Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Kac i rogi

Posted: June 17th, 2010 | Author: | Filed under: Różności | Tags: , , , , , , | 1 Comment »

Tytułowe połączenie, choć absurdalne, może się zdarzyć. Udowadnia to Joe Hill w swoim dziełku pod tytułem “Rogi”.

Rogi

Ignatius Perrish budzi się pewnego ranka kompletnie skacowany. Kiedy patrzy w lustro okazuje się, że na główce wyrosły mu “piękne” różki. Nasz bohater (oprócz zastanawiania się, czy może to przez za dużą ilość alkoholu) biegnie do lekarza. Ten jednak zaczyna się zachowywać baaaaardzo dziwnie. Podobnie jak inni napotkani ludzie. Kiedy Ig dotyka skóry innego człowieka, poznaje jego myśli, wspomnienia, widzi przeszłość.

Joe Hill z ojca Stephena napisał doskonałe “Upiory XX wieku”. Ciekawe opowiadania, po które do dzisiaj sięgam z przyjemnością. “Rogi” potwierdzają dobry poziom i dziedziczenie genów po tatusiu.

Pomysł z rogami jest nienowy, jednak wykorzystany do końca, ciekawie i konsekwentnie. Początkowo nie wiemy, o co chodzi. Stopniowo jednak poznajemy istotę problemu. Autor umie budować nastrój grozy, więc mocne przeżycia są gwarantowane.

Pomimo niskiego gatunku możemy wraz z bohaterami drążyć przyczyny i skutki otaczającego nas zła. Gdyby nie ludzie, nie powstałby żaden dobry horror. Bo diabelskie różki to gadżet, który zasłania nam prawdziwą istotę problemu.

Nareszcie Prószyński zatrudnił osobę z wizją do okładek takich książek. Bo książka to nie tylko treść, ale również przedmiot estetyczny, który polecam.

“Rogi”
Joe Hill
Prószyński
2010

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Pod kopułą – reklama

Posted: March 25th, 2010 | Author: | Filed under: PRomocja Książki | Tags: , , , , , , , | No Comments »

Polska reklama “Pod kopułą”.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Czarny dom już 6 kwietnia

Posted: March 25th, 2010 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , | No Comments »

Ledwo mieliśmy okazję cieszyć się wydaniem “Pod kopułą”, Prószyński wyda “Czarny dom”.

czarny dom

Dwadzieścia lat temu Jack Sawyer zawędrował do Terytoriów, by ocalić swoją matkę i jej Dwójniczkę przed śmiercią. Obecnie jest byłym funkcjonariuszem wydziału zabójstw policji Los Angeles i wiedzie ciche życie w małym mieście w Wisconsin. Jego spokój nie trwa jednak długo, wkrótce w okolicy dochodzi do serii okrutnych morderstw, a Sawyer zostaje zaangażowany w śledztwo. Czy zabójstwa są dziełem psychopaty, czy też spokojnym miasteczkiem zawładnęła tajemnicza, złowroga siła? Jack wraz z Aniołami Piekieł rusza do walki z nieznanym, którego potęga przerasta wszelkie oczekiwania. Wynik tej próby sił do ostatniej chwili pozostanie niepewny…

Zobacz zapowiedź video

Stephen King (ur. 1947 w Portland) napisał ponad pięćdziesiąt książek i wszystkie zyskały status światowych bestsellerów. Znajduje się między nimi seria Mroczna Wieża oraz powieści: „Lśnienie” (1998), „Miasteczko Salem” (1998), „Worek kości” (1998) czy „Misery” (2004). Powieści Kinga doczekały się wielomilionowych nakładów, tłumaczeń na przeszło 30 języków, a na całym świecie można znaleźć ponad 300 milionów egzemplarzy książek z jego nazwiskiem na okładce. Stephen King mieszka w stanie Maine z żoną, powieściopisarką Tabithą King.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


King w wyśmienitej formie!

