“Zbieracz truskawek” przypomina głównego bohatera “Pachnidła”. Lektura jednak przynosi nam więcej korzyści niż czytanie Suskinda.
Nagie ciało dziewczyny znajdują dzieci bawiące się w lesie. Obcięto jej włosy. Została zgwałcona. Szeroko otwarte oczy przeraziły tego, kto znalazł ciało. Oczy te wyrażają również ogromne zdziwienie. Miasteczko,z którego pochodziła dziewczyna jest przerażone. Podobnie media, które piszą o psychopatycznym mordercy. Na pogrzebie ofiary Jeff publicznie deklaruje, że znajdzie mordercę.
To wywołuje nieuchronny upadek elementów układanki. Zaczyna się pościg, w którym albo morderca zostanie ujęty, albo ścigająca zginie.
Monika Feth miesza kryminał z dobrej jakości thrillerem. Do tego miejscami wrzuca opowieść grozy z zaskakującym finałem. Pozorny misz masz ma swój głęboki sens. Ciekawa jest również opowieść z perspektywy kilku osób. Widzimy tę samą sytuację oczyma młodszych i starszych. Sama narracja również się zmienia. To dodatkowy atut książki.
Te wszystkie zabiegi nie ułatwiają czytania. Zabawa jest jednak przednia. Morderca ma coś z bohatera “Pachnidła”. Zbrodnia jest bo występuje brak miłości. Jednak w “Zbieraczu truskawek” sprawa jest jeszcze bardziej “wyuzdana.
Żeby dowiedzieć się, o co chodzi – polecam przeczytać.
Gratuluję znów dobrego wydawniczego nosa Naszej Księgarni. Polecam.
Po sobotniej tragedii literatura tego miejsca winna być uzupełniona o nowy rozdział.
Dramat polskich oficerów przedstawił Allen Paul na szerokim, rzetelnie udokumentowanym tle polskiej historii od 1939 po 1992 rok, gdy władze rosyjskie wreszcie opublikowały “Rozkaz nr 13″, w którym Stalin osobiście nakazał rozstrzelanie polskich jeńców z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa.
“Katyń – Stalinowska masakra i tryumf prawdy” napisana została przez osobę, która nie ma polskich korzeni i o Polsce wiedzę zdobywała dość długo. Może jednak w tym tkwi cały sukces tej pozycji? Obiektywna narracja opisuje zbrodnię, która przez długie lata była odkrywana.
Pewnie dobrze wyszło mu to pisanie, gdyż nie bezpodstawnie porównuje ofiary Katynia z ludźmi ginącymi w zamachu na wieże w WTC. Analogii można poszukać w książce. Wróćmy jednak do właściwego problemu…
Strzały w głowę, które dawały nagłą śmierć. Kłamstwa, którymi karmiono rodziny i polskie władze (choćby Stalin, który mijał się z prawdą do końca). I wiele innych rzeczy opisuje Allen Paul.
Katyń to miejsce trudne. Po sobotnich wydarzeniach opinie są podzielone. Jedni uważają go za miejsce przeklęte, inni wołają “Golgota”. Gdzie leży prawda? Tego Allen Paul nie pisze wprost – decyzja należy do każdego z czytelników książki “Katyń”.
Chciałoby się czytać więcej tak “prawdziwych” książek historycznych.
Czarna Owca podjęła się ambitnego zadania. Boga przedstawia z różnych punktów widzenia.
Tajemnice, które otaczają postać Jezusa Lena Einhorn stara się rozbić na czynniki pierwsze. Piszę o staraniach, gdyż wiele pomysłów, które w książce znajdziemy wysunęli już kiedyś inni. Jednak ona stara się dotrzeć do sedna sprawy.
I tak poruszamy się od czasów narodzin Jezusa aż do jego śmierci. Jak naprawdę wyglądało aresztowanie w Ogrodzie Oliwnym? Czy któremuś ze strażników zostało obcięte ucho, czy ktoś zginął? Autorka szuka faktów posiłkując się od czasu do czasu Nowym Testamentem.
W książce Leny Einhorn dużo miejsca zostało poświęcone także samej biblii jako źródłu. Podziw wzbudzają dokładne analizy autorki każdej z Ewangelii. Dlaczego ich autorzy piszą tak, a nie inaczej? Z czego wynikają nieścisłości? Pytania stawiane przeze mnie znajdują odpowiedź w “Co się wydarzyło w drodze do Damaszku?”
