Czyta się w coraz większych głębiach tak, że czytanie każdego arcydzieła jest...

Horror zwany klasycznym

Posted: December 19th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , , | No Comments »

“Miasteczko Salem” to doskonałe antidotum na niedoskonałe powieści o wampirach, jakie ostatnimi czasy opanowały rynek.

miasteczko salem

Właściwie wszystko zaczyna się od pisarza – Ben Mears wraca do Salem, by opisać historię, która przytrafiła się mu w dzieciństwie. W tym samym czasie ktoś kupuje nawiedzony domek, z którym związane są wspomnienia Bena. Straker przywozi skrzynię zamkniętą na wiele kłódek. Co kryje? Oczywiście zło, które powoli zaczyna wykańczać miasto…

W “Miasteczku Salem” King jest w formie wyśmienitej. Nie ma tu rzeczy, które mogłyby w jakiś sposób zdenerwować czytelnika. Rozpoczynamy lekturę w czasie, gdy nad Salem unosi się piękne słońce. Z czasem jednak robi się coraz ciemniej. Nosferatu sieje się gęsto nie zważając na wiek i płeć (dzieciaki jako wampiry opisane mistrzowsko). Dodajmy do tego jeszcze księdza, który przegrywa ze złem i mamy powieść idealną.

King idealnie stopniuje napięcie. Mimo objętościowej masy, jaką stanowi ta książka każde słowo jest potrzebne, by jak najlepiej wypełnić sobie miejsca nie do określenia. Salem – w każdym umyśle inne – ma jednak parę mndo, które będą dla wszystkich wspólne. To mocny atut książki.

Motyw wampira, który powoli wysysa życie z miasteczka nie jest nowy. Jednak ten sequel robi wrażenie. I mimo kilkunastu lat, jakie upłynęły od premiery jest nadal świeżutki.

Polecam.

Stephen King
“Miasteczko Salem”
Prószyński
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Chudszy

Posted: December 19th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Powieści Kinga są albo dobre, albo można je przeczytać. Do tych drugich należy zdecydowanie powieść “Chudszy”.

king

Billy Halleck nie ma specjalnych powodów do narzekania. Jako wzięty adwokat z każdą sprawą zarabia coraz więcej. Sprawdza się jako mąż i ojciec. Ma wygodny dom i kochającą rodzinę. Jedyne, co go naprawdę trapi, to poważna nadwaga grożąca zawałem serca. Pewnego dnia, wracając z wystawnej kolacji, potrąca samochodem i zabija starą Cygankę. Sprawa trafia na wokandę.

Jak to zwykle w przypadku bogatych adwokatów bywa sprawa, dzięki koneksjom rozmywa się. Stary cygan nie jest zadowolony z wyroku. Rzuca klątwę na Billa, który zaczyna chudnąć. 1 kilogram mniej codziennie. I choć na początku jest to zbawienne dla jego zdrowia, z czasem zaczyna prowadzić prosto w ramiona śmierci.

Cyganie według Kinga są źli, okrutni, a ich ciała przypominają rozkładające się trupy. Straszne opisy tej grupy mieszają się z pięknością i czystością rdzennych mieszkańców USA. Mimo, że to wszystko ubrane jest w soczyste słowa, nie pozostaje na długo w umyśle miłośnika horroru.

Lepiej już z klątwami, urokami et cetera. Oprócz klątwy odchudzającej mamy także: zamienianie człowieka w gada, powolny rozkład ciała czy inne powodujące powolne konanie. Asortyment nie duży (i bardzo naciągany) co powoduje, że z horroru robi się lekka sensacja.

King i klątwy to niezbyt dobre połączenie. Poza tym lepiej wychodzą mu wstawki o polaczkach. Wolę już stare motywy przepuszczone przez wyobraźnię mistrza horroru. “Chudszy” się w niej nie znalazł.

Stephen King
“Chudszy”
Amber
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Miłość, zdrada i spaghetti

Posted: December 7th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , | No Comments »

Giullia Melucci opowiada o swojej “smacznej”, pełnej humoru książce “Miłość, zdrada i spaghetti”.

