Fatima do dzisiaj budzi wiele pytań i wątpliwości. Czy Matka Boska miała plan ukazując się trójce portugalskich pastuszków? O co chodzi z tajemnicami z tej miejscowości? Dlaczego dwójka umarła młodo? To niektóre z pytań, na jakie odpowiedź znajdziemy w książce “Siostra Łucja” ukazującej się nakładem wydawnictwa Rafael.
Tytułowa postać przez wiele lat nosiła doskonałe wspomnienie o objawieniach, których doznawała w bardzo młodym wieku. Dziwić może pamięć niemal fotograficzna jeśli idzie o szczegóły kolejnych wizji i zdarzeń, na które zlękliby się nawet najbardziej odważni ludzie. Trudno uwierzyć, że ona wraz ze swoim kuzynostwem bez obaw podeszła do kobiety, która “zeszła z nieba” blaskiem tak oślepiającym, że trudno go opisać. I jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego zdecydowała się mówić o swoich spotkaniach tak mało.
Wszystko zaczęło 13 V 1917 r., gdy trójce wiejskich dzieci ponad konarami dębu ukazała się Matka Boska i jednemu z nich przekazała trzy „tajemnice fatimskie”. Dla upamiętnienia tego cudownego wydarzenia i w trosce o rzesze przybywających wiernych, w 1953 r. wzniesiono w Fatimie monumentalną bazylikę.
Gdy dzisiaj czytamy relacje z trudnego życia doświadczających objawień powala ogrom zła, jakie ludzie uczynili (i pewnie czynią) i jakie należy odpracować, by według słów Matki Boskiej, uchronić się od kary piekła. Przerażać może wizja piekła, o której pisze Łucja w swoich wspomnieniach. Zastanawia natomiast cud słońca, który wywarł wielkie wrażenie na zebranych.
Jacy byli pastuszkowie z Łucją na czele? Przede wszystkim da się zauważyć w nich wiarę, która nie domaga się cudów. Jeśli już o coś prosili, to nigdy o nic dla siebie. Widać w nich też dużą odwagę w walce o wielkie rzeczy. Okazuje się, że wiara rzeczywiście może przenosić góry.
Czy Łucja wyjawiła wszystkie tajemnice fatimskie? Wielu do dzisiaj zadaje sobie to pytanie – książka ta jednak kategorycznie dementuje wszelakie plotki na ten temat.
W wielu książkach dotyczących tych wydarzeń książka, którą warto mieć na półce.
Aleksandra Murzańska, “Siostra Łucja”, Rafael, 2012.
Z okazji obchodów jubileuszu 20-lecia wydawnictwo Media Rodzina przekaże 20 bibliotekom – 20 palet książek, docierając do nich niezwykłym książkobusem.
Zadaniem książkobusu ma być nie tylko transport książek, ale i promocja czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży. Partnerem akcji jest Fundacja „Cała Polska czyta dzieciom”.
Podczas dni miast, na festynach autobus ustawiony w centrum, na rynku lub przed centralną biblioteką stanie się ośrodkiem zabaw i warsztatów dla dzieci. Wnętrze autobusu przebudowane niekonwencjonalnie będzie centralnym elementem prowadzonych działań. Wejście do niego oznacza przekroczenie granicy wyobraźni.
Podczas tournée po Polsce autobus ma dotrzeć do 20 miast i miasteczek, w których główna biblioteka miejska otrzyma prezent od wydawnictwa w postaci książek przeznaczonych dla dzieci i młodzieży.
Czytelnicy książki “Grać pierwszy fortepian. Rozmowy z Adamem Makowiczem” będą mieli okazję do zdobycia autografu bohatera tej publikacji. Światowej sławy jazzman wystąpi w tym tygodniu na kilku koncertach:
16 maja o 18:00 w Filharmonii Gorzowskiej Adam Makowicz spotka się z publicznością. Opowie m.in. o kulisach powstawania jego biografii “Grać pierwszy fortepian. Rozmowy z Adamem Makowiczem”. Tego wieczoru zostanie również wyświetlony film „Trzeba uderzać we właściwe klawisze”.
