Esther Vilar przedstawia piorunującą historię pewnej miłości zakończonej zaskakującym finałem.
Mademoiselle to zdumiewająco piękna i nieco ekscentryczna francuska guwernantka dwunastoletniej Carloty, córki argentyńskiego dyplomaty. W święta Bożego Narodzenia choinka Carloty staje w ogniu i na scenę wkracza lokalna straż pożarna. Pomiędzy wysokimi, muskularnymi strażakami jest jeden niski i łysiejący – Nick Kowalski. Mademoiselle z miejsca się zakochuje.
Czy jednak nasz rodak obdarzy ją uczuciem? Pytanie pozostaje długi czas bez odpowiedzi. Niemniej jednak Nick Kowalski zmuszony kolejnymi pożarami w końcu poznaje się na miłości, która na niego czeka.
Esther Vilar pisze niesamowicie. Ustami dziecka opowiada przerażającą historię piromaniaczek, które z miłości robią rzeczy szalone. A wszystko zaczyna się niewinnie w pewien wigilijny wieczór…
Miłość ma wiele twarzy, jednak tak, którą pokazuje nam francuska pisarka jest inna. Do czego potrafi posunąć się zakochana kobieta? Do wywoływania mniej lub bardziej groźnych pożarów? Do czego posunie się strażak? Do składania fałszywych świadectw? I choć nie chce się wierzyć w poszczególne wydarzenia, autorka opowiada je w taki sposób, że od razu to kupujemy.
Subtelne dialogi pomieszane z pędzącymi myślami piromaniaczek tworzą mieszankę wybuchową. Siła takiej miłości nie może się z niczym równać.
Miłość jest tak gorąca, że finał powoduje powolne spalanie naszego ciała. Polecam – ekstra mocne.
Grzegorz Gortat w swojej najnowszej książce pokazuje, że umie pisać. I wiele można się po nim spodziewać.
Wszystko zaczyna się od “niekompletnego” ojca, który stracił kończynę. Stary malarz – jego syn podsumowuje swoje życie, które nie napawa optymizmem. W tej opowieści o niespełnionych uczuciach, przemijaniu, sztuce i śmierci obok fikcyjnych bohaterów występują autentyczne postacie: Sándor Márai, Goethe, Kleist, Kafka, Novalis. To właśnie tworzy niesamowity obraz, który jeszcze pozostaje długo po przeczytaniu książki.
Gortat podejmuje temat przemijania, który ostatnimi czasy nie jest popularny wśród pisarzy. Posiłkując się i pokazując przykłady śmierci znanych osób przekonuje jednak, że odchodzenie może być najważniejszym wydarzeniem w wędrówce człowieka. Nie pustka, a pełnia przeżyć czeka nas po drugiej stronie – zdaje się mówić autor.
Ciekawa i warta naśladowania jest również postawa autora wobec autorytetów. Wierność – słowo, które powtarza się w powieści jest kluczem do wszystkiego. Człowiek wierny jest pełniejszy/lepszy i spełniony u kresu swojej wędrówki.
Doskonały język i narracja, która nawiązuje do mniej lub bardziej znanych dzieł literatury światowej daje nam niepowtarzalną okazję do obcowania z tak dobrą literaturą. Prosimy o więcej.
“Niekompletność”
Grzegorz Gortat
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2010
W austriackim Amstetten Josef Fritzl latami więził w piwnicy córkę Elisabeth i spłodził z nią kilkoro dzieci. Wydało się, media ruszyły na żer. Przerażoną opinię publiczną karmiły gwałtem, perwersją, horrorem. Po wyroku zamilkły nie udzielając odpowiedzi na najważniejsze pytania. Czy musiało do tego dojść? Kto zawinił?
Reporterzy Stefanie Marsh i Bojan Pancevski cierpliwie rozsupłują splot okoliczności, które doprowadziły do dramatu. Krok po kroku prowadzą czytelnika od życiorysu “potwora z Amstetten” ku zbiorowej biografii Austriaków. Mocna książka. Bezstronność i dociekliwość to jej siła.
Lidia Ostałowska, dziennikarka “Gazety Wyborczej”
19 kwietnia 2008 roku Josef Fritzl wezwał karetkę do swojego domu przy Ybbsstrasse. Lekarzom powiedział, że znalazł pod drzwiami nieprzytomną i ciężko chorą dziewiętnastoletnią dziewczynę.