Żywa narracja pozwala obcować z ciekawą treścią i doskonałymi wnioskami.
Nie można przejść obok książki obojętnie.
Co się wydarzyło w drodze do Damaszku? W poszukiwaniu prawdziwego Jezusa
Lena Einhorn
Czarna Owca
2010
Trzymająca w napięciu opowieść o jednym z najmroczniejszych sekretów II wojny światowej. Historia amerykańskich jeńców, którzy byli poddawani wymyślnym, nieludzkim torturom przez japońskich naukowców.
Wiedza na ten temat nie jest tak wielka, jak w przypadku badania zbrodni w obozach koncentracyjnych. Jednak fakty, które są ujawniane w książce przerażają.
Japończycy nie mieli litości dla Amerykanów. Eksperymenty, którym poddawali obywateli USA przechodzą ludzkie pojęcie. Choroby, operacje bez znieczulenia – to tylko “małe” przykłady arsenału, jaki zafundowali Japończycy swoim wrogom. Jedzenie ich wątroby oraz profanacja zwłok jest finałem okrutnej zbrodni.
Warunki, w jakich więźniowie byli przetrzymywani uwłaczały godności człowieka. Machina miała wszystko tak przemyślane, by złamać nawet najtwardszego zawodnika. Bez toalety, bez światła, na małej powierzchni żołnierze amerykańscy myśleli tylko o jednym. Śmierć miała być dla nich wybawieniem.
Sami oprawcy mówią niewiele chroniąc siebie nawzajem. Treść wzbogacona o unikalne zdjęcia, które tworzą wizualny obraz tej tragedii.
Czy nauka zajmowała się sprawami seksu? Jaki jest jej wpływ na pożycie statystycznego Kowalskiego? Stara się odpowiedzieć Mary Roach w swojej książce ” Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu”.
Tym razem autorka “Ducha” i “Sztywniaka” nawet sama uczestniczy w niektórych eksperymentach opisanych w książce. Oczywiście do kopulacji potrzeba dwojga, więc i szanowny małżonek również lata po świecie ze swoją żoneczką, by ona mogła dopisać kolejny rozdział do swojego dzieła.
Temat nie jest łatwy. Naukowe podejście do seksu również niemożliwe. Zapewniam, że z książki Roach nie wyniesiemy nic ciekawego (oprócz straconego czasu).
Słynna erudycja autorki została w “Sztywniaku”. Bez humoru, bez polotu opowiada o znalezionych przez siebie wynikach badań nad stosunkiem analnym czy pieszczotami innych niż intymne części ciała. Wszak takie rzeczy powinna nasza kochana Roach obracać w żart/kawał/gag. A jednak się nie udaje.
Roach stara się pokazać, że badania nad seksem nie mają sensu. Ile oddechów wykonuje kobieta podczas orgazmu? Jakie mięśnie pracują podczas szczytowania? Nauka nie zna słowa wstyd, a pragnienie jej jest jedno – wiedza – czysta i prawdziwa.
Oczywiście penisy-kamery czy masowanie rzepki w celu osiągnięcia orgazmu są śmieszne same z siebie i Roach nie jest do tego potrzebna, to jednak dobrze, że ktoś naukowo się seksem zajmuje. Może w końcu wyjdzie z tego odkrycie rewolucjonizujące świat.
”Chętnie przeczytałbym historię domów z blachy falistej według Mary Roach, ale Mary Roach o seksie? To prawdziwy dar niebios!”
pisze autor “Roku biblijnego życia”. Boże chroń przed takim “dziełem”.
Pozycja nieciekawa.
Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu
Mary Roach
Znak
2010
Moda na Schmitta za sprawą jego nowej książki znów ożywa. Warto więc wrócić do początków jego obecności na polskim rynku wydawniczym. Na początek “Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”.