Posted: March 18th, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , | No Comments »

Już “Po zachodzie słońca” pokazało, że Stephen King powraca do wysokiej formy. Jej apogeum przypadło na “Pod kopułą”.

pod kopułą

Chester’s Mill pewnego dnia zostaje przykryte tajemniczą kopułą. Rozbija się samolot, widzimy świstaka przecinanego na pół. Ludzie zostają zamknięci i nie mają szans (na razie) na wyjście z sytuacji. Oczywiście taka izolacja nie przynosi nic dobrego. W ludziach (i tak zepsutych do szpiku kości) budzą się pragnienia i żądze, za które powinni wisieć na najbliższym drzewie. Są oczywiście też osobnicy dobrzy (Barbara – weteran z Iraku), którzy muszą stoczyć walkę z szatanem. A jego siła rośnie w miarę zbliżania się do końca…

Motyw apokalipsy w poprzednich powieściach Kinga nie wychodził najlepiej. Oczywiście jest ciekawy “Bastion”, ale już “Komórka” nie należy do powieści najwyższych lotów. Są samotni wędrowcy, którzy przeżyli i szukają schronienia i innych ocalonych. To jednak pikuś w porównaniu z “Pod kopułą”.

Dwa obozy – dobry i zły pokazują, jakie instynkty kierują ludźmi w sytuacjach ekstremalnych. Najpierw przestaje się liczyć prawo. Potem ludzie za nic mają najwyższe nakazy. Na końcu jest samowolka. Jedni chcą kopuły, inni chcą kopułę zlikwidować. A King jako wszechwiedzący doskonale oddaje tę walkę i wszystkie uczucia z nią związane.

Dostaje się także politykom, mediom i … sieci, która w “Pod kopułą” odgrywa również ważną rolę. Niestety znów nie popisano się z tłumaczeniem. Dlatego lepiej w miarę możliwości sięgać po oryginał, który pokazuje prawdziwy artyzm języka mistrza.

1000 stron doskonałego wypasu – obowiązkowo trzeba przeczytać.

“Pod kopułą”
Stephen King
Prószyński i S-ka
2010

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Gruba w sprzedaży

Posted: February 23rd, 2010 | Author: | Filed under: PRomocja Książki | Tags: , , | No Comments »

gruba

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


“Pod kopułą” – fragment

Posted: February 20th, 2010 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , | No Comments »

Fragment powieści Kinga, która ukaże się w Polsce 9 marca.

