotypy bawi i jednocześnie zmusza do refleksji nad światem, który nas otacza.

Zobacz więcej: www.noir.pl/mrozek/

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Dziennik nazisty. Wyznania Eichmanna

Posted: May 8th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | 4 Comments »

Niby autor tej książki pisze doskonałe thrillery – jednak opowieść o Eichmannie bije na głowę przeszłe i przyszłe książki, które ukażą się na wydawniczym rynku z zakresu historii II wojny światowej.

Adolf Eichmann, oficer SS odpowiedzialny za ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej, w 1946 roku zbiegł z obozu amerykańskiego i w 1958, po latach ukrywania się na Bliskim Wschodzie, osiedlił się w Argentynie jako Ricardo Klement (“Klemens”). Wytropiony przez Mossad, został w 1960 porwany i wywieziony do Izraela. W roku 1961 skazano go na karę śmierci i powieszono.

Tak w skrócie przedstawia się ta 300 stronnicowa opowieść o człowieku, którego do dziś nazywa się zabójcą 6 mln Żydów podczas II wojny światowej. Oczywiście powyższy cytat to tylko przedsmak tego, co w książce znajdziemy.

Stan Lauryssens pisze opowieść historyczną unikając w jakikolwiek sposób nudnej historycznej mowy, która w sposób bezosobowy ma nam przedstawić nowe fakty. “Dziennik nazisty” powstał z setek rozmów, opowieści i materiałów źródłowych, do których autor dochodził latami. Tylko dzięki takiemu działaniu mógł nadać książce styl epickiej opowieści z tragicznym finałem.

Jaki był Eichmann? Autor unika odpowiedzi na to pytanie. Z kart “Dziennika” dowiadujemy się jednak wielu szczegółów na temat samej osobowości zbrodniarza. Był dokładnym wykonawcą rozkazów (eksterminacja Żydów), który wywodził się z biednej rodziny. Jedynie podczas ucieczki z Europy starał się ukryć tożsamość – już podczas pobytu w Argentynie nie krył swojej przeszłości (co poniekąd go zgubiło). Testy, które zrobiono mu podczas pobytu w izraelskim więzieniu przeraziły samego psychologa – tak złej osobowości nigdy nie widział.

Z drugiej strony Eichmann to miłośnik muzyki klasycznej oraz filozofii, który bardzo kochał swoją rodzinę. Dlaczego więc został tym, kim został? Czy jego tłumaczenia się nagrane na 62 taśmach Sassena mówiące o wykonywaniu rozkazów, bo tak trzeba są prawdziwe? A może jego zapiski w dzienniku więziennym, gdzie mówi o wielkim bólu podczas oglądania grobów w Oświęcimiu stanowią podstawę do mówienia o jego osobowości?

Pytań, które stawia książka jest więcej. Czy dobrze się stało, że Sassen nie został osądzony (bo przeciw niemu też były silne dowody)? Czy ujawnienie taśm i zwierzeń Eichmanna, które dyktował Sassenowi w czasie procesu (a miały być wydane po jego śmierci) było działaniem moralnie uczciwym? Co stało się z Dr Mengele, który pojawia się zarówno w rozmowach jak i na zdjęciu w książce?

Szkoda, że autor nie pochnął wielu wątków naprzód, niemniej ukłony w stronę tego, co udało mu się zdziałać. Najlepsza historyczna opowieść od dawna.

Dziennik nazisty. Wyznania Eichmanna
Stan Lauryssens
Wydawnictwo Dolnośląskie

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Streszczanie Prousta

Posted: May 2nd, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , , , , | No Comments »

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Red Horse odświeżony

Posted: April 27th, 2009 | Author: | Filed under: Różności | Tags: , , , , , , , | No Comments »

Nowa strona wydawnictwa prezentuje się o niebo lepiej niż poprzednia wersja.

Jakie plusy?
- zdecydowanie czytelniejsza
- więcej informacji o książkach (nowościach)
- łatwiejsze i dokładniejsze wyszukiwanie
- lepsza kolorystyka
- usunięcie masy log partnerów, które były niepotrzebne
- fajna prezentacja autorów wydawnictwa Red Horse

Jakie minusy?
- mało materiałów w dziale materiały
- trochę błędów ortograficznych na stronie

Strona dostępna tutaj.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Zuźka D. Zołzik zostaje (prawie) druhną

Posted: April 25th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , , , , | 2 Comments »

Czyli jak odchamić się po konferencji prasowej Palikota.

Zuźka D. Zołzik jest bardzo dorosłą panią. Dlaczego więc wszyscy traktują ją jak dziecko? To nie fair. Ale Zuźka wie, jak poradzić sobie w tej sytuacji. Jej ciocia Maja wychodzi za mąż. Zuźka zyskuje niepowtarzalną szansę udowodnienia swojej dorosłości! Szkoda, że nie została wybrana na druhnę, która sypie kwiatki, bo wtedy to dopiero mogłaby się popisać. Ale Zuzia ma sposoby, by zwrócić na siebie uwagę…

Książka wydawnictwa Nasza Księgarnia robi wrażenie – choć przeznaczona jest dla czytelnika trochę mniejszego niż autor tych wypocin. Zuźka charakteryzuje się logiką i postępowaniem, jakiego z pewnością zazdroszczą jej dorośli – którym “pewnych rzeczy nie wolno”.

Jakie to są rzeczy? Ot, wproszenie się na ślub cioci, zostanie (przez oznajmienie) druhną bo “z pewnością ciocia tak chce i ma taką niespodziankę”. Rubaszne i zaskakujące zachowanie podczas wesela oraz ciekawy finał całej opowieści (spuentowany przez niezawodną Zuzię oczywiście).

W całym tym zamieszaniu ( w którym czasem trudno się połapać) znajdziemy wiele czytelniczej radości z odkrywania i poznawania rzeczy, które niby są nam znane, a jednak dzięki dziecięcej interpretacji nabierają nowego – zupełnie nieznanego nam znaczenia.

Ciekawy i prosty język sprawiają, że wydawnictwo idealnie trafi do dzieci plus 4 oraz dorosłych, którym brakuje czasem takiego zuziowatego luzu. A przecież o to w życiu chodzi. Cieszmy się więc razem z pociechami czytając te (i inne) przygody Zuzi, która świetnie uzupełnia puste miejsce po Pippi – dziewczynce równie szokującej co nasza mała Zuzia.

Autor:Barbara Park
Ilustrator: Denise Brunkus
Tłumacz: Magdalena Koziej
rok wydania: 2009
ilość stron: 72
rodzaj wydania: miękka

Książka do nabycia tutaj

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.