Kiedy mały Momo podkrada smakołyki w sklepie pana Ibrahima, nawet nie podejrzewa, że stary Arab, który tak naprawdę wcale nie jest Arabem, stanie się wkrótce jego przyjacielem i duchowym przewodnikiem. Nie podejrzewa, że ten człowiek tak zmieni jego życie. Nie podejrzewa, że może być tak bardzo szczęśliwy. Ale po kolei…
Momo jest wyznania mojżeszowego. Ibrahimowi bliżej jest do Koranu. Te dwie religie, które za bardzo nie pałają do siebie miłością w książce Schmitta stanowią tylko tło do właściwego sensu opowieści. Można być szczęśliwym i będąc Żydem i będąc Muzułmaninem. Poza tym nie każdy Żyd to złodziej, a Muzułmanin to terrorysta.
Takie utarte schematy tylko utrudniają nam życie, co pokazuje przykład Momo. Maska, którą zakładamy; poza, którą przybieramy winny być jedyne i prawdziwe – nasze. Inaczej ciężko z tego życia się cieszyć, o lekkości bytu nie wspominając.
Schmitt ma lekkie pióro, które czyta się z przyjemnością. Analiza ludzkiego bytu zarówno widoczna w słowach jak i ukryta gdzieś pomiędzy kropką i przecinkiem robi wrażenie. I nie ma racji dziennikarka “Przekroju” porównując autora “Oskara i pani Róży” do Coehlo. Emmanuel to zupełnie inna – wyższa półka. I w myśli i w słowie i w …. (właściwe wpisać).
Wyśmienita literatura.
“Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”
Eric Emmanuel Schmitt
Znak
2004
Podejrzenia czytelników, którzy latami wysyłali listy na londyński adres Sherlocka Holmesa – Baker Street 221B – wreszcie się potwierdziły. Słynny detektyw okazał się postacią realną, Studium w szkarłacie napisał doktor Watson, a demoniczny profesor Moriarty miał powiązania z irlandzkimi nacjonalistami… W tej fikcyjnej biografii prawda, zmyślenie i prawdopodobieństwo łączą się wręcz bezszwowo. Nick Rennison opisuje dom rodzinny Sherlocka Holmesa, zagubiony pośród ponurych wrzosowisk północnego Yorkshire, wyjaśnia, co łączyło detektywa z piękną Irene Adler, zdradza, ile jest prawdy w pogłoskach o jego homoseksualizmie, i rozstrzyga, czy był on uzależniony od narkotyków. A to wszystko na tle panoramy wiktoriańskiej Anglii – jej obyczajów, mody, polityki, nauki, kultury. Na kartach książki Rennisona pojawiają się również ikony tamtej epoki: królowa Wiktoria, Oscar Wilde, Zygmunt Freud i Kuba Rozpruwacz, a także Arthur Conan Doyle, który był – naturalnie! – agentem literackim doktora Watsona…
Amerykański mistrz horroru Jonathan Maberry to dwukrotny laureat nagrody Brama Stokera, wykładowca i nauczyciel powieściopisarstwa, to autor powieści, komiksów i kilkunastu książek popularnonaukowych, m.in. Vampire Universe. Jest konsultantem Stowarzyszenia Autorów Horrorów i członkiem wielu amerykańskich stowarzyszeń literackich.
Jego “Wilkołak” robi wrażenie. Szczęśliwe życie Lawrence’a Talbota skończyło się tej nocy, kiedy umarła jego matka. Chłopak opuścił wiktoriański dwór, by szukać zapomnienia w dalekiej Ameryce. Po latach powraca w rodzinne strony – i odkrywa, że okolicą rządzi strach. Krążą pogłoski o krwiożerczej bestii, która znów żądna krwi zabija. Prawda o niej zburzy dotychczasowe życie i przeszłość Lawrenca. Na zawsze…
Książka na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od innych mrocznych opowieści o wilkołakach. Mamy pełnię, krwawe zbrodnie i zarażanie “wilkołactwem”. Jednak Maberry ubiera starą opowieść w parę dodatków, które zmienią zakurzone opowieści w nową jakość.
Powieść jest krótka konkretna. Maberry nie przedłuża opisów ponad miarę, a każde słowo stosuje jakby podczas pisania miał przed sobą karteczkę z napisem złoty środek. Lawrence oraz pozostali bohaterowie “Wilkołaka” są bohaterami z krwi i kości. Angielski klimat tylko dopełnia piękna mrocznej opowieści.
Thrill prześladuje nas przez całą książkę. Tyle wrażeń nie zapewnia nawet wchodzący na ekrany kin filmowy “Wilkołak”.