pod kopula

Duke Perkins patrzył na scenę, jaka się rozgrywała za plecami Dużego Jima. Ernie Calvert i Johnny Carver ze stacji benzynowej Mill Gas & Grocery pomagali Jackie wstać. Policjantka była oszołomiona. Z nosa ciekła jej krew, ale poza tym nie widać było obrażeń. Tak czy inaczej sytuacja wyglądała nieciekawie. Oczywiście w pewnym stopniu to normalne, gdy zdarzy się wypadek z ofiarami śmiertelnymi, lecz tym razem najwyraźniej coś potoczyło się gorzej niż zwykle.
Choćby kwestia samolotu. Na pewno wcale nie próbował lądować. Za dużo było wokół jego części, zbyt szeroko rozrzucone. I ci gapie. Też jakoś nie w porządku… Randolph nie zwrócił na to uwagi, ale Duke Perkins – owszem. Ludzie powinni utworzyć jedną grupę. Zawsze tak robili, jakby szukali pocieszenia w obliczu śmierci. Tymczasem tutaj ustawili się w dwóch grupach – po obu stronach miejskiej granicy. A ci, którzy zebrali się na terenie Motton, stali stanowczo zbyt blisko płonącej ciężarówki. W zasadzie w bezpiecznej odległości, jednak… dlaczego nie przechodzili dalej?
Zza zakrętu na południu wyłoniły się pierwsze wozy strażackie. Trzy. Z radością dostrzegł na boku drugiego złoty napis STRAŻ POŻARNA Chester’s Mill WÓZ NR 2. Tłumek zafalował, cofnął się między krzewy, robiąc straży więcej miejsca. Duke skupił się ponownie na Renniem.
– Co tu się stało? Coś wiesz?
Rennie otworzył usta, ale nie zdążył się odezwać, bo uprzedził go Ernie Calvert.
– Na drodze jest jakaś przeszkoda. Nie widać jej, panie władzo, ale jest. W nią uderzyła ciężarówka. I samolot też.
– Właśnie, cholera! – poparł go Dinsmore.
– I Wettington też się z nią zderzyła – dorzucił Johnny Carver. – Całe szczęście, że wolno szła.
Objął ramieniem Jackie, która nadal miała nieprzytomne spojrzenie. Na rękawie kurtki Carvera, naznaczonej hasłem: TANKUJĘ W GAS & GROCERY, widniała plama krwi policjantki. Nie uszło to uwagi Duke’a.
Po stronie Motton zjawił się kolejny wóz strażacki. Pierwsze dwa zablokowały drogę, ustawiając się w literę V. Strażacy już wysypywali się z samochodów, rozwijali węże. Duke usłyszał dobiegający od Castle Rock pulsujący sygnał karetki pogotowia.
A gdzie nasze? Też pojechały na te nieszczęsne ćwiczenia?
Nie podobała mu się ta myśl. Kto przy zdrowych zmysłach wysłałby karetkę do pożaru pustego budynku?
– Wygląda na to, że mamy tu jakąś niewidoczną barierę – zaczął Rennie.
– Tak, to już wiem – stwierdził Duke. – Nie mam pojęcia, co to właściwie ma znaczyć, ale że jest, już zrozumiałem.
Zostawił Renniego samemu sobie i podszedł do krwawiącej policjantki. Nie zauważył, że policzki wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej oblała głęboka czerwień.
– Jackie, przeżyjesz jakoś? – zwrócił się do Wettington.
– Przeżyję. – Dotknęła nosa. Krew ciekła coraz wolniej. – Złamany? – spytała. – Nie czuję, żeby był złamany.
– Nie, jest cały, ale i tak spuchnie. Nie przejmuj się, na zabawie dożynkowej będziesz już wyglądała całkiem dobrze.
Uśmiechnęła się słabo.
– Komendancie – odezwał się Rennie. – Stanowczo powinniśmy zadzwonić do jakichś służb bezpieczeństwa. Jeśli nie do Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, bo to chyba jednak zbyt radykalne posunięcie, to może po policję stanową…
Duke odsunął go na bok. Grzecznie, ale stanowczo. Nieomal odepchnął. Rennie zacisnął pięści, lecz zaraz rozluźnił dłonie. Owszem, przez całe życie raczej sam popychał, niż był popychany, ale zaciskanie pięści tak czy inaczej było dobre dla tępaków, czego doskonały przykład stanowił jego rodzony syn. Tak czy inaczej zniewaga nie pójdzie w niepamięć. I w odpowiednim momencie… Za jakiś czas… A zemsta im dojrzalsza, tym słodsza.
– Peter! – zawołał Duke do Randolpha. – Skontaktuj się ze szpitalem i spytaj, gdzie u licha ciężkiego jest nasza karetka! Ma być tutaj, i to już!
– Morrison się tym zajmie – odparł Randolph. Wziął z auta aparat fotograficzny i zaczął pstrykać zdjęcia.
– Ty się tym zajmiesz, i to natychmiast.
– Szefie, Jackie też może to sprawdzić, a nikt inny…
– Jak będę chciał znać twoje zdanie, to cię o nie zapytam.
Randolph zamierzał obrzucić komendanta spojrzeniem, które by mu wszystko powiedziało, lecz podniósłszy na niego wzrok, tylko odłożył aparat na przednie siedzenie i chwycił telefon komórkowy.
– Jackie, co to było? – odezwał się Duke.
– Nie wiem. Najpierw miałam dziwne wrażenie, jakby mnie przeszedł prąd, trochę tak jak wtedy, kiedy się niechcący dotknie bolców przy wsadzaniu wtyczki do gniazdka. A potem uderzyłam… Kurczę, nie wiem w co.