Dwa dni później policja odkryła osobliwe więzienie zbudowane w piwnicy tego domu, a podwójne życie Josefa Fritzla, pełne niewyobrażalnej perfidii i okrucieństwa, ujrzało światło dzienne.
Niniejsza książka opisuje jedną z najstraszliwszych zbrodni epoki.
Przez siedemdziesiąt lat Josef Fritzl był prawym obywatelem austriackiego miasta Amstetten, wspaniałym ojcem i odnoszącym sukcesy biznesmenem, który dzięki własnej pracy doszedł od skromnych początków do powszechnego szacunku. Wiosną 2008 roku prawda wyszła na jaw.
W 1984 roku odurzył swoją osiemnastoletnią córkę Elisabeth chloroformem i zaciągnął do więzienia, które przez pięć lat budował pod domem rodzinnym. Trzymał ją tam dwadzieścia cztery lata, regularnie gwałcąc i zmuszając do urodzenia siedmiorga dzieci. Lisa, Monika i Alexander trafili “na górę” i zamieszkali z babcią. Michael umarł krótko po urodzeniu. Kerstin, Stefan i Felix mieli zaś na zawsze pozostać pod ziemią, zamknięci z matką w pięciopokojowej piwnicy, kontakt ze światem zewnętrznym utrzymując tylko dzięki telewizji i radiu.
Dzięki licznym wywiadom, dokumentom i materiałom kryminalistycznym to wyczerpujące studium stanowi jedyną kompletną i kompetentną relację ze sprawy, dając wnikliwy wgląd w umysł i motywacje Josefa Fritzla. Książka prezentuje rzetelną analizę faktów, daleką od tropienia sensacji, stawiając sobie za cel pokazanie prawdy.
O autorach:
Stefanie Marsh urodziła się w Niemczech. Jest redaktorką “The Times”, napisała wiele artykułów na temat Austrii.
Bojan Pancevski od ośmiu lat mieszka w Wiedniu. Regularnie pisze o Europie Środkowowschodniej dla “The Times”, “Telegraph”, “Daily Mail”, “Sunday Telegraph” i “Sunday Times”. Jako pierwszy anglojęzyczny reporter donosił o sprawie Jozefa Fritzla. Jego relacje na ten temat ukazywały się w większości brytyjskich gazet oraz w stacjach telewizyjnych i radiowych na całym świecie.
Ciekawie, śmiesznie i w dodatku o piłce – czyli to, co tygryski lubią najbardziej.
Akcja jest (dla chłopców) niezwykle pasjonująca.
Marzenia Daniela mają szansę się spełnić. Został zauważony przez świetnego trenera piłki nożnej i rozpoczął treningi z prawdziwego zdarzenia. Nowi koledzy ze szkółki piłkarskiej, do której trafił, to wyjątkowe oryginały… Łączy ich jedno – miłość do piłki i zapał do gry. Nieubłaganie jednak zbliża się godzina prawdy, czyli pierwsze poważne rozgrywki w Złotej Lidze Juniorów. Tytuł mistrza Warszawy drużyn amatorskich musi być ich! Chłopcy ze wszystkich sił i wszelkimi środkami będą dążyć do zwycięstwa. Otrzymają przy tym niezłą szkołę życia…
Lubię Jacka Podsiadłę, bo umie pisać. Jego felietonyoraz poprzednie (trzy o ile mnie pamięć nie myli) książki połyka się w oka mgnieniu. Z “Czerwoną kartką dla Sprężyny” nie powinno być kłopotu – myślę siadając do lektury. A jednak…
Książki o futbolu (pomijamy te teoretyczne i historyczne) nie mogą być dobre. A to autor/ka nie czuje akcji, nie oddaje emocji lub (co częste) myli mu się aut ze spalonym, czy goalkeeper czy golem. Podsiadło jednak zadaje kłam takim stwierdzeniom. Autor czuje każdą akcję. Każdy oddech zawodnika oddany jest z pasją, jaką może mieć tylko zagorzały kibic futbolu. Copaacabana polskich książek.
Na szczęście dla dam, “Czerwona kartka” to opowieść nie tylko o piłce. Mamy tutaj codzienne życie Daniela – szkoła, rodzina, dom. Codzienne zmartwienia czy problemy, których rozwiązania są uniwersalne i nie opierają się tylko na sporcie.