Weź garść dowcipu, szczyptę sarkazmu i mnóstwo serca – i już można się delektować historią kobiety, która szukała miłości u mężczyzn… a znalazła ją w kuchni.

Czuły alkoholik, typowy nowojorczyk pełen lęku przed zaangażowaniem, ekscentryczny artysta ze sporo przekroczoną datą przydatności do spożycia i nie jeden, a dwóch pisarzy z kompleksem Piotrusia Pana – Giulia gotowała dla nich wszystkich. Każde z niepowodzeń miłosnych kosztowało ją porządną porcję płaczu i miskę pastiny (przepis znajdziecie w książce), ale przetrwała, by inne kobiety mogły poznać jej historię i chciały nadal szukać prawdziwego uczucia, miejmy nadzieję z lepszym rezultatem. A jeśli okaże się to niemożliwe, przynajmniej umiały upichcić coś pysznego.

Giulia Melucci napisała zabawną i poruszającą książkę. Istne „Jedz, módl się i kochaj”, tyle że z przepisami.
A.J. Jacobs, autor „Roku biblijnego życia”

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Legenda o Sigurdzie i Gudrun

Posted: November 30th, 2009 | Author: | Filed under: TV Książki | Tags: , , , , | 5 Comments »

Zobacz filmy promujące wydanie niepublikowanego dotąd dzieła J.R.R. Tolkiena – wielkiej “Legendy o Sigurdzie i Gudrun”.

J.R.R. Tolkien, wielki miłośnik i znawca kultury Północy, zanim napisał “Hobbita” i “Władcę Pierścieni”, w latach dwudziestych XX w. ułożył własną wersję staroskandynawskiej legendy o upadku słynnych Niflungów (Nibelungów). Nadał jej formę dwóch związanych ze sobą poematów o niezwykle kunsztownej wersyfikacji, zatytułowanych „Nowa pieśń o Völsungach” oraz „Nowa pieśń o Gudrun”.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Mroczna połowa pisarza

Posted: November 25th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , , , | No Comments »

Czyli King pokazuje pazurki :)

stephen king

O “Mrocznej połowie” można pozaliteracko powiedzieć wiele. Zyskała sławę przede wszystkim za sprawą ekranizacji George’a A. Romero. Wielu badaczy twórczości Kinga usilnie twierdzi, że pisarz rozprawia się w tej powieści z nastawionymi tylko na zysk wydawcami. Być może – jednak dla czytelnika najważniejsza jest sama powieść. Krwista, z thrillem i doskonałym finałem.

George Stark, ich ulubiony twórca bestsellerów, nie istnieje, a pod tym pseudonimem ukrywał się dotychczas Thad Beaumont – autor ambitnych powieści psychologicznych! Stark nie zamierza jednak zniknąć. Jako mroczna połowa duszy Beaumonta prześladuje wszystkich, których uważa za winnych ujawnienia jego tajemnicy. Mnożą się niewyjaśnione i przerażające wypadki.

Stephen King doskonale wykorzystuje motyw Dr. Jekylla i Mr. Hyde’a. “Mroczna połowa” przypomina “Szarego diabła” Grahama Mastertona (choć jest o niebo o niego lepsza). Można zarzucić Kingowi za bujną wyobraźnię (zęby i włosy w mózgu). Pomysł i wykonanie przednie.

Dobrze, że Prószyński wznowił (w czerwcu tego roku) tę właśnie powieść. Idealna propozycja prezentowa dla wszystkich fanów i antyfanów Kinga.

Mistrzostwo.

Stephen King
“Mroczna połowa”
wydawnictwo Prószyński i s-ka
2009

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Cujo

Posted: November 6th, 2009 | Author: | Filed under: Recenzje | Tags: , , , , | No Comments »

Dzieło dobre można czytać dwa razy. Tak jest w wypadku “Cujo” Stephena Kinga.