18 maja o godz. 19:00 w Sali Koncertowej odbędzie się Koncert Galowy z okazji I Rocznicy Działalności Filharmonii Gorzowskiej.
Wystąpią: Adam Makowicz – fortepian, Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej, Piotr Borkowski – dyrygent.
Koncert poprowadzą Jan Popis i Paweł Sztompke.
Tego wieczoru będzie można usłyszeć m.in.:
- Uwerturę “Il Nome della rosa” opartą na motywach powieści Umberto Eco “Imię Róży” (Jeajoon Ryu)
- Muzykę na smyczki, perkusję i czelestę (Bela Bartok)
- Elegię na orkiestrę (Tadeusz Baird)
- Błękitną Rapsodię (George Gershwin).
19 maja o godz. 18:00 podczas 7. Silesian Jazz Festival w Filharmonii Śląskiej (sala na Giszowcu) Adam Makowicz zaprezentuje standardy amerykanskie (Gershwin, Ellington, Armstrong, Bernstein, Rodgers, Porter), jazzowe interpretacje utworów Chopina oraz utwory własne.
Po koncercie spotka się z publicznością, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące m.in. jego biografii “Grać pierwszy forepian. Rozmowy z Adamem Makowiczem”.
20 maja o godz. 21:00 w Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku Adam Makowicz wystąpi podczas II Kaszubskiej Majówki Jazzowej.
W piątek 11 maja od 17:00 do 19:00 na Kanapie Literakiej (Sala Kopernika) zagości światowej sławy jazzman – Adam Makowicz. Będzie to okazja do kupienia jego burzliwej biografii “Grać pierwszy fortepian. Rozmowy z Adamem Makowiczem” i zdobycia autografu.
“Grać pierwszy fortepian…” to niesamowicie motywująca książka, która udowadnia, że jeśli się czegoś bardzo chce, to można pokonać nawet największe przeszkody. Adam Makowicz opowiada w niej o swoich polskich i zagranicznych występach. Wspomina również współpracę z różnymi artystami, m.in. Leszkiem Możdżerem, Zbigniewem Namysłowskim oraz Wojciechem Młynarskim. Walorem tej publikacji są wzbogacające ją
wypowiedzi osób, które znają Makowicza. Należą do nich np.: Urszula Dudziak, Michał Urbaniak i Piotr Paleczny.
Podczas Targów będzie można też kupić inne książki związane z jazzem, opublikowane przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne:
- “Historia jazzu w Polsce” Krystiana Brodackiego, przybliżajaca w popularnonaukowym stylu polskie losy jazzu
- “Jazzowisko Trójmiasta. Historia jazzu w Gdańsku, Gdyni i Sopocie 1945-2010″ Stanisława Danielewicza, czyli publikacja uwalniająca czytelników od konieczności wertowania ogromnej liczby źrodeł w poszukiwaniu wiadomości o trójmiejskim jazzie
- “My, saksofon” Jacka Delonga, odtwarzająca ponad 160-letnie dzieje saksofonu i pokazująca jego podwójne oblicze
- audiobook “Gershwin” oparty na monografii autorstwa Lucjana Kydryńskiego czyta Marcin Kydryński; jego bohaterem jest człowiek, który jako jeden z pierwszych usiłował skojarzyć pewne elementy jazzu z muzyką symfoniczną.
“Edda” to kolejna część opowieści o Awatarach, którą to pokochali czytelnicy w Polsce i na świecie. Autor to człowiek, który świat wirtualny zna lepiej niż ja i Ty, drogi Czytelniku, niemniej jednak nie za bardzo rozumie rzeczywistość. Dla opowieści to jednak lepiej.
Jak pisze wydawca (TELBIT): Wszyscy mieszkańcy Eddy składają się z pikseli – z wyjątkiem Penelopy. Podczas gdy jej ludzkie ciało utrzymywane jest przy życiu w szpitalnym łóżku, jej awatar biega samopas i może zrobić dosłownie wszystko… łącznie z wytworzeniem zabójczej broni dla swojego opiekuna, lorda Scanthaxa. Gdy ostatni władca Eddy decyduje się na inwazję innych wirtualnych światów, Erik-Cindella z Epica i Zjawa z Sagi stają się częścią historii i biorą udział w ostatecznej, wielkiej wojnie między wszechświatami. Czy jest szansa na pokojowe rozwiązanie? Czy jednak wszystko musi się rozstrzygnąć za sprawą mieczy i pistoletów?