Od strony gapiów dobiegło chóralne „aaach!”. Strażacy właśnie zaczęli lać wodę na płonącą ciężarówkę. Silne strumienie spadały na ogień, ale za rozbitym samochodem od czegoś się odbijały, rozbryz­giwały na boki i tworzyły w powietrzu tęczowe łuki. Duke w życiu nie widział nic podobnego. Chociaż… trochę to przypominało myjnię samochodową, kiedy człowiek obserwuje strumienie wody pod dużym ciśnieniem na przedniej szybie.
Potem zobaczył tęczę również po stronie Mill. Ta była niewielka.
Jedna z patrzących, Lissa Jamieson, bibliotekarka, ruszyła w ich stronę.
– Lissa, stój! – krzyknął Duke.
Udała, że nie słyszy. Szła jak zahipnotyzowana. Zatrzymała się dosłownie kilka centymetrów od miejsca, gdzie strumień wody pod ogromnym ciśnieniem uderzał w powietrze, rozłożyła ramiona. Komendant widział, jak wilgotnieją jej włosy ściągnięte w koński ogon. Tuż za jej plecami zamigotała kolejna tęcza.
– Tyle wody z tamtej strony, a tutaj prawie nic! – zawołała Lissa entuzjastycznie. – Mgiełka jak z nawilżacza!
Peter Randolph podniósł wysoko rękę z telefonem i pokręcił głową.
– Mam sygnał, ale nie mogę się połączyć. Pewnie dlatego że wszyscy dzwonią. – Zatoczył ręką szeroki łuk. – Ciągle zajęte.
Duke nie wiedział, czy to możliwe, ale rzeczywiście, chyba wszyscy gapie mieli w rękach telefony, jedni gadali, inni robili zdjęcia, tylko Lissa nadal udawała nimfę wodną.
– Idź ją przyprowadź – polecił Randolphowi. – Zabierz ją stamtąd, zanim wyciągnie kryształy albo coś w ten deseń.
Randolph przybrał wyraz twarzy, który mówił wyraźnie, że takie polecenia są stanowczo poniżej jego szarży i godności, ale poszedł.
Duke się roześmiał. Głośno i serdecznie.
– Co w tym śmiesznego, na litość boską? – zirytował się Rennie.
Po stronie Motton zatrzymywało się na drodze coraz więcej wozów policyjnych z powiatu Castle. Jeżeli Perkins nie zapanuje nad sytuacją, kontrolę przejmie Rock. A potem wyciągnie profity.
Duke ucichł, lecz ciągle miał uśmieszek na ustach. Całkiem wyraźny.
– Niezła rozpsiajucha – powiedział. – Tak byś to nazwał, co? A ja się nauczyłem, że czasami jedynym sposobem na poradzenie sobie z rozpsiajuchą jest śmiech.
– Nie rozumiem, o co ci chodzi! – odparł Rennie zbyt głośno.
Synowie Dinsmore’a odsunęli się od niego, stanęli bliżej ojca.
– Wiem, wiem – powiedział Duke. – Nie szkodzi. Na razie wystarczy, żebyś pamiętał, kto tu dowodzi. Ja. Przynajmniej dopóki nie zjawi się szeryf powiatu. A ty jesteś radnym miejskim. Nie odgrywasz tu żadnej oficjalnej roli, dlatego proszę, żebyś się cofnął.
Pod koniec zdania Duke podniósł głos i wskazał miejsce, gdzie Henry Morrison rozciągał żółtą taśmę, omijając dwa większe szczątki samolotu.
– Proszę państwa, proszę się odsunąć, pozwolić nam pracować. Proszę iść za radnym Renniem. Zaprowadzi państwa za żółtą taśmę.
– Duke, wcale mi się to nie podoba – przestrzegł go Rennie.
– Bóg z tobą. W ogóle mnie to nie obchodzi – oznajmił Duke. – Zejdź z miejsca zdarzenia. I uważaj na taśmę. Nie chciałbym, żeby Henry musiał ją przytwierdzać po raz drugi.
– Komendancie, zapamiętaj sobie, jak się dzisiaj do mnie odnosisz. Bo ja tego nie zapomnę.
Rennie odszedł sztywnym krokiem, za nim ruszyli inni. Większość oglądała się przez ramię, spoglądała na delikatną mgiełkę przesączającą się przez barierę umazaną ropą, formującą na jezdni wilgotną linię. Kilkoro co bystrzejszych, między nimi Ernie Calvert, zdało sobie sprawę, że owa linia pokrywa się dokładnie z granicą między Motton a Mill.
Duży Jim Rennie czuł ogromną pokusę, by po dziecinnemu złośliwie zerwać taśmę starannie rozciągniętą przez Hanka Morrisona, ale się powstrzymał. Jednak nie zamierzał jej obchodzić dookoła i dopuścić do tego, żeby do jego eleganckich spodni, za które zapłacił sześćdziesiąt dolarów, poprzyczepiały się rzepy. Przeszedł pod plastikiem, przytrzymując go jedną ręką. Kosztowało go to nieco trudu, bo wydatny brzuch utrudniał ruchy.
Duke wolnym krokiem zbliżył się do miejsca, gdzie Jackie z czymś się zderzyła. Jedną rękę miał wyciągniętą przed siebie, jak ślepiec szukający drogi w nieznanym pomieszczeniu.
Tutaj upadła… a tutaj…
Poczuł ciarki, tak jak mówiła. Tyle że zamiast minąć, szybko zmieniły się one w palący ból po lewej stronie klatki piersiowej. Czasu starczyło mu tylko na to, by przypomnieć sobie ostatnie słowa Brendy: „Uważaj na rozrusznik”. Zaraz potem urządzenie eksplodowało mu w piersiach z taką siłą, że rozerwało koszulkę z logo drużyny Wildcats, którą włożył na siebie tego dnia, by uczcić popołudniowy mecz. Krew, strzępy bawełny i kawałki ciała uderzyły w barierę.
Z ust patrzących wyrwało się zgodne „aaach!”.
Duke chciał wymówić imię żony. Nie zdołał, ale w myślach wyraźnie ujrzał jej twarz. Uśmiechniętą.
A potem ciemność.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Lekko nudnawy zbiór mistrza