Mam nadzieję, że “Czerwona Kartka dla Sprężyny” znajdzie fanów zarówno wśród uczniów szkoły podstawowej jak i wśród … ich tatusiów. Nie od dziś przecież wiadomo, że świat kręci się wokół piłki. A może i jakaś dama nawróci się na ten sport?
Jacek Podsiadło
“Czerwona kartka dla Sprężyny”
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009
Poznajcie Eda Kennedy’ego – przeciętnego taksówkarza, kiepskiego karciarza, pechowca w miłości. Mieszka w ruderze na przedmieściach, dzieli się kawą ze swoim psem Odźwiernym i darzy uczuciem koleżankę Audrey. Jego życiem rządzą spokojna rutyna i brak perspektyw – do chwili, gdy pewnego dnia niechcący powstrzymuje napad na bank.
Najpierw przychodzi as. Parę nic nieznaczących (do czasu) adresów i Ed staje się posłańcem, którym pewnie nigdy nie chciał zostać.
Praca posłańca jest dość nietypowa – Ed musi pomagać osobom, które tej pomocy potrzebują. Wdowa, biegaczka czy ksiądz bez rzeszy wiernych – to tylko niektóre z postaci, jakim trzeba w danym momencie pomóc.
Może wydawać się to dziwne – 19-letni kierowca taksówki, który ma robić za anioła w świecie bez przyszłości, bez perspektyw (jak go sam Ed określa). Jednak wszystkie zdarzenia, jakie napotyka nasz bohater mają znaczenie i ciągną go ku przeznaczeniu, które … zaskakuje każdego czytelnika.
Ci, którzy polubili (ba, pokochali bo inaczej nie można) “Złodziejkę książek” nie powinni poczuć się zawiedzeni. Oczywiście problem holokaustu czy tragizm wojny tu nie występuje jednak poruszane przez Zusaka problemy są na tyle uniwersalne i cały czas obecne, że czynią z tej książki lekturę dla obecnych i przyszłych pokoleń zmuszonych do stawiania czoła przeciwnością losów.
Ed Kennedy wykonuje zadania i cierpi (czy to za sprawą własnych błędów czy w wyniku jakiegoś szatańskiego planu osób trzecich). Cierpienie jego nie idzie jednak na marne, a finał całej opowieści wynagradza wszystkim jego potyczki i całe dotychczasowe nieciekawe życie.
Ciekawie napisany, mocny i trzymający w napięciu “Posłaniec” jest książką idealną dla każdego – a dla młodzieży w szczególności. Dawno już nie miałem w rękach powieści, która oprócz opowiadania doskonałej historii daje jeszcze parę dobrych lekcji życia, które przekonają nawet najbardziej obojętnego na świat nastolatka.
Zdecydowanie polecam.
“Posłaniec”
Markus Zusak
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009
Nowy statek wampiratów grasuje po oceanach, siejąc postrach i zniszczenie. Gdy odpływa przed świtem, na nabrzeżu można znaleźć czarną królową kier. To znak rozpoznawczy pięknej Loli Lockwood, która nosi dziwny tatuaż wokół oka, a krew sączy z drogocennego weneckiego kieliszka.
Zuchwałe zbrodnie wywołują gniew Federacji Pirackiej. Cheng Li staje na czele elitarnego oddziału łowców wampirów. Jej tajną bronią jest Connor Tempest.
Grace, wstrząśnięta wyborami brata, poznaje tymczasem rodzinne sekrety. Przeszłość kryje straszliwą prawdę ale i obietnicę.
Czy daleko pada jabłko od jabłoni? Czy syn nosi w sobie piętno ojcowskich, złych zachowań, które tylko czyha, by się ujawnić? O tym jest ta fascynująca powieść. I o uroku dawnych lat. O ludziach i Polsce z lat 60-tych XX wieku.
Grzegorz Gortat umie oddawać klimat tamtych czasów. Sprzęty, zachowania, zwyczaje i obyczaje, konflikty pokoleń oraz … pogoda tworzą opowieść o Łodzi, jaka zapewne nie jest znana szerszej publiczności. Autor przypomina gomułkowszczyznę, która w narracji miesza się z opowieścią o obozie w Oświęcimiu i słynną marcową premierą “Dziadów”. Ten pozorny misz masz co chwila eksploduje dając nam niesamowitą okazję do prawie namacalnego kontaktu z tym, co odeszło.