Wkraczamy więc w świat, który przypomina po trochu wszystkie inne stworzone wcześniej. Z drugiej jednak strony jest on różny od znanych nam dotychczas lądów. Potyczki Awatarów od czasów filmu Camerona wciągają bardziej niż Gwiezdne Wojny.
Oczyma wyobraźni przenosimy się więc do krainy, w której konflikty niszczą to, co najważniejsze. Okazuje się, że ludzie, jako gatunek nie umieją znaleźć porozumienia pomiędzy innymi gatunkami. Słaby to scenariusz w obliczu postępu, który umożliwi być może poznanie innych światów. Są wszak inne, niż ten nasz.
Conor Kistick pisze świetnie. Szkoda, że tak mało i historia awatarów się skończyła. Mam nadzieję, że się mylę.
Czy jeśli Bóg zjawia się na Twoim talerzu szanowny Czytelniku, to znak, że coś się dzieje? Nie do końca wiadomo, jednak terapia, którą uprawia autorka ma sens i u wielu eliminuje głupie i zupełnie niepotrzebne nawyki żywieniowe. Nawyki, które wielu zniszczyły życie, rodzinę i związki.
Co naprawdę kryje się za kompulsywnym objadaniem się? Dlaczego myśli tak wielu kobiet krążą wokół jedzenia lub… niejedzenia? Autorka, znana specjalistka od tzw. “emocjonalnego objadania się” wyjaśnia, że podstawą wszelkiego sukcesu jest akceptacja siebie, a sukcesem nie jest zrzucenie zbędnych kilogramów lecz spełnienie w życiu.
Autorka dobrze rzecze – wszak wokół nas możemy zaobserwować wiele osób, które jedzenie traktują jako środek uśmierzający ból świata i istnienia. Zjem ciasteczka, bo mi smutno. Zjem 10 batonów, bo jest zła pogoda. Zjem w KFC, bo już tydzień jadę na samej sałacie. Drogie Panie, to o Was!
Autorka pokazuje nam terapie, na których wiele kobiet ma ochotę ją zabić. Z jednej strony chcą być zdrowe i piękne, z drugiej jednak pączek to dla nich nie grzech. A oponka rośnie. Więc w czasie sesji niektóre z pań mają ochotę Roth zabić, inne torturować, reszta zaś obwinia ją za błędy, którym winne są one same.
Co jest sekretem jej diety? Sumienność, wytrwałość w postanowieniach i modlitwa. Czy skierowana do Boga? A jeśli ktoś nie wierzy? I tak warto przeczytać, bo takich poradników dietetycznych nie pisze się często.
Geneen Roth, “Kobiety, jedzenie i Bóg”, Świat Książki, 2012.
Moja historia, to historia setek, tysięcy kobiet skazywanych na chłostę każdego dnia, miesiąca, roku, skazywanych szybkim wyrokiem sądów zajmujących się utrzymaniem porządku publicznego – pisze autorka, skazana na czterdzieści batów za to, że do restauracji weszła w spodniach
“40 batów za spodnie” to historia, w którą trudno uwierzyć. Południowy Sudan jest jednym z najbiedniejszych regionów świata, zniszczonym przez 22 lata wojny domowej. Całe pokolenie młodych Sudańczyków nie ma szans na edukację, nie ma dostępu do podstawowej ochrony zdrowia i ma bardzo niewielkie możliwości znalezienia jekiegokolwiek zatrudnienia.
W tym wszystkim jest policja obyczajowa, która czuwa nad czystością wiary i zachowania ludzi. To przez nią autorka dostała 40 batów – pomimo swojej pozycji i sławy, jaką kojarzona jest w tamtym rejonie. Niedawno można było w sieci zobaczyć film z publicznego biczowania kobiety w tym kraju.
W książce widzimy jeszcze więcej przykładów straszliwego traktowania ludzi, którzy popełniają drobne wykroczenia. Czy należy szanować obyczaje Muzułmanów czy może jednak należy coś z tym zrobić? Głosy są podzielone – niemniej książka ta jest wołaniem o pomoc. Wszak 40 batów to najmniejsza kara, jaką codziennie w Sudanie dostaje jakaś kobieta.