Posted: January 25th, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , | No Comments »

“Szkieletowa załoga”, którą rozpoczyna mistrzowska “Mgła” zapowiada się ciekawie. Szkoda jednak, że zabawa z opowieści na opowieść staje się lekko nudnawa.

szkieletowa zaloga

Trzy opowiadania ze zbioru zostały zekranizowane: “Edytor tekstu” i “Babcia” (jako odcinki serialu “Tales From The Dark Side”) oraz właśnie “Mgła” (kinowy film w reżyserii Franka Darabonta). Trzy opowiadania nie są warte jednak kilkudziesięciu złotych, jakie trzeba by wydać na tą książkę. Jest jeszcze “Babcia”, którą można interpretować na wiele sposobów oraz “Szkoła przetrwania”, która ocieka krwią i flakami najlepszej jakości.

King jest mistrzem wstępu. Cieszy fakt, że dba on tak o czytelnika wyjaśniając co, jak i dlaczego. Reszta jednak nie stanowi żadnej uczty. Groza w pozostałych opowiadaniach jest wątpliwa, ich długość i wielowątkowość konkretnie nudzi.

Można to jednak mistrzowi wybaczyć – raz pod wozem – raz na wozie. I tak co roku musi napisać przynajmniej jedną powieść, by się mu wszystko opłacało. Niech pisze – jego powieści bez opowiadaniowych podtekstów są o niebo lepsze.

Nie polecam.

“Szkieletowa załoga”
Stephen King
Prószyński
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Gdy słońce chyli się ku zachodowi…

Posted: January 23rd, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Najlepszy według mnie zbiór opowiadań Stephena Kinga, który mistrzem krótkiej formy nie jest.

nocna zmiana

Opowiadania zawarte w tym zbiorze powstały, kiedy Stephen King był dopiero u progu wielkiej kariery, a krytycy wyrażali się o jego twórczości sceptycznie. I rzeczywiście w części mieli rację.

Opowiadania takie jak “Magiel” czy “Ciężarówki” nie przynoszą chluby pisarskiemu warsztatowi Kinga. O dziwo jednak oba doczekały się ekranizacji – równie kiepskich, co literackie pierwowzory. “Kosiarz trawy” jest już zdecydowanie lepszy, chociaż też wpisuje się w nurt nieudanych prób literackich Stephena K. Dlatego przejdźmy do lepszych rzeczy znajdujących się w zbiorze.

“Wiem, czego ci (po)trzeba” jest opowiadaniem, które tygryski lubią najbardziej. Napięcie rośnie w miarę czytania, kult voo doo i trochę innej magii podobać się musi. Podobnie jak “Cmentarna szychta”, gdzie King czerpie garścią z Lovecrafta. “Ostatni szczebel w drabinie” mimo, że grozy w nim brak – też chwyta za te struny, które wrażliwe są na pisaninę Kinga.

Jak zwykle ciekawa narracja oraz obszerny wstęp, w którym autor wyjaśnia nam co, jak i dlaczego. Czy można chcieć czegoś więcej?