Oczywiście opowieść historyczna to nie wszystko. Gortat ukazuje nam życie swojego bohatera, który już pewnie do końca będzie musiał mierzyć się z próbą porównywania go do ojca i sloganami o złej krwi powodującej pójście w ślady swojego rodziciela.
Zważywszy, że czas potrafi zniekształcić odciśnięte w pamięci wydarzenia, a obiektywizm pisarza na przekór jego intencjom nader chętnie ulega podszeptom wyobraźni, uznałem za stosowne nadać bohaterom, narratora nie wyłączając, fikcyjne imiona i nazwiska.
Zdanie autora potwierdza przekonanie, że mały wycinek osobistej historii zdarzył się naprawdę. Tu plus dla Gortata, że nie zaryzykował całkowitego zaufania swojej pamięci i uniknął posądzenia o przekręcanie życia któregoś z bohaterów żyjących naprawdę w Łodzi z lat 60…
Serdecznie polecam tę książkę wszystkim, którzy mają w sobie choć trochę wrażliwości i ciekawości świata oraz tym, którzy chcą sprawdzić co się dzieje kiedy próbuje się wymieszać wielką historię ze wspomnieniami kraju lat dziecinnych. Polecam!
Czy można zrobić doskonały misz masz wszystkich znanych bajek w jednej książce? Dodatkowo wprowadzić je w znany nam współczesny świat? “Nikczemny spisek” pokonuje wszystkie trudności i naprawdę robi wrażenie.
“Powinniśmy chyba być sierotami, prawda?” – zasugerowało pewnego dnia jedno z rodzeństwa Willoughbych. Wszyscy czworo należą do rodziny w staroświeckim stylu, a ich rodzice – no cóż, ich rodzice pozostawiają bardzo wiele do życzenia (sami zresztą chcą się pozbyć swoich dzieci). Cóż robić? Trzeba wynająć nianię i udać się w długą podróż, a przy okazji sprzedać dom (bez dzieci) a te niech same o siebie zadbają. Z kolei pociechy liczą, że rodzice zginą podczas jednej z wypraw i … będą miały święty spokój. Absurd?
Niekoniecznie – Lois Lowry tworzy opowieść, która łączy w sobie wszystkie pragnienia, działania oraz skutki zdarzeń dziejących się w innych bajkach. Dzieci Lowry mają coś z “Jasia i Małgosi”, “Ani z Zielonego wzgórza” czy “Heidi”. Z kolei rodzice posiadają cechy wszystkich czarnych bohaterów z bajek, jakimi obdarzyli nas pisarze. Ta mieszanka może wydaje się absurdalna, jednak robi wrażenie i wybucha raz po raz z każdą kolejną stroną tworząc opowieść, obok której nie można przejść obojętnie.
Oczywiście sam konflikt – dzieci konta rodzice to nie wszystko. Są i złodziejaszki, są nianie – złe, niedobre i te, które do rany można przyłożyć. Gdzieś czai się milioner dotknięty okrutnie (czy aby na pewno – przeczytajcie) przez los oraz porzucone dziecko wędrujące od drzwi do drzwi. Jednym słowem wszystko, czego wymagamy od dobrej bajki dla dzieci i … dorosłych.
Lowry nie tylko pisze, ale i maluje – być może nie “haniebnie” ale daje nam możliwość obejrzenia wizualizacji wizji pisarza. Czy będzie się ona różniła od naszych wyobrażeń? Nawet jeśli tak, to na tym polega zabawa czytelnika i autora.
Mówiąc krótko – bawcie się dobrze i czekajcie na kolejne części takich opowieści. Zdecydowanie powalające.
Nikczemny spisek
Lois Lowry
wydawnictwo Nasza Ksiegarnia
2009
Czyli rzecz o górnej półce i ich sposobie na wychowywanie dzieci.
Ruby Silverman – lat trzydzieści dwa, stanu wolnego – oddaje się całą duszą pracy w ekskluzywnym butiku dziecięcym, gdzie dziane mamusie polują na designerskie powijaki i inny pocieszny kram. A co z ciałem? Ciało, tyle że jej matki, sprawia niespodziankę i szykuje dla Ruby… braciszka albo siostrzyczkę. Szok, w jaki wpędza ją ta radosna nowina, zmusza Ruby do przemyślenia własnych planów prodziecinnych. Czy dogadzanie ciężarnym celebrities i cmokanie z zachwytu nad potomstwem przyjaciół to jej jedyna perspektywa na przyszłość? Na scenę wkracza Sam Epstien, apetyczny ginekolog, z którym idzie Ruby jak z płatka, do czasu, kiedy wpada na trop straszliwej afery – kryptonim: Surogatka. Czy w imię prawdy zaryzykuje własną karierę, a przy okazji wyleje kochanka z kąpielą?