Straszne, acz wciągające. Pozostaje w głowie na długo.
Lubna Ahmad Al-Hussein, “40 batów za spodnie”, Świat Książki, 2012.
Tak powinien się przedstawiać autor książki “Wieczorny seans”. Jego powrót do klasycznej Warszawy będzie dla wielu sentymentalnym spacerem ze zbrodnią w tle.
Zanim jednak zaczniemy rozkoszować się klimatem lat 80. musimy zaznajomić się ze zbrodniami wieku nam współczesnego. Jesteśmy więc w korporacji, w której ginie dyrektor. Sprawą zajmuje się oficer – Konstanty Podbiał, który niechybnie wywołuje w czytelniku salwy śmiechu. Podbiał? A czemu nie Nabiał?
Okazuje się jednak, że na tym odbiorca powinien przestać się śmiać. Konstanty zna się na robocie równie dobrze jak Krzysztof Rutkowski – ponoć były detektyw. Jest twardy, umie rzucić mięsem i celnie strzela. A czasem zdarzają mu się zachowania godne prezydenta Obamy, który zabiega o głosy na kolejną elekcję.
Zagadka, o której czytamy nie jest prosta. Mimo, że dyrektor był osobą z trudnym charakterem, nie było podstawy, by wysyłać go na tamten świat. Beśka bawi się z nami, jak przystało na klasycznego twórcę kryminału. Do końca więc nie wiemy, co kryje się za zbrodnią, co jest jej przyczyną i czy finał rzeczywiście zakończy mroczny ciąg zdarzeń.
Wspominałem o warszawskim, romantycznym spacerku. Są więc obiekty o nazwie: “”Moskwa”", “”Skarpa”", “”Sawa”", “”Relax”", “”Syrena”"…”. Są warszawskie uliczki, zabytki i współczesne obiekty, które kojarzą niewychowaniu w stolicy.
Beśka ma talent. Szlifuj go chłopie tak, byś go nie zmarnował.
Skandynawski kryminał ma się dobrze. Trzyma poziom i zaskakuje nowymi pomysłami, lub też reanimacją znanych już chwytów rodem z tej zimnej krainy. Nie inaczej jest w “Uzasadnionej wątpliwości”.
Tym razem rzecz jest o prawniku. Mikael Brenne zajmuje się reprezentowaniem w sądzie drobnych złodziejaszków. Gdy w biurze zjawiają się ubrani w drogie garnitury Serbowie, nadarza się szansa wydostania firmy z finansowych tarapatów. Prawnik skwapliwie wykorzystuje okazję.
Interes życia szybko okazuje się pułapką. Mikael jest coraz bardziej uwikłany w ciemne sprawki swoich klientów. Przerażony pragnie zakończyć współpracę, jednak okazuje się, że na to już za późno. Jak daleko może posunąć się prawnik, aby odzyskać wolność? Dalej, niż ktokolwiek potrafiłby sobie wyobrazić…
Akcja toczy się szybko – tak jak seks, który główny bohater uprawia namiętnie, aczkolwiek bez wyraźnego delektowania się. Tygiel kulturowy, który początkowo dogadywał się – zaczyna wrzeć i do końca nie wiemy, kiedy wybuchnie. Widzimy jednak, jak wielkie szkody dzieją się, gdy to następuje.
Świat palestry oszołamia swoją wielkością, powiązaniami i zwyczajami. Lepiej niż zapijaczeni detektywi orientują się w wielu sprawach, jednak inne ich grzeszki i grzechy powodują, że tracimy do nich sympatię. Niemniej jednak ciekawie czyta się o sprawach kryminalnych z punktu widzenia prawnika. Coś nowego w gąszczu detektywów i policjantów.
Chris Tvedt stara się – podobnie zresztą jak Mankell – powiedzieć, że niektóre zmiany następujące w jego kraju nie są dobre. Czy jednak ktoś usłyszy jego wołanie ponad ciekawą historią? Wątpię.