Był sobie dobry bernardyn, który mieszkał z patologiczną rodziną Cambers na farmie niedaleko Castle Rock. Mieszkańcy go kojarzyli, bo był dużym psem, który nikomu nie zrobiłby krzywdy. Jednak historia nie miała by sensu, gdyby nagle nie wydarzyło się COŚ, co na zawsze zmieni ten obraz sielanki.

cujo

Stephen King napisał tę historię w roku 1981. Polacy mogli je przeczytać po raz pierwszy dopiero w 1994 roku. Jak głosi oficjalne stanowisko autora – “Żałuję, że tyle piłem. Nie pamiętam nic z procesu pracy nad tą książką”. “Cujo doczekał się także ekranizacji (zresztą baaaaaardzo słabej).

Dlaczego sięgnąłem po książkę, która liczy sobie już kilkanaście dobrych lat? Powodów jest kilka. Pierwszy – zawodowe obowiązki, o których dużo by pisać.

Druga sprawa – to sama swietnie skonstruowana historia. Pozornie akcja, gdzie nietoperz drapie Cujo, a potem ten zaczyna chorować na wściekliznę nie jest ciekawa. A jednak wszystkie wydarzenia, które zapoczątkowało niewinna gonitwa za króliczkiem, stado nietoperzy i głupia rasa psa są majstersztykiem jeśli chodzi o literacki thriller.

Cujo robi rzeczy straszne, ale reakcje ludzi, wstrząśniętych jego bezwzględnością są nie mniej przerażające (podobnie jak ich ukryte grzeszki). Dodajmy to tego wewnętrzny głos psiej maszyny do zabijania – po prostu cudo.

I choć można sobie obejrzeć ekranizację tej książki, to zdecydowanie bardziej warto wysilić szare komórki i Cujo przeczytać.

Polecam.

Cujo
Stephen King
Prószyński i s-ka
1994

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts


Dr House. Całkowicie bez autoryzacji

Posted: September 25th, 2009 | Author: | Filed under: Nowinki ze świata książki | Tags: , , , , , , , , , , , , , , | No Comments »

“Dr House. Całkowicie bez autoryzacji” to zbiór szokujących, jak sam główny bohater, artykułów pod redakcją Leah Wilson na temat serialu “Dr House” i jego bohaterów.

dr. house

Analizując różne aspekty tego popularnego serialu, m.in. postać i umysł Gregory’ego House’a, autorzy esejów zebranych w książce “Dr House. Całkowicie bez autoryzacji” zastanawiają się, dlaczego House jest takim draniem, jak myśli, dlaczego kłamie, kradnie, wymyśla niestworzone historie i łamie wszelkie reguły, dlaczego tak naprawdę zatrudnił Foremana, Cameron i Chase’a i czy faktycznie potrafi uczyć.

Umysł House’a, przynajmniej dla większości z nas, pozostaje zagadką, dlatego autorzy jednego z esejów poddają analizie proces podejmowania decyzji w medycynie i odsłaniają podobieństwa między metodą diagnostyczną doktora House’a a tą, którą posługują się lekarze rodzinni.

Zadaniem doktora House’a jest stawianie diagnozy i szukanie przyczyn, których nie potrafi znaleźć nikt inny. Ale czasami nawet on potrzebuje konsultacji. Tym razem dwójka psychologów podejmuje się rozwikłania zagadki zagadek… i stawia diagnozę samemu doktorowi House’owi.

Za sprawą House’a ból jest obecny w każdej niemal scenie serialu. Jak to jest ciągle odczuwać ból? W jaki sposób ból wpływa na postrzeganie, nastrój, relacje z innymi, ocenę sytuacji? Książka opisuje kontekst, dzięki któremu możemy lepiej zrozumieć House’a i to, jak radzi sobie z bólem.

Nie jest tajemnicą, że inspiracją dla postaci Gregory’ego House’a był Sherlock Holmes, dziewiętnastowieczny mistrz dedukcji. Ale być może House to także Benjamin Franklin “Sokole Oko” Pierce XXI wieku? Autor jednego z esejów przeciwstawia sobie tych dwóch lekarzy, omawia podobieństwa i różnice między nimi i dochodzi do zaskakujących wniosków.