Sue Margolis umie pisać ciekawie – co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jej nowatorska opowieść o zjawisku baby boom w wyższych sferach jest tego najlepszym przykładem.
Cały świat Gucci oglądamy oczyma Ruby, która może podjąć się interpretacji tego zjawiska. Nie jest bogata, nie ma szlacheckich korzeni, a jednak ma w sobie to coś, co sprawia, że doskonale poruszamy się w jej opowieści – historii to smutnej, to zabawnej – jednak niesamowicie szczerej (czasem aż do bólu).
Historia zawiera wiele opowieści, sentencji, które winny na stałe wejść do użycia powszechnego jeśli chodzi o dzieci, ich wychowywanie oraz samo życie. Szkoda, że wiele z opisanych sytuacji jest prawdziwych, a ich twórcy (rodzice) nie do końca zdają sobie sprawę z konsekwencji takiego zachowania. Być może ta książka da im do myślenia.
Doskonała dawka świeżego humoru na pochmurne i wietrzne dni (jakich sporo ostatnio). No i możliwość zastanowienia się nad niektórymi tematami z życia wziętymi.
Polecam
Gucci Gucci łapci
Sue Margolis
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009
Czyli coś o czym marzy każda nastolatka (nastolatek może też).
Niech zamiast nudnych wstępów przemówi sama główna sprawczyni zamieszania:
Nazywam się Lucy Peterson i powiem wam jedno: kompletnie nie pasuję do swojej nowej szwajcarskiej szkoły z internatem. Kawior do każdego posiłku, obowiązkowe fraki na balu (bo smokingi wyszły z mody), wycieczki do Genewy, zakupy u najlepszych projektantów, a wśród uczniów prawdziwe koronowane głowy… To nie moja bajka. Jestem zwykłą amerykańską nastolatką. Dostałam się tu dzięki stypendium i chcę dać czadu w klasie oraz na korcie, aby dostać się na dobrą uczelnię.
Tyle tylko, że w tej chwili wychodzę z siebie, by zrobić wrażenie na chłopaku, który wpadł mi w oko. Tak się składa, że jest księciem. W dodatku wplątałam się w koszmarną aferę z brukowcem, a najpopularniejsze dziewczyny w szkole uczyniły mnie obiektem swoich złośliwości. W co ja się wpakowałam?
Tyle Lucy – teraz czas na małe podsumowanie. Książka z gatunku tych, które choć mają konsystencję rzadką i nie zapadną nam w pamięć robią wrażenie konsekwencją oraz doskonałym oddaniem szczegółów. Tytuł w pewni oddaje ociekający złotem i ozdobiony diamentami obiekt – szkołę dla snobów. Gucci, Dolce Gabbana, Dior oraz wiele innych marek królują wśród uczniów tej prestiżowej szkoły. Latanie samolotami, gra w tenisa oraz uroczyste bale są codziennością dla szkoły, w której uczą się dzieci biznesmenów, książąt i wszystkich co bogatszych ludzi tej planety. Wszystko byłoby jednak nudne gdyby nie Lucy…
Nasz Kopciuszek wnosi dużo do nudnego i schematycznego życia szkoły wplątując się w pomaganie wysłanniczce prasy brukowej oraz zakochując się nieszczęśliwie w jednym z chłopaków. Poza tym chcąc ukryć swoje nieszlacheckie pochodzenie i skromny portfel powoduje wiele śmiesznych sytuacji,z których potem bardzo trudno jej wyjść. Jednak na tym opiera się cały koloryt “Szkoły dla snobów”.
Ciekawa, przezabawna oraz doskonale oddająca współczesne realia klasy wyższej doskonale nadaje się na deszczowe majowe wieczory (jaki mamy w chwili pisania tego postu).
Tytuł nie oddaje w pełni tego, co znajdziemy w nowej propozycji wydawnictwa WKN.