Dobrze wydane dziełko Kinga do poczytania i posiadania na jednej z wyższych półek.

“Nocna zmiana”
Stephen King
Prószyński
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Pudełko w kształcie serca

Posted: January 22nd, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Joe Hill z Kingów na całe szczęście nie potrzebuje używać sławnego nazwiska. Ciekawe opowieści z piekła rodem wystarczają, by nazywać go “kultowym” bez tatusiowej protekcji.

pudełko w kształcie serca

Zwyczajne pudełko w kształcie serca, w którym zostaje wysłany garnitur zawierający ducha jest najważniejszym fetyszem powieści. Ma ono coś z lampy Alladyna i szczęśliwych szkatułek, które (prawie) każdy chce mieć. Do takich ludzi zalicza się Jude Coyne – popularny muzyk, który poleca asystentowi zakupić owe cudo.

Cudo ma jednak feler. Duch to zmarły ojciec jednej z fanek, która pono przez Jude popełniła samobójstwo. Tatuś chce podręczyć muzyka aż do grobowej deski. Plany jego zostają jednak skutecznie pokrzyżowane.

Ma Joe wyobraźnię. Duch, który pała żądzą zemsty sam w sobie nie jest nowy. Jednak to, co dzieje się w trakcie całego aktu “zemsty” już tak. Autor zgłębił zagadnienia okultyzmu i nie wykazuje braku wiedzy z tej dziedziny. Co więcej – opisywane z pieczołowitością szczegóły zasługują na uznanie. Wisienką na torcie są seanse spirytystyczne z klasycznym oprzyrządowaniem. Łza się w oku kręci…

Doskonały język młodego Kinga sprawia, że nastrój grozy, pomimo szybkiego ujawnienia sprawcy wszystkich nieszczęść, nie mija. Jednak cały artyzm słowa widać w “Upiorach XX wieku”. Dłuższa forma gdzieś zabija te smaczki Joe Hilla znanego mi jako autor tej pozycji.

“Pudełko w kształcie serca” to debiut Joe Hilla. Takich debiutów życzyłbym sobie więcej. Czekam też na kolejne polskie przekłady dzieł udanego syna ciekawego ojca. Amen.

“Pudełko w kształcie serca”
Joe Hill
Prószyński
2007

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Powołanie trójki

Posted: January 8th, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Czyli wkraczamy w kolejną część “Mrocznej wieży”.

powołanie trójki

Właściwie należałoby wszystkie części Mrocznej Wieży opisywać razem. Niemniej jednak jestem głęboko przekonany o potrzebie czytania tej opowieści po kolei i każdej z książek z osobna.

Niesamowity język i doskonały warsztat Kinga daje radość czytelniczą, jakiej trudno szukać w wydanych niedawno innych książkach Kinga. Nie wiem, jak narodziła się ta historia, jednak pewnie i tu maczała swoje palce chwila/wrażenie/połączone dwa niepasujące zdarzenia.

W “Powołaniu trójki “po konfrontacji z człowiekiem w czerni Roland budzi się na brzegu Morza Zachodniego, gdzie odnajduje drzwi – wrota czasowe umożliwiające mu przeniknięcie do Ameryki drugiej połowy XX wieku. W Nowy Jorku spotyka troje wybranych: młodego Eddie Deana, piękną Odettę Holmes i Jacka Morta, seryjnego zabójcę.

z nimi powraca do swojego świata. W krucjacie przeciwko siłom zła zyskuje nowych sprzymierzeńców, którzy pomogą mu w misji rozwikłania tajemnicy Mrocznej Wieży.

Lektura obowiązkowa – najlepiej w wydaniu Świata Książki.

“Powołanie trójki”
Stephen King
Świat Książki
2004

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Opowieści po północy

Posted: January 7th, 2010 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , | No Comments »

Stephen King nie jest mistrzem krótkiej formy. Z kolei długa robi wrażenie. Tak jest w przypadku “4 po północy”.

Cztery długie opowiadania mistrza grozy, fascynująca podróż w świat najbardziej przerażających koszmarów. Stephen King jak zwykle ujawnia lęki, jakie drążą Amerykę.