Prokuratorzy wojskowi, w związku z możliwym odnalezieniem szczątków Tu-154M, przesłuchali czterech samorządowców ze stołecznego Ursynowa, którzy byli z wizytą w Smoleńsku. Mężczyzna posiadający szczątki samolotu mówił, iż odkupił je od zbieraczy złomu, którzy je “ocalili”.
Nie on jeden pokazał, że ma w sobie manię zbieractwa, kolekcjonowania rzeczy, które z pozoru wartości nie mają. W tym wypadku chodzi zapewne o symbol – dla wielu ważniejszy niż słynny krzyż. Pewnie w Polsce takich zbieraczy – kolekcjonerów jest więcej. Dlaczego to robią? Jak to się zaczyna? To tylko dwa pytania, na które odpowiedzi udziela Krzysztof Pomian w swojej książce “Zbieracze i osobliwości”.
Wędrujemy drogą, która posiada wiele wąskich uliczek. Niektóre z nich są tak długie, że Pomian tematu nie wyczerpuje, inne zaś mają ślepy zaułek, z którego trudno się wydostać. Obserwujemy proces powstawania muzeów – wszak na kartach książki pojawiają się co chwila. To one są symbolem zbieractwa, które do dzisiaj uprawiają ludzie na całym świecie.
Choć autor przedstawia przykłady z Włoch i Francji już widzę, że droga, którą kroczy jest schematem pozwalającym śledzić historie na terenie innych krajów. Ciekawie Pomian pokazuje granice pomiędzy kolekcjonowaniem prywatnym a państwowym.
Co zbiera się u Pomiana? Rzeczy, o których nie moglibyśmy pomyśleć, że nadają się do kolekcjonowania. I w tym miejscu pojawia się pytanie, czy to aby nie choroba? Czy to nie rak, który trawi zbieracza ginącego powoli w swojej kolekcji? Ważniejszej niż on sam, rodzina i otoczenie?
Pomian oprócz trafnych odpowiedzi stawia pytania, z którymi pozostajemy po lekturze. Odwiedzenie muzeum nigdy już nie będzie takie samo.
Lektura obowiązkowa.
Krzysztof Pomian, “Zbieracze i osobliwości”, Słowo Obraz Terytoria, 2012.
Media Rodzina po dobrym tłumaczeniu “Pinokia” serwuje wiernym czytelnikom kolejny diament. Chodzi mianowicie o baśnie rosyjskie pod tajemniczym tytułem “Czarna kura”.
Klimat naszego wschodniego sąsiada zachowany został już w edytorskim układzie książki. Litery przypominające cyrylicę, obrazy wielkie i potężne jak cerkiewne ikony czy twarze czerwone od mrozu i nie tylko – to szczegóły, dzięki którym przenosimy się do Rosji czasów carów i … niezwykłych zdarzeń. Przy nich “Mistrz i Małgorzata” to pikuś.
“Czarna kura” to zbiór pięciu znanych baśni rosyjskich autorstwa najznakomitszych pisarzy: Czechowa, Puszkina, Gogola i Pogorielskiego powstałych na przełomie XVIII i XIX wieku. Znajdziemy tu takie utwory, jak: “Kasztanka”, Antoniego Czechowa, “Nos”, Mikołaja Gogola, “Jarmark w Soroczyńcach”, Mikołaja Gogola, “Bajka o carze Sałtanie, o jego synu…”, Aleksandra Puszkina.
Nie są to opowieści całkowicie wesołe. Dużo jest łez, cierpienia i strachu, który dotyka przede wszystkim słabych i najmłodszych bohaterów. Mróz, wychowanie bez rodziców w wrogim środowisku to tylko niektóre z przykładów wywołujących konsternację u młodego odbiorcy.W ilustracjach Giennadija Spirina, z pochodzenia Rosjanina widać realistyczne detale z odległej epoki. To jednak nie zmniejsza – a tylko powiększa wielkość krzywd opisanych w baśniach.
Mistrzowie pióra XIX wieku nadal poruszają problemy aktualne nawet dla współczesnego odbiorcy. Kłamstwo nie popłaca, każdy kij ma dwa końce czy prawie wszystko kończy się dobrze – to niektóre z haseł, jakie są wnioskiem płynącym z lektury.