Jak nie będziesz pracowała, to też będziesz pracować na kasie. Te dwa stwierdzenia dość często słyszy kasjerka (o przepraszam, hostessa kasy). Jedna z nich zdecydowała się na opisanie tego stanu rzeczy – najpierw na blogu, później w książce.
Odważna nazywa się Anna Sam. Pokazuje klientów i sytuacje, które są trudne do wyobrażenia. Gile przyklejone do towarów. Mało ciekawe sposoby na podryw, które stosuje szeroki wachlarz klientów. Dodatkowo parę sposobów na kradzież w supermarkecie.
Oczywiście klient to nie wszystko. Jest i dyrekcja – raz lepsza, raz gorsza. Na godzinę pracy przysługuje osobie 3 minuty przerwy – czyli wyścig do toalety czas zacząć. Przerwa w pracy też nie jest za długa, więc Anna Sam ma ją zaplanowane co do minuty. To wszystko pokryte jest ciągłym dźwiękiem biip!
Trzeba jednak pamiętać o drugiej stronie medalu. Akcja dzieje się we Francji. Obrywają francuskie sieci handlowe. Tydzień pracy ma 30 godzin. Niedziele wedle przypisów wolne. Kasjerka jest tylko kasjerką – nie musi ganiać od kasy do wykładania towaru. Nie musi pracować na akord – szybciej, szybciej, szybciej…
Porównuję to do polskiej sytuacji hostess kasy i … oceniam Annę Sam negatywnie. Mimo, że w na kasie siedziała lat parę, to w polskich warunkach nie miałaby siły na pisanie bloga i pracę na polskiej kasie tyle czasu. Nie miałaby tylu przerw, wolnych weekendów, etc.
Zastanawiam się więc, jakby wyglądały wspomnienia polskiej kasjerki? Obstawiam, że lektura byłaby o wiele przyjemniejsza i bardziej przerażająca. Nie byłoby też problemów z tłumaczeniem, które pozostawia wiele do życzenia.
Stephen King w “Sklepiku z marzeniami” pokazuje, że ludzie dla marzeń są w stanie robić rzeczy najgorsze.
Tajemniczy przybysz z Europy, Leland Gaunt, otwiera w Castle Rock sklep, w którym mozna kupić “wszystko, o czym zamarzysz”. Ceną za zrealizowanie marzenia nie są jednak pieniądze, lecz spłatanie współobywatelowi pozornie niewinnego figla.
Pozornie niewinny figiel (wybicie szyby, przebicie opony) połączone ze sobą wywołują konflikty, jakich jeszcze Castle Rock nie widziało. Krew leje się strumieniami i prawdopodobnie nikt nie powstrzyma tego rozlewu krwi.
Stephen King i jego “Sklepik z marzeniami” są kolejnym potwierdzeniem tezy, że dłuższe historie wychodzą mu lepiej niż opowiadania. Autor z chirurgiczną precyzją na czynniki pierwsze rozbiera niecną naturę człowieka. Dla swoich marzeń ludzka istota zrobi wszystko – z morderstwem włącznie.
Flustracja, nieuzasadniony gniew – wszystkie negatywne uczucia czynią horror lepszy niż ten z wampirami w roli głównej. Kradzież duszy jest tylko dodatkiem do opowieści grozy stworzonej przez nudnych mieszkańców małego miasteczka.
Wielowątkowa powieść jak zwykle napisana jest doskonałym językiem. Dbałość o dialogi, opisy i wewnętrzne monologi zasługuje na uwagę.
Doskonale napisana powieść Kinga cieszy i daje dużo satysfakcji. Czekać teraz wypada na najnowszą powieść mistrza “Pod kopułą” i liczyć na jej podobne walory.
Magia nazwiska ułatwia sprawę, jednak talent trzeba mieć. Thabita King nigdy nie przebije męża jako pisarka, jednak jej rola pierwszej recenzentki jest nieoceniona.
Calliope “Calley” Dakin jest ukochaną córeczką tatusia, co wielce irytuje jej matkę Robertę. Drażni ją również to, że dziewczynka słyszy rzeczy, których dziecko słyszeć nie powinno, i wie rzeczy, których dziecko za nic w świecie nie powinno wiedzieć.