Autorami esejów są: Nick Mamatas, Craig Derksen, Lois Winston, Karen Traviss, Glenn McDonald, Donna Andrews, Jill Winters, Joyce Millman, Shanna Swendson, Robert T. Jeschonek, Geoff Klock, Jillian Hancock, Steven Rubio, Brad Sinor, Virgina Baker, Susan Engel i Sam Levin, James Gilmer, Mikhail Lyubansky i Elaine Shpungin, Linda Heath, Nancy Franklin.

Przeczytaj fragment:

Mimo że ból jest za sprawą House’a obecny w każdej niemal scenie serialu (już choćby ból towarzyszący House’owi przy chodzeniu), pozostaje on prawdopodobnie najmniej zbadanym aspektem całego widowiska. Jak to jest ciągle odczuwać ból? W jaki sposób ból wpływa na postrzeganie, nastrój, interakcje społeczne? James Gilmer ma wiedzę z pierwszej ręki i opisuje kontekst, dzięki któremu możemy lepiej zrozumieć House’a i to, jak radzi sobie z bólem.

CZY BÓG KULEJE?
James Gilmer

Świat Zachodu, a w szczególności Ameryka, ma specyficzny stosunek do bólu. Być może wypływa to z judeochrześcijańskiej koncepcji, że cierpienie jest dobre dla duszy, z domieszką purytańskiej etyki pracy na dokładkę: cierpienie Adama i Ewy, po tym jak opuściła ich łaska Pana. Ciekawa jest też relacja świata zachodniego do profesji medycznych: lekarze przedstawiani są jako postaci autorytarne i wszechwiedzące, które roztaczają boski dar wiedzy i uzdrawiają, stojąc wprost przy łóżku agonalnie ściskającego prześcieradło pacjenta.
Prowadzi nas to wprost ku postaci doktora Gregory’ego House’a – uzależnionego od pigułek geniusza, który przeżuwając vicodin, rozwiązuje kolejne medyczne zagadki; powiew świeżości w formule dramatu medycznego. House radzi sobie z bólem dzięki kombinacji hydrokodonu i acetaminofenu, występującej w Stanach pod handlową nazwą vicodin. Hydrokodon powoduje rozdrażnienie, jest to półsyntetyczny opioid uzyskiwany z kodeiny i tebainy.

Tak więc w naszym społeczeństwie, w którym cierpiącego od uśmierzenia bólu dzieli tylko gabinet lekarski (jak przekonują nas reklamy), nagonka na ten akurat lek wydaje się zastanawiająca. Dlaczego tyle szumu robi się wokół tego, że House, który funkcjonuje na nim dobrze, zażywa go po to, by sprawnie działać i wykonywać swoje zadania? Dlaczego jego najlepszy przyjaciel próbuje namówić go na inne terapie lecznicze? Dlaczego tenże przyjaciel, onkolog stykający się z bólem cierpiących na różne postacie raka pacjentów, ciągle walczy z House’em i namawia do odstawienia środka? Czy przy całej swojej inteligencji i wiedzy House nie jest czasem doktorem z kompleksem Boga, okaleczonym bogiem politeistycznego panteonu, który cierpiał ludzkim cierpieniem, lecz wyniósł je wysoko ponad ludzkie masy? A może jedynie bystrym doktorem, który cierpi na straszną przypadłość?

HOUSE: Mówiłem już, że jestem uzależniony. Ale nigdy nie mówiłem, że mam z tym jakiś problem („Detox” – Detoks, 1/11).
Prawdopodobnie nic nie powie nam ogólna informacja, że zachowanie House’a przy łóżku pacjenta nie zdradza specjalnej pogody ducha. Nie jest to efekt zażywania vicodinu, jak zapewnia nas jego była dziewczyna, Stacy. Więc dlaczego wszyscy wydają się zaniepokojeni faktem zażywania przez House’a tych pigułek? Co to za hałas o ten lekki narkotyk?

Ktoś powiedział narkotyk? Ano właśnie, i od razu mamy pod ręką gotowe skojarzenia: zapuszczone meliny heroinistów, gęste od dymu ze skrętów. Tymczasem narkotyki są wykorzystywane w każdym amerykańskim szpitalu w leczeniu pacjentów uskarżających się na przewlekły i ostry ból.