Langoliery to historia niezwykłego lotu z Los Angeles do Bostonu. Garstka pasażerów, która zapadła w drzemkę, z przerażeniem odkrywa, że współtowarzysze podróży zniknęli, a oni sami przebywają w innej rzeczywistości. Opowiadanie ma coś ze “Stukstrachów” więc zabawa jest przednia.

Z kolei bohaterem Tajemnego okna, tajemnego ogrodu jest poczytny pisarz Morton Rainey. Jego życie zamienia się w koszmar, gdy odwiedza go nieznajomy mężczyzna, twierdząc, że Morton splagiatował napisaną przez niego powieść.

W Policjancie bibliotecznym pojawia się budząca grozę postać zmarłej bibliotekarki, która straszy dzieci nieoddające w terminie wypożyczonych książek. Polaroidowy pies opowiada o nawiedzonym aparacie fotograficznym, który z uporem maniaka robi to samo zdjęcie – atakującego psa.

4 opowiadania mistrza grozy możnaby spokojnie potraktować jako 4 osobne książki. Jednak nie są opowiadania przedłużane na siłę. Doskonała akcja i żywy język każdego z nich sprawia, że na nowo odradza się we mnie wiara w opowiadania Stephena Kinga.

Niepotrzebne wstępy o chwilach, emocjach i wrażeniach, które dały pomysł na opowiadanie i tak nie zniechęcają od czytania. Polecam, bo naprawdę warto!

“4 po północy”
Stephen King
wyd. Prószyński
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


King zdesperowany

Posted: December 29th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , | No Comments »

Doskonałe połączenie historii, psychologii i bożej ręki – napisane pod pseudonimem to totalny odlot dla wszystkich fanów Stephena K.

desperacja

Górnicze miasteczko Desperacja, położone w odludnej części środkowej Newady, staje się miejscem niezwykłych, przerażających wydarzeń. Niegdyś kipiące życiem, od pewnego czasu sprawia wrażenie opuszczonego przez mieszkańców. Zostały tylko kojoty, skorpiony i myszołowy… oraz miejscowy policjant.

Podróżni, którzy tu trafią, poznają prawdziwy sens słowa desperacja. Jeśli King, jak ma w zwyczaju, wpadł na pomysł tej powieści podczas jakiejś podróży/pod wpływem impulsu, to trzeba tej wyobraźni postawić pomnik.

Łączenie przez autora zombie z wybrańcami Boga i zalewając to chińskim sosem nie wróży nic dobrego. W przypadku Kinga jednak mamy doskonałą krwawą jatkę z motywami religijnymi w tle. Poza tym autor tym razem nie przedstawia nam prostej fabuły. Kilka wątków potęguje nastrój grozy, a zombie to w przypadku innych rzeczy występujących w “Desperacji” niewinne aniołki.

Znów dzieci odgrywają ważną rolę w kingowskiej opowieści. To jedyny minus dobrej powieści, którą polecam.

“Desperacja”
Stephen King
Prószyński
2008

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Stukostrachy pukają do drzwi

Posted: December 28th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Haven, idylliczne miasteczko w stanie Maine, przeobraża się w niebezpieczną pułapkę dla każdego nowego przybysza. Diabelską przemianę wywołuje na pozór błahe wydarzenie – Bobbi Anderson potyka się w lesie o dziwny metalowy przedmiot i bezskutecznie stara się go wykopać.

stukostrachy

Wkrótce tajemnicza rzecz, zagrzebana w ziemi od tysiącleci, zaczyna się rozrastać i zmieniać kształty, upodabniając się do ruin starożytnej budowli. Bobbi i jej partner popadają w dziwne uzależnienie od tego wykopaliska, a wszyscy mieszkańcy Haven zostają obdarzeni mocą nieznaną zwykłym śmiertelnikom…

Stephen King w powstających lat parę “Stukostrachach” pokazuje klasę. Objętościowo duża powieść jest przykładem powieści grozy z nutką sf.

Autor ma niesamowitą wyobraźnię. Nie do końca wiadomo, czy tajemniczy obiekt znajdujący się w lesie to ufo czy inna rzecz. Tysiące lat, które minęły od istnienia tego przedmiotu jeszcze bardziej zaciemniają obraz tej historii. Nadprzyrodzone umiejętności mieszkańców połączone z nagłą utratą zdrowia potęgują wrażenie grozy. Finał, gdy mieszkańcy zamykają miasto przed resztą świata mistrzowski.