Każdy musi umrzeć (i płacić podatki) – te dwie kwestie pozostają nieuchronne i nie możemy od nich uciec. Szesnastoletnia Tessie jest chora na białaczkę – lekarze dają jej co najwyżej parę miesięcy życia. Ona sama nie zgadza się na chemię i postanawia poddawać się zabiegom na tyle, na ile będzie to konieczne. Równocześnie robi listę rzeczy, które chce zrobić “Zanim umrze”.
Na pierwszym miejscu mamy seks. Potem dzień, w którym wykonujemy wszystkie polecenia innych ludzi – mówimy, że kochamy przypadkowo spotkanego faceta, wydajemy pieniądze bez opamiętania i na końcu wskakujemy do rzeki. Potem próbujemy łamać prawo najczęściej jak się tylko da (oczywiście ze swoją najlepszą przyjaciółką). Zabieramy także samochód bez pozwolenia i bez prawa jazdy jedziemy do miejsca, z którym kojarzą się nam najlepsze wspomnienia.
Choroba przy takich działaniach pojawia się niezwykle rzadko – tylko w momentach, gdy stan zdrowia Tessie pogarsza się drastycznie, lub gdy ojciec zwraca jej uwagę, że niektórych rzeczy nie zrobi, bo choroba jej to z pewnością uniemożliwi. On ciągle żyje nadzieją na wyleczenie – Tessie z kolei stara się żyć tak, jakby dany dzień miał być jej ostatnim.
Nie spodziewajmy się szczęśliwego zakończenia, cudu czy innych zjawisk, które poprawią stan zdrowia Tessie. Narracja i język opowieści w pełni oddają jej pogarszający się stan zdrowia. Pełne zdania przechodzą w niedokończone myśli, które nie mogą być już wypowiedziane. Zapisywanie kończy się w pewnym momencie – zostaje już tylko potok myśli – Tessie sam na sam ze sobą. Pod koniec słyszymy już tylko głos rodziny, która godzi się ze smutnym końcem. Idealny przykład wykorzystania języka do opisania stanów pozornie niewyrażalnych.
Podejście dziewczyny chorej na białaczkę doskonale uświadamia nam, jak warto żyć, by nie żałować w ostatnich chwilach, że coś zostało za nami – niezrobione, niedokończone, nieprzeżyte. Przypomina, byśmy doświadczali w pełni każdej chwili i nie bali się spełniać pragnień.
Szkoda, że ta historia nie kończy się klasycznym happy endem, jednak łza, którą uronimy czytając ostatnie strony może zapadnie nam w pamięć i pozwoli podjeść do życia inaczej – czytaj zdecydowanie lepiej.
Polecam.
Autor: Jenny Downham
Tłumacz: Monika Gajdzińska
rok wydania: 2009
wydawnictwo Nasza Księgarnia
Czyli jak odchamić się po konferencji prasowej Palikota.
Zuźka D. Zołzik jest bardzo dorosłą panią. Dlaczego więc wszyscy traktują ją jak dziecko? To nie fair. Ale Zuźka wie, jak poradzić sobie w tej sytuacji. Jej ciocia Maja wychodzi za mąż. Zuźka zyskuje niepowtarzalną szansę udowodnienia swojej dorosłości! Szkoda, że nie została wybrana na druhnę, która sypie kwiatki, bo wtedy to dopiero mogłaby się popisać. Ale Zuzia ma sposoby, by zwrócić na siebie uwagę…
Książka wydawnictwa Nasza Księgarnia robi wrażenie – choć przeznaczona jest dla czytelnika trochę mniejszego niż autor tych wypocin. Zuźka charakteryzuje się logiką i postępowaniem, jakiego z pewnością zazdroszczą jej dorośli – którym “pewnych rzeczy nie wolno”.
Jakie to są rzeczy? Ot, wproszenie się na ślub cioci, zostanie (przez oznajmienie) druhną bo “z pewnością ciocia tak chce i ma taką niespodziankę”. Rubaszne i zaskakujące zachowanie podczas wesela oraz ciekawy finał całej opowieści (spuentowany przez niezawodną Zuzię oczywiście).
W całym tym zamieszaniu ( w którym czasem trudno się połapać) znajdziemy wiele czytelniczej radości z odkrywania i poznawania rzeczy, które niby są nam znane, a jednak dzięki dziecięcej interpretacji nabierają nowego – zupełnie nieznanego nam znaczenia.