Termin „narkotyk” początkowo odnosił się do środków, które uzyskiwano z maku lekarskiego, ale zgodnie z postanowieniami ustawy o substancjach kontrolowanych na liście narkotyków znajdują się również inne substancje, niewywodzące się z opium.
Vicodin, jedna z handlowych nazw, pod którymi sprzedawany jest hydrokodon, jest jednym z najszerzej znanych i najczęściej przepisywanych leków przeciwbólowych w Ameryce. Osoba nieodczuwająca chronicznego bólu po zażyciu tego leku byłaby na haju, jako że jednym z jego skutków ubocznych jest euforia, jak również redukcja napięcia, zmniejszenie niepokoju i złagodzenie agresji.
Czy ten opis przypomina House’a? A może House nie żyje jednak w świecie bezustannej euforii? No cóż, oto haczyk: osoby cierpiące chroniczny ból – tak jak doktor House – nigdy nie zaznają tego przyjemnego uczucia. Gdyby House chciał zażyć większą dawkę, niż jest potrzebna do tego, by uśmierzyć ból, mógłby to zrobić, jednak widzimy, że nadal kuleje, a z jego twarzy nie schodzi grymas bólu. Ani śladu euforycznego otępienia.

Owszem, kilka razy zdarzyło nam się widzieć House’a po przedawkowaniu, kiedy porusza się i reaguje w zwolnionym tempie, ale widzieliśmy również, że kiedy jest wzywany do przypadku, powstrzymuje się przed zażywaniem nadmiernej dawki leku (jak wtedy, kiedy już miał wstrzyknąć sobie potajemnie działkę morfiny, ale zadzwonił telefon i House został wezwany do szpitala, dokąd karnie udał się, powłócząc chorą nogą).

[...]

HOUSE: Nie ma niczego takiego! Nasze ciała psują się, czasem kiedy mamy dziewięćdziesiątkę, czasem zanim jeszcze przyjdziemy na świat, ale to dzieje się zawsze i nie ma w tym za grosz godności. Nieważne, czy możemy chodzić, czy widzimy, czy możemy podcierać sami tyłek. To zawsze jest niesmaczne – bez wyjątku. Z godnością można tylko żyć, ale nie umierać („Pilot”, 1/1).
Ileż to osób powtarza, że chciałoby odejść we śnie, szybko i bezboleśnie. Łatwiej nam zaakceptować niesienie ulgi umierającym niż ulgę w cierpieniu dla żywych.
Ból i śmierć często idą ze sobą w parze. W trzecim sezonie, w odcinku „One Day, One Room” (Jeden dzień, jeden pokój, 3/12), Cameron miała przypadek bezdomnego, który życzył sobie umrzeć w agonii przekonany o tym, że cierpienie nada jego życiu sens. Dla wielu ludzi ból musi coś znaczyć. Wilson często mówi House’owi, że jego ból to dobry znak, że może on oznaczać regenerację komórek nerwowych. Jednak dla samego House’a, niezależnie od tego, jaka jest jego przyczyna, jest to wciąż tylko ból.
Nie ma godności w umieraniu, jak elokwentnie ujął to w pilotażowym odcinku serii House.
Nie chcę tu umniejszać śmierci ani agonalnych cierpień, ani powiedzieć, że jeden typ cierpienia jest gorszy od drugiego, ale raczej że wszystkie są podobne. Ból to ból, ale postaci serialu rozwodzą się na temat odchodzenia w godności, spychając na dalszy plan kwestię, czy podobne traktowanie nie należy się również House’owi.