Oczywiście nie samym UFO żyje człowiek. Mamy sporą dawkę pobocznych emocji, które same w sobie tworzą osobną – niemniej ciekawą historię.

I choć do końca nie wyobraziłem sobie stukostracha, nie żałuję. Całe szczęście, że istnieją takie powieści. Polecam.

“Stukostrachy”
Stephen King
Prószyński
2008

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Wszystko jest względne

Posted: December 28th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , | No Comments »

Stephen King uważa, że opowiadanie ma się gorzej niż dramat i poezja razem wzięte. Czytając “Wszystko jest względne” można odnieść wrażenie, że nie mija się z prawdą.

wszystko jest wzgledne

Razem z bohaterami trafiamy do tajemniczego świata z cyklu Mroczna Wieża, by stawić czoła wampirzycom, ale już kilkanaście stron dalej uciekamy wraz z Johnem Dillingerem przed obławą FBI. Spotykamy wędrujących nieboszczyków, prześladuje nas zmieniający się obraz i trafiamy do nawiedzonego pokoju hotelowego, gdzie od lat dochodzi do makabrycznych wypadków. W restauracji musimy się zmierzyć z szaleńcem, który ni z tego, ni z owego postanowia nas zabić. A kiedy wybieramy się nad rzekę, by spokojnie połowić pstrągi, natykamy się na samego diabła.

14 opowiadań powstawało w różnym czasie i w różnym miejscu. Na niektóre pomysł wpadł podczas kąpieli, inne z kolei poczęte są w bólach, które autor zapewne czuje do dzisiaj. Niestety oprócz opowiadania łączącego się z “Mroczną wieżą” reszta nie nadaje się do publikowania (o czytaniu nie wspomnę).

Kingowi nie wychodzi zabawa taką małą formą. Schematyczne, nudne i zupełnie nieodkrywcze opowiadania poprzedzone (lub zakończone) komentarzem autora męczą. Kilkaset stron dawało nadzieję, że słowa o końcu opowiadania jako gatunku są przedwczesne. W przypadku Kinga można prosić, by już nigdy za małą formę się nie brał.

Jeśli małe opowiadanie to Joe Hill King. Tatuś zdecydowanie lepiej wypada w swoich objętościowo dużych sagach.

“Wszystko jest względne”
Stephen King
Prószyński
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.


Kiedy żona chwyta pióro…

Posted: December 19th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Magia nazwiska ułatwia sprawę, jednak talent trzeba mieć. Thabita King nigdy nie przebije męża jako pisarka, jednak jej rola pierwszej recenzentki jest nieoceniona.

w cieniu plonacych swiec

Calliope “Calley” Dakin jest ukochaną córeczką tatusia, co wielce irytuje jej matkę Robertę. Drażni ją również to, że dziewczynka słyszy rzeczy, których dziecko słyszeć nie powinno, i wie rzeczy, których dziecko za nic w świecie nie powinno wiedzieć.

Calley ma zaledwie siedem lat, kiedy jej ojciec zostaje brutalnie zamordowany i poćwiartowany przez dwie kobiety, bez wyraźnego motywu. Calley z matką muszą uciekać do Pensacola Beach, gdzie w domu identycznym jak ten, w którym mieszkała jej prababcia, czeka na nie obca kobieta.

Mistycyzm, tajemnica i płonące świecie przewijają się przez całą powieść. Od początku nie wiemy, czego spodziewać się należy w finale. Czy trup będzie siać się gęsto? A może kosmici pomogą małej Calley z wyjścia z kłopotów? Może jednak jakiś szaman woo doo?

Książka pisana przez dwie osoby jest dosyć niejasna. McDowell chciał pewnie napisać horror, a zakończenie Thabity przypomina melodramat. Niejasne sytuacje, które pojawiają się co rusz zniechęcają czytelnika do zagłębiania się w arkana myśli pisarskiej.

Michael McDowell nie zdążył dokończyć tej książki, a że Kingowie i rodzina Mc Dowellów się przyjaźnią, Thabita podjęła się dokończenia opowieści. Jak dla mnie z marnym skutkiem.

Thabita King, Michael McDowell
“W cieniu płonących świec”
Prószyński
2006

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.