Calley ma zaledwie siedem lat, kiedy jej ojciec zostaje brutalnie zamordowany i poćwiartowany przez dwie kobiety, bez wyraźnego motywu. Calley z matką muszą uciekać do Pensacola Beach, gdzie w domu identycznym jak ten, w którym mieszkała jej prababcia, czeka na nie obca kobieta.
Mistycyzm, tajemnica i płonące świecie przewijają się przez całą powieść. Od początku nie wiemy, czego spodziewać się należy w finale. Czy trup będzie siać się gęsto? A może kosmici pomogą małej Calley z wyjścia z kłopotów? Może jednak jakiś szaman woo doo?
Książka pisana przez dwie osoby jest dosyć niejasna. McDowell chciał pewnie napisać horror, a zakończenie Thabity przypomina melodramat. Niejasne sytuacje, które pojawiają się co rusz zniechęcają czytelnika do zagłębiania się w arkana myśli pisarskiej.
Michael McDowell nie zdążył dokończyć tej książki, a że Kingowie i rodzina Mc Dowellów się przyjaźnią, Thabita podjęła się dokończenia opowieści. Jak dla mnie z marnym skutkiem.
Thabita King, Michael McDowell
“W cieniu płonących świec”
Prószyński
2006
Powieści Kinga są albo dobre, albo można je przeczytać. Do tych drugich należy zdecydowanie powieść “Chudszy”.
Billy Halleck nie ma specjalnych powodów do narzekania. Jako wzięty adwokat z każdą sprawą zarabia coraz więcej. Sprawdza się jako mąż i ojciec. Ma wygodny dom i kochającą rodzinę. Jedyne, co go naprawdę trapi, to poważna nadwaga grożąca zawałem serca. Pewnego dnia, wracając z wystawnej kolacji, potrąca samochodem i zabija starą Cygankę. Sprawa trafia na wokandę.
Jak to zwykle w przypadku bogatych adwokatów bywa sprawa, dzięki koneksjom rozmywa się. Stary cygan nie jest zadowolony z wyroku. Rzuca klątwę na Billa, który zaczyna chudnąć. 1 kilogram mniej codziennie. I choć na początku jest to zbawienne dla jego zdrowia, z czasem zaczyna prowadzić prosto w ramiona śmierci.
Cyganie według Kinga są źli, okrutni, a ich ciała przypominają rozkładające się trupy. Straszne opisy tej grupy mieszają się z pięknością i czystością rdzennych mieszkańców USA. Mimo, że to wszystko ubrane jest w soczyste słowa, nie pozostaje na długo w umyśle miłośnika horroru.
Lepiej już z klątwami, urokami et cetera. Oprócz klątwy odchudzającej mamy także: zamienianie człowieka w gada, powolny rozkład ciała czy inne powodujące powolne konanie. Asortyment nie duży (i bardzo naciągany) co powoduje, że z horroru robi się lekka sensacja.
King i klątwy to niezbyt dobre połączenie. Poza tym lepiej wychodzą mu wstawki o polaczkach. Wolę już stare motywy przepuszczone przez wyobraźnię mistrza horroru. “Chudszy” się w niej nie znalazł.
Kiedy Piotr postanowił wstąpić do policji, zaskoczył tym wszystkich. Miał 30 lat, wykształcenie w dziedzinie transportu morskiego, kilka lat pracy w zupełnie innym zawodzie, rodzinę na dodatek. Co mu przyszło do głowy? Czy zrealizuje w tym zawodzie swoje marzenia? Czy potrafi połączyć zaangażowanie w pracę z życiem rodzinnym? Na te pytania odpowiada niecodzienna, zawierająca autobiograficzne elementy książka, młodego komisarza. Pełna ciepła, humoru i ogromnych emocji powieść , ukazuje nieznaną stronę pracy Policji. Dalsze losy Piotra już wkrótce: w przygotowaniu tom II
Mało kto wie, że popularny „pan od pogody”, znany dziennikarz i podróżnik jest z wykształcenia orientalistą.
W ukochanych Indiach spędził kilka lat. Przemierzył kraj, mieszkał w prawdziwej, indyjskiej rodzinie, długo pozostawał w romantycznym związku z indyjską aktorką… Kret pasjonująco i z entuzjazmem opisuje tamtejszą codzienność, oryginalne święta, w których uczestniczył, przybliża dawne legendy, snuje anegdoty. Książkę ilustrują fotografie, zrobione przez samego autora.