W toku serialu niemal każdy z lekarzy miał okazję wygłaszać kazania w kwestii praw swoich pacjentów do śmierci albo dyskutować na temat gotowości pacjentów do przejścia na tamten świat. Człowiek na wylocie dostaje bilet do morfinowego raju, ale jeśli przyszło mu żyć z bólem, to powinien to życie od początku do końca przeboleć.
Fizykoterapia, akupunktura, chiropraktyka, akupresura, masaż, terapia psychologiczna, przyczepianie elektrod na plecach i przepuszczanie prądu w celu zablokowania impulsów przenoszących informację o bólu, bezpośrednie naświetlanie promieniami rentgenowskimi, hormonalne zastrzyki w rdzeń kręgowy… do tego wszystkiego posuwają się ludzie i lekarze, zamiast zgodzić się na niewielką białą tabletkę.
Masz bóle? To je sobie rozchodź. Bez pracy nie ma kołaczy. Ból to lęk opuszczający twoje ciało.

[...]

HOUSE: Nie martwcie się, bo w przypadku większości z was moją robotę mogłaby wykonywać małpa z butelką motrinu. ? propos, jeśli zdarzy wam się szczególnie mnie zirytować, możecie być świadkami, jak sięgam po to. To vicodin… Nie, nie mam problemu z radzeniem sobie z bólem… Choć kto wie? Może i się mylę. Może jestem zbyt nawalony, żeby móc to ocenić. A więc, kto pierwszy? („Occam’s Razor” – Brzytwa Ockhama, 1/3)
Zwykle House wydaje się bardziej szczęśliwszy po zażyciu vicodinu. Wszyscy muszą umierać z ciekawości, czy to dzięki przytłumieniu nieustępliwego bólu. Czy to przypadek, że kiedy House nie zażywa vicodinu, nie jest w stanie sprawnie myśleć? I o ile wiąże się to częściowo z oczyszczaniem organizmu z toksyn, to z pewnością odgrywa tu też rolę nieuchronnie powracający ból. Jego przełożona, Cuddy, wręczyła mu raz receptę na vicodin, stwierdzając przy tym otwarcie, że lepiej pracuje, kiedy go zażywa.

Dla House’a ból staje się centrum jego świata. Ból więzi go. Zachłannie pożera wszystkie myśli. Zapomnijmy o vicodinie, który powoduje lekkie zaćmienie umysłu. Pomyślmy o bólu przeszywającym na wskroś wszystkie kości. Wyobraźmy sobie borowanie młotem prosto w krzyż albo rozpalone ostrza powoli zatapiające się w nodze. Ciągnące się nieprzespane noce, kiedy co pół godziny wyrywa nas ze snu fala nadpływającego bólu.
Podejście Wilsona do bólu, jakiego doświadcza jego przyjaciel, jest zadziwiające. Z jednej strony, łamiąc prawo, chętnie zwija jointy dla potrzebujących pacjentów, a drugiej utrzymuje, że ból House’a ma charakter psychogenny i że vicodin nie jest mu do niczego potrzebny. Zapewne House mógłby obejść się bez narkotyków, ale nie zapominajmy, że jego ból jest prawdziwy. Tym bardziej niezrozumiałe jest zachowanie Wilsona, który robi wszystko, żeby uśmierzyć ból u pacjentów, tylko House’a traktuje wyjątkowo. Zdaniem Wilsona, House powinien zaakceptować swój ból i pozwolić, by ten odmienił go na lepsze. Czy to nie brzmi znajomo? Cierpienie jako transformacja? Cierpienie jako odkupienie?

Mogliśmy zauważyć, jak dobrze to się sprawdzało w sezonie trzecim, kiedy House tymczasowo odzyskał władzę w nodze i zaczęły nachodzić go skurcze, zwiastując prawdopodobny powrót bólu. Bez vicodinu ból zyskał na sile, a House nie mógł skupić się na sprawie, aż do chwili, kiedy nie spadł na niego deszcz endorfin po biegu, do jakiego się zmusił. Zaryzykował leczenie, co do którego nie miał żadnych sprawdzonych przesłanek, które podpowiadał mu jedynie instynkt. Nie przypadkiem rozwiązanie problemu przyszło do niego waśnie po wysiłku, kiedy wydzielają się endorfiny i uaktywniają naturalne mechanizmy kontrolowania bólu.

admin

W skrócie: Szczęśliwy mąż i ojciec zafascynowany światem literatury i nowych technologii.

More Posts