Rosja to ciekawy kraj. Z “Czarną kurą” wydaje się być jeszcze ciekawszy.
“Czarna kura. Baśnie rosyjskie”, Media Rodzina, 2012.
Hanna Szymanderska zmierzyła się (z pozytywnym skutkiem) z tematem, który nurtuje wielu. Mianowicie – co jadali wielcy tego świata? Czy miało to wpływ na ich nietuzikowe kariery?
“Dania z anegdotą” to książka, w której przepisy połączone są z opowieściami dotyczącymi danej potrawy. Zaczynamy więc od sosów, poprzez sałaty, drób, ryby, przekąski, na deserach kończąc. Czytamy więc o naleśnikach a la Gundel nadziewanych masą orzechowo-migdałową, polane czekoladą i koniakiem. Ślinka cieknie nam na myśl o Stroganowie, który nazwę wziął od rodowego nazwiska rosyjskich bojarów. Mamy też dania, w których głównym składnikiem … jest przyprawa. Więc nie dziwmy się, gdy czytamy o curry z bakłażanem czy baraniną.
Miało być jednak o wielkich, sławnych i bogatych. Czytam więc ze smakiem o Chateaubrandzie, który był wielbicielem jedzenia wykwintnego i drogiego. Jego przepis na ziemniaki już sam w sobie jest daniem głównym i deserem – w naszych warunkach możemy dodać do niego jakiegoś smażonego mięsiwa.
Dobry musi być karp a la Pomian, którego nazwa pochodzi od autora – Edwarda Pożerskiego, który był uznanym autorytetem jeśli chodzi o kuchnię we Francji. Jest i zupa hrabiego Rumforda zaskakująca znakomitymi połączeniami i smakiem, który czuć z kart książki. Wszystko to opisane i wplecione w plotki z wielkiego świata, którego już nie ma.
Każdy przepis – choć niektóre mają już trochę lat da wykonać się we współczesnej kuchni. To doskonała odskocznia od tradycyjnych schabowych. Wielu twierdzi wręcz, że potrawy te są zdrowsze niż nasze współczesne. Cóż – jeść coś, co mógł wcinać Napoleon – bezcenne… Polecam na majówkę – niekoniecznie z grilla.
Hanna Szymanderska, “Dania z anegdotą”, Świat Książki, 2012.
Ręka Flauberta to książka o mężczyźnie, który urodził się w Normandii w roku 1821 i po pewnym czasie, w tajemniczych okolicznościach, zajął się rzemiosłem skrajnie niebezpiecznym i trudnym: został pisarzem.
Nic dziwnego, że autorka – Renata Lis, chwalona jest za tę książkę jak ostatnio żaden pisarz w Polsce. Widać wyraźnie, że jej praca – polegająca głównie na badaniu niewydanych w Polsce pism autora oraz szczegółów jego życia nie poszła na marne.
Zaczynamy więc o ręki, która do końca życia szpeciła bohatera książki. Jeden wypadek zaważył na tym, że znający francuskiego pisarza kojarzą go właśnie z tym szczegółem z paszportu, w którym widniał taki oto zapis: „znak szczególny: oparzenie na prawej ręce”.
Widzimy słynną wypchaną papugę, która do dzisiaj znajduje się w Muzeum Medycyny w Rouen. Tam też oglądać można jedną izbę, która w całości poświęcona jest autorowi “Salambo”. Należy jednak wcześniej zorientować się, czy opiekunowie tego miejsca mają zamiar je otworzyć. Przebywając w tym mieście dwa razy natrafiałem na zamknięte drzwi i jakikolwiek brak informacji o przyczynie.
Wróćmy jednak do Flauberta Renaty Lis. Bowiem jak w każdej próbie odtworzenia życia pisarza mamy do czynienia do pokazywania go wedle swoich teorii, opinii i przemyśleń. Jest więc autor “Pani Bovary” pracoholikiem, który namiętnie kocha kobiety i widzi upadek cywilizacji. Przeciwnik całkowitego oddania się we władanie maszynom daje do myślenia – czy postęp, nawet obecny, może być prowadzony po trupach?