Ciekawy i prosty język sprawiają, że wydawnictwo idealnie trafi do dzieci plus 4 oraz dorosłych, którym brakuje czasem takiego zuziowatego luzu. A przecież o to w życiu chodzi. Cieszmy się więc razem z pociechami czytając te (i inne) przygody Zuzi, która świetnie uzupełnia puste miejsce po Pippi – dziewczynce równie szokującej co nasza mała Zuzia.
Autor:Barbara Park
Ilustrator: Denise Brunkus
Tłumacz: Magdalena Koziej
rok wydania: 2009
ilość stron: 72
rodzaj wydania: miękka
Nasza Księgarnia korzystając z dobrodziejstwa, jakie daje internet zaczyna coraz mocniej inwestować w te formę przekazu. Czego dowodem ostatnia promocja najnowszej książki – “Młody samuraj”.
Pod tym adresem znajdziemy niebanalną i ciekawą stronę, która poszerzy naszą wiedzę o książce. Sam czytam – jak tylko skończę od razu podzielę się swoimi wrażeniami.
Mocne, ciekawe i uderzające. Takie są wydarzenia opisane w “Strefie Światła – Walce o szczęście”.
Kiedy Ula odzyskuje przytomność, jej twarz jest straszliwie poraniona żrącym kwasem. Okaleczył ją człowiek, którego kiedyś kochała. Dziewczyna miesiącami balansuje na krawędzi śmierci. Przechodzi ponad 80 operacji i zabiegów. Powoli wraca do życia. Uczy się, jak sobie radzić z odmiennością, poczuciem odrzucenia, bólem fizycznym i psychicznym. Choć nikt nie wierzy, że będzie jeszcze szczęśliwa, pragnie pokonać wszelkie przeciwności losu, a może nawet – kto wie? – odnaleźć wielką miłość.
Książka nie jest kolejną opowieścią, która mogła/może się wydarzyć. To autentyczne zapiski osoby, która przeżyła właśnie te wydarzenia. Jak pisze wydawca – o tej sprawie informowały kiedyś media. To pisanie stało się doskonałą formą autoterapii, która pomogła autorce ukrywającej się pod pseudonimem dojść do siebie.
Gdy czytamy o bólu operacji, o cierpieniu psychicznym, jakie spotkało bohaterkę nie możemy uwierzyć w taki ogrom zła. Wszystko jest do bólu prawdziwe, wszystko jest realistyczne. Potwierdza się scenariusz, w którym na początku nikt nie wierzy ofierze. Dopiero z czasem wszyscy odkrywają prawdę, którą od początku opisywała Ula.
Jak na autorkę bez literackiego przygotowania i bez chęci bycia pisarzem książka napisana jest sprawnie i ciekawie. Cała lektura zajmie nam 1 wieczór więc warto zainwestować w tą pozycję.
Widać wyraźnie, że warto dokładnie zastanowić się, czy pierwsze wrażenie, gdy patrzymy na człowieka nie jest złudne. Bo miłość prawdziwa może kryć się zupełnie gdzie indziej.
Polecam.
Polecam – to trzeba przeczytać.
Strefa światła. Walka o szczęście – historia prawdziwa
Wiktoria Zender
Nasza Księgarnia
2009
What The Kids Are Eating of the Day: Ruled not good enough by America’s largest fast-food chains, the so-called “pink slime” — meat and meat by-products treated with ammonia — is still A-OK by U.S. Department of Agriculture standards.
McDonald’s, Burger King, and Taco Bell were all persuaded to stop using ammonia-treated meat after the practice of rinsing dog-grade meat with ammonia to wash away harmful bacteria was brought to the attention of consumers by celebrity chef Jamie Oliver.
“We’re taking a product that would be sold in its cheaper form for dogs,” said Oliver on his TV show Food Revolution. “After this process, we can give it to humans.”
But a USDA spokesman said there were no plans to stop using pink slime as part of the national school lunch program.
“The U.S. Food and Drug Administration as well as the Food Safety and Inspection Service considers ammonium hydroxide as ‘generally recognized as safe,’” said the spokesman, Aaron Lavallee. “FSIS reviewed the suitability of Beef Products Inc.’s use of ammonium hydroxide in order to assess its effectiveness in performing the intended technical purpose of use, at lowest level necessary, and to ensure that the product is not adulterated or misleading to consumers.”
However, since ammonia beef falls outside the jurisdiction of federal labeling requirements, parents have no way of knowing what exactly is being served to their kids.