Kolejne rozdziały książki to uzupełniające się eseje pokazujące nam pisarza, jakiego nie znamy. I choć on tylko do dzisiaj jest równie popularny co kiedyś, to w Polsce wiedza o nim dawkowana jest stopniowo. Dlatego warto przeczytać pierwszą tak pełną książkę Renaty Lis.
Kądziel to w przemyśle włókienniczym pęk włókien (lnianych, konopnych lub wełnianych) do przędzenia, umocowany na krążku przęślicy lub kołowrotka. Podobnie jest w powieści napisanej przez Marię Rodziewiczówną – powieści pod tym samym tytułem.
Wielu badaczy nie podchodzi do tej ani do innych książek pisarki z odpowiednią powagą. Nie pomylę się pisząc, że dla wielu Rodziewiczówna to taka pozytywistyczna Szczuka połączona z Coehlo. Dużo rad ubranych w słowa jednak bez szans na zastosowanie w życiu codziennym. I jeszcze to wielbienie Polaków i Polskości – jak napisał jeden z internautów – coś na wzór Radia Maryja i Naszego Dziennika. O zgrozo…
Mało jednak kto chce pamiętać, że Rodziewiczówna zgodnie z hasłami pozytywizmu sama potrafiła o siebie zadbać. Zarządzała niemałym majątkiem, pisała i pomagała wszystkim, którzy tej pomocy potrzebowali. Jej książki ówcześnie były bestsellerami, a ich jakość pozostawała zgodna z duchem epoki i poetyką.
Tak samo jest w przypadku “Kądzieli”. Taida Skarszewska – pewnie porte parole pisarki – musi utrzymać ogromne gospodarstwo. Jednak dla kobiety to same problemy. Trudno jej obrobić pole, siać i zbierać. Ma jednak kobieta silny charakter – potrafi walczyć o swoje – to jednak nic nie daje w czasach, gdzie liczy się pierwiastek męski.
Zaczyna więc bohaterka kombinować i w sieci powiązań i wzajemnej kobiecej pomocy widzi swoją siłę. Tylko razem mogą sobie poradzić bohaterki tej i innych powieści Rodziewiczówny. Czy sobie radzą? Przeczytać można w “Kądzieli”, jak i w “Pożarach i zgliszczach” czy “Klejnocie”.
Dobra i pełna pozytywistycznego optymizmu powieść, która uzupełnia wydawnicze braki na księgarskich półkach. Cieszę się, że wydawnictwa wracają do autorów, którzy powinni być ocaleni od zapomnienia.
Wydawnictwo Bosz minimalistycznie ale i skutecznie prezentuje naszą skromną ojczyznę w wydanym przez siebie przewodniku “Euro – miasta i areny w Polsce”.
Warszawa, Poznań, Kraków, Gdańsk i Wrocław będą gościć piłkarzy i kibiców. Czy są na to przygotowani? Bosz proponuje nam krótki acz konkretny przewodnik po tych stolicach europejskiej piłki w 2012 roku.
Mamy więc krótkie charakterystyki miast, ważne adresy i telefony oraz areny, na których rozgrywane będą mecze. Wszystko to ozdobione jest dobrymi jakościowo zdjęciami pomagającemu zlokalizować się zagranicznemu turyście. To ważne, bo Euro swoją drogą a Polska swoją i nie do końca wierzę, że wszystko będzie zapięte na ostatni guzik.
Tekst opisujący jest esencją tego, co każdy o danym mieście – jego historii i zabytkach wiedzieć powinien. To dobra książeczka dla wolontariuszy, którzy chcą budować chwałę polskiego imienia za darmo. Gdy turysta zapyta się ich o dobrą restaurację, autobus czy toaletę – ta ściąga może im pomóc.
Edytorski majstersztyk jest też ciekawym prezentem dla każdego kibica. Wiadomo wszak, że Euro nie zdarza się w Polsce często, tyle stadionów i dróg również nie buduje się co roku. Pod ręką warto więc mieć takie wydawnictwo w kolorze najlepszej murawy.
Użyteczne, tanie i skuteczne. Książka, która choć na chwilę powoduje wzrost narodowej dumy.
“Euro miasta i areny w Polsce – przewodnik”, wydawnictwo BOSZ, 2012.